ale mimo to oddziaływanie na gospodarkę bezsprzeczne. Wskaźniki nastroju z
ostatniego tygodnia pokazują w całym Eurolandzie dramatyczny spadek
nastrojów z powodu przeceny giełdowych indeksów. Kiedyś nie przekładało się
to aż !! tak mocno na gospodarkę. "Teraz jest inaczej" (mówię zupełnie jak w
czasie hossy - radio, nowa ekonomia, internet itd. itp. ;-). Wartość rynkowa
300 największych europejskich spółek spadła tylko w piątek !! o 215
miliardów euro. Musi to się odbić bezpośrednio nie tylko na inwestorach, ale
też na zwykłych obywatelach. W USA kwoty te są znacznie większe, a w
odniesieniu do całej bessy (choćby tylko Nasdaq) wręcz dramatyczne. W
poprzednich bessach straty przeciętnego Amerykanina nie były aż tak dotkliwe
(inwestowanie nie było też tak powszechne). Wirtualne bogactwo gdzieś
uleciało i tak długo napędzający gospodarkę "efekt bogactwa" może nie tylko
odejść w zapomnienie, ale zamienić się w "efekt biedoty". Podejrzewam, że
jeszcze nie na tym etapie, ale w dłuższym terminie na pewno do tego
zmierzamy. Skutki dla amerykańskiego rynku napędzanego w 2/3 przez wydatki
konsumentów (kredyty) byłyby opłakane.
Nie lubię spadków, także ze względu na moje zawodowe powiązanie z "giełdami"
, których kondycja jest przecież proporcjonalna do poziomu indeksów, ale
takie przeceny w USA w głębi duszy trochę mnie cieszą. Sporo bowiem pisałem
wcześniej o ogromnym przewartościowaniu i cora. Nie sprawdza się jak na razie
schemat standardowego odbicia Nasdaq_odbicia.gif , które następowało po
każdym dwumiesięcznym spadku. Inwestorzy po tych okresach i po odpowiednim
zasięgu spadku dochodzili do wniosku, że akcje są tanie i robili całkiem
przyzwoite korekty. Jak bezpodstawne i bezsensowne widać chyba najlepiej
teraz, ale nigdy nie przeszkadzało to rynkowi w odreagowaniu. Teraz
najwyraźniej cios niedźwiedzia był zbyt silny i inwestorzy nie mogą się
pozbierać. Można oczywiście różnie na to spojrzeć. Z jednej strony
inwestorzy świadomi głupoty poprzednich odbić nie są skorzy do kupna, z
drugiej zaś im rynek niżej tym chęć złapania dołka będzie przecież większa.
Nieodłączna giełdowa wojna strachu i chciwości. Co moim zdaniem wygra ? W
dłuższym terminie zawsze fundamenty, ale na każdym etapie bessy mieliśmy
odbicia i przewartościowanie rynku nie było tutaj dla nikogo problemem.
Bardzo trudno na obecnie tak mocno rozchwianych rynkach "zgadywać" za
jakiego poziomu dojdzie do odreagowania, ale obecna dynamika spadków na tak
wyprzedanym rynku będzie trudna do utrzymania.
W przyszłym tygodniu kontynuowana będzie seria wyników amerykańskich spółek.
Jedno co wiadomo, to tylko to, że giełdy znów nie będą spokojne. Każdy kto
nie należy do hazardzistów inwestycje w tym okresie powinien sobie po prostu
darować, choć oczywiście (patrząc choćby po obrotach) mało kto to zrobi
mając takie fajne "jazdy" na indeksach i tyle możliwości "do zarobku". Jak
do tej pory większość wyników była (jak na amerykańskie standardy) dobra,
ale przy tym nastroju wystarczy choćby jedno rozczarowanie by wywołać
wyprzedaż. To jednak emocjonalne ruchy, które w dłuższym terminie są tylko
niewidocznymi na wykresie plamkami. W dłuższym terminie mamy jasno określony
kierunek, a określają go fundamenty. Jeśli wskaźnik P/E spółek z Nasdaq
przekracza 50, a szeroki rynek jest w okolicach 30 P/E to do końca spadków
jest nam naprawdę bardzo daleko. Dodatkowo jeszcze na przełomie roku
widoczne będzie osłabienie gospodarki spowodowane spadkami indeksów itd.
itp. Koło samo się napędza. Śmiesznie w obliczu takiego przewartościowana
brzmi nadzieja jednego z byczych analityków, który wierzy, że po
sprowadzeniu wskaźnika P/E poza strefę bańki spekulacyjnej (uznaje się tutaj
poziom dwukrotnej historycznej średniej P/E czyli 2*13,5=27) rynki będą
właściwie wyceniane i nastąpi koniec bessy. Koniec bessy nastąpi po
sprowadzeniu wycen firm do poziomów które obowiązywały przez dziesiątki lat.
Do poziomów na których inwestorzy dostawali dywidendy, a firmy zarabiały
pieniądze, a nie tylko zarabiały je w sposób wirtualny, lub jedynie w
działach księgowości. Poziomem takim jest dla rynków P/E w okolicach 13,5, a
jeśli biorąc pod uwagę, że bessy kończą się niedowartościowaniem .....
Możliwość końca bessy przy obecnych danych rozważałbym dopiero po spadku
Nasdaq poniżej 1000 pkt i SP500 poniżej 700 pkt, ale póki co czas wlać w
serca czytelników trochę optymizmu.
Gdyby indeksy zawsze poruszały się według wyników firm czy stanu gospodarki,
to nie byłoby nigdy Nasdaq powyżej 5000, jak i giełdowych krachów. Giełdami
w krótkim terminie rządzą głównie emocje, a te moim zdaniem stały się zbyt
negatywne. Zdyskontowane zostało już tak dużo złych informacji (absolutnie
nie wszystkie), a rynki są tak mocno wyprzedane, że świadom głupoty i ryzyka
takiego czynu ..... postawiłbym małego krótkoterminowego byczka na
amerykańskich indeksach. Nasdaq.gif Dow.gif SP500.gif Proszę tylko mnie źle
nie zrozumieć - spadki tutaj absolutnie się nie skończą, o czym
fundamentalistów przekonują właśnie wszystkie wskaźniki i prognozy na
następne kwartały, a techników wyrw perspektywie następnych lat. Mnie osobiście bardziej pasuje teoria, że
wzrosty z wrześniowego dołka były tylko ruchem powrotnym do linii szyi
(przebitej w ładnym stylu), a wtedy zasięg po spadku kończy się już na 600
pkt. SP_RGR600.gif Niemożliwym jest określić co stanie się w gospodarkach
światowych za rok czy dwa. Na podstawie obecnych danych nawet przy sporej
dawce pesymizmu spadek pod 600 pkt na tym indeksie moim zdaniem skończyłby
bessę. To jednak wizja na dłuższy termin. W krótkim terminie sądzę, że w
okolicach zaznaczonych na wykresie małych byczków ukształtowane zostanie
jakieś dno i indeksy ruszą do korekty. Niepoważne byłoby teraz otwieranie
długich pozycji przy takim trendzie spadkowym, ale tego nikomu nie każe
robić, a jedynie pokazuje moim zdaniem najbardziej prawdopodobny scenariusz.
Jednak już inwestowanie w ten sposób byłoby zbyt ryzykowne i kiedyś
skończyłoby się bankructwem, bo jeśli na obecnym etapie analizy wkradł się
błąd i indeksy tutaj się nie zatrzymają, to alternatywą przy tak załamanym i
pesymistycznym rynku, jest tylko mały krach. Do tego może dojść w momencie
gdy Amerykanie rzucą się masowo do wycofywania pieniędzy z funduszy (na
razie nie jest to plagą), a przymusowe zamykanie pozycji ze względu na nie
uzupełnione depozyty dobije cały rynek. Straszę straszę, ale nieco większego
odbicia (najlepiej po małej konsolidacji) i tak się teraz spodziewam.
Łapanie dołka, ale co tam.......
A co na naszej mizernej GPW ? U nas ubiegły tydzień nie pozostawił
wątpliwości, że bez testu okolic 1000 pkt. się nie obejdzie. Najprostszym
dowodem na to porażka ostatniego zniesienia całej fali wzrostowej
Zniesienia.gif Trudno na obu rynkach znaleźć po drodze jakieś sensowne
wsparcia. Wszystkie ważne zostały już przebite Kontrakty_dzienny.gif
Indeks_dzienny.gif Czy to oznacza dramat w tym tygodniu i szybki 10% spadek
? Gdyby to było tak oczywiste to pewnie spadlibyśmy już w piątek. Szczerze
mówiąc bardzo ciężko cokolwiek prognozować na naszym rynku na ten tydzień.
Nawet ewentualne odbicie w USA niekoniecznie musi przełożyć się na nasz
rynek, bo znów narobiliśmy sobie zaległości. Zresztą nie tylko my. Większość
Eurolandu do wrześniowych dołków ma jeszcze parę/paręnaście procent.
Wzmacniające się euro ściągać będzie kapitał właśnie na europejskie giełdy,
a szczególnie te mniejsze, które w czasie ogromnych przecen na największych
światowych indeksach stają się w większości oazą spokoju dla zagranicznych
inwestorów. Nas to na pewno nie będzie dotyczyć do czasu, do kiedy Minister
Finansów nie określi jasno swojego stanowiska w sprawie ustalania kursu
walutowego i prawdopodobnie także do czasu, do kiedy nie spadniemy do
wrześniowego dołka. Ewentualne niedługo podawane fatalne wyniki polskich
firm zapewne szybko by to zrealizowały.
Najprościej jest w takim trendzie zakładać jego kontynuację i nie siliłbym
się na bycie oryginalnym. Jednak tak samo jak w przypadku USA, tak samo na
naszym rynku spadki wiecznie trwać nie mogą, a odreagowania zdarzają się
nawet w najgorszych bessach. Określanie poziomu odreagowania jest po części
trochę zgadywaniem na podstawie wyczuwania nastroju na rynku i
wcześniejszych doświadczeń. Jednak inwestowanie polega zupełnie na czym
innym, a skuteczne jest tylko wtedy gdy trzymamy się z góry określonych
zasad. Jedną z nich jest nie łapanie dołka i tego trzeba się trzymać. Dobrym
sygnałem do próby łapania dołka był ..... i chyba dalej jest kanał spadkowy
na Kontrakty.gif i najbliższa linia trendu spadkowego na Indeks.gif ale
nad te wartości wyjść się jeszcze nie udało. Bez tego elementu długie
pozycje niosą znacznie znacznie więcej ryzyka niż potencjalnego zysymywania się
pozytywnych dywergencji także może być jaskółką do zatrzymania spadków.
Szybkie wskaźniki Ultimate.gif CCI.gif ROC.gif Stochastic.gif , na nieco
wolniejszych też dywergencje i poziomy wyprzedania MACD.gif RSI.gif
Elliot.gif Trix.gif
Jedynie czego można być pewnym w nadchodzącym tygodniu, to kolejnej dawki
emocji. Określenie kierunku na giełdzie żyjącej głównie emocjami jest
szalenie ryzykowne. Tyczy się to zarówno USA jak i GPW, a właśnie głównie
emocjami giełdy zaczęły żyć w ostatnim tygodniu. Obecne fale wyprzedaży są
jednymi z najmocniejszych i najdłuższych (bez znaczącej korekty) i trudno na
obecnym poziomie wyprzedania bez odrobiny strachu zakładać kontynuację
przeceny, a alternatywy bez choćby przełamania najbliższych oporów na razie
nie ma. Czytelnicy wybrać muszą sami. Albo spadamy od razu na poziom
październikowego dołka, albo robimy odreagowanie i tworzymy ładne RGR, za
co przyjdzie cierpieć jeszcze mocniej WIG20_bazgroly.gif co byłoby zgodne
ze scenariuszem RGR zarówno na światowych indeksach, jak i RGR
ukształtowanej na Wig i Wig20 jeszcze w czasie internetowej hossy. Brrr
strach się bać. Na razie ten strach (inwestorów na wszystkich giełdach) jest
moim zdaniem za duży jak na dalszą falę przeceny. Mimo sporego
średnioterminowego pesymizmu, coś nie chce mi się wierzyć by takie
powszechne czarnowidztwo (szczególnie w mediach) nie dało na przekór
wszystkim zatrzymania spadków. Proszę tylko nie robić ze mnie byka ;-)
[email protected]