Kto, Pani zdaniem, doprowadził do zniżki kursu akcji Pekao? Na rynku mówi się, że w trakcie zagranicznych prezentacji wyników zostaliście skrytykowani przez inwestorów. Czy to oni pozbywają się walorów Pekao, wyrażając w ten sposób swoje niezadowolenie z wyników banku?
Inwestorzy zagraniczni doskonale rozumieją, co się dzieje w banku oraz w polskiej i europejskiej gospodarce. Na spotkaniu z nimi wyjaśniłam, co się stało w Pekao po I półroczu. Po prostu, dotyka go panująca stagnacja w polskiej gospodarce, ale bank dobrze funkcjonuje, świadczy o tym wzrost zysku operacyjnego oraz poprawa efektywności. Pod względem wskaźnika kosztów do dochodów (45,9%) jesteśmy w czołówce najlepszych banków europejskich.
Dlatego jestem przekonana, że to nie oni sprzedają akcje. Wręcz przeciwnie, myślę, że niektórzy z nich teraz skłaniają się do ich zakupu. Ktoś im zrobił prezent, doprowadzając do obniżki ceny. Obecnie, mimo ostatniej przeceny, jesteśmy jednym z najlepiej wycenianych banków w Europie Środkowowschodniej. Inwestorzy kupują bowiem jedną złotówkę wartości księgowej Pekao za niemal dwa złote.
Dlaczego zarząd Pekao tak późno skorygował prognozę tegorocznego zysku netto do 1 mld zł, z 1,4 mld zł? Sytuacja w gospodarce nie pogorszyła się w ciągu ostatniego miesiąca. Jeszcze w czerwcu, przy okazji wydarzeń w Stoczni Szczecińskiej, podtrzymaliście dotychczasową prognozę.
Dlaczego mielibyśmy dokonać korekty w czerwcu wraz z wydarzeniami w Stoczni Szczecińskiej? Gdyby tylko bank musiał utworzyć rezerwę na zaangażowanie w stoczni, to w całości pokryłby je z własnych oszczędności kosztowych, które uzyskaliśmy w I półroczu. Postanowiliśmy obniżyć prognozę w lipcu, ponieważ dopiero po zakończeniu II kwartału, zgodnie z procedurami w banku, przeprowadziliśmy ocenę kondycji finansowej naszych klientów detalicznych i korporacyjnych. Dokonaliśmy także kolejnej analizy sytuacji makroekonomicznej. Kiedy zorientowaliśmy się, że nasze wcześniejsze oczekiwania na ożywienie gospodarcze w tym roku są nierealne, wówczas bardziej konserwatywnie wyceniliśmy portfel kredytowy. Założyliśmy bowiem, że stagnacja w gospodarce będzie trwać dłużej. Po dokonaniu tych rachunków uznaliśmy, że dotychczasowej prognozy nie zdołamy wykonać i zdecydowaliśmy się na korektę. Dlatego nie widzę powodu, aby łączyć upadek Stoczni Szczecińskiej z obniżeniem prognozy.