- Pierwszy element ratowania branży, czyli natychmiastowa pomoc finansowa, jest już na ukończeniu. Drugi, który może potrwać 3-7 lat, polegać będzie na gwarantowaniu przez rząd kredytów na budowę okrętów. Trzeci to usamodzielnienie sektora - powiedział wczoraj Piotr Czyżewski, wiceminister skarbu państwa podczas posiedzenia sejmowej komisji skarbu, poświeconemu sytuacji w przemyśle stoczniowym.
Naprawa przemysłu stoczniowego nie powiedzie się bez pomocy banków, które od upadku Stoczni Szczecin bardzo ostrożnie podejmują decyzje o przyznaniu pożyczki na budowę statków. Nieodzowna jest więc pomoc państwa. Ministerstwo Gospodarki proponuje wprowadzenie gwarancji Skarbu Państwa, w wysokości 150 mln USD, udzielanej przez Korporację Ubezpieczeń Kredytów Eksportowych na zwrot zaliczek armatorskich. Gwarancja będzie odnawialna co rok - w zależności od stopnia realizacji objętych nią statków. Nadal jednak będzie konieczny udział banków - według przedstawicieli Agencji Rozwoju Przemysłu nie można liczyć, że ciężar finansowania budowy statków poniosą wyłącznie kontrolowane przez MSP - PKO BP oraz BGK. Trwają rozmowy z Pekao oraz BPH PBK, a Bank Handlowy do końca listopada ma podjąć decyzję o udzieleniu Stoczni Szczecińskiej Nowa dwóch dużych kredytów. Wczoraj ARP dofinansowała szczeciński zakład kwotą 60 mln zł. Środki pochodziły z kredytu pod zastaw akcji Telekomunikacji Polskiej.
Zdaniem przedstawicieli rządu, szansą na obniżenie kosztów budowy statków jest konsolidacja sektora. Przedsiębiorstwa muszą współpracować w zakresie marketingu, kontraktów, finansowania oraz optymalnego wykorzystania infrastruktury Stoczni Szczecińskiej Nowa i Stoczni Gdynia. Powinny też prowadzić wspólną politykę kadrową i zaopatrzeniową. - Wierzymy, że polski przemysł stoczniowy może być konkurencyjny i za 7 do 10 lat będzie zarabiał na siebie. W dalszym ciągu konkurujemy jakością ze statkami produkowanymi na Dalekim Wschodzie i w tym upatrujemy szansy - podsumował minister Piotr Czyżewski.