Reklama

Kto ma problem?

Stare porzekadło mówi: jeśli pożyczyłeś w banku tysiąc złotych i nie masz z czego oddać, to masz problem. Jeśli jednak pożyczyłeś milion złotych i nie masz z czego oddać - to twój bank ma problem. W ostatnim czasie intensywne testowanie tego właśnie problemu jest udziałem wielu wierzycieli. Radzą sobie z tym różnie.

Publikacja: 09.03.2002 08:31

Stwierdzenie, że czasy są ciężkie jest nie tylko banałem. Jest banałem mocno niestosownym i każdego, kto go powtarza, powinna spotkać kara co najmniej tak dotkliwa, jak tego, kto opowiada stare dowcipy. Z tego banalnego stwierdzenia płyną jednak całkiem niebanalne spostrzeżenia. Bo przecież trudno uznać za banał poważne kłopoty finansowe wielu bardzo znanych i bardzo wielkich firm, kończące się coraz częściej ich upadłością, jak choćby przypadek Enrona.

My na szczęście aż tak wielkich bankructw nie doświadczamy. Jednak dzieje się tak tylko z tego prozaicznego powodu, że u nas po prostu nie ma tak wielkich firm. Są za to firmy duże, jak na nasze warunki, a część z nich jest winna wierzycielom pieniądze duże nie tylko jak na nasze warunki. Część z nich pieniędzy tych oddać nie jest w stanie.

Na początku marca wierzyciele spółki leasingowej Clif odrzucili propozycję układu, w którym zarząd firmy postulował redukcję zobowiązań o 1/3 oraz przesunięcie spłaty pozostałej części do końca 2003 r. Sąd ogłosił upadłość Clifu już w grudniu ub.r., jednak wstrzymał procedurę jego likwidacji, proponując wierzycielom postępowanie układowe. Ci jednak postanowili z niego nie skorzystać.

Banki przejmą majątek spółki, który stanowią głównie wyleasingowane samochody, wyceniany na ok. 172 mln zł. Zobowiązania spółki wynoszą jednak ok. 236 mln zł. Teoretycznie więc stracą 27% swoich pieniędzy, zamiast 33%, gdyby przyjęły propozycję układu. W tym przypadku jednak banki są w tej dobrej sytuacji, że przejmują majątek nie wymagający sprzedaży, a przynoszący dochód w postaci rat leasingowych. Trudno się więc dziwić, że zamiast czekać w niepewności na to, co zrobi zarząd firmy, postanowiły wziąć majątek w swoje ręce.

W o wiele gorszej sytuacji są wierzyciele Netii, i to z dwóch co najmniej powodów. Po pierwsze, spółka ta winna im jest o wiele większe pieniądze, po drugie - nie ma aż tylu łatwo zbywalnych aktywów, by w przypadku jej likwidacji mogli oni odzyskać sensowną część pożyczonych jej pieniędzy. Obligacje Netii na rynku wtórnym osiągały niespełna 20% ich wartości nominalnej, zarząd spółki zaś początkowo proponował wierzycielom wykup posiadanych przez nich papierów po cenie równej 11-14% ich wartości. To obrazuje skalę problemu, jaki mają jej wierzyciele. Nic więc dziwnego, że postąpili odmiennie, niż wierzyciele Clifu i prawdopodobnie przyjmą propozycję układu, w wyniku której staną się szczęśliwymi posiadaczami ok. 370 mln świeżutkich akcji Netii i modlić się będą, by spółka dalej dynamicznie się rozwijała, a jej papiery nabierały wartości. Może za kilka lat odzyskają w ten sposób nieco więcej niż kilkanaście procent swoich pieniędzy.

Reklama
Reklama

Najtwardsi wydają się być wierzyciele innej perły warszawskiego parkietu, mimo iż władze Elektrimu - bo o nim oczywiście mowa - oferują stosunkowo najkorzystniejsze warunki układu. Najkorzystniejsze w porównaniu z obu poprzednio opisanymi grupami wierzycieli. Zarząd spółki pierwotnie zaproponował posiadaczom obligacji 40-proc. redukcję zadłużenia, jednak dość szybko poprawił warunki, oferując spłatę 75% lub nawet 85% wierzytelności, wynoszących prawie pół miliarda euro. Oczywiście, nie od razu, ale w ratach rozłożonych na kilka lat.

Obligatariusze są jednak nieugięci. Żądają jak najszybszego zwrotu całego zadłużenia, i to z rekompensatą za opóźnienie. Sądzą, że spółkę stać na zwrot długów, gdyż jej majątek przewyższa wartość zobowiązań. Problem jednak w tym, że majątek to nie to samo, co pieniądze, zamiana wody w wino zaś zdarza się niezmiernie rzadko. Rzeczywiście, Elektrim posiada cenne aktywa, ale zamienić je na gotówkę po dobrej cenie będzie bardzo trudno. Obaj "partnerzy" spółki w biznesie telekomunikacyjnym - Vivendi i Deutsche Telekom - ponieśli w ub.r. ogromne straty, a innych chętnych jakoś nie widać.Między akcjonariuszami, którzy najczęściej zainteresowani są dalszym istnieniem firmy i gotowi są to istnienie finansować w nadziei na odzyskanie pieniędzy, a wierzycielami, żądającymi zwrotu długu, jest więc jednak pewna subtelna nić porozumienia. Jeśli ci ostatni postawią warunki zbyt trudne do przyjęcia dla akcjonariuszy, zostaną z telekomunikacyjnym majątkiem. Być może w tym przypadku właśnie o to im chodzi. Z reguły jednak wierzyciele wolą pieniądze.

Pojawienie się BRE Banku w gronie "walczących" o Elektrim każe przypuszczać, że będziemy świadkami rozwiązania odmiennego, niż w przypadku zarówno Clifu, jak i Netii. W jego wyniku może się okazać, że nazwa WIG20 będzie równie myląca, jak obecnie, gdyż skład tego indeksu powiększy się o Elektrim-bis, który odkupi aktywa telekomunikacyjne od Elektrimu. Może w tych ciężkich czasach to jest metoda na zwiększenie liczby firm na warszawskim parkiecie?

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama