Reklama

Weekendowa Analiza Futures

Publikacja: 02.12.2001 19:36

Wiele w tym tygodniu działo się w otoczeniu rynkowym. Niestety ta aktywność

nie chciała przełożyć się na kursy notowanych na warszawskiej giełdzie

instrumentów. Przez większą część dobiegającego końca tygodnia, zarówno

indeks jak i kontrakty nie odnotowywały większych wahań. Dopiero w czwartek

dało się zauważyć, że rynek zaczyna powoli wychodzić z fazy uspokojenia.

Reklama
Reklama

Notowania z piątku to potwierdziły - z marazmu wybiliśmy się dołem. W

efekcie świeczka na wykresie tygodniowym przybrała złowieszczy, czarny

kolor.

Właśnie od wykresów tygodniowych zacznę analizę. Spójrzmy na wygląd indeksu

WIG20 wykres1.gif Trwająca od pierwszej połowy października zwyżka

doprowadziła wykres indeksu do długoterminowej spadkowej linii trendu,

Reklama
Reklama

będącej też górnym ograniczeniem kanału spadkowego. W tym kanale indeks

znajduje się już od ponad półtora roku, trudno więc odmówić mu istotności z

punktu widzenia analizy technicznej. O sile wspomnianej zwyżki właśnie miał

zadecydować test górnego ograniczenia kanału. Można zakładać, że jeśli

wzrost miałby być początkiem nowej fali hossy to linia trendu spadkowego

powinna paść jak zapałka. I stało się, ale jak zapałka padł trend. Uderzenie

Reklama
Reklama

głową w sufit nie jest przyjemne zwłaszcza dla tych co stoją najwyżej. W

konsekwencji mamy już drugą świeczkę spadkową i po wyglądzie wskaźników

można spodziewać się następnych. Od opisanej sytuacji nie odbiega zbytnio

wykres tygodniowy kontraktów wykres2.gif choć tu można mieć jeszcze więcej

wątpliwości co do kondycji strony popytowej. Obie świeczki spadkowe są

Reklama
Reklama

bardziej "przekonywujące". Dwa następujące po sobie spore czarne korpusy

mówią sporo a sile podaży. O tej sile mówi także fakt, że w przeciwieństwie

do rynku kasowego, na kontraktach nie udało się dojść byczkom do poziomu

spadkowej linii trendu. Nie mieliśmy przyjemności jej przetestować, podaż

nam to skutecznie uniemożliwiła.

Reklama
Reklama

Jednak nie opierajmy wniosków jedynie na wyglądzie samych wykresów cen.

Spójrzmy na wskaźniki. Pierwszą parą jest dobrze znany zestaw MACD i CCI

wykres3.gif oparty na danych indeksu. Ten pierwszy, wolniejszy, wyznaczany

przez średnie kroczące jeszcze sobie spokojnie rośnie. Trzeba jednak

zauważyć, że nadal znajduje się w strefie wartości ujemnych. Dopóki nie

Reklama
Reklama

przekroczy poziomu linii równowagi można mówić tylko o korekcie poprzednich

spadków. Przypomnę, że klasyczne zachowanie tego wskaźnika podczas korekt to

dojście do okolic wspomnianej linii równowagi i odbicie się od niej w celu

powrotu do trendu spadkowego. Taka sytuacja miała miejsce na początku br.

tuż przed dość dynamicznym spadkiem. Podobna sytuacja ale w trakcie

panowania trendu wzrostowego zaistniała na jesieni 1999 roku, po której

mieliśmy do czynienia z mocnym wzrostem w ramach internetowej hossy. Pod

rysunkiem wskaźnika MACD znajduje się wykres szybszego oscylatora CCI. Jest

on bardziej czuły na zmiany wielkości popytu i podaży, o czym świadczą

chociażby większe i częstsze wahania jego wartości. Ostatnia zwyżka

doprowadziła wskaźnik do dość wysokich poziomów. Świadczyło to o znacznym

wykupieniu rynku i możliwym nastaniu spadku. Warto zauważyć, że w

przeszłości gdy CCI znajdował się w tych okolicach dochodziło do zatrzymania

wzrostów cen. Tak też się stało i tym razem. Wskaźnik wyrysował małą

formację podwójnego szczytu, nie potwierdzając nowych maksimów indeksu i

obecnie spada. Nie jest to dobrym sygnałem dla rynku. Oba opisane wyżej

wskaźniki zachowały się całkiem podobnie w odniesieniu do cen kontraktów

wykres4.gif Trzeba jednak przyznać, że w tym przypadku podaż jest bardziej

widoczna. MACD sobie jeszcze rośnie ale da się zauważyć spadek tempa tego

ruchu. Podobnie jak w przypadku WIG20 tak i tu wskaźnźniku nie miał szans wyrysować się na poziomie

pierwszego. Wnioski nie są dla byczków zachęcające.

Spójrzmy teraz na drugą parę wskaźników: RSI i ROC. Oba są dość szybkie.

Najpierw zerknijmy na te oparte na danych indeksu wykres5.gif RSI wyhamował

wcześniejsze wzrosty i znajdując się w strefie wartości neutralnych lekko

zawrócił. Nie jest to jednak jeszcze żaden zły sygnał i nie należy na bazie

tego wyciągać jakiś pochopnych wniosków. ROC pomimo spadku wartości samego

indeksu nie wykazał się słabością, co może dobrze o nim świadczyć. Trzeba

jednak pamiętać, że wskaźnik ten porównuje teraz obecne poziomy indeksu z

tymi z czasu wrześniowej konsolidacji. Przez najbliższe dwa tygodnie punkt

odniesienia niewiele się więc zmieni i wartość wskaźnika będzie w głównej

mierze zależeć od bieżących wartości indeksu, co raczej dobrze mu nie

rokuje. Sytuacja na obu oscylatorach ale wyznaczonych na danych kontraktów

jest dość podobna wykres6.gif Spadek na RSI jest może bardziej wyraźny ale

też i tutaj trudno bić na alarm. Choć przewagę podaży da się zauważyć to

nie ma jeszcze żadnych poważnych sygnałów sprzedaży. ROC, podobnie jak w

przypadku indeksu, zachował się silniej od cen. Także tutaj mamy sytuację, w

której wartość kontraktu sprzed 10 tygodni będąca porównywaną z wartością

bieżącą, będzie w miarę stała. Więc i w tym przypadku wskaźnik w dużej

mierze będzie naśladował ruchy cen kontraktów. Uogólniając dotychczasowe

spostrzeżenia widać, że na sytuacja na kontraktach jest nieco gorsza. Sam

wykres oraz wygląd wskaźników sugeruje, że rynek terminowy jest poddany

większej presji podaży niż ma to miejsce na rynku kasowym. Nie jest to

wniosek zbyt odkrywczy. Wystarczy spojrzeć na wykres bazy wykres7.gif by

zauważyć, że misie na kontraktach są bardziej aktywne. Determinacja strony

podażowej wskazywałaby na istniejące przeświadczenie graczy na kontraktach,

że przyszłość rynku nie rysuje się w różowych barwach. Jakkolwiek analiza

dochodzących do nas informacji zdaje się to potwierdzać to trzeba sobie

jasno powiedzieć, że z technicznego punktu widzenia trwający od dwóch

miesięcy rynek byka się jeszcze nie zakończył choć pojawiają się powoli

przesłanki do tego końca prowadzące.

Przejdźmy do analizy wykresów dziennych. W końcu te nas najbardziej

interesują. Proponuję trzymać się obranego wyżej schematu i najpierw omówić

wykres indeksu WIG20 wykres8.gif W tym tygodniu indeks, jak cały rynek,

wpadł w fazę konsolidacji, która miała swoje wsparcie na poziomie 1260 pkt.

Sporo się wymieszało akcji i kontraktów. Konsolidacja trwała przez prawie

cały tydzień. Dopiero w piątek mieliśmy definitywne wybicie dołem. Teraz

można zakładać, że poziom 1260 pkt. stał się poważnym oporem dla

ewentualnych wzrostów. Wsparciem natomiast jest dość bliski poziom 1240

pkt., który także w swoich okolicach notował już kilka lokalnych ekstremów,

m.in. ostatni dołek na 1238 pkt. Gdyby misie okazały się na tyle silne by

przepchnąć indeks niżej do najpoważniejszym poziomem wsparcia byłoby 1200

pkt. Podczas wakacji kilkakrotnie rynek zmagał się z tym, wtedy jeszcze,

oporem by pokonać go dopiero w październiku. Na początku listopada poziom

ten zadziałał jako skuteczne wsparcie (ruch powrotny). Wydaje się, że jego

ewentualny test rozwieje wszelkie wątpliwości dotyczące mocy tego trendu.

Gdyby udało się podaży ściągnąć indeks na niższe poziomy można by

przypuszczać, że ostatnią deską ratunku byłby poziom 1050 i dołek.

To jednak daleka przyszłość i wcale nie wiadomo czy realna. Trzeba bowiem

sobie zdawać sprawę, że mimo w sumie kiepskich danych makro rynek wcale nie

musi spadać, co udowodnił nam ostatnimi czasy. W gruncie rzeczy wszystko

zalrynek okazał się nad

wyraz słaby. Przypomnijmy sobie sesje, na których indeksy na Zachodzie

trzymały się nieźle a u nas panował marazm i w końcu wybicie w dół. Wydaje

się właśnie, że powodem takiego stanu rzeczy był fakt mniejszej ilości

gotówki jaka spłynęła do funduszy niż to wcześniej zapowiadano. Mówiło się o

750 mln w listopadzie a wpłynęło ok. 450 mln. (dane bez 30 listopada, gdyż

na stronie ZUS nie było danych za ten dzień). Różnica jest spora. Ku

niezadowoleniu "zarządzających" nie było za co kupować i klawisze (to już

jest tajemnicą Poliszynela, że na wszystkich jest nadrukowane "K") na ich

klawiaturach zaczęły się lekko kurzyć. Skoro odpadł nadworny łykacz nie ma

komu kupować. Zapowiadany zwrot zaległości ZUS-u wobec funduszy, który

rozkręcił u nas rynek, oddala się z każdym dniem. Jeszcze niedawno mówiło

się, że pieniądze zostaną wkrótce zwrócone. Teraz wicepremier M. Belka mówi,

iż by było to możliwe, konieczne jest dokonanie zmian w kilku ustawach, a

tak w ogóle to i tak nie wiadomo faktycznie o jaką kwotę właściwie chodzi i

komu się ona należy. Teoretycznie, te ok. 4 mld złotych to chyba najlepsza

lokata kapitału jaką do tej pory dokonały nasze fundusze. Trudno obecnie na

rynku uzyskać większe oprocentowanie. Nie wiem jednak czy jest to powód do

zadowolenia. Każdy chyba sobie zdaje sprawę, że odsetki od tych ok. 4 mld.

złotych zostaną zapłacone z budżetu czyli z naszych podatków. Można nawet

lekko się ucieszyć bo pośrednio większa część naszej kasy wpływa do OFE a to

z kolei jeszcze bardziej rozświetli i tak świetlaną już przyszłość na

emeryturze. No przecież im więcej się teraz tam włoży, tym więcej wyjmie na

te okołoziemskie wojaże jakie były obiecywane w spotach reklamowych. To nic,

że ostatnie wyniki nie zachwycają. W końcu to inwestycje długoterminowe i

dwa kiepskie lata nie mogą zaważyć o całym okresie. Takie jest tłumaczenie

zarządzających. No cóż, życzę im szczęścia (mam w tym przecież swój interes)

lecz takie rozumowanie wydaje się nieco naciągane.

Ten temat był już jednak wałkowany tyle razy, że nie ma sensu go rozwijać.

Ja chciałbym zwrócić uwagę na inny fakt. Sądzę, że większość zarządzających

ma w swoim wynagrodzeniu zapisane premie za wzrost wartości jednostki

rozrachunkowej. Można sobie więc wyobrazić sytuację, w której zarządzający

dostanie wysoką premię za wzrost wartości jednostki spowodowany tą świetną

inwestycją w ZUS. Podejrzewam, że wielu już powoli zlicza te tysiączki,

które spłyną na jego konto gdy jednostka jego funduszu nagle wzrośnie w

wyniku spływu zaległości wraz z odsetkami za zwłokę. Nie dziwi mnie więc

kolejna wypowiedź wicepremiera M. Belki, że według jego informacji nawet

same OFE nie wiedzą komu się należą zaległe składki i nie mogą takich

informacji przekazać. Być może będziemy musieli poczekać na całkowite

uruchomienie systemu informatycznego w ZUS-ie by takie informacje otrzymać a

to, jak wiemy, jeszcze trochę potrwa. Osobiście nie spodziewam się by

pracownicy jakiegokolwiek OFE kwapili się do przekazywania takich

informacji. Przecież mogłoby to skutkować szybszym przekazaniem im tych

zaległości, co równałoby się wycofaniu kasy z tak intratnej lokaty. A

premie!? Przecież wtedy byłyby mniejsze.

Skończmy jednak te dywagacje i skupmy się na analizie. No więc, ustaliliśmy,

że kluczowym poziomem dla indeksu jest 1200 pkt. A co z kontraktami? No to

spójrzmy na wykres9.gif Po piątkowym wybiciu w dół z konsolidacji szybkim

ruchem doszliśmy do poziomu 1240 pkt, który wielokrotnie pracował już jako

wsparcie bądź opór. Także i teraz można się tego spodziewać. Oznaczałoby to,

że spadek po kilkudniowym marazmie się już skończył. Wydaje się to raczej

mało prawdoparcie w postaci

szczytu z początku września. Właśnie w tym drugim poziomie doszukiwałbym się

ważnego dla rynku punktu. Łącząc obecną ujemną bazę ze wsparciem na 1200

pkt. na indeksie mamy właśnie okolice 1185 na kontraktach. Wszystko pięknie

to wygląda ale czy mamy szansę tam w ogóle dojść? No to spójrzmy na

wskaźniki. Zacznijmy od indeksu wykres10.gif MACD wygląda jednoznacznie

negatywnie. Oczywiście, obecny spadek może być tylko korektą ale tego

dowiemy się dopiero za kilka dni. Teraz mamy spadający wskaźnik i tego się

trzymajmy. Spadającym wskaźnikiem jest także CCI, które przebijając swoją

linię trendu dało sygnał sprzedaży. Spadek wartości indeksu pociągnął za

sobą spadek wskaźnika do stosunkowo niskich wartości. Trzeba jednak

zauważyć, że w przeszłości zawracał on znacznie niżej więc nic nie stoi na

przeszkodzie by spadki potrwały kilka sesji. Podobnie ma się sprawa z dwoma

pozostałymi oscylatorami wykres11.gif RSI po wcześniejszym sygnale sprzedaży

brnie w dół w strefie wartości neutralnych. ROC wygląda po prostu źle. Jest

w silnym trendzie spadkowym a jego wartości są ujemne. To nie wróży niczego

dobrego. Spójrzmy na wskaźniki kontraktów. Tutaj, podobnie jak na wykresach

tygodniowych, podaż odcisnęła większe piętno niż na rynku kasowym

wykres12.gif MACD spada po tym jak wygenerował sygnał sprzedaży oraz

wykreślił negatywną dywergencję nie potwierdzającą nowego szczytu na cenach

kontraktów. Tutaj także istnieje możliwość, że obecny spadek jest tylko

korektą poprzedniego wzrostu. W końcu MACD przyjmuje jeszcze wartości

dodatnie i ma szansę na wyhamowanie spadku w okolicy linii równowagi. Gdyby

miało się tak stać to spadki musiałyby się skończyć na najbliższych sesjach

by wskaźnik zdążył "wykręcić" do góry. Patrząc na pozostałe wskaźniki, można

stwierdzić, że raczej się na to nie zapowiada. Na tym samym rysunku widać

oscylator CCI, który także wygenerował sygnał sprzedaży i ma jeszcze nieco

miejsca na spadek, choć trzeba przyznać, że nie za wiele. Pozostała para

wskaźników wygląda słabo wykres13.gif RSI po sygnale sprzedaży spada w

strefie neutralnej. ROC znajduje się w trendzie spadkowym i ma jeszcze

miejsce na jego kontynuowanie.

Jakie więc wnioski można wyciągnąć z tych wszystkich informacji? Nadal

trendem głównym jest trend spadkowy, co potwierdzają ciągle "pracujące"

linie trendu spadkowego na indeksie i kontraktach. Obecnie jesteśmy w

trakcie korekty tego trendu głównego. Pytanie brzmi, czy tą korektę już

zakończyliśmy odbijając się indeksem od długoterminowej linii trendu czy też

tak korekta przerodzi się w falę nowej hossy po przebiciu tej

długoterminowej linii trendu. Myślę, że dla odpowiedzi na to pytanie

kluczowym będzie test poziomu 1200 pkt na indeksie. Jeśli wsparcie okaże się

na tyle silne by odeprzeć atak misiów to nie wykluczam kolejnej próby rynku

ze wspomnianą linią trendu. Porażka byczków na 1200 pkt skieruje nas raczej

do testu dołka niż szczytów. Poziom 1200 pkt. jest niżej więc w najbliższym

czasie należy się liczyć ze zjazdem w jego pobliże. Jak pisałem wyżej

odpowiednikiem 1200 pkt na indeksie jest 1185 na kontraktach (przy założeniu

ujemnej bazy, jeśli baza byłaby dodatnia to wchodziłby w rachubę poziom 1215

pkt.). Wszelkie plany wynikające z analizy technicznej mogą być pokrzyżowane

przez ewentualną paczkę kasy jaka by przeszła na rachunki funduszy z ZUS.

Tego nie jesteśmy w stanie przewidzieć. Warto więc obserwować rynek na

bieżąco bo nagły atak popytu zniweczy wszelkie plany spadkowe i trzeba

będzie ponownie zaprzyjaźnić się z długimi pozycjami.

Kamil Jaros

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama