Ostatnie posiedzenie Rezerwy Federalnej i jastrzębie wystąpienie jej szefa to był zimny prysznic dla rynków.

Reakcja rynku jest najlepszym tego dowodem. Muszę natomiast przyznać, że biorąc pod uwagę to, co dzieje się w gospodarce, wydaje się, że Fed postępuje właściwie w tym momencie. Jednak to rynek był zbyt optymistycznie nastawiony, oczekując zwrotu w retoryce Fedu. Ten zwrot nadejdzie, tylko oczywiście pozostaje pytanie kiedy. Rynek niedźwiedzia nie będzie trwał wiecznie. Jest on z nami już dość długo i jesteśmy zdecydowanie bliżej niż dalej jego końca. Natomiast jeszcze chwilę to może potrwać. To też będzie zależało od tego, co będzie się działo w gospodarce, czyli co dalej z inflacją, a w drugiej kolejności z rynkiem pracy. Obecnie to bowiem inflacja jest celem numer jeden dla Fedu.

Czy w obecnej sytuacji widać jakąś przesłankę ku temu, by ten rynkowy zwrot nastąpił, czy jednak nadal należy stać z boku rynku i gromadzić gotówkę na większe zakupy?

Jest to o tyle trudne pytanie, gdyż jest to też uzależnione od tego, z którego punktu startujemy. Jeśli bowiem nie mamy w ogóle akcji w portfelu, to uważam, że w tym momencie dodawanie ich ma jak najbardziej sens. Oczywiście rynek może jeszcze spaść, natomiast, biorąc pod uwagę dotychczasową skalę przeceny, szczególnie na naszym parkiecie, to można już przymierzać się do kupowania. Co innego, jeśli ktoś ma duży udział akcji w portfelu. Tutaj sytuacja jest dużo trudniejsza i trzeba podchodzić do zarządzania portfelem bardzo indywidualnie.

Mówimy głównie o Fed, a co z wątkiem wojny w Ukrainie, który ostatnio znów niestety odżył?

Wątek wojny jest istotny głównie dla naszego rynku. Patrząc na zachowanie rynku amerykańskiego, tam absolutnie numerem jeden jest Fed i to, co dzieje się w gospodarce. My natomiast jesteśmy krajem, który graniczy zarówno z Ukrainą, jak i Rosją, w związku z tym czynnik wojenny siłą rzeczy musi być brany pod uwagę. Chciałbym jednak zwrócić też uwagę, że o ile ubiegły tydzień zakończył się faktycznie spadkami na rynkach, o tyle nasz parkiet na tym tle wypadł nie najgorzej. Spadliśmy dużo mniej niż indeksy amerykańskie. To malutki plusik dla naszego rynku. Być może dużą część spadków mamy więc już za nami.

Dużym minusem są natomiast pomysły dotyczące podatku od nadmiarowych zysków. Nie brakuje ostrych słów o tym, że jest to bardzo mocny cios w nasz rynek kapitałowy.

Reakcja rynku ewidentnie pokazuje, że takiej propozycji nikt się nie spodziewał i z punktu widzenia spółek czy też inwestorów jest to informacja negatywna. Zwróciłbym jednak uwagę, że ten temat nie dotyczy tylko Polski. Rozmowy o dodatkowych podatkach i o tym, aby częściowo zyski firm, które najmocniej korzystają ze wzrostu cen chociażby surowców, przeznaczyć na inne grupy społeczne, toczy się w całej Unii Europejskiej. Oczywiście nie ma jednego modelu, jak to ma być robione, więc każdy kraj zapewne będzie to robił po swojemu.

Grzegorz Zawada, dyrektor BM PKO BP, mówił ostatnio na łamach „Parkietu”, że w czarnym scenariuszu WIG20 może nawet osiągnąć covidowy dołek. Faktycznie jest to możliwe?

Oczywiście tego dołka możemy dotknąć, chociaż nie sądzę też, abyśmy go w tym czarnym scenariuszu jakoś mocno przebili, jeśli w ogóle tam dotrzemy. Zakładając natomiast, że mówimy o bessie, to proszę zwrócić uwagę, że spadki w Stanach Zjednoczonych są nadal zbyt małe. To, uważam, jest potencjalnym zagrożeniem dla naszego rynku. Jeśli więc w Stanach Zjednoczonych doszłoby do pogłębienia spadków, to trudno oczekiwać, aby nasz rynek rósł czy nawet stał w miejscu. Z drugiej strony naprawdę bardzo dużo złych rzeczy i informacji już się pojawiło. Pytanie, na ile rynek już to zdyskontował. Patrząc na nasz rynek, trzeba mieć dużą wyobraźnię, żeby widzieć kolejny natłok tak bardzo złych informacji, które mocno pociągnęłyby rynek w dół. Sytuacja nie jest wesoła, ale dużo złych rzeczy już się wydarzyło. Wydaje mi się, że z biegiem czasu liczba pozytywnych rzeczy, które mogą się zdarzyć, będzie zdecydowanie górowała nad tymi negatywnymi, chociaż na to pewnie też potrzebujemy czasu.

Jeśli faktycznie dotkniemy covidowego dołka, to wtedy całością kapitału trzeba wchodzić na rynek akcji?

To zależy od tego, co w międzyczasie będzie się działo na rynku. Teraz, w ciemno trudno o tym mówić. Swoim klientom, którzy w ogóle nie mają akcji, już teraz rekomenduję, aby wybrane spółki kupować, bo uważam, że w dłuższym terminie, czyli rocznym, a bardziej dwuletnim, będą to dobre inwestycje.

Te wybrane spółki, jak należy definiować. Czym kierować się przy ich wyborze?

To już jest oczywiście sprawa indywidualna, zależna od preferencji inwestora. W tym momencie uważam natomiast, że dość atrakcyjne są wybrane spółki dywidendowe, czyli takie, które mają solidną historię dywidendową, a ich biznes jest na tyle mocny, że niezależnie od warunków, które mamy, i tego, co może się zdarzyć, będzie dalej działać. Stopy dywidend są natomiast naprawdę wysokie.