miejsce tuż po reakcji rynku na wystąpienie szefa Fed A. Greenspana., który
w środę przemawiał przed Komisją ekonomiczną Kongresu. Treść wystąpienia
oraz wypływające z niej wnioski mogą budzić poważne obawy, co do przyszłości
amerykańskiej gospodarki. Sir Alan zapoznał członków parlamentu z aktualną
sytuacją gospodarczą kraju widzianą oczami Fed, jej przyszłością (te same
oczy) oraz motywował ubiegłotygodniową decyzję cięcia stóp procentowych.
Interesujące jest, że Fed ma obecnie trudności z określeniem aktualnej
sytuacji. Greenspan przyznał, że tak właściwie to nie wiadomo, czy
gospodarka USA przygotowuje się do odbicia, by rozpocząć upragnione od wielu
miesięcy "recovery", czy też szykuje się do kolejnej fali recesji. Sam mówca
był oczywiście za tym, że to jednak jest początek odbicia, ale jak sam
przyznał, pewności nigdy nie ma. Skoro nie ma, to postanowiono się
ubezpieczyć przed tym mniej przyjemnym wariantem - obcięto stopy.
Z całego wystąpienia niepokoją mnie co najmniej dwie rzeczy. Po pierwsze,
Greenspan, mimo niepewności co do obecnej sytuacji, jest dość pewny jej
przyszłego stanu. Zwraca on uwagę na popyt konsumpcyjny, który nie spadł tak
mocno, jak się obawiano. Rzeczywiście, tylko czego to dowodzi? Moim zdaniem
tego, że ciężko pozbyć się starych nawyków. Amerykanie na razie kupują
niewiele mniej licząc na to, imo to nie widać, by coś się
znacząco poprawiało. Bo to nie konsumpcja kuleje lecz część korporacyjna
gospodarki. Mamy tu do czynienia, co zauważył sam Greenspan, z dużym
przeinwestowaniem. Jest to pozostałość po "złotych latach"
dziewięćdziesiątych ubiegłego stulecia (fajnie brzmi, choć to było trzy lata
temu :-) ) Stan faktyczny jest wiec taki, że przedsiębiorstwa mają
niewykorzystany potencjał, ale nie ma sensu go wykorzystywać, skoro już
więcej nie są w stanie sprzedać.
Wiadomo więc, że to właśnie tą część gospodarki należałoby uzdrowić. I teraz
pytanie za 100 pkt na kontrakt. Co da kolejna obniżka stóp procentowych z
1,75% do 1,25%? Jako podpórkę zwrócę uwagę na jeden fakt. Proszę przypomnieć
sobie, że w grudniu 2000 stopy procentowe były na poziomie 6,5%. W
październiku 2002 na 1,75%. Mieliśmy za sobą 11 obniżek i jaki one
przyniosły skutek? Jaka dla przedsiębiorców jest różnica, czy stopy są na
1,75 czy na 1,25% skoro oni na razie są przeinwestowani i nie w głowie im
nowe inwestycje? Co można sądzić o słowach Greenspana, że obniżka o 0,5 pkt
jest ubezpieczeniem (i to jest "po drugie") przed złym scenariuszem, skoro
wcześniejsze o 4,75% nie przyniosły rezultatu? Teraz jakimś cudem się uda?
No jak nie to, jak sam Sir Alan rzekł, będą kolejne cięcia - do nominalnego
zera jest jeszcze miejsce. Tylko, co tymi obniżkami on osiągnie?
Kto najbardziej zyskuje na cięciach stóp? Rynek nieruchomości. Zwykle jest
tak, że po załamaniu na rynku akcji po jakimś czasie przychodzi załamanie
nie rynku nieruchomości. W przybliżeniu można się tego spodziewać po dwóch
latach. Bąbel na rynku akcji już jest dawno przebity, a powietrze powoli z
niego uchodzi. Bąbel na rynku nieruchomości jest nadal pompowany obniżkami
stóp. Problem się pojawi, gdy już ceny nieruchomości przestaną rosnąć.
Czy przedstawiam sprawy w zbyt czarnym świetle? Ostatnie dane każą temu
przeczyć. W tym tygodniu się dowiedzieliśmy, że produkcja przemysłowa w USA
spadła trzeci raz z rzędu. Spadło wykorzystanie potencjału produkcji. Jak
takie dane interpretować? Czy zapowiadają one optymistyczną przyszłość? Czy
to zwiastun wspomnianego dobrego scenariusza, o którym wspominał Greenspan?
Jeśli nie, jeśli faktycznie mamy do czynienia z początkiem kolejnej fali
recesji, to czy "ubezpieczenie" pomoże? Jak zareagują na to gospodarki
poszczególnych państw? Czy można w takiej sytuacji liczyć na polepszenie się
w krajach EU z Niemcami na czele? Zwłaszcza przy tak dużym ich obciążeniu
socjalnym? W tym kontekście ostatnio opublikowany wskaźnik zaufania
niemieckich inwestorów (inwestorów kraju - głównego odbiorcę naszego
eksportu) wygląda dość mizernie. Przypomnę, że opublikowany ostatnio
wskaźnik zaufania niemieckich analityków ZEW spadł do najniższego poziomu od
16 miesięcy. Jak już wiadomo, także wskaźnik Ifo nie będzie rewelacyjny.
Takie sygnały odbierane są jako oczekiwanie poważnego osłabienia gospodarki
Niemieckiej w pierwszej połowie 2003 roku.
Niestety sprawa nie dotyczy tylko Niemiec. Kontekst jest tu znacznie
szerszy. Nasuwa się kolejne pytanie dotyczące już wybitnie polskich realiów.
Jak w takiej sytuacji osiągniemy wyśrubowane poziomy wskaźników makro będące
założeniami do przyszłorocznego budżetu? Czy jest to w ogóle realne? Groźba
osłabienia gospodarki niemieckiej zwiększa szansę na "rozjechanie" się
naszego budżetu. Oczywiście minister Kołodko raczej nie weźmie tego pod
uwagę wychodząc za założenia, własnego autorstwa ma się rozumieć, że
analitycy mają rację jedynie w 30%. Kto więc, kto by się martwił jakimś tam
ZEW-em. Pocieszeniem jest ostatnio opublikowany raport "Zatrudnienie w
Europieswym kształtem poprzednią czarną. Długi górny cień daje do
zrozumienia, że mimo prób popyt nie zdołał wyjść ponad zamknięcie
poprzedniej świecy. Taka sytuacja w okolicy poziomu oporu na 1179 pkt nie
świadczy zbyt dobrze o kondycji popytu. Mieliśmy wprawdzie wybicie, ale
okazało się one tymczasowe. Podaż szybko je zanegowała. Cała sytuacja jest
świetnie widoczna na wykresie dziennym wig20fut.gif Już od początku tygodnia
byki broniły poziomu wsparcia na 1134 pkt. Był on nawet naruszony, ale
niedźwiedziom nie udało się go definitywnie przebić - kontrakty osiągnęły
minimum na 1128 pkt. Później były dwa dni, podczas których mieliśmy
wspomniane już dwie mizerne próby podbicia cen. Piątek to właśnie ta druga
próba, po której ceny ponownie znalazły się w okolicy wsparcia. Na wykresie
intra wykreśliło się coś na kształt formacji głowy i ramion Kontrakty.gif
Nadal nie wiadomo, czy nastąpi przebicie linii szyi czy też formacja
zostanie załamana.
Są jednak pewne przesłanki, skłaniające ku temu, by oczekiwać spadku cen, a
tym samym klasycznego wybicia z formacji. Przypomnę, że ubiegłym tygodniu
mieliśmy do czynienia z sekwencją czterech następujących po sobie czarnych
świec. To zwykle oznacza trend spadkowy. Do tej pory, od początku 1999 roku
czterokrotnie zdarzyło się, że było inaczej. Fakt słabości byków w okolicy
poziomu na 1168 pkt tylko to potwierdza i oddala możliwość zaistnienia
kolejnego wyjątku. Statystyka działa na niekorzyść byków. Czy można zatem
sadzić, że czeka nas teraz spadek co najmniej tak duży, jak wysoka jest
formacja? Teoretycznie tak, ale przypomina się podobna sytuacja sprzed roku.
Wtedy też mieliśmy do czynienia z przebiciem linii szyi formacji głowy i
ramion. Spadek nie był jednak na tyle duży, by wypełnić teoretyczny zasięg.
Nie wiadomo, czy i tym razem nie będzie podobnie. Przecież wiele osób liczy
na kończący rok rajd cen. Myślę, że minimalny ruch na jaki można liczyć to
zjazd do poziomu 1100-1110 pkt. Tam znajduje się luka hossy z 15
października, która z pewnością będzie stanowić poziom wsparcia dla wykresu
cen. Ruch spadkowy, który realizuje teoretyczny zasięg po wybiciu z formacji
to zejście do kolejnej luki hossy (z 11 października) czyli do okolic 1070
pkt.
Scenariusz spadkowy nie wynika jedynie z "czterech świec" i kształtu wykresu
kontraktów. To także wynik obserwacji wykresów wskaźników. Zwróćmy uwagę, że
większość dziennych już wygenerowała sygnały sprzedaży. Nie tylko te szybkie
takie jak ROCdzienny_fut.gif RSIdzienny_fut.gif i CCIdzienny_fut.gif , ale i
te średnioterminowe jak MACDdzienny_fut.gif Potwierdza to także wykres intra
indeksu Indeks.gif Mieliśmy tam dość ładną formację podwójnego dna. Poziom
wybicia znajdował się na 1148 pkt. Niestety nie mieliśmy możliwości
przetestować nawet najbliższego oporu - wykres tam nie doszedł. Chyba dosyć
tego czarnowidztwa. Jedyną szansą byłby kolejny atak popytu, ale kto się
przyłączy po dwóch nieudanych akcjach? Zapowiada się trudny tydzień dla
właścicieli długich pozycji.
Kamil Jaros