propozycje znane i spodziewane już wcześniej. Oczywiście spodziewane przez
wszystkich prócz polskich rolników i polityków, bo Kalinowski cały czas mówi
o dopłatach 100% już w pierwszym roku członkostwa. Mimo wszystko to dobra
wiadomość i przynajmniej 25% Polska ma gwarantowane. To nie koniec
negocjacji i do czasu grudniowego szczytu w Kopenhadze, oraz w trakcie
samego szczytu strona Polska zapewne zgłaszać będzie inne projekty i swoje
oczekiwania, marzenia. Wynegocjowanie nawet 30% (na to po cichu liczą
politycy) byłoby ogromnym sukcesem. Oczywiście skoro politycy doszli tak
szybko i tak łatwo do porozumienia to musi być gdzieś jakieś "ale". W tym
wypadku chodzi o obcięcie krajom kandydującym funduszy strukturalnych. To
dla Polski niebagatelna kwota około 1,5 mld. a jedynie pocieszać się można,
że i tak niewiele z tego Polska by dostała, bo ubieganie się o te środki
związane jest z dość skomplikowaną procedurą dziesiątek dokumentów i podań,
w których mało kto się nawet w samej Unii dobrze orientuje. Szkoda tylko
autostrad, które to akurat pewnie dałoby się za to i z tego wybudować.
Drugie "ale" tyczy się samego terminu wejścia Polski do UE. Oprócz
dyplomatycznych oficjalnych zaproszeń i potwierdzenia chęci przyjęcia Polski
do UE, Bruksela ustaliła, że traktat o przystąpieniu do Unii zostanie
podpisany najprawdopodobniej w kwietniu przyszłego roku. Haczyk polega na przyszłym roku państwa
piętnastki przejawiały większe chęci do przyjęcia nowych członków. Protestów
będzie raczej tylko więcej niż mniej. Ale na razie mamy wspomniane na
początku "wmawianie opinii publicznej...". Pierwsze komentarze kilku
ekspertów jasno pokazują, że nawet przy zgodnym ratyfikowaniu traktatu przez
większość państw (plus 2 miesiące), kwestie proceduralne nie pozwolą
najprawdopodobniej na rozszerzenie w 2004 roku, a jeśli nawet, to w samej
jego końcówce. A przypomnę, że w czerwcu 2004 są wybory do Parlamentu
Europejskiego i brak udziału obecnych kandydatów byłby po prostu fatalny.
Oznaczałby brak możliwości decydowania o budżecie Unii na kolejne lata.
Widać sprawa całej UE jest mocno napięta i może się jeszcze wielokrotnie
zmieniać. Rynki będą musiały się chyba do tego przyzwyczaić, bo chyba nie
będą tkwiły w marazmie przez następne dwa lata ? ;-) Podsumowując jakoś
zagmatwany nieco kawałek o zagmatwanej nieco Unii Europejskiej, można
wyciągnąć wnioski, że porozumienie wyniesione ze szczytu w Brukseli nie
przyniesie rynkowi żadnej przeceny. Jeśli zaś chodzi o wzrosty, to decyzja
zależy już od największych graczy. Dla mnie żadnych rewelacji szczyt nie
przyniósł, ale nie wiem jak mocno chcą ryzykować fundusze i jak ocenią
szanse na szybkie wstąpienie Polski do UE.
Rewelacją była natomiast obniżka stóp przez RPP. Wygląda na to, że Rada
uwielbia zaskakiwać analityków i inwestorów. A może z RPP wszystko w
porządku, tylko wszyscy inni nic z tego nie rozumieją ? Sprawianie
niespodzianek przez RPP zaczyna się od samego ogłaszania komunikatu, który
podawany jest o dowolnych godzinach, zupełnie inaczej niż robią to
zagraniczne cywilizowane Banki Centralne. Drugi wyróżnik polskiej Rady to
niezmienne neutralne (sic) nastawienie w polityce monetarnej przez cały
okres długiego i głębokiego cyklu obniżek stóp procentowych. Przecież jest
to instrument, który ma ułatwiać rynkowi prognozowanie poczynań RPP. Ta
jednak woli chyba działać z zaskoczenia, tak samo jak zaskoczyła rynek
październikową obniżką. Podstawy do niej oczywiście były i samej decyzji
absolutnie nie zamierzam krytykować - bardzo słuszna i brawa dla RPP. Powody
obniżek poczytać można było w każdej gazecie więc wymieniać już nie będę,
ale tutaj analitykom i inwestorom przewidującym brak obniżki stóp
(przesunięcie jej na listopad) mniej chodziło o dane makro, a bardziej o
same wypowiedzi członków RPP, którzy jasno dawali do zrozumienia, że z
obniżki nici. A jednak. Coraz bardziej zagadkowa to instytucja. Sama decyzja
nie miała większego wpływu na giełdowy rynek. Zresztą mówiłem już, że w tym
tygodniu nic nie miało wpływu na rynek.
Ciekawie było za to po raz kolejny w USA. Rynek kontynuuje swoje naiwne
wzrosty, na podstawie "lepszych od prognoz" kiepskich wyników spółek i
jeszcze gorszych z gospodarki. Z wyników warto wspomnieć o dwóch
przypadkach. Pierwszy na początku tygodnia to Microsoft, który napędzał
wzrost w zeszłym tygodniu podając całkiem niezłe wyniki. W niedziele w
wywiadzie dla australijskiej telewizji Steve Ballmer nazwał wyniki jedynie
"anomalią", która w przyszłym kwartale na pewno się nie powtórzy. To nie
zatrzymało wzrostów. Nic w tym tygodniu nie zatrzymywało. Druga "anomalia"
to wyniki Amazon pod koniec tygodnia. Wyniki były lepsze od oczekiwań
analityków i spółka do tego podniosła prognozy na przyszłość. Porównując do
oczekiwań każdy jeden aspekt raportu był dobry. Kurs jednak spadł. Powód ?
Analitycy mogli w końcu wyliczyć wskaźnik C/Z - do tej pory spółka
przynosiła straty, a do tego nie potrafiła określić prognoz na przyszłość. W
końcu się udało oszacować (przeszacować ?) ile to będą zarabiać i analitycy
policory nie będzie
można policzyć wskaźnika ;-)
To jednak tylko taka drobnostka w morzu pesymizmu. Czwarte z rzędu złe
wskaźniki LEI zwiastujące kolejną recesję, fatalny obraz gospodarki w
Beżowej Księdze, dramatyczne zamówienia na dobra trwałego użytku, czy też
bardzo niski indeks nastroju itd. Itp. Nic rynku nie ruszało. Na każdą złą
wiadomość znalazł się jakiś kontrargument. Czasami śmieszny, czasami
mniejszej wagi, ale naiwnym rynkom na razie to nie przeszkadza. (dobre były
tylko dane z rynku nieruchomości i liczba wniosków od bezrobotnych, choć to
tylko przerwa w kilkutygodniowej serii złych danych) Mi też nie
przeszkadza, bo "rynek ma zawsze racje", a na krótkie w USA przyjdzie
jeszcze czas. Albo rynek dojdzie jednym ruchem pod bardzo ważne opory i
wtedy od razu zrobi szczyty wracając do bessy, albo czeka nas teraz korekta
i jeszcze jedna fala wzrostowa, która skończy się w połowie listopada na
wspomnianych oporach. Dla Dow.gif okolice 9000 pkt. dla Nasdaq.gif SP500.gif
nieco nad wrześniowymi dołkami. Bardziej skłaniałbym się do tego drugiego
scenariusza, w którym po korekcie rynki mają jeszcze chwilę oddechu do
połowy listopada. Jednak już na obecnych poziomach nie powiem, że USA nie są
zagrożeniem. Wykupienie rynku jest tak duże, sygnały płynące choćby z
analizy obrotów i wskaźników tak złe, dane makro i wyniki spółek tak
fatalne, że wystarczy mała iskierka do wywołania pożaru. Brak tej ostatniej
fali wzrostowej mocno mnie nie zaskoczy. Zaskoczyłoby mnie jedynie
ignorowanie słabych danych i perspektyw, które doprowadziłoby do
zdecydowanego pokonania oporów i kontynuowania fali wzrostowej. Przesiadka z
obligacji w akcje nie może trwać w nieskończoność. Na co mogą liczyć
Amerykanie ? Chyba tylko na nieuchronne i zbawienne (nieco sztucznie) skutki
wojny z Irakiem. Wprawdzie dla mnie wojna z Irakiem nie byłaby zachętą do
kupna, ale ja nie żyję w Ameryce i nie wierzę w to co mówią na CNBC
(zbankrutowałbym już).
Jeśli chodzi o bankructwa, to wpadł mi w ręce ciekawy artykuł z New York
Times"a. Chodzi o zagrożenie bankructwem kilku firm z Wall Street z powodu
utraty płynności związanej z błędnym oszacowaniem "zysków" pochodzących z
funduszy emerytalnych. Ogólnie szykuje się z tego kolejny skandal księgowy,
ale jakoś na razie Wall Street się tym nie przejmuje. Chodzi o to, że firmy
zgodnie z prawem szacują stopy zwrotu programów emerytalnych w firmach i
księgują wynik jako zyski. Oszacowano, że 50 największych firm zaksięgowało
do wyników prawie 55 miliardów takich "zysków" za zeszły rok. Faktyczne
stopy zwrotu nie wyniosły jednak 9-10% zysku, ale jak to zwykle w bessie
bywa była "wtopa" i zamiast tych 55 miliardów firmy te powinny zaksięgować
35,8 miliarda (billion w USA) dolarów strat. Oczywiście nie na rękę to
prezesom, którzy wynagrodzenie mają zależne od wyników spółek. Ciekaw jestem
czy wyjdzie z tego jakiś większy skandal. Na pewno taki się pokaże, gdy jak
pisze NYT któraś większa spółka zmuszona będzie uzupełnić braki w
emerytalnej kasie. Wtedy albo zabraknie na to środków, albo spółka wstrzyma
się z inwestycjami, co oczywiście mocno negatywnie odciśnie się na kursach
akcji, a te z kolei przyniosą nowe straty emerytom i nowe dopłaty i nowe
straty - błędne koło uzależniania finansów firmy od kursu akcji, a to jak
pokazuje historia do niczego dobrego nie prowadzi. Sytuacja byłaby inna
gdyby nie księgowano zysków zamiast strat. Jednak wtedy też inne byłyby
kursy spółek. Radzę obserwować ten problem.
Inny ciekawy artykuł to czwartkowy tekst w Wyborczej byłego prezesa ZUS
Lesława Gajka. Ogólnie mówiąc tekst jest o błędach w ustawie o OFE i
skutkach jakie to może przynieść. Kto inwości lokowania kapitału przez OFE. Nierównowaga
popytu i podaży może doprowadzić do znacznego przewartościowania polskich
akcji w porównaniu do akcji zagranicznych (podobnie jak w Chile), przy
realnym niebezpieczeństwie ich późniejszej przeceny." Nasze akcje już stają
się powoli najdroższe na świecie, ale jeszcze nam trochę brak do tego ryzyka
"późniejszej przeceny". Cieszę się jednak, że w końcu ktoś to napisał w tak
poczytnej gazecie. Ale to nie koniec. Najlepszy jest nagłówek. "Ograniczenie
funduszom emerytalnym możliwości inwestowania za granicą może doprowadzić do
bąbla spekulacyjnego na naszej giełdzie. Fundusze odkupią większość polskich
akcji od podmiotów zagranicznych po zawyżonych cenach i zafundują im
"darmowy obiad" kosztem przyszłych emerytów. Czy stać nas na rozdawanie
takich prezentów? A to tylko jeden z kilku mankamentów obecnego systemu
emerytalnego". Czy naprawdę muszę coś dodawać ? Proces fundowania "obiadów"
trwa już od dłuższego czasu i powoli tracę zapał do przypominania jak działa
nasz rynek kapitałowy. Dobrze, że ktoś czasami jeszcze to robi. Ja się po
tylu latach już przyzwyczaiłem do tej "defraudacji" ;-)
Najwyższa pora zerknąć na wykresy, choć tutaj praktycznie brak
jakichkolwiek zmian. Cały tydzień to konsolidacja i jedyne wydarzenie
istotne z punktu widzenia AT to zatrzymanie wzrostu na oporze. Zarówno
Kontrakty_intra.gif jak i Indeks_intra.gif skończyły ruch wzrostowy przed
szczytem z końca sierpnia. Te poziomy są oporami otwierającymi drogę do
wzrostu nawet w okolicę 1300 pkt. po zrealizowaniu formacji podwójnego dna
Kontrakty_dzienny.gif Indeks_dzienny.gif Wskaźniki, które w zeszłym
tygodniu sygnalizowały bardzo duże wykupienie rynku powoli zaczynają się
schładzać i te krótkoterminowe już tak nie straszą. Stochastic.gif
Ultimate.gif CCI.gif Price_ROC.gif Takie zatrzymanie w trendzie wzrostowym
oczywiście odbiło się też na średnioterminowych wskaźnikach. Na MACD.gif
wskaźnik zaczyna zbliżać się do linii sygnalnej i choć do sygnały sprzedaży
jeszcze daleko, to robi się niebezpiecznie. Trix.gif dalej w trendzie
wzrostowym, ale coraz bliżej poziomów wykupienia, tak jak RSI.gif Pod kątem
średniego terminu także na bardzo niebezpieczny poziom wchodzi Inertia,
która ostrzega przed obecnym, lub zbliżającym się po kolejnej ostatniej fali
wzrostowej średnioterminowym szczytem. Dla indeksu Inertia_fut.gif dla
kontraktów Inertia_wig20.gif
W Stanach jak wspomniałem preferowałbym teraz jakieś ochłodzenie nastrojów i
jeszcze jedną falę wzrostową, która doprowadziłaby nas w okolice oporów, lub
nawet lekko je naruszyła. Jeśli przestaniemy żyć tylko perspektywą UE to
naśladując te ruchy analogicznie mielibyśmy teraz przedłużenie korekty i
ponowny zapewne udany tym razem atak na opory w okolicach 1170-80. Albo
będzie to pułapka, albo jak mówi L. Gajek "bańka spekulacyjna", która po
dojściu w okolice 1300 pkt. zrealizowałaby scenariusz "późniejszej przeceny"
. Nie ma bowiem teraz zarówno na światowych rynkach, jak i na polskim
grajdołku podstaw do wzrostów. Jednak na szukanie szczytu jest chyba jeszcze
za wcześnie. Trendy wzrostowe dalej się trzymają, a aż takiego przegrzania
rynku nie ma, by ryzykować łapanie górki. Jeśli chodzi o wybitnych
krótkoterminowych spekulantów to tutaj o najbliższym ruchu zadecyduje
wybicie z konsolidacji Kontrakty_intra.gif i fundamenty czy perspektywy nie
będą tutaj miały znaczenia. W krótkim terminie zamiast prognozować, trzeba
jedynie reagować na to wybicie.
[email protected]