Z kolei EUR/PLN naruszył w czwartek okolice 3,7850-3,79 zł, ale po zachowaniu się podczas piątkowej sesji widać było, iż nie było ono zbyt trwałe. Tydzień zakończyliśmy jednak o blisko 2,5 grosza niżej (3,79 zł).
Naszej walucie niewątpliwie sprzyjał dobry klimat panujący w naszym regionie (historyczne rekordy słowackiej korony i dalsze wzrosty wartości węgierskiego forinta, oraz czeskiej korony), a także utrzymująca się względna słabość japońskiego jena, która sprzyjała inwestycjom opartym o tzw. strategię carry-trade, czyli taniego pożyczania pieniędzy i inwestowania ich na innych obiecujących rynkach. W końcu tygodnia region był już nieco słabszy. Mocne waluty zmniejszyły oczekiwania na podwyżki stóp przez tamtejsze banki centralne, a w przypadku słowackiej korony pojawiły się krytyczne wypowiedzi na temat jej zbyt szybkiej aprecjacji ze strony przedstawicieli Banku Słowacji. Swoje straty zaczął odrabiać też japoński jen, zwłaszcza, że w przyszłym tygodniu planowane jest posiedzenie Banku Japonii. Wprawdzie podwyżka stóp procentowych w tym kraju jest mało prawdopodobna, to jednak rynek będzie czekał na sygnały odnośnie jej terminu w przyszłości.
Dużo się działo także w kraju. We wtorek wieczorem prezydent Lech Kaczyński wyznaczył prof. Jana Sulmickiego, jako kandydata do objęcia schedy po odchodzącym w styczniu Leszku Balcerowiczu. Stanowiło to pewne zaskoczenie dla rynku, zwłaszcza, że była to osoba mało znana krajowym i zagranicznym ekonomistom. Po dwóch dniach spekulacji odnośnie poglądów profesora na obecną sytuację makroekonomiczną w kraju, on sam zrezygnował, co ponownie oznaczało, że wszystkie karty są nadal w grze. Prezydent Kaczyński poinformował jednak, iż wyboru dokona spośród dwóch osób, a uczyni to najpóźniej przed zaplanowanym na 10 stycznia 2007 r. posiedzeniem Sejmu. Mimo rynkowych spekulacji chęci zainteresowania tym stanowiskiem nie wyraziła minister Zyta Gilowska, dementując także, iż jakoby miała być skonfliktowana z Kazimierzem Marcinkiewiczem, jak to spekulowała prasa. Były premier miałby powrócić do rządu na stanowisko ministra gospodarki w randze wicepremiera, chociaż nic nie jest potwierdzone. Wydaje się jednak, iż Jarosław Kaczyński łatwo nie zrezygnuje z "usług" najpopularniejszego w Polsce polityka.
Inwestorzy otrzymali także garść korzystnych danych makroekonomicznych. Wprawdzie deficyt na rachunku obrotów bieżących wzrósł w październiku do 482 mln EUR, to handlowy zmniejszył się do 269 mln EUR, a dynamika zarówno eksportu jak i importu była dwucyfrowa. Z kolei niższa od prognozowanej okazała się listopadowa inflacja, która wyniosła 1,4 proc. r/r, przy wzroście średniej płacy w tym samym okresie o 3,1 proc. r/r. Z kolei resort finansów poinformował, że deficyt budżetu po 11 miesiącach b.r. wyniósł 60,7 proc. rocznego planu. Wszystkie te dane pokazały, że polska gospodarka wciąż znajduje się na silnej ścieżce wzrostu (dynamika PKB za IV kwartał może być równie wysoka jak w III kw.), a presja inflacyjna wciąż nie jest duża, co sprawia, iż RPP nie musi się spieszyć z podwyżkami stóp procentowych.
W najbliższym tygodniu uwaga inwestorów skupi się na danych o listopadowej produkcji przemysłowej i danych PPI (19 grudnia), sprzedaży detalicznej i bezrobociu (21 grudnia) i inflacji bazowej netto za ten sam okres (22 grudnia). Odbędzie się także ostatnie posiedzenie RPP (19-20 grudnia) z udziałem Leszka Balcerowicza - nikt jednak nie oczekuje zmian w poziomie stóp procentowych. Wydaje się, że złoty powinien pozostawać stabilny z łagodnym nastawieniem na jego dalsze umocnienie, aż do końca roku. Poza dobrymi danymi makroekonomicznymi sprzyjać temu będzie także świąteczny napływ środków od emigracji zarobkowej. Tym samym sądzimy, iż w przyszłym tygodniu może być trudno o poziomy wyższe od 3,80 zł za euro i 2,91 zł za dolara.