"Etatowy pesymista" amerykańskiego banku inwestycyjnego Morgan Stanley, Stephen S. Roach, uważa, że w Stanach Zjednoczonych, będących gospodarczą lokomotywą świata, wprawdzie w II półroczu 2002 r. wzrost PKB wyniesie 5%, ale w skali całego roku będzie on mniejszy niż w 2001 r. i może nie osiągnąć 1% (wg Merrill Lynch wyniesie 0,7%), po czym w 2003 r. dojdzie do 4%. Przy wychodzeniu z poprzednich recesji, w pierwszym roku ożywienia wzrost PKB często dochodził do 7%, widać więc, jak słaby jest ten proces obecnie.
W gospodarce światowej - twierdzi Stephen Roach - w 2002 r. zsynchronizowana recesja będzie się nadal pogłębiać, ale powinna się zakończyć w połowie roku, w skali ogólnoświatowej zaś wzrost PKB wyniesie ok. 1,8%, natomiast w 2003 r. dojdzie do 4%.
Nadzieja na "V"
Zarówno w Stanach Zjednoczonych, jak i w gospodarce ogólnoświatowej taka dynamika wzrostu ułoży się więc w kształt litery U. Optymiści mają nadzieję, że będzie ona mieć kształt litery V. Pozytywną stroną takiego rozwoju wydarzeń będzie słaba presja inflacyjna, a co za tym idzie, równie umiarkowane podnoszenie stóp procentowych, odsysających kapitał z rynku do banków. Negatywną zaś - słaba odporność gospodarki na różnego rodzaju możliwe wstrząsy, a ponieważ świat jest dziś niestabilny, nie można wykluczyć, że ożywienie okaże się przejściowe, recesja powróci i może jej nawet towarzyszyć kryzys dolara.
"Etatowy optymista" tegoż banku, Barton M. Biggs, uważa, że jeszcze za wcześnie, aby mówić o końcu recesji czy to w realnej gospodarce, czy na rynkach kapitałowych, zwłaszcza że tzw. wskaźnik wyprzedzający OECD nadal spada, i to niemal pionowo. Wskaźniki cenowe amerykańskich spółek giełdowych nadal są niebotyczne i, co gorsza, ponownie pojawiają się oznaki przegrzania w segmencie spółek informatycznych i łącznościowych, gdzie nawet w przypadku firm miernych, wskaźnik C/Z dochodzi do 50. - Zwierzęta wracają - alarmuje Biggs. - Zwykli ludzie, politycy i inwestorzy wierzą, że wszystkie problemy naszej gospodarki można rozwiązać środkami polityki pieniężnej i budżetowej. Tym razem jednak to się nie uda. Kroki takie mogą zapobiec przekształceniu się wielkiej hossy w wielki kryzys, ale wszystko, co da się osiągnąć, sprowadzi się do stępienia bólu i rozłożenia go na dłużej.