jako podstawę do wzrostu indeksów itd. itp. Dyskusja może trwać w
nieskończoność. A nasz rynek wybrał trzeci wariant, w którym cały świat
masakrowany jest przez niedźwiedzie, a kandydaci do UE beztrosko tkwią w
horyzoncie, lub powoli rosną. To też hossa, choć trzeba to umieć zobaczyć
;-)
Naiwnością byłoby sądzić, że zachodnie indeksy przestały nas interesować.
Jeśli największe światowe giełdy nie zatrzymają spadków, to nawet
konwergencja z Nibylandią nie zatrzyma rynków przed spadkami. A na świecie
nic wesołego. Po wykresie Dax.gif widać, że ostatnie wybory parlamentarne
wygrały niedźwiedzie, a poważniej mówiąc, to spadki były reakcją na "słaby"
rząd, który może mieć kłopot z przeprowadzeniem niezbędnych reform (patrz
AWS). Wprawdzie po ogromnej przecenie (w tym roku 43% ) mieliśmy w końcu
odbicie, ale podstawy były niezwykle kruche i niczym innym jak odreagowanie
tego nazwać nie można. Indeks ruszył do odbicia po publikacji Ifo, które
wprawdzie spadło 4 raz z rządu, ale nieco mniej niż oczekiwano (w przyszłym
miesiącu może być tutaj fatalnie). W indeksie spadły oczekiwania na
przyszłość ze 100,7 na 99,3, a wzrosłą nieco ocena bieżącej sytuacji z 77,3
na 77,8
Wskaźniki nastroju okazują się ostatnio bardzo dobrymi prognostykami dla
giełdy, więc radziłbym uważnie się im przyglądać. Zresztą pisałem dwa
tygodni temu choćby o nastrojach i prognozach CFO w amerykańskichzagrożeń zarówno
terroryzmem, jak i wojną z Irakiem. Zresztą odwołując się do wspomnianej już
ankiety przeprowadzanej wśród CFO, to właśnie niskie zaufanie oraz niski
poziom wydatków konsumentów jest największym zmartwieniem amerykańskich
firm. Wybierając z listy największych zagrożeń, aż 42% wskazało ten czynnik
na pierwszym miejscu. Nic dziwnego, bo jak powszechnie wiadomo gospodarkę w
ostatnim okresie nakręcają jedynie samochody i nieruchomości, a tutaj też
nic dobrego się nie szykuje ze strony konsumentów. Odsetek osób planujących
kupić nowy samochód spadł w ostatnim miesiącu 6,8%, a kupno nowego domu
planuje 3,3% osób mniej. Mało ? Wskaźniki wyprzedzające koniunktury także
spadły (7 na 10 składników), a zmniejszenie spadku z poprzedniego miesiąca
nie zmienia negatywnej wymowy tych danych.
Obliczone na tej podstawie szanse wejścia USA w recesję w najbliższych 6
miesiącach wzrosły z lipcowego 26,6% aż do 30,2%. To najwyższy poziom ryzyka
recesji od kwietnia zeszłego roku. Zaraz zaraz, czy amerykańska gospodarka
nie była już wtedy w recesji ? Mówiono, że nawet w nią nie wejdzie, a ta już
wtedy trwała ;-) Na razie nikt jeszcze recesji nie widzi. Ostatnia ankieta
Bloomberga przeprowadzona wśród 50 analityków prognozuje wzrost PKB w 3
kwartale aż 3,5% zaś w czwartym 2,5%. Roczne PKB ma wzrosnąć 2,5% co w
porównaniu do recesji 2001 r. może wydawać się jakimś ożywieniem, ale
porównując do średniej z 9 ostatnich recesji wynik to bardzo mizerny.
Zresztą pewnie też nie zostanie osiągnięty i zobaczymy niedługo korekty tych
prognoz, tak samo jak w tym tygodniu MFW zmienił kwietniowe prognozy wzrostu
dla USA do 2,2% w tym roku (z 2,3%) i do 2,6% (z 3,4%) w przyszłym. No
dobrze już kończę te cyferki, z których i tak cały czas wynika ten sam
przygnębiający obraz, zresztą znacznie wypaczany (na plus) przez
nieruchomości i samochody.
Mimo nienajlepszych perspektyw FED nie mógł obciąć stóp.Na tym poziomie
rozdmuchałoby to jedynie balonik na rynku nieruchomości, a nastrojów
konsumentów i inwestorów wcale nie musiałoby poprawić, co w tej chwili jest
chyba główną korzyścią jaką mogłaby dać obniżka stóp. Nikt nie potrafi
przewidzieć, czy inwestorzy książkowo ucieszyliby się z obniżki, czy
przerazili fatalnym stanem gospodarki, który (w domyśle) doprowadził FED do
takiej decyzji. Warto odnotować fakt, że dwóch członków FED głosowało za
obniżką, co natychmiast wywołało komentarze, że jeśli dane makro będą złe,
to FED dokona cięcia stóp między posiedzeniami. Także MFW w środę to
sugerował. Ja w to nie wierzę, ale na rynkach byłoby wtedy niezmiernie
ciekawie. Duży ruch na indeksach murowany, ale jego kierunek zależy tak
naprawdę od tego, czy uda się trafić na dogodny moment. Jeśli USA ma iść
drogą Japonii, to taka obniżka stóp szybko by ją do tego modelu zbliżyła.
Amerykanie byliby bardzo blisko, by przypomnieć sobie doświadczenia z końca
lat 30, z występującą także w Japonii "pułapką płynności". Najlepszy sposób
wychodzenia z takiego kryzysu to duże wydatki budżetowe (koniec lat 30 w USA
problem szybko rozwiązany przez wojnę, w przeciwieństwie do mniej
skutecznych japońskich prób budowy mostów i dróg) i może właśnie to
odpowiada skąd takie dążenie USA do konfliktu z Irakiem.
O naszej gospodarce czy polityce dzisiaj nie piszę - strajkuje. Nie ma chyba
co strzępić języka, bo wygląda na to, że w pierwszej kolejności nasz rynek
żyć będzie sprawą irlandzkiego głosowania, a dopiero później wszystkie
"konwergencyjne byki" będą się denerwować o sytuację na światowych giełdach.
Warto może jedynie pochwalić RPP za odważną decyzję obniżki stóp
procentowych, która jeszcze parę miesięcy temu przy takim zamieszaniu woknego. Radziłbym
podchodzić do tego z dystansem (w sobotę pierwszy ogólnokrajowy), choć
pewnie rynek nie uniknie wahań z tym związanych. Na pewno po samym
referendum będzie na giełdzie duży ruch. Oprócz oczywistego wzrostu warto
się zastanowić co w przypadku irlandzkiego "nie". Tutaj nie można postawić
jednej prognozy. Jeśli krajom UE nie będzie zależało na szybkim rozszerzeniu
(choćby ze względu na kłopoty gospodarcze i zawirowania polityczne), to
usłyszymy takie wypowiedzi jak w ostatnim tygodniu. "Nowe irlandzkie "nie" w
październikowym referendum wobec traktatu nicejskiego mogłoby poważnie
opóźnić rozszerzenie Unii Europejskiej - powiedział w piątek unijny komisarz
ds. rozszerzenia, Guenter Verheugen. Ale jeśli cofniemy się do nieco
weselszego miesiąca maja tego roku, to w komunikatach Reutera
przeczytamy.... "KE gotowa na ewentualne odrzucenie traktatu z Nicei - Na
wypadek gdyby Irlandia po raz drugi odrzuciła ratyfikację Traktatu z Nicei
Komisja Europejska przygotowała plany, które pozwolą by rozszerzenie Unii
doszło do skutku.... Uzgodnienia z Nicei mogą zostać włączone do
poszczególnych traktatów akcesyjnych z nowymi członkami". Będzie ciekawie.
Ciekawie też będzie w przyszłym tygodniu jeśli chodzi o dane makro w
Stanach. Kończy się sezon ostrzeżeń i teraz wszyscy wpatrywać się będą
właśnie w dane makro, oraz wyniki samych spółek. Jeśli chodzi o to drugie,
to do myślenia powinny dać obniżenia prognoz zysków spółek przez dwa duże
banki. W poniedziałek Morgan Stanley obniżył prognozy zysku dla spółek
S&P500 o 5% i docelowy (12 miesięcy) poziom indeksu do 1050 czyli 26%
poniżej wcześniejszej prognozy (ups). W czwartek to samo zrobił Steven
Wieting z Salomon Smith Barney. Tylko czym są wyniki przy nadziei na
"następny kwartał" ;-) Z danych makro najważniejszy to wtorkowy ISM, oraz
piątkowe dane o bezrobociu. I tutaj wielki wykrzyknik ze znakiem zapytania.
Obecnie sytuacja na rynku bezrobocia jest coraz gorsza i większość
szczątkowych danych pokazuje negatywne tendencje. O słabości tego rynku
ostrzegał też FED i większość banków. Efekt jest taki, że wszyscy
spodziewają się złych danych od 5,9% począwszy, a na 6,1% skończywszy. Nie
mogę sprawdzić jak jest w tym roku, ale podawane październikowe dane w
zeszłym roku okazały się sporym szokiem dla rynku. Mimo fatalnej sytuacji
na rynku pracy (po 11 września) bezrobocie zamiast 5,2-5,3% wyniosło tylko
4,9% co natychmiast dało wzrost indeksów. Dopiero po pewnym czasie wyszło na
jaw, że zmieniono zasady liczenia stopy bezrobocia i absolwenci szkół
wchodzący na rynek są doliczani do ludności zawodowo czynnej, do czasu
złożenia podania o zasiłek. Nie wiem jak będzie w tym roku, ale szokująco
niska wartość nie będzie wynikać z poprawy, ale z tego co opisałem wyżej.
Wykresów dziś jak na lekarstwo, choć tego powinno być dużo, bo każdy chyba
widzi, że nasz rynek jest chory ;-) O wskaźnikach można zapomnieć, bo długi
horyzont wszystkie spłaszczył i oddalił wiarygodne sygnały. Przykładem
MACD.gif Na wykresach też za wiele ciekawego się nie dzieje. Horyzont trwa
już dość długo i brak trendu nie zachęca do polecania jakiejś pozycji.
Jedyne pocieszenie to fakt zbliżających się ciągle linii trendu, których
przebicie mogłoby zachęcić popyt do jakiś śmielszych działań
Indeks_intra.gif Kontrakty_intra.gif Alternatywą jest wybicie się dołem, co
w pełni ukształtowałoby formacje, które możnaby uznać za RGR. Piszę z
wątpliwościami, bo kształt nie do końca prawidłowy i RGR z reguły jest
odwróceniem trendu, a nie kontynuacją. Choć tutaj ostatnie wydarzenia na
amerykańskich parkietach pokazują zupełnie co innego (ale to także było już
po odreagowaniu, a nie w samym dołku)