Reklama

Weekendowa Analiza Futures

Dobiegający końca tydzień obfitował w różnego rodzaju informacje, które dość mocno wpływały na przebieg notowań nie tylko polskich, ale i światowych aktywów. Z tego nawału wiadomości wyłania się niestety mało optymistyczny obraz. Chyba do podobnych wniosków doszła spora grupa graczy, gdyż podjęte w tym tygodniu próby podniesienia kursów zakończyły się klęską byków. Od początku tygodnia wisiał nad rynkami cień podjętej przez Redę Bezpieczeństwa ONZ rezolucji wzywającej Irak do ujawnienia wsze

Publikacja: 17.11.2002 18:39

Dobiegający końca tydzień obfitował w różnego rodzaju informacje, które dość

mocno wpływały na przebieg notowań nie tylko polskich, ale i światowych

aktywów. Z tego nawału wiadomości wyłania się niestety mało optymistyczny

obraz. Chyba do podobnych wniosków doszła spora grupa graczy, gdyż podjęte w

tym tygodniu próby podniesienia kursów zakończyły się klęską byków.

Reklama
Reklama

Od początku tygodnia wisiał nad rynkami cień podjętej przez Redę

Bezpieczeństwa ONZ rezolucji wzywającej Irak do ujawnienia wszelkich

informacji o prowadzonych programach związanych z bronią masowego rażenia

oraz udostępnienia wskazanych obiektów inspektorom ONZ. Po jej uchwaleniu

czekano na odpowiedź Saddama Husseina. Miał czas do piątku. Jednak za nim

się z nią zapoznaliśmy na rynki napływały różne "wstępne" informacje.

Reklama
Reklama

Najpierw Komisja spraw zagranicznych i arabskich irackiego parlamentu

zaleciła parlamentowi odrzucenie rezolucji ONZ w sprawie rozbrojenia Iraku.

Potem rezolucję odrzucił sam parlament, jednak ostateczną decyzję

pozostawiając przewodniczącemu Rady Dowództwa Rewolucyjnego (oficjalne

stanowisko Husseina). Na rynkach finansowych widać było lekki niepokój -

skoczyły ceny ropy i złota. Szybko jednak rynki doszły do siebie, bo w końcu

Reklama
Reklama

parlament ma w Iraku niewiele do powiedzenia.

Potwierdził to sam Hussein, który w środę za pośrednictwem swojego

przedstawiciela przy ONZ bezwarunkowo zgodził się na postanowienia

rezolucji - ceny ropy i złota spadły, rynek akcji się błyskawicznie

podniósł. Szybko jednak rynki ochłonęły. Faktycznie przecież nic to nie

Reklama
Reklama

zmienia. Iracki dyktator wykonał ruch, który musiał być wykonany. Przecież

zdawał sobie sprawę, że odrzucenie rezolucji nie tylko pociągnęło by za sobą

konsekwencje militarne, ale dałoby tym konsekwencjom legitymację prawną i

moralną. Trudno było oczekiwać, że Hussein oficjalnie wyda wyrok na swój

kraj. Zgoda na treść rezolucji niczego tak naprawdę nie zmienia. Kluczowy

Reklama
Reklama

bowiem będzie przebieg samych inspekcji i stopień współpracy irackich władz

z inspektorami ONZ. Sprawa nie jest więc rozwiązana. Mamy jedynie

odroczenie. 27 listopada w Iraku zjawią się pierwsi inspektorzy. Do tego

czasu sprawa Iraku nie powinna za bardzo zaprzątać nam głowy.

Jako ciekawostkę należy podać, że ujawnienie decyzji Saddama Husseina miało

Reklama
Reklama

miejsce tuż po reakcji rynku na wystąpienie szefa Fed A. Greenspana., który

w środę przemawiał przed Komisją ekonomiczną Kongresu. Treść wystąpienia

oraz wypływające z niej wnioski mogą budzić poważne obawy, co do przyszłości

amerykańskiej gospodarki. Sir Alan zapoznał członków parlamentu z aktualną

sytuacją gospodarczą kraju widzianą oczami Fed, jej przyszłością (te same

oczy) oraz motywował ubiegłotygodniową decyzję cięcia stóp procentowych.

Interesujące jest, że Fed ma obecnie trudności z określeniem aktualnej

sytuacji. Greenspan przyznał, że tak właściwie to nie wiadomo, czy

gospodarka USA przygotowuje się do odbicia, by rozpocząć upragnione od wielu

miesięcy "recovery", czy też szykuje się do kolejnej fali recesji. Sam mówca

był oczywiście za tym, że to jednak jest początek odbicia, ale jak sam

przyznał, pewności nigdy nie ma. Skoro nie ma, to postanowiono się

ubezpieczyć przed tym mniej przyjemnym wariantem - obcięto stopy.

Z całego wystąpienia niepokoją mnie co najmniej dwie rzeczy. Po pierwsze,

Greenspan, mimo niepewności co do obecnej sytuacji, jest dość pewny jej

przyszłego stanu. Zwraca on uwagę na popyt konsumpcyjny, który nie spadł tak

mocno, jak się obawiano. Rzeczywiście, tylko czego to dowodzi? Moim zdaniem

tego, że ciężko pozbyć się starych nawyków. Amerykanie na razie kupują

niewiele mniej licząc na to, imo to nie widać, by coś się

znacząco poprawiało. Bo to nie konsumpcja kuleje lecz część korporacyjna

gospodarki. Mamy tu do czynienia, co zauważył sam Greenspan, z dużym

przeinwestowaniem. Jest to pozostałość po "złotych latach"

dziewięćdziesiątych ubiegłego stulecia (fajnie brzmi, choć to było trzy lata

temu :-) ) Stan faktyczny jest wiec taki, że przedsiębiorstwa mają

niewykorzystany potencjał, ale nie ma sensu go wykorzystywać, skoro już

więcej nie są w stanie sprzedać.

Wiadomo więc, że to właśnie tą część gospodarki należałoby uzdrowić. I teraz

pytanie za 100 pkt na kontrakt. Co da kolejna obniżka stóp procentowych z

1,75% do 1,25%? Jako podpórkę zwrócę uwagę na jeden fakt. Proszę przypomnieć

sobie, że w grudniu 2000 stopy procentowe były na poziomie 6,5%. W

październiku 2002 na 1,75%. Mieliśmy za sobą 11 obniżek i jaki one

przyniosły skutek? Jaka dla przedsiębiorców jest różnica, czy stopy są na

1,75 czy na 1,25% skoro oni na razie są przeinwestowani i nie w głowie im

nowe inwestycje? Co można sądzić o słowach Greenspana, że obniżka o 0,5 pkt

jest ubezpieczeniem (i to jest "po drugie") przed złym scenariuszem, skoro

wcześniejsze o 4,75% nie przyniosły rezultatu? Teraz jakimś cudem się uda?

No jak nie to, jak sam Sir Alan rzekł, będą kolejne cięcia - do nominalnego

zera jest jeszcze miejsce. Tylko, co tymi obniżkami on osiągnie?

Kto najbardziej zyskuje na cięciach stóp? Rynek nieruchomości. Zwykle jest

tak, że po załamaniu na rynku akcji po jakimś czasie przychodzi załamanie

nie rynku nieruchomości. W przybliżeniu można się tego spodziewać po dwóch

latach. Bąbel na rynku akcji już jest dawno przebity, a powietrze powoli z

niego uchodzi. Bąbel na rynku nieruchomości jest nadal pompowany obniżkami

stóp. Problem się pojawi, gdy już ceny nieruchomości przestaną rosnąć.

Czy przedstawiam sprawy w zbyt czarnym świetle? Ostatnie dane każą temu

przeczyć. W tym tygodniu się dowiedzieliśmy, że produkcja przemysłowa w USA

spadła trzeci raz z rzędu. Spadło wykorzystanie potencjału produkcji. Jak

takie dane interpretować? Czy zapowiadają one optymistyczną przyszłość? Czy

to zwiastun wspomnianego dobrego scenariusza, o którym wspominał Greenspan?

Jeśli nie, jeśli faktycznie mamy do czynienia z początkiem kolejnej fali

recesji, to czy "ubezpieczenie" pomoże? Jak zareagują na to gospodarki

poszczególnych państw? Czy można w takiej sytuacji liczyć na polepszenie się

w krajach EU z Niemcami na czele? Zwłaszcza przy tak dużym ich obciążeniu

socjalnym? W tym kontekście ostatnio opublikowany wskaźnik zaufania

niemieckich inwestorów (inwestorów kraju - głównego odbiorcę naszego

eksportu) wygląda dość mizernie. Przypomnę, że opublikowany ostatnio

wskaźnik zaufania niemieckich analityków ZEW spadł do najniższego poziomu od

16 miesięcy. Jak już wiadomo, także wskaźnik Ifo nie będzie rewelacyjny.

Takie sygnały odbierane są jako oczekiwanie poważnego osłabienia gospodarki

Niemieckiej w pierwszej połowie 2003 roku.

Niestety sprawa nie dotyczy tylko Niemiec. Kontekst jest tu znacznie

szerszy. Nasuwa się kolejne pytanie dotyczące już wybitnie polskich realiów.

Jak w takiej sytuacji osiągniemy wyśrubowane poziomy wskaźników makro będące

założeniami do przyszłorocznego budżetu? Czy jest to w ogóle realne? Groźba

osłabienia gospodarki niemieckiej zwiększa szansę na "rozjechanie" się

naszego budżetu. Oczywiście minister Kołodko raczej nie weźmie tego pod

uwagę wychodząc za założenia, własnego autorstwa ma się rozumieć, że

analitycy mają rację jedynie w 30%. Kto więc, kto by się martwił jakimś tam

ZEW-em. Pocieszeniem jest ostatnio opublikowany raport "Zatrudnienie w

Europieswym kształtem poprzednią czarną. Długi górny cień daje do

zrozumienia, że mimo prób popyt nie zdołał wyjść ponad zamknięcie

poprzedniej świecy. Taka sytuacja w okolicy poziomu oporu na 1179 pkt nie

świadczy zbyt dobrze o kondycji popytu. Mieliśmy wprawdzie wybicie, ale

okazało się one tymczasowe. Podaż szybko je zanegowała. Cała sytuacja jest

świetnie widoczna na wykresie dziennym wig20fut.gif Już od początku tygodnia

byki broniły poziomu wsparcia na 1134 pkt. Był on nawet naruszony, ale

niedźwiedziom nie udało się go definitywnie przebić - kontrakty osiągnęły

minimum na 1128 pkt. Później były dwa dni, podczas których mieliśmy

wspomniane już dwie mizerne próby podbicia cen. Piątek to właśnie ta druga

próba, po której ceny ponownie znalazły się w okolicy wsparcia. Na wykresie

intra wykreśliło się coś na kształt formacji głowy i ramion Kontrakty.gif

Nadal nie wiadomo, czy nastąpi przebicie linii szyi czy też formacja

zostanie załamana.

Są jednak pewne przesłanki, skłaniające ku temu, by oczekiwać spadku cen, a

tym samym klasycznego wybicia z formacji. Przypomnę, że ubiegłym tygodniu

mieliśmy do czynienia z sekwencją czterech następujących po sobie czarnych

świec. To zwykle oznacza trend spadkowy. Do tej pory, od początku 1999 roku

czterokrotnie zdarzyło się, że było inaczej. Fakt słabości byków w okolicy

poziomu na 1168 pkt tylko to potwierdza i oddala możliwość zaistnienia

kolejnego wyjątku. Statystyka działa na niekorzyść byków. Czy można zatem

sadzić, że czeka nas teraz spadek co najmniej tak duży, jak wysoka jest

formacja? Teoretycznie tak, ale przypomina się podobna sytuacja sprzed roku.

Wtedy też mieliśmy do czynienia z przebiciem linii szyi formacji głowy i

ramion. Spadek nie był jednak na tyle duży, by wypełnić teoretyczny zasięg.

Nie wiadomo, czy i tym razem nie będzie podobnie. Przecież wiele osób liczy

na kończący rok rajd cen. Myślę, że minimalny ruch na jaki można liczyć to

zjazd do poziomu 1100-1110 pkt. Tam znajduje się luka hossy z 15

października, która z pewnością będzie stanowić poziom wsparcia dla wykresu

cen. Ruch spadkowy, który realizuje teoretyczny zasięg po wybiciu z formacji

to zejście do kolejnej luki hossy (z 11 października) czyli do okolic 1070

pkt.

Scenariusz spadkowy nie wynika jedynie z "czterech świec" i kształtu wykresu

kontraktów. To także wynik obserwacji wykresów wskaźników. Zwróćmy uwagę, że

większość dziennych już wygenerowała sygnały sprzedaży. Nie tylko te szybkie

takie jak ROCdzienny_fut.gif RSIdzienny_fut.gif i CCIdzienny_fut.gif , ale i

te średnioterminowe jak MACDdzienny_fut.gif Potwierdza to także wykres intra

indeksu Indeks.gif Mieliśmy tam dość ładną formację podwójnego dna. Poziom

wybicia znajdował się na 1148 pkt. Niestety nie mieliśmy możliwości

przetestować nawet najbliższego oporu - wykres tam nie doszedł. Chyba dosyć

tego czarnowidztwa. Jedyną szansą byłby kolejny atak popytu, ale kto się

przyłączy po dwóch nieudanych akcjach? Zapowiada się trudny tydzień dla

właścicieli długich pozycji.

Kamil Jaros

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama