przekroczy poziomu linii równowagi można mówić tylko o korekcie poprzednich
spadków. Przypomnę, że klasyczne zachowanie tego wskaźnika podczas korekt to
dojście do okolic wspomnianej linii równowagi i odbicie się od niej w celu
powrotu do trendu spadkowego. Taka sytuacja miała miejsce na początku br.
tuż przed dość dynamicznym spadkiem. Podobna sytuacja ale w trakcie
panowania trendu wzrostowego zaistniała na jesieni 1999 roku, po której
mieliśmy do czynienia z mocnym wzrostem w ramach internetowej hossy. Pod
rysunkiem wskaźnika MACD znajduje się wykres szybszego oscylatora CCI. Jest
on bardziej czuły na zmiany wielkości popytu i podaży, o czym świadczą
chociażby większe i częstsze wahania jego wartości. Ostatnia zwyżka
doprowadziła wskaźnik do dość wysokich poziomów. Świadczyło to o znacznym
wykupieniu rynku i możliwym nastaniu spadku. Warto zauważyć, że w
przeszłości gdy CCI znajdował się w tych okolicach dochodziło do zatrzymania
wzrostów cen. Tak też się stało i tym razem. Wskaźnik wyrysował małą
formację podwójnego szczytu, nie potwierdzając nowych maksimów indeksu i
obecnie spada. Nie jest to dobrym sygnałem dla rynku. Oba opisane wyżej
wskaźniki zachowały się całkiem podobnie w odniesieniu do cen kontraktów
wykres4.gif Trzeba jednak przyznać, że w tym przypadku podaż jest bardziej
widoczna. MACD sobie jeszcze rośnie ale da się zauważyć spadek tempa tego
ruchu. Podobnie jak w przypadku WIG20 tak i tu wskaźnźniku nie miał szans wyrysować się na poziomie
pierwszego. Wnioski nie są dla byczków zachęcające.
Spójrzmy teraz na drugą parę wskaźników: RSI i ROC. Oba są dość szybkie.
Najpierw zerknijmy na te oparte na danych indeksu wykres5.gif RSI wyhamował
wcześniejsze wzrosty i znajdując się w strefie wartości neutralnych lekko
zawrócił. Nie jest to jednak jeszcze żaden zły sygnał i nie należy na bazie
tego wyciągać jakiś pochopnych wniosków. ROC pomimo spadku wartości samego
indeksu nie wykazał się słabością, co może dobrze o nim świadczyć. Trzeba
jednak pamiętać, że wskaźnik ten porównuje teraz obecne poziomy indeksu z
tymi z czasu wrześniowej konsolidacji. Przez najbliższe dwa tygodnie punkt
odniesienia niewiele się więc zmieni i wartość wskaźnika będzie w głównej
mierze zależeć od bieżących wartości indeksu, co raczej dobrze mu nie
rokuje. Sytuacja na obu oscylatorach ale wyznaczonych na danych kontraktów
jest dość podobna wykres6.gif Spadek na RSI jest może bardziej wyraźny ale
też i tutaj trudno bić na alarm. Choć przewagę podaży da się zauważyć to
nie ma jeszcze żadnych poważnych sygnałów sprzedaży. ROC, podobnie jak w
przypadku indeksu, zachował się silniej od cen. Także tutaj mamy sytuację, w
której wartość kontraktu sprzed 10 tygodni będąca porównywaną z wartością
bieżącą, będzie w miarę stała. Więc i w tym przypadku wskaźnik w dużej
mierze będzie naśladował ruchy cen kontraktów. Uogólniając dotychczasowe
spostrzeżenia widać, że na sytuacja na kontraktach jest nieco gorsza. Sam
wykres oraz wygląd wskaźników sugeruje, że rynek terminowy jest poddany
większej presji podaży niż ma to miejsce na rynku kasowym. Nie jest to
wniosek zbyt odkrywczy. Wystarczy spojrzeć na wykres bazy wykres7.gif by
zauważyć, że misie na kontraktach są bardziej aktywne. Determinacja strony
podażowej wskazywałaby na istniejące przeświadczenie graczy na kontraktach,
że przyszłość rynku nie rysuje się w różowych barwach. Jakkolwiek analiza
dochodzących do nas informacji zdaje się to potwierdzać to trzeba sobie
jasno powiedzieć, że z technicznego punktu widzenia trwający od dwóch
miesięcy rynek byka się jeszcze nie zakończył choć pojawiają się powoli
przesłanki do tego końca prowadzące.
Przejdźmy do analizy wykresów dziennych. W końcu te nas najbardziej
interesują. Proponuję trzymać się obranego wyżej schematu i najpierw omówić
wykres indeksu WIG20 wykres8.gif W tym tygodniu indeks, jak cały rynek,
wpadł w fazę konsolidacji, która miała swoje wsparcie na poziomie 1260 pkt.
