Wydarzeniem wczorajszego dnia było oczywiście posiedzeniem Komitetu
Otwartego Rynku oraz ogłoszenie decyzji tego gremium dotyczącej wysokości
stóp procentowych w USA. Jak prognozowali właściwie wszyscy, którzy
analizują rynek amerykański, FOMC nie zdecydował się zmieniać
oprocentowania funduszy federalnych. Wydźwięk treści komunikatu także
znacznie się nie zmienił. Cały czas punktowana jest inflacja. Członkowie
komitetu są zdania, że nadal większa jest szansa na wzrost gospodarczy niż
recesję, choć będzie on raczej powolny. Komitet podjął decyzję o
wstrzymaniu się ze zmianą stóp procentowych do chwili pojawienia się
kolejnych danych, które mogłyby rozstrzygnąć dylemat, czy można pomóc
gospodarce jeśli inflacja będzie już pod kontrolą. Teraz jej wartość jest
zbyt wysoka, by obniżać kosz pieniądza, bo może to grozić przyspieszeniem
wzrostu cen. Jeśli pojawią się oznaki spowolnienia tego procesu otworzy
się furtka dla cięć.
Nie oczekuje się takich ruchów w najbliższym czasie. Obecnie ocenia się,
że obniżka stóp procentowych w sierpniu jest możliwa z 15%. Przed decyzją
FOMC było to 17%. Jak widać większych zmian nie odnotowano. Czy to znaczy,
że cięć nie będzie? Na razie nic ich nie zapowiada, choć wiele będzie
zależeć od napływających danych. Jak zmienne są oczekiwania inwestorów
niech świadczy fakt grudniowych oczekiwań co do wysokości stóp. Wtedy z
niemal 100% pewnością sądzono, że do końca czerwca b.r. stopy procentowe w
USA spadną o 50 pkt bazowych. Teraz nikt już tak nie myśli, a możliwość
cięcia na najbliższym posiedzeniu ocenia się na 2%.
Rynek akcji zareagował na treść komunikatu najpierw chwilowym spadkiem,
ale po chwili przeważyło przeświadczenie, że Fed nadal stawia na brak
recesji i utrzymanie wzrostu gospodarczego choćby tylko na tych 2%.
Problem w tym, że ten scenariusz nie jest taki pewny, a każdy ma
świadomość, że wzrost PKB obecnie to głównie zasługa konsumpcji. Ta
wzrosła w I kw. prawie 4%, ale negatywny wpływ obostrzeń przy zaciąganiu
kredytów opartych o nieruchomości, wzrostu cen paliw oraz pewnego
pogorszenia się na rynku pracy może spowodować zmniejszenie się dynamiki
wzrostu konsumpcji nawet o połowę. Co wtedy będzie pomagać we wzroście
PKB? Już teraz rewidowane są oczekiwania co do dynamiki PKB w II kw. Nie
jest to jeszcze recesja, ale tylko dlatego, że Fed na nią nie liczy, nie
znaczy, że ona nie grozi. Zresztą spójrzmy na to z innej strony. Gdyby
dano sygnał bardziej gołębi, to niewielu by się ucieszyło, bo oznaczałoby,
że Fed boi się recesji. Można więc powiedzieć, że w tej chwili mamy sygnał
pocieszający, co wcale nie oznacza, że nie dojdzie do obniżek jeśli tylko
wskazania dotyczące aktywności gospodarczej będą się pogarszać, a inflacja
przestanie być poważnym zagrożeniem. Rynek się cieszy, że Fed nie obawia
się recesji i rośnie. Średnia przemysłowa niemal wyznaczyła nowy rekord.
Trudno dyskutować z taką logiką i trzeba po prostu to zaakceptować. Jeśli
komuś to sprawia problem, to niech lepiej stoi z boku.
To samo tyczy się naszego rynku. Wczoraj zakończyliśmy notowania w okolicy
zamknięcia z poprzedniej sesji. Otarcie zapewne nie będzie wiele się od
tego różnić. Moglibyśmy wprawdzie zareagować jak Amerykanie, ale raczej do
tego nie dojdzie. Po pierwsze, cena ropy wczoraj spadła (dane o zapasach)
i pewnie będzie to czynnik mało sprzyjający spółkom z nią związanym. Po
drugie, obecnie na amerykańskich kontraktach mamy minusy, które częściowo
niwelują pozytywny wydźwięk wzrostu cen po ogłoszeniu komunikatu FOMC.
Trzeba też pamiętać, że poziom otwarcia nie jest tu tak istotny, jak to,
co sinsę przykładamy do zwyżki cen. Taka jest logika
trzymania się trendu. Nawet takiego, który zdawałby się nie mieć już wielu
argumentów za tym by nadal trwać. Skoro trwa, to po prostu znaczy, że
nadal więcej kapitału jest po stronie popytu i walka z tym kapitałem nie
jest dobrym rozwiązaniem.