to co się dzieje wokół. Trudno ignorować napływające informacje a żeby być
konsekwentnym trzeba niestety odseparować swoją ciekawość świata od klawiszy
KUP i SPRZEDAJ. Tu już truizm i każdy inwestor o tym wie a i tak trudno
znaleźć jest takich co w 100 proc. zdają się na analizę techniczną. Są
sytuacje, w których takie zachowanie przychodzi z wielkim trudem. Następuje
konflikt między tym co słyszymy i co o tym myślimy a tym co pokazują kreski.
Teraz mamy wzrosty wig20fut.gif Nikt temu nie zaprzeczy - od miesiąca rynek
znajduje się w trendzie wzrostowym. Jak na razie jest to tylko
średnioterminowa korekta w dłuższym trendzie spadkowym, co dobrze widać na
wykresie tygodniowym.gif Aby zmienić trend długoterminowy kontrakty,
po wprowadzeniu planu podwyższenia obciążeń podatkowych? Pozbawienie RPP
niezależności i szybka obniżka stóp procentowych? Jak w takiej sytuacji
wyglądałaby inflacja? Naprawdę trudno mi w tej chwili sobie wyobrazić by na
bazie tych propozycji, które ostatnio słyszymy ze strony rządu osiągnąć coś
pozytywnego dla naszej gospodarki. Naszą podstawową chorobą, która toczy nas
wszystkich jest przyjęty model obecności państwa w gospodarce, model państwa
opiekuńczego. Nie chodzi tu nawet o olbrzymi poziom redystrybucji, który sam
w sobie jest już wystarczający. Tu chodzi także o nastawienie ludzi, od
których sporo w tym kraju zależy do rynku, do jego mechanizmu. Oczywiście
każdy przyzna, że rynek jest najlepszy, że najefektywniejszy ale w naszym
przypadku nie możemy się zdać na niego w stu procentach. Rynek ma wady i
przed nimi musimy chronić konsumentów. Stąd liczne koncesje, licencje
(rynek kapitałowy wcale od tego modelu nie odbiega - spójrzmy choćby na
rynek zarządzania cudzymi pieniędzmi - porównajmy go z regulacjami w krajach
rozwiniętych, o USA nawet nie wspominając). Wiadomo, że by gospodarka była
silna i elastyczna, zdolna do szybkiej reorganizacji w przypadku kryzysu
rola państwa musi być jak najmniejsza, powinna się sprowadzić do tzw. modelu
państwa minimum. Najlepszym tego przykładem są oczywiście Stany Zjednoczone,
choć podejrzewam, że wielu liberałów i tutaj znalazłoby kilka słabych
punktów. Tak czy siak, wydaje się, że zamiast zwiększania obciążeń
fiskalnych trzeba by pójść w kierunku zupełnie przeciwnym restrukturyzując
nie tylko stronę dochodów ale także wydatków budżetu państwa.
Niestety, kto myśli realnie nie może się takich ruchów spodziewać po obecnej
koalicji. Informacje napływające na rynek są jedynie niepokojące. Widać, że
brak obecnym rządzącym spójnej koncepcji nowego systemu podatkowego .
Propozycje dotyczące wprowadzenia podatku od zysków kapitałowych to już
kwiatek sam w sobie. Nie chodzi mi tu o zasadność opodatkowania dochodów z
kapitału. To rozumiem i akceptuję. Trzeba jednak spojrzeć na to szerzej.
Podatek ten wprowadzany jest tylko i wyłącznie ze względu na złą sytuację
budżetu. Wprowadzany jest na łapu-capu . Co chwila pojawiają się zmiany
koncepcji. Jeszcze w czasie targów Twoje pieniądze w Warszawie mówiło się
o opodatkowaniu lokat bankowych i obligacji (to już temat na oddzielny
tekst). Przedstawiciele funduszy inwestycyjnych w debacie porównującej ich
produkty z bankowymi lokatami inwestycyjnymi ten argument często
przytaczali. Teraz jak się okazuje i oni wpadli w sidła fiskalizmu. Jak
widać, koncepcja zmienia się wraz z reakcją rynku na jej kolejne warianty.
Idźmy dalej. Dlaczego nie opodatkować dochodów z obrotu akcjami i
kontraktami terminowymi? Odpowiedź jest prosta. Proszę spróbować wytłumaczyć
Pani w US, co to jest kontrakt na WIG20 i spytać o sposób jego rozliczania.
Nie ma żadnych mechanizmów, które umożliwiałyby łatwe rozliczenia się z
fiskusem gdyby taka potrzeba nadeszła. Teraz przecież nie ma czasu na
opracowywanie tego typu dokumentów. Kasa potrzebna jest teraz! Sam, zwałoby
się nieskomplikowany, pobór podatku od lokat bankowych zostanie uruchomiony
faktycznie dopiero w marcu.
Wróćmy jednak do sytuacji gospodarczej. Co może nam pomóc? Poprawa sytuacji
w krajach, z którymi prowadzimy ożywioną wymianę. No niestety tutaj trudno
na to liczyć. Kraje UE, które kupują dwie trzecie naszego eksportu, niestety
nie notują poprawy w swoich gospodarkach. Podany w tym tygodniu wskaźnik
PMI, odpowiednik tego liczonego dla gospodarki amerykańskiej, zanotował
siódmy z kolei spadek swej wartości. Warto także dodać, że wartość
publikowana (42,9 pkt.) była gorsza od ou danych indeksy skoczyły do góry. To jeszcze da się
zrozumieć. Można przyjąć, za teorią oczekiwań, że rynek złe dane
zdyskontował i gdy te okazały się lepsze od oczekiwań musiał nieco
zmniejszyć swoje pesymistyczne nastawienie. W pozostałych jednak przypadkach
już takiego rozumowania nie można zastosować. Dramatycznie niski poziom
zamowien.gif płynących z zakładów przemysłowych znacząco odbiegał od
wartości oczekiwanych. Podobnie miała się sytuacja ze spadkiem liczby miejsc
pracy.gif potwierdzającym osłabienie na amerykańskim rynku pracy, gdzie
stopa bezrobocia w ciągu miesiąca skoczyła o 10 proc. do 5,4 proc. przy
wartości oczekiwanej równej 5,2 proc. (którą uważano za zaniżoną). Wskaźnik
NAPM.gif mierzący stan amerykańskiej gospodarki, także opublikowany w tym
tygodniu, powinien zaniepokoić większość inwestorów gdyż spadł poniżej 40
pkt. To także była wartość gorsza od oczekiwań.
Jak na to wszystko zareagował rynek? Logika nakazuje spodziewać się spadku.
Już nawet nie chodzi o same dane, które przecież są można spokojnie nazwać
złymi, lecz o to, że były one gorsze od, jak można było często przeczytać,
zaniżonych wartości. Rynek mimo to nie spadł o a nawet wzrósł. W dalszym
ciągu znajdują się inwestorzy, którzy w sytuacji wzrostu prawdopodobieństwa
wystąpienia recesji.gif do 60 proc., kupują tamtejsze akcje. Co ich do tego
skłania? Jednym z powodów była sprawa Microsoftu, która znalazła swój koniec
w momencie podpisania ugody z Departamentem Sprawiedliwości. Wystąpienie B.
Gates a było pocieszne, zwłaszcza gdy mówił o przyszłych staraniach jego
firmy by więcej nie robić krzywdy konkurencji. Innym oczywiście dopingiem
dla byczków jest przeświadczenia, że po tak złych danych FED po raz kolejny
obniży stopy i to, po raz kolejny, od razu o 0,5 pkt. proc. Jestem po prostu
zafascynowany wiarą amerykańskich inwestorów w działania tamtejszego banku
centralnego. To jest fenomen. Będzie to już dziesiąta z kolei obniżka, która
ma przywrócić gospodarkę na ścieżkę wzrostu. Jak widać, poprzednie niewiele
dały no ale przecież trzeba poczekać. Nie wszystkie zastrzyki tak szybko
działają i na pewno dane z trzeciego kwartału nie obejmują skutków
wszystkich dotychczasowych obniżek. Nie neguję tego podejścia ale pragnę
przypomnieć, że A. Greenspan owi nie zostanie już wiele pola do popisu.
Amerykańskie realne stopy procentowe są już niemal zerowe. Warto się
zastanowić, co się stanie po obniżce, której i tak się wszyscy spodziewają?
Czy przyjdzie otrzeźwienie? Pod co będą grać tamtejsze byczki? Pod co będą
grać nasze byczki?
Kierując się analizą techniczną, bo już chyba nic innego teraz nam nie
pozostało, można stwierdzić, że trend średnioterminowy ma się jeszcze dobrze
choć widać już pierwsze oznaki osłabienia. Spójrzmy na wskazniki.gif
tygodniowe. CCI doszedł do poziomów, przy których ostatnio kończył swój
wzrost. Zapowiadało to powrót do panującej tendencji długoterminowej. Czy
będzie tak i tym razem? MACD na to teraz na pewno nie wskazuje ale tak było
i poprzednimi razami. Wskaźnik ten jest nieco opóźniony w reakcji. Dwa inne
oscylatory.gif na razie nie sygnalizują rychłej zmiany trendu
średnioterminowego. Wskaźniki dzienne.gif zdają się potwierdzać to co
sygnalizował tygodniowy CCI. MACD oparty na danych dziennych słabnie w
oczach zbliżając się do swej linii sygnału. Jej przebicie uważa się za dobry
sygnał sprzedaży. CCI-dzienny już znajduje się w trendzie spadkowym
zjeżdżając z wysokich wartości jakie osiągnął podczas ostatnich wzrostów.
Podobnie.gif zachowują się dwa pozostałe oscylatory: RSI i ROC, które także
każą liczyć się z osłabieniem. RSI nawet dał sygnał sprzedaży i teraz spada
już w strefie wartości nedąca także dolnym ograniczeniem kanału wzrostowego w jakim znalazł się
wykres kontraktów. W momencie otwarcia sesji w poniedziałek będzie ona
przebiegać na poziomie 1225 pkt. Jej przebicie powinno być dobrym sygnałem
sprzedaży dla graczy krótkoterminowych a dla tych operujących w terminie
średnim, sygnałem zamknięcia długich pozycji.
Podsumowując, sytuacja jeszcze nie jest najgorsza choć widać już pewne
oznaki osłabienia panującego trendu średnioterminowego. Wskaźniki dzienne
dają odczuć, że strona podażowa rynku zaczyna zbierać siły i coraz mocniej
naciskać na byczków. Te się jednak łatwo nie poddają co widać choćby po
bazie, która utrzymuje się na dość wysokim poziomie. Sygnałów sprzedaży na
wskaźnikach tygodniowych jeszcze nie było choć pojawiły się już takie na
dziennych (CCI i RSI). Warto więc zwrócić uwagę na swoje długie pozycje i
zastanowić się czy nie pora niedługo zamienić je na krótkie. Jednak nie
wcześniej niż padnie linia trendu na wykresie intra. Przez to, że zadziałała
ona już parę razy jej istotność wzrosła i należy się spodziewać, że
ewentualne jej przebicie będzie sygnałem dalszych spadków.
Kamil Jaros