Sporo się wymieszało akcji i kontraktów. Konsolidacja trwała przez prawie
cały tydzień. Dopiero w piątek mieliśmy definitywne wybicie dołem. Teraz
można zakładać, że poziom 1260 pkt. stał się poważnym oporem dla
ewentualnych wzrostów. Wsparciem natomiast jest dość bliski poziom 1240
pkt., który także w swoich okolicach notował już kilka lokalnych ekstremów,
m.in. ostatni dołek na 1238 pkt. Gdyby misie okazały się na tyle silne by
przepchnąć indeks niżej do najpoważniejszym poziomem wsparcia byłoby 1200
pkt. Podczas wakacji kilkakrotnie rynek zmagał się z tym, wtedy jeszcze,
oporem by pokonać go dopiero w październiku. Na początku listopada poziom
ten zadziałał jako skuteczne wsparcie (ruch powrotny). Wydaje się, że jego
ewentualny test rozwieje wszelkie wątpliwości dotyczące mocy tego trendu.
Gdyby udało się podaży ściągnąć indeks na niższe poziomy można by
przypuszczać, że ostatnią deską ratunku byłby poziom 1050 i dołek.
To jednak daleka przyszłość i wcale nie wiadomo czy realna. Trzeba bowiem
sobie zdawać sprawę, że mimo w sumie kiepskich danych makro rynek wcale nie
musi spadać, co udowodnił nam ostatnimi czasy. W gruncie rzeczy wszystko
zalrynek okazał się nad
wyraz słaby. Przypomnijmy sobie sesje, na których indeksy na Zachodzie
trzymały się nieźle a u nas panował marazm i w końcu wybicie w dół. Wydaje
się właśnie, że powodem takiego stanu rzeczy był fakt mniejszej ilości
gotówki jaka spłynęła do funduszy niż to wcześniej zapowiadano. Mówiło się o
750 mln w listopadzie a wpłynęło ok. 450 mln. (dane bez 30 listopada, gdyż
na stronie ZUS nie było danych za ten dzień). Różnica jest spora. Ku
niezadowoleniu "zarządzających" nie było za co kupować i klawisze (to już
jest tajemnicą Poliszynela, że na wszystkich jest nadrukowane "K") na ich
klawiaturach zaczęły się lekko kurzyć. Skoro odpadł nadworny łykacz nie ma
komu kupować. Zapowiadany zwrot zaległości ZUS-u wobec funduszy, który
rozkręcił u nas rynek, oddala się z każdym dniem. Jeszcze niedawno mówiło
się, że pieniądze zostaną wkrótce zwrócone. Teraz wicepremier M. Belka mówi,
iż by było to możliwe, konieczne jest dokonanie zmian w kilku ustawach, a
tak w ogóle to i tak nie wiadomo faktycznie o jaką kwotę właściwie chodzi i
komu się ona należy. Teoretycznie, te ok. 4 mld złotych to chyba najlepsza
lokata kapitału jaką do tej pory dokonały nasze fundusze. Trudno obecnie na
rynku uzyskać większe oprocentowanie. Nie wiem jednak czy jest to powód do
zadowolenia. Każdy chyba sobie zdaje sprawę, że odsetki od tych ok. 4 mld.
złotych zostaną zapłacone z budżetu czyli z naszych podatków. Można nawet
lekko się ucieszyć bo pośrednio większa część naszej kasy wpływa do OFE a to
z kolei jeszcze bardziej rozświetli i tak świetlaną już przyszłość na
emeryturze. No przecież im więcej się teraz tam włoży, tym więcej wyjmie na
te okołoziemskie wojaże jakie były obiecywane w spotach reklamowych. To nic,
że ostatnie wyniki nie zachwycają. W końcu to inwestycje długoterminowe i
dwa kiepskie lata nie mogą zaważyć o całym okresie. Takie jest tłumaczenie
zarządzających. No cóż, życzę im szczęścia (mam w tym przecież swój interes)
lecz takie rozumowanie wydaje się nieco naciągane.
Ten temat był już jednak wałkowany tyle razy, że nie ma sensu go rozwijać.
Ja chciałbym zwrócić uwagę na inny fakt. Sądzę, że większość zarządzających
ma w swoim wynagrodzeniu zapisane premie za wzrost wartości jednostki
rozrachunkowej. Można sobie więc wyobrazić sytuację, w której zarządzający
dostanie wysoką premię za wzrost wartości jednostki spowodowany tą świetną
inwestycją w ZUS. Podejrzewam, że wielu już powoli zlicza te tysiączki,
które spłyną na jego konto gdy jednostka jego funduszu nagle wzrośnie w
wyniku spływu zaległości wraz z odsetkami za zwłokę. Nie dziwi mnie więc
kolejna wypowiedź wicepremiera M. Belki, że według jego informacji nawet
same OFE nie wiedzą komu się należą zaległe składki i nie mogą takich
informacji przekazać. Być może będziemy musieli poczekać na całkowite
uruchomienie systemu informatycznego w ZUS-ie by takie informacje otrzymać a
to, jak wiemy, jeszcze trochę potrwa. Osobiście nie spodziewam się by
pracownicy jakiegokolwiek OFE kwapili się do przekazywania takich
informacji. Przecież mogłoby to skutkować szybszym przekazaniem im tych
zaległości, co równałoby się wycofaniu kasy z tak intratnej lokaty. A
premie!? Przecież wtedy byłyby mniejsze.
Skończmy jednak te dywagacje i skupmy się na analizie. No więc, ustaliliśmy,
że kluczowym poziomem dla indeksu jest 1200 pkt. A co z kontraktami? No to
spójrzmy na wykres9.gif Po piątkowym wybiciu w dół z konsolidacji szybkim
ruchem doszliśmy do poziomu 1240 pkt, który wielokrotnie pracował już jako
wsparcie bądź opór. Także i teraz można się tego spodziewać. Oznaczałoby to,
że spadek po kilkudniowym marazmie się już skończył. Wydaje się to raczej
mało prawdoparcie w postaci
szczytu z początku września. Właśnie w tym drugim poziomie doszukiwałbym się
ważnego dla rynku punktu. Łącząc obecną ujemną bazę ze wsparciem na 1200
pkt. na indeksie mamy właśnie okolice 1185 na kontraktach. Wszystko pięknie
to wygląda ale czy mamy szansę tam w ogóle dojść? No to spójrzmy na
wskaźniki. Zacznijmy od indeksu wykres10.gif MACD wygląda jednoznacznie
negatywnie. Oczywiście, obecny spadek może być tylko korektą ale tego
dowiemy się dopiero za kilka dni. Teraz mamy spadający wskaźnik i tego się
trzymajmy. Spadającym wskaźnikiem jest także CCI, które przebijając swoją
linię trendu dało sygnał sprzedaży. Spadek wartości indeksu pociągnął za
sobą spadek wskaźnika do stosunkowo niskich wartości. Trzeba jednak
zauważyć, że w przeszłości zawracał on znacznie niżej więc nic nie stoi na
przeszkodzie by spadki potrwały kilka sesji. Podobnie ma się sprawa z dwoma
pozostałymi oscylatorami wykres11.gif RSI po wcześniejszym sygnale sprzedaży
brnie w dół w strefie wartości neutralnych. ROC wygląda po prostu źle. Jest
w silnym trendzie spadkowym a jego wartości są ujemne. To nie wróży niczego
dobrego. Spójrzmy na wskaźniki kontraktów. Tutaj, podobnie jak na wykresach
tygodniowych, podaż odcisnęła większe piętno niż na rynku kasowym
wykres12.gif MACD spada po tym jak wygenerował sygnał sprzedaży oraz
wykreślił negatywną dywergencję nie potwierdzającą nowego szczytu na cenach
kontraktów. Tutaj także istnieje możliwość, że obecny spadek jest tylko
korektą poprzedniego wzrostu. W końcu MACD przyjmuje jeszcze wartości
dodatnie i ma szansę na wyhamowanie spadku w okolicy linii równowagi. Gdyby
miało się tak stać to spadki musiałyby się skończyć na najbliższych sesjach
by wskaźnik zdążył "wykręcić" do góry. Patrząc na pozostałe wskaźniki, można
stwierdzić, że raczej się na to nie zapowiada. Na tym samym rysunku widać
oscylator CCI, który także wygenerował sygnał sprzedaży i ma jeszcze nieco
miejsca na spadek, choć trzeba przyznać, że nie za wiele. Pozostała para
wskaźników wygląda słabo wykres13.gif RSI po sygnale sprzedaży spada w
strefie neutralnej. ROC znajduje się w trendzie spadkowym i ma jeszcze
miejsce na jego kontynuowanie.
Jakie więc wnioski można wyciągnąć z tych wszystkich informacji? Nadal
trendem głównym jest trend spadkowy, co potwierdzają ciągle "pracujące"
linie trendu spadkowego na indeksie i kontraktach. Obecnie jesteśmy w
trakcie korekty tego trendu głównego. Pytanie brzmi, czy tą korektę już
zakończyliśmy odbijając się indeksem od długoterminowej linii trendu czy też
tak korekta przerodzi się w falę nowej hossy po przebiciu tej
długoterminowej linii trendu. Myślę, że dla odpowiedzi na to pytanie
kluczowym będzie test poziomu 1200 pkt na indeksie. Jeśli wsparcie okaże się
na tyle silne by odeprzeć atak misiów to nie wykluczam kolejnej próby rynku
ze wspomnianą linią trendu. Porażka byczków na 1200 pkt skieruje nas raczej
do testu dołka niż szczytów. Poziom 1200 pkt. jest niżej więc w najbliższym
czasie należy się liczyć ze zjazdem w jego pobliże. Jak pisałem wyżej
odpowiednikiem 1200 pkt na indeksie jest 1185 na kontraktach (przy założeniu
ujemnej bazy, jeśli baza byłaby dodatnia to wchodziłby w rachubę poziom 1215
pkt.). Wszelkie plany wynikające z analizy technicznej mogą być pokrzyżowane
przez ewentualną paczkę kasy jaka by przeszła na rachunki funduszy z ZUS.
Tego nie jesteśmy w stanie przewidzieć. Warto więc obserwować rynek na
bieżąco bo nagły atak popytu zniweczy wszelkie plany spadkowe i trzeba
będzie ponownie zaprzyjaźnić się z długimi pozycjami.
Kamil Jaros