Reklama

Weekendowa Analiza Futures

Marek Pryzmont Nie ładnie jest cytować samego siebie, ale pozwolę sobie na mały nietakt i przypomnę co pisałem dwa tygodnie temu. "Najlepszy scenariusz jaki rynki mogłyby w najbliższych dwóch tygodniach zrealizować, to szybka przecena (np. po ostrzeżeniach dużych amerykańskich firm) testująca dołki poniżej 1000 pkt., tak samo jak indeksy amerykańskie przetestowałyby swoje lipcowe dołki." Powodów do tego było bez liku, od warningów i słabych danych makro począwszy, a na SP500_RGR.gif skończy

Publikacja: 28.09.2002 20:56

Marek Pryzmont

Nie ładnie jest cytować samego siebie, ale pozwolę sobie na mały nietakt i

przypomnę co pisałem dwa tygodnie temu. "Najlepszy scenariusz jaki rynki

mogłyby w najbliższych dwóch tygodniach zrealizować, to szybka przecena (np.

po ostrzeżeniach dużych amerykańskich firm) testująca dołki poniżej 1000

Reklama
Reklama

pkt., tak samo jak indeksy amerykańskie przetestowałyby swoje lipcowe

dołki." Powodów do tego było bez liku, od warningów i słabych danych makro

począwszy, a na SP500_RGR.gif skończywszy. Tak pięknie to jednak nie

wyglądało. Choć indeksy zachodnie faktycznie zgodnie z oczekiwaniami ruszyły

ku lipcowym dołkom ( Dow.gif przetestował dołek w cenach zamknięcia,

Nasdaq.gif nowe minima, SP500.gif nieznacznie nad dołkiem), a niemiecki Dax

Reklama
Reklama

w ciągu tych dwóch tygodni ustanowił minima oddalone o 20% !!! od piątkowego

zamknięcia, to na naszym rynku trwała sielanka, a dwutygodniowy okres

zmagań rynkowych zakończyliśmy dokładnie na piątkowym zamknięciu z przed

dwóch tygodni.

Siły naszego rynku nie można tłumaczyć inaczej jak nadzieją na szybkie

przystąpienie Polski do UE. Widać to także na rynkach innych krajów

Reklama
Reklama

kandydujących, a nawet tamte indeksy są od nas mocniejsze. Z dużym kapitałem

się nie dyskutuje, tylko trzeba się do niego dopasować, ale swojego

zdziwienia ukrywać nie będę. Fatalna kondycja naszych spółek, nie poprawi

(poprawi ?) się z dnia na dzień po wejściu do UE, a opieranie decyzji kupna

na przesłankach psychologicznych to dość kruche podstawy by utrzymać rynek

Reklama
Reklama

na dłuższą metę. Oczywiście można powoływać się na doświadczenia poprzednich

kandydatów, którym indeksy mocno wystrzeliły i konwergencyjna hossa stała

się faktem, ale hossa trwająca wtedy na światowych parkietach zachęcała do

takich spekulacji (okupionych później bolesnym spadkiem). Byk powie, że

skoro kandydaci do UE mieli wzrosty, to u nas też będą. Niedźwiedź odpowie,

Reklama
Reklama

że po tych wzrostach były mocne przeceny i inwestorzy nie zrobią drugi raz

tego samego błędu. Byk powie, że w czasie bessy zagraniczny kapitał będzie

szukać jakieś oazy spokoju, rynku który odróżniać się będzie od pozostałych

ciągle spadających giełd. Niedźwiedź oczywiście tylko się uśmiechnie, że

ktokolwiek argument bessy (ogólnoświatowego spowolnienia gospodarczego) daje

Reklama
Reklama

jako podstawę do wzrostu indeksów itd. itp. Dyskusja może trwać w

nieskończoność. A nasz rynek wybrał trzeci wariant, w którym cały świat

masakrowany jest przez niedźwiedzie, a kandydaci do UE beztrosko tkwią w

horyzoncie, lub powoli rosną. To też hossa, choć trzeba to umieć zobaczyć

;-)

Naiwnością byłoby sądzić, że zachodnie indeksy przestały nas interesować.

Jeśli największe światowe giełdy nie zatrzymają spadków, to nawet

konwergencja z Nibylandią nie zatrzyma rynków przed spadkami. A na świecie

nic wesołego. Po wykresie Dax.gif widać, że ostatnie wybory parlamentarne

wygrały niedźwiedzie, a poważniej mówiąc, to spadki były reakcją na "słaby"

rząd, który może mieć kłopot z przeprowadzeniem niezbędnych reform (patrz

AWS). Wprawdzie po ogromnej przecenie (w tym roku 43% ) mieliśmy w końcu

odbicie, ale podstawy były niezwykle kruche i niczym innym jak odreagowanie

tego nazwać nie można. Indeks ruszył do odbicia po publikacji Ifo, które

wprawdzie spadło 4 raz z rządu, ale nieco mniej niż oczekiwano (w przyszłym

miesiącu może być tutaj fatalnie). W indeksie spadły oczekiwania na

przyszłość ze 100,7 na 99,3, a wzrosłą nieco ocena bieżącej sytuacji z 77,3

na 77,8

Wskaźniki nastroju okazują się ostatnio bardzo dobrymi prognostykami dla

giełdy, więc radziłbym uważnie się im przyglądać. Zresztą pisałem dwa

tygodni temu choćby o nastrojach i prognozach CFO w amerykańskichzagrożeń zarówno

terroryzmem, jak i wojną z Irakiem. Zresztą odwołując się do wspomnianej już

ankiety przeprowadzanej wśród CFO, to właśnie niskie zaufanie oraz niski

poziom wydatków konsumentów jest największym zmartwieniem amerykańskich

firm. Wybierając z listy największych zagrożeń, aż 42% wskazało ten czynnik

na pierwszym miejscu. Nic dziwnego, bo jak powszechnie wiadomo gospodarkę w

ostatnim okresie nakręcają jedynie samochody i nieruchomości, a tutaj też

nic dobrego się nie szykuje ze strony konsumentów. Odsetek osób planujących

kupić nowy samochód spadł w ostatnim miesiącu 6,8%, a kupno nowego domu

planuje 3,3% osób mniej. Mało ? Wskaźniki wyprzedzające koniunktury także

spadły (7 na 10 składników), a zmniejszenie spadku z poprzedniego miesiąca

nie zmienia negatywnej wymowy tych danych.

Obliczone na tej podstawie szanse wejścia USA w recesję w najbliższych 6

miesiącach wzrosły z lipcowego 26,6% aż do 30,2%. To najwyższy poziom ryzyka

recesji od kwietnia zeszłego roku. Zaraz zaraz, czy amerykańska gospodarka

nie była już wtedy w recesji ? Mówiono, że nawet w nią nie wejdzie, a ta już

wtedy trwała ;-) Na razie nikt jeszcze recesji nie widzi. Ostatnia ankieta

Bloomberga przeprowadzona wśród 50 analityków prognozuje wzrost PKB w 3

kwartale aż 3,5% zaś w czwartym 2,5%. Roczne PKB ma wzrosnąć 2,5% co w

porównaniu do recesji 2001 r. może wydawać się jakimś ożywieniem, ale

porównując do średniej z 9 ostatnich recesji wynik to bardzo mizerny.

Zresztą pewnie też nie zostanie osiągnięty i zobaczymy niedługo korekty tych

prognoz, tak samo jak w tym tygodniu MFW zmienił kwietniowe prognozy wzrostu

dla USA do 2,2% w tym roku (z 2,3%) i do 2,6% (z 3,4%) w przyszłym. No

dobrze już kończę te cyferki, z których i tak cały czas wynika ten sam

przygnębiający obraz, zresztą znacznie wypaczany (na plus) przez

nieruchomości i samochody.

Mimo nienajlepszych perspektyw FED nie mógł obciąć stóp.Na tym poziomie

rozdmuchałoby to jedynie balonik na rynku nieruchomości, a nastrojów

konsumentów i inwestorów wcale nie musiałoby poprawić, co w tej chwili jest

chyba główną korzyścią jaką mogłaby dać obniżka stóp. Nikt nie potrafi

przewidzieć, czy inwestorzy książkowo ucieszyliby się z obniżki, czy

przerazili fatalnym stanem gospodarki, który (w domyśle) doprowadził FED do

takiej decyzji. Warto odnotować fakt, że dwóch członków FED głosowało za

obniżką, co natychmiast wywołało komentarze, że jeśli dane makro będą złe,

to FED dokona cięcia stóp między posiedzeniami. Także MFW w środę to

sugerował. Ja w to nie wierzę, ale na rynkach byłoby wtedy niezmiernie

ciekawie. Duży ruch na indeksach murowany, ale jego kierunek zależy tak

naprawdę od tego, czy uda się trafić na dogodny moment. Jeśli USA ma iść

drogą Japonii, to taka obniżka stóp szybko by ją do tego modelu zbliżyła.

Amerykanie byliby bardzo blisko, by przypomnieć sobie doświadczenia z końca

lat 30, z występującą także w Japonii "pułapką płynności". Najlepszy sposób

wychodzenia z takiego kryzysu to duże wydatki budżetowe (koniec lat 30 w USA

problem szybko rozwiązany przez wojnę, w przeciwieństwie do mniej

skutecznych japońskich prób budowy mostów i dróg) i może właśnie to

odpowiada skąd takie dążenie USA do konfliktu z Irakiem.

O naszej gospodarce czy polityce dzisiaj nie piszę - strajkuje. Nie ma chyba

co strzępić języka, bo wygląda na to, że w pierwszej kolejności nasz rynek

żyć będzie sprawą irlandzkiego głosowania, a dopiero później wszystkie

"konwergencyjne byki" będą się denerwować o sytuację na światowych giełdach.

Warto może jedynie pochwalić RPP za odważną decyzję obniżki stóp

procentowych, która jeszcze parę miesięcy temu przy takim zamieszaniu woknego. Radziłbym

podchodzić do tego z dystansem (w sobotę pierwszy ogólnokrajowy), choć

pewnie rynek nie uniknie wahań z tym związanych. Na pewno po samym

referendum będzie na giełdzie duży ruch. Oprócz oczywistego wzrostu warto

się zastanowić co w przypadku irlandzkiego "nie". Tutaj nie można postawić

jednej prognozy. Jeśli krajom UE nie będzie zależało na szybkim rozszerzeniu

(choćby ze względu na kłopoty gospodarcze i zawirowania polityczne), to

usłyszymy takie wypowiedzi jak w ostatnim tygodniu. "Nowe irlandzkie "nie" w

październikowym referendum wobec traktatu nicejskiego mogłoby poważnie

opóźnić rozszerzenie Unii Europejskiej - powiedział w piątek unijny komisarz

ds. rozszerzenia, Guenter Verheugen. Ale jeśli cofniemy się do nieco

weselszego miesiąca maja tego roku, to w komunikatach Reutera

przeczytamy.... "KE gotowa na ewentualne odrzucenie traktatu z Nicei - Na

wypadek gdyby Irlandia po raz drugi odrzuciła ratyfikację Traktatu z Nicei

Komisja Europejska przygotowała plany, które pozwolą by rozszerzenie Unii

doszło do skutku.... Uzgodnienia z Nicei mogą zostać włączone do

poszczególnych traktatów akcesyjnych z nowymi członkami". Będzie ciekawie.

Ciekawie też będzie w przyszłym tygodniu jeśli chodzi o dane makro w

Stanach. Kończy się sezon ostrzeżeń i teraz wszyscy wpatrywać się będą

właśnie w dane makro, oraz wyniki samych spółek. Jeśli chodzi o to drugie,

to do myślenia powinny dać obniżenia prognoz zysków spółek przez dwa duże

banki. W poniedziałek Morgan Stanley obniżył prognozy zysku dla spółek

S&P500 o 5% i docelowy (12 miesięcy) poziom indeksu do 1050 czyli 26%

poniżej wcześniejszej prognozy (ups). W czwartek to samo zrobił Steven

Wieting z Salomon Smith Barney. Tylko czym są wyniki przy nadziei na

"następny kwartał" ;-) Z danych makro najważniejszy to wtorkowy ISM, oraz

piątkowe dane o bezrobociu. I tutaj wielki wykrzyknik ze znakiem zapytania.

Obecnie sytuacja na rynku bezrobocia jest coraz gorsza i większość

szczątkowych danych pokazuje negatywne tendencje. O słabości tego rynku

ostrzegał też FED i większość banków. Efekt jest taki, że wszyscy

spodziewają się złych danych od 5,9% począwszy, a na 6,1% skończywszy. Nie

mogę sprawdzić jak jest w tym roku, ale podawane październikowe dane w

zeszłym roku okazały się sporym szokiem dla rynku. Mimo fatalnej sytuacji

na rynku pracy (po 11 września) bezrobocie zamiast 5,2-5,3% wyniosło tylko

4,9% co natychmiast dało wzrost indeksów. Dopiero po pewnym czasie wyszło na

jaw, że zmieniono zasady liczenia stopy bezrobocia i absolwenci szkół

wchodzący na rynek są doliczani do ludności zawodowo czynnej, do czasu

złożenia podania o zasiłek. Nie wiem jak będzie w tym roku, ale szokująco

niska wartość nie będzie wynikać z poprawy, ale z tego co opisałem wyżej.

Wykresów dziś jak na lekarstwo, choć tego powinno być dużo, bo każdy chyba

widzi, że nasz rynek jest chory ;-) O wskaźnikach można zapomnieć, bo długi

horyzont wszystkie spłaszczył i oddalił wiarygodne sygnały. Przykładem

MACD.gif Na wykresach też za wiele ciekawego się nie dzieje. Horyzont trwa

już dość długo i brak trendu nie zachęca do polecania jakiejś pozycji.

Jedyne pocieszenie to fakt zbliżających się ciągle linii trendu, których

przebicie mogłoby zachęcić popyt do jakiś śmielszych działań

Indeks_intra.gif Kontrakty_intra.gif Alternatywą jest wybicie się dołem, co

w pełni ukształtowałoby formacje, które możnaby uznać za RGR. Piszę z

wątpliwościami, bo kształt nie do końca prawidłowy i RGR z reguły jest

odwróceniem trendu, a nie kontynuacją. Choć tutaj ostatnie wydarzenia na

amerykańskich parkietach pokazują zupełnie co innego (ale to także było już

po odreagowaniu, a nie w samym dołku)

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama