Nieco inna sytuacja ma miejsce w przypadku USD/PLN, który za sprawą umacniającego się dolara na rynkach światowych nie zdołał naruszyć wsparcia na 2,8550 zł. To może sugerować zwyżkę w okolice 2,8850-2,89 zł, która będzie próbą powrotu do niepokonanych w ostatni poniedziałek kluczowych oporów na 2,90 zł.
Dzisiaj rano rynek otworzył się w okolicach 3,78 zł za euro i 2,87 zł za dolara, ale później złoty zaczął pomału tracić na wartości. Teoretycznie inwestorzy nie przejęli się zbytnio wieczornym zamieszaniem wokół prezydenckiego kandydata na prezesa Narodowego Banku Polskiego - przypomnijmy, że prof. Jan Sulmicki zrezygnował wczoraj uzasadniając to powodami rodzinnymi. Z jednej strony strata dla rynku nie jest duża, gdyż tak naprawdę opinie na temat reprezentowanej przez niego linii polityki monetarnej, były znane tylko z jego wcześniejszych naukowych publikacji (ani razu nie zabrał on ostatnio publicznie głosu na ten temat), ale z drugiej pokazuje pewne problemy natury decyzyjnej w kancelarii prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Na szczęście pozostało jeszcze nieco czasu (do 22 grudnia b.r.) i można mieć nadzieję, że kolejna nominacja zostanie dobrze przyjęta przez rynki, a kandydat spełni podstawowe kryterium apolityczności i niezależności. Oczywiście ponownie pojawią się spekulacje, kto może nim zostać - na rynkowej giełdzie nazwisk jest sporo. Nie można wykluczyć, że szefem NBP zostanie prof. Zyta Gilowska, jeżeli premier Kaczyński zdecyduje się na powołanie Kazimierza Marcinkiewicza do rządu na stanowisko ministra gospodarki i wicepremiera, o czym coraz częściej spekuluje prasa. Pani profesor wielokrotnie zapowiadała wcześniej, iż nie zgodzi się na utratę teki wiceszefa rządu. Także ewentualnych zagrożeń dla złotego upatrywalibyśmy w możliwym odejściu Zyty Gilowskiej ze stanowiska ministra finansów, co mogłoby wzbudzić niepokój rynków o stan finansów publicznych (pani profesor jest znana ze swojej determinacji w tej sprawie). Należy jednak pamiętać, iż powyższy scenariusz pozostaje tylko w sferze spekulacji.
Poza kwestiami polityczno-administracyjnymi uwagę rynku skupią dzisiaj także dane o średniej płacy w listopadzie, które poznamy o godz. 14:00. Oczekiwania rynku mówią o odczycie na poziomie 3,9-4,1 proc. r/r wobec 4,7 proc. r/r w październiku. W połączeniu z wczorajszymi danymi o inflacji konsumenckiej, która okazała się niższa od prognoz i wyniosła 1,4 proc. r/r, taka figura wsparłaby rynek długu. Wczoraj wiceminister finansów, Piotr Soroczyński powtórzył prognozowaną przez resort ścieżkę inflacji, według której nie przekroczy ona w 2007 r. celu inflacyjnego. Dodał tym samym, że RPP powinna się wstrzymać z podwyżkami stóp przynajmniej do marca 2007 r. Nieco niepokojące były natomiast słowa członek RPP, Haliny Wasilewskiej-Trenkner, która przyznała, że tempo aprecjacji, a presja inflacyjna będzie rosnąć. Dodała także, iż ewentualne spowolnienie gospodarcze w 2008 r. może poważnie zaszkodzić perspektywom szybkiego wejścia do strefy euro.
Naszym zdaniem jest duże prawdopodobieństwo, że złoty dzisiaj straci korekcyjnie na wartości. Tym samym okolice 3,7750-3,78 na EUR/PLN raczej nie zostaną pokonane, a notowania mogą wrócić nawet w okolice 3,80 zł do poniedziałku, gdzie warto będzie rozważyć ponowną sprzedaż - średnioterminowe perspektywy spadku do 3,76 pozostają realne. W przypadku USD/PLN może dojść do testowania okolic 2,8950-2,90 zł. Jako przyczyny tego ruchu można wskazać ewentualne zamieszanie na linii Gilowska-Marcinkiewicz, a także ryzyko opublikowania danych o wyższej inflacji CPI w Stanach Zjednoczonych, co zmniejszyłoby zapał do angażowania się na rynkach wschodzących. O godz. 10:01 za jedno euro płacono 3,8780 zł, a za dolara 2,8780 zł.
Rynek międzynarodowy: