Reklama

Weekendowa Analiza Futures

Marek Pryzmont To był dość ciężki tydzień. Nie ze względu na spadki, ale ze względu na korektę w środku tygodnia, która mocno niektórym zawróciła w głowach, a do tego wyrzuciła z rynku większość systemów. Był to jeden z większych wzrostów w ostatnim okresie, a podobna świeczka była ostatnio tylko na początku pamiętnego majowego wybicia. Mimo kilku pozytywnych sygnałów i ogromnego wyprzedania rynku zachowanie kontraktów było chyba zgodne z marzeniami wszystkich techników. Kontrakty korektą dos

Publikacja: 20.07.2002 19:29

Marek Pryzmont

To był dość ciężki tydzień. Nie ze względu na spadki, ale ze względu na

korektę w środku tygodnia, która mocno niektórym zawróciła w głowach, a do

tego wyrzuciła z rynku większość systemów. Był to jeden z większych wzrostów

w ostatnim okresie, a podobna świeczka była ostatnio tylko na początku

Reklama
Reklama

pamiętnego majowego wybicia. Mimo kilku pozytywnych sygnałów i ogromnego

wyprzedania rynku zachowanie kontraktów było chyba zgodne z marzeniami

wszystkich techników. Kontrakty korektą doszły do górnego ograniczenia

kanału spadkowego i idealnie na jego poziomie zawróciły wracając do głównego

trendu. Kontrakty.gif Co się działo później widać już na wykresie. Podobnie

"technicznie" zachował się indeks, który nieudanie atakował linię trendu

Reklama
Reklama

spadkowego Indeks.gif Tak więc kolejny tydzień skończyliśmy sporym

spadkiem, choć ostatnio liczyłem już na jakieś wyhamowanie trendu. Nie ma

jednak takiej możliwości przy takim dramacie na zagranicznych rynkach. Żadne

sygnały techniczne, żadne wyprzedanie rynku nie zatrzyma spadków przy

kolejnych aferach księgowych, czy fatalnych wynikach spółek. Afery w tym

tygodniu były lżejszego kalibru, ale za to w ostatnich dniach nasiliły się

Reklama
Reklama

fatalne wyniki amerykańskich gigantów giełdowych (już ponad połowa firm

opublikowała swe osiągnięcia), które akurat w pierwszych dniach publikacji

były dla rynku pozytywnym zaskoczeniem. Później wystarczyły dwie trzy firmy

by posłać rynek znów w objęcia niedźwiedzia. Wszystko to, a wręcz głównie

właśnie to, przekłada się na nasz grajdołek w Warszawie. Wbrew oczekiwaniom

Reklama
Reklama

to nie prof. Kołodko, czy informacje z polskich spółek ustawiają poziomy

Wig20, ale zawirowania na giełdach światowych i związane z nimi emocje.

Dzisiaj będzie więc nieco więcej o giełdach zachodnich, bo sytuacja jest

dość nietypowa.

Tak samo nietypowa jak całą bańka spekulacyjna ostatnich lat, oraz bessa

Reklama
Reklama

która po niej następuje. Spadek może wydawać się zwykłą bessą podobną do

poprzednich, ale proszę wziąć pod uwagę, że mimo analogicznych spadków w

bardzo długiej historii światowych giełd, jeszcze nigdy giełdy te nie były

tak rozwinięte, nie było tam tyle kapitału i tylu firm. W Europie

zaangażowanie w akcje i rozmiar giełd są znacznie mniejsze niż w Stanach,

Reklama
Reklama

ale mimo to oddziaływanie na gospodarkę bezsprzeczne. Wskaźniki nastroju z

ostatniego tygodnia pokazują w całym Eurolandzie dramatyczny spadek

nastrojów z powodu przeceny giełdowych indeksów. Kiedyś nie przekładało się

to aż !! tak mocno na gospodarkę. "Teraz jest inaczej" (mówię zupełnie jak w

czasie hossy - radio, nowa ekonomia, internet itd. itp. ;-). Wartość rynkowa

300 największych europejskich spółek spadła tylko w piątek !! o 215

miliardów euro. Musi to się odbić bezpośrednio nie tylko na inwestorach, ale

też na zwykłych obywatelach. W USA kwoty te są znacznie większe, a w

odniesieniu do całej bessy (choćby tylko Nasdaq) wręcz dramatyczne. W

poprzednich bessach straty przeciętnego Amerykanina nie były aż tak dotkliwe

(inwestowanie nie było też tak powszechne). Wirtualne bogactwo gdzieś

uleciało i tak długo napędzający gospodarkę "efekt bogactwa" może nie tylko

odejść w zapomnienie, ale zamienić się w "efekt biedoty". Podejrzewam, że

jeszcze nie na tym etapie, ale w dłuższym terminie na pewno do tego

zmierzamy. Skutki dla amerykańskiego rynku napędzanego w 2/3 przez wydatki

konsumentów (kredyty) byłyby opłakane.

Nie lubię spadków, także ze względu na moje zawodowe powiązanie z "giełdami"

, których kondycja jest przecież proporcjonalna do poziomu indeksów, ale

takie przeceny w USA w głębi duszy trochę mnie cieszą. Sporo bowiem pisałem

wcześniej o ogromnym przewartościowaniu i cora. Nie sprawdza się jak na razie

schemat standardowego odbicia Nasdaq_odbicia.gif , które następowało po

każdym dwumiesięcznym spadku. Inwestorzy po tych okresach i po odpowiednim

zasięgu spadku dochodzili do wniosku, że akcje są tanie i robili całkiem

przyzwoite korekty. Jak bezpodstawne i bezsensowne widać chyba najlepiej

teraz, ale nigdy nie przeszkadzało to rynkowi w odreagowaniu. Teraz

najwyraźniej cios niedźwiedzia był zbyt silny i inwestorzy nie mogą się

pozbierać. Można oczywiście różnie na to spojrzeć. Z jednej strony

inwestorzy świadomi głupoty poprzednich odbić nie są skorzy do kupna, z

drugiej zaś im rynek niżej tym chęć złapania dołka będzie przecież większa.

Nieodłączna giełdowa wojna strachu i chciwości. Co moim zdaniem wygra ? W

dłuższym terminie zawsze fundamenty, ale na każdym etapie bessy mieliśmy

odbicia i przewartościowanie rynku nie było tutaj dla nikogo problemem.

Bardzo trudno na obecnie tak mocno rozchwianych rynkach "zgadywać" za

jakiego poziomu dojdzie do odreagowania, ale obecna dynamika spadków na tak

wyprzedanym rynku będzie trudna do utrzymania.

W przyszłym tygodniu kontynuowana będzie seria wyników amerykańskich spółek.

Jedno co wiadomo, to tylko to, że giełdy znów nie będą spokojne. Każdy kto

nie należy do hazardzistów inwestycje w tym okresie powinien sobie po prostu

darować, choć oczywiście (patrząc choćby po obrotach) mało kto to zrobi

mając takie fajne "jazdy" na indeksach i tyle możliwości "do zarobku". Jak

do tej pory większość wyników była (jak na amerykańskie standardy) dobra,

ale przy tym nastroju wystarczy choćby jedno rozczarowanie by wywołać

wyprzedaż. To jednak emocjonalne ruchy, które w dłuższym terminie są tylko

niewidocznymi na wykresie plamkami. W dłuższym terminie mamy jasno określony

kierunek, a określają go fundamenty. Jeśli wskaźnik P/E spółek z Nasdaq

przekracza 50, a szeroki rynek jest w okolicach 30 P/E to do końca spadków

jest nam naprawdę bardzo daleko. Dodatkowo jeszcze na przełomie roku

widoczne będzie osłabienie gospodarki spowodowane spadkami indeksów itd.

itp. Koło samo się napędza. Śmiesznie w obliczu takiego przewartościowana

brzmi nadzieja jednego z byczych analityków, który wierzy, że po

sprowadzeniu wskaźnika P/E poza strefę bańki spekulacyjnej (uznaje się tutaj

poziom dwukrotnej historycznej średniej P/E czyli 2*13,5=27) rynki będą

właściwie wyceniane i nastąpi koniec bessy. Koniec bessy nastąpi po

sprowadzeniu wycen firm do poziomów które obowiązywały przez dziesiątki lat.

Do poziomów na których inwestorzy dostawali dywidendy, a firmy zarabiały

pieniądze, a nie tylko zarabiały je w sposób wirtualny, lub jedynie w

działach księgowości. Poziomem takim jest dla rynków P/E w okolicach 13,5, a

jeśli biorąc pod uwagę, że bessy kończą się niedowartościowaniem .....

Możliwość końca bessy przy obecnych danych rozważałbym dopiero po spadku

Nasdaq poniżej 1000 pkt i SP500 poniżej 700 pkt, ale póki co czas wlać w

serca czytelników trochę optymizmu.

Gdyby indeksy zawsze poruszały się według wyników firm czy stanu gospodarki,

to nie byłoby nigdy Nasdaq powyżej 5000, jak i giełdowych krachów. Giełdami

w krótkim terminie rządzą głównie emocje, a te moim zdaniem stały się zbyt

negatywne. Zdyskontowane zostało już tak dużo złych informacji (absolutnie

nie wszystkie), a rynki są tak mocno wyprzedane, że świadom głupoty i ryzyka

takiego czynu ..... postawiłbym małego krótkoterminowego byczka na

amerykańskich indeksach. Nasdaq.gif Dow.gif SP500.gif Proszę tylko mnie źle

nie zrozumieć - spadki tutaj absolutnie się nie skończą, o czym

fundamentalistów przekonują właśnie wszystkie wskaźniki i prognozy na

następne kwartały, a techników wyrw perspektywie następnych lat. Mnie osobiście bardziej pasuje teoria, że

wzrosty z wrześniowego dołka były tylko ruchem powrotnym do linii szyi

(przebitej w ładnym stylu), a wtedy zasięg po spadku kończy się już na 600

pkt. SP_RGR600.gif Niemożliwym jest określić co stanie się w gospodarkach

światowych za rok czy dwa. Na podstawie obecnych danych nawet przy sporej

dawce pesymizmu spadek pod 600 pkt na tym indeksie moim zdaniem skończyłby

bessę. To jednak wizja na dłuższy termin. W krótkim terminie sądzę, że w

okolicach zaznaczonych na wykresie małych byczków ukształtowane zostanie

jakieś dno i indeksy ruszą do korekty. Niepoważne byłoby teraz otwieranie

długich pozycji przy takim trendzie spadkowym, ale tego nikomu nie każe

robić, a jedynie pokazuje moim zdaniem najbardziej prawdopodobny scenariusz.

Jednak już inwestowanie w ten sposób byłoby zbyt ryzykowne i kiedyś

skończyłoby się bankructwem, bo jeśli na obecnym etapie analizy wkradł się

błąd i indeksy tutaj się nie zatrzymają, to alternatywą przy tak załamanym i

pesymistycznym rynku, jest tylko mały krach. Do tego może dojść w momencie

gdy Amerykanie rzucą się masowo do wycofywania pieniędzy z funduszy (na

razie nie jest to plagą), a przymusowe zamykanie pozycji ze względu na nie

uzupełnione depozyty dobije cały rynek. Straszę straszę, ale nieco większego

odbicia (najlepiej po małej konsolidacji) i tak się teraz spodziewam.

Łapanie dołka, ale co tam.......

A co na naszej mizernej GPW ? U nas ubiegły tydzień nie pozostawił

wątpliwości, że bez testu okolic 1000 pkt. się nie obejdzie. Najprostszym

dowodem na to porażka ostatniego zniesienia całej fali wzrostowej

Zniesienia.gif Trudno na obu rynkach znaleźć po drodze jakieś sensowne

wsparcia. Wszystkie ważne zostały już przebite Kontrakty_dzienny.gif

Indeks_dzienny.gif Czy to oznacza dramat w tym tygodniu i szybki 10% spadek

? Gdyby to było tak oczywiste to pewnie spadlibyśmy już w piątek. Szczerze

mówiąc bardzo ciężko cokolwiek prognozować na naszym rynku na ten tydzień.

Nawet ewentualne odbicie w USA niekoniecznie musi przełożyć się na nasz

rynek, bo znów narobiliśmy sobie zaległości. Zresztą nie tylko my. Większość

Eurolandu do wrześniowych dołków ma jeszcze parę/paręnaście procent.

Wzmacniające się euro ściągać będzie kapitał właśnie na europejskie giełdy,

a szczególnie te mniejsze, które w czasie ogromnych przecen na największych

światowych indeksach stają się w większości oazą spokoju dla zagranicznych

inwestorów. Nas to na pewno nie będzie dotyczyć do czasu, do kiedy Minister

Finansów nie określi jasno swojego stanowiska w sprawie ustalania kursu

walutowego i prawdopodobnie także do czasu, do kiedy nie spadniemy do

wrześniowego dołka. Ewentualne niedługo podawane fatalne wyniki polskich

firm zapewne szybko by to zrealizowały.

Najprościej jest w takim trendzie zakładać jego kontynuację i nie siliłbym

się na bycie oryginalnym. Jednak tak samo jak w przypadku USA, tak samo na

naszym rynku spadki wiecznie trwać nie mogą, a odreagowania zdarzają się

nawet w najgorszych bessach. Określanie poziomu odreagowania jest po części

trochę zgadywaniem na podstawie wyczuwania nastroju na rynku i

wcześniejszych doświadczeń. Jednak inwestowanie polega zupełnie na czym

innym, a skuteczne jest tylko wtedy gdy trzymamy się z góry określonych

zasad. Jedną z nich jest nie łapanie dołka i tego trzeba się trzymać. Dobrym

sygnałem do próby łapania dołka był ..... i chyba dalej jest kanał spadkowy

na Kontrakty.gif i najbliższa linia trendu spadkowego na Indeks.gif ale

nad te wartości wyjść się jeszcze nie udało. Bez tego elementu długie

pozycje niosą znacznie znacznie więcej ryzyka niż potencjalnego zysymywania się

pozytywnych dywergencji także może być jaskółką do zatrzymania spadków.

Szybkie wskaźniki Ultimate.gif CCI.gif ROC.gif Stochastic.gif , na nieco

wolniejszych też dywergencje i poziomy wyprzedania MACD.gif RSI.gif

Elliot.gif Trix.gif

Jedynie czego można być pewnym w nadchodzącym tygodniu, to kolejnej dawki

emocji. Określenie kierunku na giełdzie żyjącej głównie emocjami jest

szalenie ryzykowne. Tyczy się to zarówno USA jak i GPW, a właśnie głównie

emocjami giełdy zaczęły żyć w ostatnim tygodniu. Obecne fale wyprzedaży są

jednymi z najmocniejszych i najdłuższych (bez znaczącej korekty) i trudno na

obecnym poziomie wyprzedania bez odrobiny strachu zakładać kontynuację

przeceny, a alternatywy bez choćby przełamania najbliższych oporów na razie

nie ma. Czytelnicy wybrać muszą sami. Albo spadamy od razu na poziom

październikowego dołka, albo robimy odreagowanie i tworzymy ładne RGR, za

co przyjdzie cierpieć jeszcze mocniej WIG20_bazgroly.gif co byłoby zgodne

ze scenariuszem RGR zarówno na światowych indeksach, jak i RGR

ukształtowanej na Wig i Wig20 jeszcze w czasie internetowej hossy. Brrr

strach się bać. Na razie ten strach (inwestorów na wszystkich giełdach) jest

moim zdaniem za duży jak na dalszą falę przeceny. Mimo sporego

średnioterminowego pesymizmu, coś nie chce mi się wierzyć by takie

powszechne czarnowidztwo (szczególnie w mediach) nie dało na przekór

wszystkim zatrzymania spadków. Proszę tylko nie robić ze mnie byka ;-)

[email protected]

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama