Od historycznego szczytu WIG (22 868 pkt.), ustanowionego 27 marca, główny indeks warszawskiej giełdy stracił prawie 30%. W tym czasie akcjom kilkunastu spółek udało się jednak wzrosnąć o ponad połowę. Bessie oparły się przede wszystkim małe firmy o dobrych wynikach, niewielkim free float oraz te, które mogą wkrótce pozyskać inwestora strategicznego.
Pod prąd panującemu na parkiecie trendowi spadkowemu pnie się kurs Centrum Leasingu i Finansów Clif. Jego papiery nieprzerwanie rosną od kilku miesięcy. Za akcje Clif płacono na wczorajszej sesji niemal dwukrotnie więcej (26,4 zł) niż kosztowały w dniu pobicia przez WIG historycznego rekordu (13,3 zł). Dlaczego akcje tej spółki systematycznie drożeją? Może mieć to związek z poprawą koniunktury w branży leasingowej. Zakładając wzrost sprzedaży i planowane przychody firmy z familingu (nowy sposób finansowania zakupu samochodów) tegoroczna prognoza zysku powinna zostać wykonana (8 mln zł).
Po pierwszym półroczu spółka zarobiła 2,7 mln zł. Inwestorzy mogli ponadto docenić fakt kupna przez management firmy na giełdzie w lutym, marcu oraz sierpniu kilkunastu tysięcy akcji w cenie od 12,8 zł do 17,5 zł. Należy jednak podkreślić, że w wolnym obrocie jest tylko 6% papierów Clifu. Tak niewielka płynność może zachęcać spekulantów do windowania kursu.
Pomimo spadków w ostatnich tygodniach prawie 100% niż w marcu są droższe akcje Chemiskóru. W tym przypadku zmiana skórzanego wcielenia na medialno-internetowe prawdopodobnie uratowała spółkę od bankructwa i przyczyniła się do wzrostu kursu.
Aż o 93% zdrożały od marca akcje NFI Foksal. Walka o przejęcie kontroli nad funduszem z pewnością zmobilizowała akcjonariuszy do zwiększenia w ostatnich miesiącach posiadanych pakietów, nie mówiąc o wzroście aktywności giełdowych graczy zainteresowanych rynkiem NFI.