Reklama

Weekendowa Analiza Futures

Marek Pryzmont Wyjątkowo nudny tydzień na naszym rynku i zapewne nie tego wszyscy spodziewali się po irlandzkim referendum. Inwestorzy dość spokojnie i rozsądnie zareagowali na dobre wiadomości, które przecież nie były jedyną przeszkodą na drodze do UE, a jedynie małym kroczkiem w słusznym kierunku. Sprzeciw kolejnych państw i związana z tym niepewność co do szczegółowych warunków i terminów rozszerzenia nie zachęcała inwestorów do handlu, gdyż cała uwaga rynku skoncentrowana jest teraz właś

Publikacja: 26.10.2002 01:38

Marek Pryzmont

Wyjątkowo nudny tydzień na naszym rynku i zapewne nie tego wszyscy

spodziewali się po irlandzkim referendum. Inwestorzy dość spokojnie i

rozsądnie zareagowali na dobre wiadomości, które przecież nie były jedyną

przeszkodą na drodze do UE, a jedynie małym kroczkiem w słusznym kierunku.

Reklama
Reklama

Sprzeciw kolejnych państw i związana z tym niepewność co do szczegółowych

warunków i terminów rozszerzenia nie zachęcała inwestorów do handlu, gdyż

cała uwaga rynku skoncentrowana jest teraz właśnie na sprawach poszerzenia

UE, a nie sytuacji spółek, gospodarki, czy światowych indeksów. Wszyscy

czekali na środową debatę holenderskiego parlamentu i na czwartkowo/piątkowy

szczyt w Brukseli. Obroty z dnia na dzień malały, a na rynek nie napływały

Reklama
Reklama

żadne znaczące informacje mogące przełamać ten giełdowy impas.

Holenderski parlament zgodził się w końcu na rozszerzenie, ale tutaj rynek

mogła rozruszać tylko negatywna decyzja. Takiej nie było, więc indeksy

zachowały się podobnie jak po Irlandii. Zresztą wszyscy czekali na

najważniejsze - szczyt w Brukseli. W czwartek po sesji zaczęły spływać na

rynek pierwsze wiadomości, jakoby Francja i Niemcy porozumiały się w sprawie

Reklama
Reklama

dopłat, ale brak szczegółów nie pozwolił na większe ruchy. A zresztą już w

środę Romano Prodi i unijni dyplomaci "dawali do zrozumienia, że bez względu

na wynik szczytu przewodniczący obradom premier Danii, Anders Fogh

Rasmussen, i inni przywódcy będą starali się ratować pozory i (uwaga)

wmawiać opinii publicznej i kandydatom, że uzgodnili zasady finansowania

Reklama
Reklama

rozszerzonej Unii w pierwszych latach członkostwa.". Polityczna poprawność

musi być, bo jak w oczach świata wyglądałaby nieprzygotowana do rozszerzenia

i skłócona UE." W czwartek nie było jeszcze żadnych szczegółów, zresztą nie

było dyskusji z innymi krajami. Było to tylko stanowisko tych dwóch

wspomnianych państw, a nie całej piętnastki. Dopiero w piątek wieczorem

Reklama
Reklama

Bruksela przedstawiła swoje oficjalne stanowisko. Oczywiście warto teraz

spytać na ile jest to "wmawianie uzgodnienia zasad" w celu ratowania

reputacji unijnych polityków, a na ile wiarygodne i wiążące propozycje.

Ustalono, że Polska w pierwszym roku członkostwa dostanie 25% dopłat do

rolnictwa i dochodzić będzie do pełnej składki stopniowo w ciągu 10 lat. To

Reklama
Reklama

propozycje znane i spodziewane już wcześniej. Oczywiście spodziewane przez

wszystkich prócz polskich rolników i polityków, bo Kalinowski cały czas mówi

o dopłatach 100% już w pierwszym roku członkostwa. Mimo wszystko to dobra

wiadomość i przynajmniej 25% Polska ma gwarantowane. To nie koniec

negocjacji i do czasu grudniowego szczytu w Kopenhadze, oraz w trakcie

samego szczytu strona Polska zapewne zgłaszać będzie inne projekty i swoje

oczekiwania, marzenia. Wynegocjowanie nawet 30% (na to po cichu liczą

politycy) byłoby ogromnym sukcesem. Oczywiście skoro politycy doszli tak

szybko i tak łatwo do porozumienia to musi być gdzieś jakieś "ale". W tym

wypadku chodzi o obcięcie krajom kandydującym funduszy strukturalnych. To

dla Polski niebagatelna kwota około 1,5 mld. a jedynie pocieszać się można,

że i tak niewiele z tego Polska by dostała, bo ubieganie się o te środki

związane jest z dość skomplikowaną procedurą dziesiątek dokumentów i podań,

w których mało kto się nawet w samej Unii dobrze orientuje. Szkoda tylko

autostrad, które to akurat pewnie dałoby się za to i z tego wybudować.

Drugie "ale" tyczy się samego terminu wejścia Polski do UE. Oprócz

dyplomatycznych oficjalnych zaproszeń i potwierdzenia chęci przyjęcia Polski

do UE, Bruksela ustaliła, że traktat o przystąpieniu do Unii zostanie

podpisany najprawdopodobniej w kwietniu przyszłego roku. Haczyk polega na przyszłym roku państwa

piętnastki przejawiały większe chęci do przyjęcia nowych członków. Protestów

będzie raczej tylko więcej niż mniej. Ale na razie mamy wspomniane na

początku "wmawianie opinii publicznej...". Pierwsze komentarze kilku

ekspertów jasno pokazują, że nawet przy zgodnym ratyfikowaniu traktatu przez

większość państw (plus 2 miesiące), kwestie proceduralne nie pozwolą

najprawdopodobniej na rozszerzenie w 2004 roku, a jeśli nawet, to w samej

jego końcówce. A przypomnę, że w czerwcu 2004 są wybory do Parlamentu

Europejskiego i brak udziału obecnych kandydatów byłby po prostu fatalny.

Oznaczałby brak możliwości decydowania o budżecie Unii na kolejne lata.

Widać sprawa całej UE jest mocno napięta i może się jeszcze wielokrotnie

zmieniać. Rynki będą musiały się chyba do tego przyzwyczaić, bo chyba nie

będą tkwiły w marazmie przez następne dwa lata ? ;-) Podsumowując jakoś

zagmatwany nieco kawałek o zagmatwanej nieco Unii Europejskiej, można

wyciągnąć wnioski, że porozumienie wyniesione ze szczytu w Brukseli nie

przyniesie rynkowi żadnej przeceny. Jeśli zaś chodzi o wzrosty, to decyzja

zależy już od największych graczy. Dla mnie żadnych rewelacji szczyt nie

przyniósł, ale nie wiem jak mocno chcą ryzykować fundusze i jak ocenią

szanse na szybkie wstąpienie Polski do UE.

Rewelacją była natomiast obniżka stóp przez RPP. Wygląda na to, że Rada

uwielbia zaskakiwać analityków i inwestorów. A może z RPP wszystko w

porządku, tylko wszyscy inni nic z tego nie rozumieją ? Sprawianie

niespodzianek przez RPP zaczyna się od samego ogłaszania komunikatu, który

podawany jest o dowolnych godzinach, zupełnie inaczej niż robią to

zagraniczne cywilizowane Banki Centralne. Drugi wyróżnik polskiej Rady to

niezmienne neutralne (sic) nastawienie w polityce monetarnej przez cały

okres długiego i głębokiego cyklu obniżek stóp procentowych. Przecież jest

to instrument, który ma ułatwiać rynkowi prognozowanie poczynań RPP. Ta

jednak woli chyba działać z zaskoczenia, tak samo jak zaskoczyła rynek

październikową obniżką. Podstawy do niej oczywiście były i samej decyzji

absolutnie nie zamierzam krytykować - bardzo słuszna i brawa dla RPP. Powody

obniżek poczytać można było w każdej gazecie więc wymieniać już nie będę,

ale tutaj analitykom i inwestorom przewidującym brak obniżki stóp

(przesunięcie jej na listopad) mniej chodziło o dane makro, a bardziej o

same wypowiedzi członków RPP, którzy jasno dawali do zrozumienia, że z

obniżki nici. A jednak. Coraz bardziej zagadkowa to instytucja. Sama decyzja

nie miała większego wpływu na giełdowy rynek. Zresztą mówiłem już, że w tym

tygodniu nic nie miało wpływu na rynek.

Ciekawie było za to po raz kolejny w USA. Rynek kontynuuje swoje naiwne

wzrosty, na podstawie "lepszych od prognoz" kiepskich wyników spółek i

jeszcze gorszych z gospodarki. Z wyników warto wspomnieć o dwóch

przypadkach. Pierwszy na początku tygodnia to Microsoft, który napędzał

wzrost w zeszłym tygodniu podając całkiem niezłe wyniki. W niedziele w

wywiadzie dla australijskiej telewizji Steve Ballmer nazwał wyniki jedynie

"anomalią", która w przyszłym kwartale na pewno się nie powtórzy. To nie

zatrzymało wzrostów. Nic w tym tygodniu nie zatrzymywało. Druga "anomalia"

to wyniki Amazon pod koniec tygodnia. Wyniki były lepsze od oczekiwań

analityków i spółka do tego podniosła prognozy na przyszłość. Porównując do

oczekiwań każdy jeden aspekt raportu był dobry. Kurs jednak spadł. Powód ?

Analitycy mogli w końcu wyliczyć wskaźnik C/Z - do tej pory spółka

przynosiła straty, a do tego nie potrafiła określić prognoz na przyszłość. W

końcu się udało oszacować (przeszacować ?) ile to będą zarabiać i analitycy

policory nie będzie

można policzyć wskaźnika ;-)

To jednak tylko taka drobnostka w morzu pesymizmu. Czwarte z rzędu złe

wskaźniki LEI zwiastujące kolejną recesję, fatalny obraz gospodarki w

Beżowej Księdze, dramatyczne zamówienia na dobra trwałego użytku, czy też

bardzo niski indeks nastroju itd. Itp. Nic rynku nie ruszało. Na każdą złą

wiadomość znalazł się jakiś kontrargument. Czasami śmieszny, czasami

mniejszej wagi, ale naiwnym rynkom na razie to nie przeszkadza. (dobre były

tylko dane z rynku nieruchomości i liczba wniosków od bezrobotnych, choć to

tylko przerwa w kilkutygodniowej serii złych danych) Mi też nie

przeszkadza, bo "rynek ma zawsze racje", a na krótkie w USA przyjdzie

jeszcze czas. Albo rynek dojdzie jednym ruchem pod bardzo ważne opory i

wtedy od razu zrobi szczyty wracając do bessy, albo czeka nas teraz korekta

i jeszcze jedna fala wzrostowa, która skończy się w połowie listopada na

wspomnianych oporach. Dla Dow.gif okolice 9000 pkt. dla Nasdaq.gif SP500.gif

nieco nad wrześniowymi dołkami. Bardziej skłaniałbym się do tego drugiego

scenariusza, w którym po korekcie rynki mają jeszcze chwilę oddechu do

połowy listopada. Jednak już na obecnych poziomach nie powiem, że USA nie są

zagrożeniem. Wykupienie rynku jest tak duże, sygnały płynące choćby z

analizy obrotów i wskaźników tak złe, dane makro i wyniki spółek tak

fatalne, że wystarczy mała iskierka do wywołania pożaru. Brak tej ostatniej

fali wzrostowej mocno mnie nie zaskoczy. Zaskoczyłoby mnie jedynie

ignorowanie słabych danych i perspektyw, które doprowadziłoby do

zdecydowanego pokonania oporów i kontynuowania fali wzrostowej. Przesiadka z

obligacji w akcje nie może trwać w nieskończoność. Na co mogą liczyć

Amerykanie ? Chyba tylko na nieuchronne i zbawienne (nieco sztucznie) skutki

wojny z Irakiem. Wprawdzie dla mnie wojna z Irakiem nie byłaby zachętą do

kupna, ale ja nie żyję w Ameryce i nie wierzę w to co mówią na CNBC

(zbankrutowałbym już).

Jeśli chodzi o bankructwa, to wpadł mi w ręce ciekawy artykuł z New York

Times"a. Chodzi o zagrożenie bankructwem kilku firm z Wall Street z powodu

utraty płynności związanej z błędnym oszacowaniem "zysków" pochodzących z

funduszy emerytalnych. Ogólnie szykuje się z tego kolejny skandal księgowy,

ale jakoś na razie Wall Street się tym nie przejmuje. Chodzi o to, że firmy

zgodnie z prawem szacują stopy zwrotu programów emerytalnych w firmach i

księgują wynik jako zyski. Oszacowano, że 50 największych firm zaksięgowało

do wyników prawie 55 miliardów takich "zysków" za zeszły rok. Faktyczne

stopy zwrotu nie wyniosły jednak 9-10% zysku, ale jak to zwykle w bessie

bywa była "wtopa" i zamiast tych 55 miliardów firmy te powinny zaksięgować

35,8 miliarda (billion w USA) dolarów strat. Oczywiście nie na rękę to

prezesom, którzy wynagrodzenie mają zależne od wyników spółek. Ciekaw jestem

czy wyjdzie z tego jakiś większy skandal. Na pewno taki się pokaże, gdy jak

pisze NYT któraś większa spółka zmuszona będzie uzupełnić braki w

emerytalnej kasie. Wtedy albo zabraknie na to środków, albo spółka wstrzyma

się z inwestycjami, co oczywiście mocno negatywnie odciśnie się na kursach

akcji, a te z kolei przyniosą nowe straty emerytom i nowe dopłaty i nowe

straty - błędne koło uzależniania finansów firmy od kursu akcji, a to jak

pokazuje historia do niczego dobrego nie prowadzi. Sytuacja byłaby inna

gdyby nie księgowano zysków zamiast strat. Jednak wtedy też inne byłyby

kursy spółek. Radzę obserwować ten problem.

Inny ciekawy artykuł to czwartkowy tekst w Wyborczej byłego prezesa ZUS

Lesława Gajka. Ogólnie mówiąc tekst jest o błędach w ustawie o OFE i

skutkach jakie to może przynieść. Kto inwości lokowania kapitału przez OFE. Nierównowaga

popytu i podaży może doprowadzić do znacznego przewartościowania polskich

akcji w porównaniu do akcji zagranicznych (podobnie jak w Chile), przy

realnym niebezpieczeństwie ich późniejszej przeceny." Nasze akcje już stają

się powoli najdroższe na świecie, ale jeszcze nam trochę brak do tego ryzyka

"późniejszej przeceny". Cieszę się jednak, że w końcu ktoś to napisał w tak

poczytnej gazecie. Ale to nie koniec. Najlepszy jest nagłówek. "Ograniczenie

funduszom emerytalnym możliwości inwestowania za granicą może doprowadzić do

bąbla spekulacyjnego na naszej giełdzie. Fundusze odkupią większość polskich

akcji od podmiotów zagranicznych po zawyżonych cenach i zafundują im

"darmowy obiad" kosztem przyszłych emerytów. Czy stać nas na rozdawanie

takich prezentów? A to tylko jeden z kilku mankamentów obecnego systemu

emerytalnego". Czy naprawdę muszę coś dodawać ? Proces fundowania "obiadów"

trwa już od dłuższego czasu i powoli tracę zapał do przypominania jak działa

nasz rynek kapitałowy. Dobrze, że ktoś czasami jeszcze to robi. Ja się po

tylu latach już przyzwyczaiłem do tej "defraudacji" ;-)

Najwyższa pora zerknąć na wykresy, choć tutaj praktycznie brak

jakichkolwiek zmian. Cały tydzień to konsolidacja i jedyne wydarzenie

istotne z punktu widzenia AT to zatrzymanie wzrostu na oporze. Zarówno

Kontrakty_intra.gif jak i Indeks_intra.gif skończyły ruch wzrostowy przed

szczytem z końca sierpnia. Te poziomy są oporami otwierającymi drogę do

wzrostu nawet w okolicę 1300 pkt. po zrealizowaniu formacji podwójnego dna

Kontrakty_dzienny.gif Indeks_dzienny.gif Wskaźniki, które w zeszłym

tygodniu sygnalizowały bardzo duże wykupienie rynku powoli zaczynają się

schładzać i te krótkoterminowe już tak nie straszą. Stochastic.gif

Ultimate.gif CCI.gif Price_ROC.gif Takie zatrzymanie w trendzie wzrostowym

oczywiście odbiło się też na średnioterminowych wskaźnikach. Na MACD.gif

wskaźnik zaczyna zbliżać się do linii sygnalnej i choć do sygnały sprzedaży

jeszcze daleko, to robi się niebezpiecznie. Trix.gif dalej w trendzie

wzrostowym, ale coraz bliżej poziomów wykupienia, tak jak RSI.gif Pod kątem

średniego terminu także na bardzo niebezpieczny poziom wchodzi Inertia,

która ostrzega przed obecnym, lub zbliżającym się po kolejnej ostatniej fali

wzrostowej średnioterminowym szczytem. Dla indeksu Inertia_fut.gif dla

kontraktów Inertia_wig20.gif

W Stanach jak wspomniałem preferowałbym teraz jakieś ochłodzenie nastrojów i

jeszcze jedną falę wzrostową, która doprowadziłaby nas w okolice oporów, lub

nawet lekko je naruszyła. Jeśli przestaniemy żyć tylko perspektywą UE to

naśladując te ruchy analogicznie mielibyśmy teraz przedłużenie korekty i

ponowny zapewne udany tym razem atak na opory w okolicach 1170-80. Albo

będzie to pułapka, albo jak mówi L. Gajek "bańka spekulacyjna", która po

dojściu w okolice 1300 pkt. zrealizowałaby scenariusz "późniejszej przeceny"

. Nie ma bowiem teraz zarówno na światowych rynkach, jak i na polskim

grajdołku podstaw do wzrostów. Jednak na szukanie szczytu jest chyba jeszcze

za wcześnie. Trendy wzrostowe dalej się trzymają, a aż takiego przegrzania

rynku nie ma, by ryzykować łapanie górki. Jeśli chodzi o wybitnych

krótkoterminowych spekulantów to tutaj o najbliższym ruchu zadecyduje

wybicie z konsolidacji Kontrakty_intra.gif i fundamenty czy perspektywy nie

będą tutaj miały znaczenia. W krótkim terminie zamiast prognozować, trzeba

jedynie reagować na to wybicie.

[email protected]

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama