Reklama

Weekendowa Analiza Futures

Publikacja: 04.11.2001 19:35

Nie rozumiem, po prostu nie rozumiem. Przyznam, że to co się obecnie dzieje na rynkach kapitałowych w Stanach i Europie wymyka się mojemu pojęciu logiki. Zastanawiam się, jakimi przesłankami kierują się kupujący akcje. Na co liczą? Wydaje mi się, że większość uczestników rynku (no może poza fundamentalistami technicznymi , do których nic poza wykresem nie dociera) próbuje znaleźć przyczyny takiego a nie innego zachowania cen. Czytamy różne opracowania, analizujemy dopływające do nas dane makro i mikro, dyskutujemy ze znajomymi lub w ramach rożnego rodzaju grup dyskusyjnych. Chcemy mieć pewność i poczucie pewnej logiki naszych działań. Staramy się upewnić, że rynek nie zachowuje się chaotycznie w oderwaniu od otaczającej go

przestrzeni, że kierują nim pewne bardziej lub mniej zauważalne prawa i

zasady. Co najważniejsze chcemy by nasze decyzje opierały się na tych

właśnie zasadach, by ich podstawą były jak najbardziej racjonalne

przesłanki. Staramy się by za każdym razem móc obronić otwartej właśnie

Reklama
Reklama

pozycji, by wymienić choćby kilka argumentów za takim właśnie a nie innym

zagraniem. Z takim nastawieniem przystępujemy do gry każdego dnia. Mamy

pewien pogląd na rynek, znamy argumenty za zajęciem pozycji długiej, a także

argumenty by otworzyć krótką. Zwykle jedna strona przeważa i na nią się

decydujemy. Ustalamy także warunki jakie muszą być spełnione by zmienić

decyzję. Nie przecież sensu się upierać gdy się okaże, że nie mieliśmy

Reklama
Reklama

racji. Zdarzają się jednak chwile, że gracz zaczyna wątpić w logikę rynku.

Rynek mimo, że realizują przesłanki ku temu by spadał, rośnie (lub

odwrotnie). Tylko odruchy samozachowawcze utrzymują graczy w ryzach by nie

walczyć z rynkiem. Wiadomo przecież, że z nim wygrać nie można.

Z taką sytuacją, zdaję się, mamy do czynienia w chwili obecnej. Oczywiście

to odczucie jest wielce subiektywne i inni mogą go nie podzielać. Zresztą to

Reklama
Reklama

jest właśnie motorem rynku. Zawsze znajdzie się osoba o poglądach zupełnie

odmiennych dotyczących jego przyszłości i zawierana jest transakcja. Tak

więc, jestem ostatnio nieco oszołomiony zachowanie zarówno naszego jaki i

amerykańskiego rynku. Nie znaczy to oczywiście, że z nim walczę. Muszę się

jednak przyznać, że trzymając w obecnej chwili longi nie odczuwam tego

Reklama
Reklama

spokoju jaki powinienem odczuwać. Nie znajdę wiele przesłanek, które

uważałbym za wiarygodne by namawiać do tej strony rynku. Na krótkie znajdzie

się tyle argumentów... Przy długich trzyma mnie tylko analiza techniczna.

Tylko albo aż . Dla jednych jest to zupełnie wystarczająca przesłanka i

nie wgłębiają się oni w przyczyny takiego stanu rzeczy. Kurs rośnie to się

Reklama
Reklama

pod tą tendencję podłączam. Paradoksalnie, takie nastawienie może przynieść

najlepsze efekty, podobnie jak zdanie się wyłącznie na sygnały mechanicznych

systemów inwestycyjnych. Jak wiemy jednak, w przypadku tych drugich

najsłabszym ogniwem jest konsekwencja. To ona, a właściwie jej brak, psuje

wyniki wielu graczom. Wynika to z prostej prawdy, że trudno być głuchym na

Reklama
Reklama

to co się dzieje wokół. Trudno ignorować napływające informacje a żeby być

konsekwentnym trzeba niestety odseparować swoją ciekawość świata od klawiszy

KUP i SPRZEDAJ. Tu już truizm i każdy inwestor o tym wie a i tak trudno

znaleźć jest takich co w 100 proc. zdają się na analizę techniczną. Są

sytuacje, w których takie zachowanie przychodzi z wielkim trudem. Następuje

konflikt między tym co słyszymy i co o tym myślimy a tym co pokazują kreski.

Teraz mamy wzrosty wig20fut.gif Nikt temu nie zaprzeczy - od miesiąca rynek

znajduje się w trendzie wzrostowym. Jak na razie jest to tylko

średnioterminowa korekta w dłuższym trendzie spadkowym, co dobrze widać na

wykresie tygodniowym.gif Aby zmienić trend długoterminowy kontrakty,

po wprowadzeniu planu podwyższenia obciążeń podatkowych? Pozbawienie RPP

niezależności i szybka obniżka stóp procentowych? Jak w takiej sytuacji

wyglądałaby inflacja? Naprawdę trudno mi w tej chwili sobie wyobrazić by na

bazie tych propozycji, które ostatnio słyszymy ze strony rządu osiągnąć coś

pozytywnego dla naszej gospodarki. Naszą podstawową chorobą, która toczy nas

wszystkich jest przyjęty model obecności państwa w gospodarce, model państwa

opiekuńczego. Nie chodzi tu nawet o olbrzymi poziom redystrybucji, który sam

w sobie jest już wystarczający. Tu chodzi także o nastawienie ludzi, od

których sporo w tym kraju zależy do rynku, do jego mechanizmu. Oczywiście

każdy przyzna, że rynek jest najlepszy, że najefektywniejszy ale w naszym

przypadku nie możemy się zdać na niego w stu procentach. Rynek ma wady i

przed nimi musimy chronić konsumentów. Stąd liczne koncesje, licencje

(rynek kapitałowy wcale od tego modelu nie odbiega - spójrzmy choćby na

rynek zarządzania cudzymi pieniędzmi - porównajmy go z regulacjami w krajach

rozwiniętych, o USA nawet nie wspominając). Wiadomo, że by gospodarka była

silna i elastyczna, zdolna do szybkiej reorganizacji w przypadku kryzysu

rola państwa musi być jak najmniejsza, powinna się sprowadzić do tzw. modelu

państwa minimum. Najlepszym tego przykładem są oczywiście Stany Zjednoczone,

choć podejrzewam, że wielu liberałów i tutaj znalazłoby kilka słabych

punktów. Tak czy siak, wydaje się, że zamiast zwiększania obciążeń

fiskalnych trzeba by pójść w kierunku zupełnie przeciwnym restrukturyzując

nie tylko stronę dochodów ale także wydatków budżetu państwa.

Niestety, kto myśli realnie nie może się takich ruchów spodziewać po obecnej

koalicji. Informacje napływające na rynek są jedynie niepokojące. Widać, że

brak obecnym rządzącym spójnej koncepcji nowego systemu podatkowego .

Propozycje dotyczące wprowadzenia podatku od zysków kapitałowych to już

kwiatek sam w sobie. Nie chodzi mi tu o zasadność opodatkowania dochodów z

kapitału. To rozumiem i akceptuję. Trzeba jednak spojrzeć na to szerzej.

Podatek ten wprowadzany jest tylko i wyłącznie ze względu na złą sytuację

budżetu. Wprowadzany jest na łapu-capu . Co chwila pojawiają się zmiany

koncepcji. Jeszcze w czasie targów Twoje pieniądze w Warszawie mówiło się

o opodatkowaniu lokat bankowych i obligacji (to już temat na oddzielny

tekst). Przedstawiciele funduszy inwestycyjnych w debacie porównującej ich

produkty z bankowymi lokatami inwestycyjnymi ten argument często

przytaczali. Teraz jak się okazuje i oni wpadli w sidła fiskalizmu. Jak

widać, koncepcja zmienia się wraz z reakcją rynku na jej kolejne warianty.

Idźmy dalej. Dlaczego nie opodatkować dochodów z obrotu akcjami i

kontraktami terminowymi? Odpowiedź jest prosta. Proszę spróbować wytłumaczyć

Pani w US, co to jest kontrakt na WIG20 i spytać o sposób jego rozliczania.

Nie ma żadnych mechanizmów, które umożliwiałyby łatwe rozliczenia się z

fiskusem gdyby taka potrzeba nadeszła. Teraz przecież nie ma czasu na

opracowywanie tego typu dokumentów. Kasa potrzebna jest teraz! Sam, zwałoby

się nieskomplikowany, pobór podatku od lokat bankowych zostanie uruchomiony

faktycznie dopiero w marcu.

Wróćmy jednak do sytuacji gospodarczej. Co może nam pomóc? Poprawa sytuacji

w krajach, z którymi prowadzimy ożywioną wymianę. No niestety tutaj trudno

na to liczyć. Kraje UE, które kupują dwie trzecie naszego eksportu, niestety

nie notują poprawy w swoich gospodarkach. Podany w tym tygodniu wskaźnik

PMI, odpowiednik tego liczonego dla gospodarki amerykańskiej, zanotował

siódmy z kolei spadek swej wartości. Warto także dodać, że wartość

publikowana (42,9 pkt.) była gorsza od ou danych indeksy skoczyły do góry. To jeszcze da się

zrozumieć. Można przyjąć, za teorią oczekiwań, że rynek złe dane

zdyskontował i gdy te okazały się lepsze od oczekiwań musiał nieco

zmniejszyć swoje pesymistyczne nastawienie. W pozostałych jednak przypadkach

już takiego rozumowania nie można zastosować. Dramatycznie niski poziom

zamowien.gif płynących z zakładów przemysłowych znacząco odbiegał od

wartości oczekiwanych. Podobnie miała się sytuacja ze spadkiem liczby miejsc

pracy.gif potwierdzającym osłabienie na amerykańskim rynku pracy, gdzie

stopa bezrobocia w ciągu miesiąca skoczyła o 10 proc. do 5,4 proc. przy

wartości oczekiwanej równej 5,2 proc. (którą uważano za zaniżoną). Wskaźnik

NAPM.gif mierzący stan amerykańskiej gospodarki, także opublikowany w tym

tygodniu, powinien zaniepokoić większość inwestorów gdyż spadł poniżej 40

pkt. To także była wartość gorsza od oczekiwań.

Jak na to wszystko zareagował rynek? Logika nakazuje spodziewać się spadku.

Już nawet nie chodzi o same dane, które przecież są można spokojnie nazwać

złymi, lecz o to, że były one gorsze od, jak można było często przeczytać,

zaniżonych wartości. Rynek mimo to nie spadł o a nawet wzrósł. W dalszym

ciągu znajdują się inwestorzy, którzy w sytuacji wzrostu prawdopodobieństwa

wystąpienia recesji.gif do 60 proc., kupują tamtejsze akcje. Co ich do tego

skłania? Jednym z powodów była sprawa Microsoftu, która znalazła swój koniec

w momencie podpisania ugody z Departamentem Sprawiedliwości. Wystąpienie B.

Gates a było pocieszne, zwłaszcza gdy mówił o przyszłych staraniach jego

firmy by więcej nie robić krzywdy konkurencji. Innym oczywiście dopingiem

dla byczków jest przeświadczenia, że po tak złych danych FED po raz kolejny

obniży stopy i to, po raz kolejny, od razu o 0,5 pkt. proc. Jestem po prostu

zafascynowany wiarą amerykańskich inwestorów w działania tamtejszego banku

centralnego. To jest fenomen. Będzie to już dziesiąta z kolei obniżka, która

ma przywrócić gospodarkę na ścieżkę wzrostu. Jak widać, poprzednie niewiele

dały no ale przecież trzeba poczekać. Nie wszystkie zastrzyki tak szybko

działają i na pewno dane z trzeciego kwartału nie obejmują skutków

wszystkich dotychczasowych obniżek. Nie neguję tego podejścia ale pragnę

przypomnieć, że A. Greenspan owi nie zostanie już wiele pola do popisu.

Amerykańskie realne stopy procentowe są już niemal zerowe. Warto się

zastanowić, co się stanie po obniżce, której i tak się wszyscy spodziewają?

Czy przyjdzie otrzeźwienie? Pod co będą grać tamtejsze byczki? Pod co będą

grać nasze byczki?

Kierując się analizą techniczną, bo już chyba nic innego teraz nam nie

pozostało, można stwierdzić, że trend średnioterminowy ma się jeszcze dobrze

choć widać już pierwsze oznaki osłabienia. Spójrzmy na wskazniki.gif

tygodniowe. CCI doszedł do poziomów, przy których ostatnio kończył swój

wzrost. Zapowiadało to powrót do panującej tendencji długoterminowej. Czy

będzie tak i tym razem? MACD na to teraz na pewno nie wskazuje ale tak było

i poprzednimi razami. Wskaźnik ten jest nieco opóźniony w reakcji. Dwa inne

oscylatory.gif na razie nie sygnalizują rychłej zmiany trendu

średnioterminowego. Wskaźniki dzienne.gif zdają się potwierdzać to co

sygnalizował tygodniowy CCI. MACD oparty na danych dziennych słabnie w

oczach zbliżając się do swej linii sygnału. Jej przebicie uważa się za dobry

sygnał sprzedaży. CCI-dzienny już znajduje się w trendzie spadkowym

zjeżdżając z wysokich wartości jakie osiągnął podczas ostatnich wzrostów.

Podobnie.gif zachowują się dwa pozostałe oscylatory: RSI i ROC, które także

każą liczyć się z osłabieniem. RSI nawet dał sygnał sprzedaży i teraz spada

już w strefie wartości nedąca także dolnym ograniczeniem kanału wzrostowego w jakim znalazł się

wykres kontraktów. W momencie otwarcia sesji w poniedziałek będzie ona

przebiegać na poziomie 1225 pkt. Jej przebicie powinno być dobrym sygnałem

sprzedaży dla graczy krótkoterminowych a dla tych operujących w terminie

średnim, sygnałem zamknięcia długich pozycji.

Podsumowując, sytuacja jeszcze nie jest najgorsza choć widać już pewne

oznaki osłabienia panującego trendu średnioterminowego. Wskaźniki dzienne

dają odczuć, że strona podażowa rynku zaczyna zbierać siły i coraz mocniej

naciskać na byczków. Te się jednak łatwo nie poddają co widać choćby po

bazie, która utrzymuje się na dość wysokim poziomie. Sygnałów sprzedaży na

wskaźnikach tygodniowych jeszcze nie było choć pojawiły się już takie na

dziennych (CCI i RSI). Warto więc zwrócić uwagę na swoje długie pozycje i

zastanowić się czy nie pora niedługo zamienić je na krótkie. Jednak nie

wcześniej niż padnie linia trendu na wykresie intra. Przez to, że zadziałała

ona już parę razy jej istotność wzrosła i należy się spodziewać, że

ewentualne jej przebicie będzie sygnałem dalszych spadków.

Kamil Jaros

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama