Takiej determinacji w pozbywaniu się polskich akcji już dawno nie widzieliśmy. Spadły kursy aż 18 spółek, wchodzących w skład indeksu WIG20, w tym znacznej części o 3-4%. Takie zachowanie naszego parkietu tylko częściowo tłumaczy słabość zagranicznych rynków. Przez większą część dnia główne wskaźniki europejskie traciły jedynie po ok. 1%, lekceważąc złe informacje napływające z amerykańskich spółek. Chodzi przede wszystkim o upadłość giganta ubezpieczeniowego Conseco, który stał się trzecim co do wielkości, po WorldComie i Enronie, bankrutem w USA, a także o rozczarowujące wyniki producenta mikroprocesorów - Micron Technology. Utrzymują się także obawy o rozpoczęcie na początku przyszłego roku działań wojennych w Iraku, a także o pozostającą poniżej oczekiwań sprzedaż w sieciach handlowych. Przypomnijmy, że nie są to jedyne złe wiadomości, jakie na rynki napłynęły w ostatnich dniach. Wcześniej upadłość ogłosiły linie lotnicze United Airlines, potem pierwszą w historii swojej działalności kwartalną stratę zapowiedział McDonald's.
Inwestorów nie rozczarowała decyzja Rady Polityki Pieniężnej o pozostawieniu stóp procentowych na niezmienionym poziomie, bo na ich obniżenie prawie nikt nie liczył.
Unia nie działa
Widać więc, że trudno przyczyny tak silnych spadków upatrywać jedynie w bieżących zdarzeniach. Warto cofnąć się kilka sesji i przypomnieć reakcje naszego parkietu (a w zasadzie ich brak) na zakończenie negocjacji akcesyjnych z Unią Europejską. W ostatni piątek nawet "wywalczenie" miliarda euro dla budżetu nie było w stanie pociągnąć indeksów w górę. W poniedziałek wzrost był symboliczny i dużo mniejszy niż na świecie, co przekonywało, że udane zakończenie negocjacji jest wliczone w ceny i ewentualnie można jedynie obawiać się realizacji zysków przez inwestorów "grających pod konwergencję". Jeśli rzeczywiście w dwóch poprzednich miesiącach na naszą giełdę napłynęły zagraniczne pieniądze, to teraz, w momencie gdy pojawiły się pierwsze poważne zagrożenia na świecie, mogą być one pospiesznie wycofywane. We wtorek znacznie stracił czeski PX50, wczoraj mocno spadł również węgierski BUX.
Warto też zwrócić uwagę, że podczas październikowo-listopadowych wzrostów kilka rynków emerging markets nie potwierdziło obserwowanej w poprzednich kwartałach swojej siły względem parkietów krajów rozwiniętych. Rosły mniej więcej w podobnej skali jak indeksy amerykańskie. Może to być wyrazem przekonania inwestorów, że wobec przedłużającego się spowolnienia gospodarczego, gospodarki emerging markets, w wielu przypadkach uzależnione od eksportu, będą przeżywać w przyszłym roku kłopoty.