Na piątkowym walnym Elektrimu obecni byli akcjonariusze reprezentujący 70% kapitału akcyjnego spółki. Statut warszawskiego holdingu zakłada, że do przyjęcia uchwały trzeba 75% oddanych głosów. Taka konstrukcja wystarczyła, żeby Vivendi zdołał zablokować uchwałę o zatwierdzeniu porządku obrad i zamknąć walne spółki. Francuzom pomogła Chemia Polska, która w kluczowych momentach głosowała tak jak oni - ku oburzeniu akcjonariuszy Elektrimu skupionych wokół BRE. Wcześniej spółka ta z reguły głosowała zawsze tak jak bank, kierowany przez Wojciecha Kostrzewę.
Akcjonariusze warszawskiego holdingu mieli zdecydować o udzieleniu absolutorium zarządowi i radzie nadzorczej spółki. Porządek obrad zawierał również punkt o zmianach w statucie. Najważniejsza z nich dotyczyła głosowań na walnym. Uchwały miałyby być przyjmowane bezwzględną większością głosów, a nie jak obecnie 75%.
Walne rozpoczęło się od decyzji przewodniczącego zgromadzenia, który stwierdził, że prawa z głosu będzie wykonywał Ryszard Opara, a nie Jan Rynkiewicz. Ten ostatni podczas obrad trzy tygodnie temu przedstawił dokumenty o dokonaniu zajęcia 9% akcji należących do wiceprezesa Opary.
- Pełnomocnik Ryszarda Opary przedstawił decyzję sądu z 15 stycznia o cofnięciu nakazu wykonania zapłaty, dlatego postanowiłem, że to on będzie głosował - powiedział Dariusz Oleszczuk, prowadzący obrady. Z taką argumentacją nie zgodził się J. Rynkiewicz. - W piątek rano złożyliśmy zażalenie od decyzji sądu z 15 stycznia i zgodnie z Kodeksem Postępowania Cywilnego (art. 742 paragraf 3), to wstrzymuje wykonanie takiego postanowienia. Dlatego uważam, że to pan Rynkiewicz powinien głosować z tych akcji - twierdził reprezentujący go Bogdan Dzudzewicz. Dodał również, że przewodniczący walnego dostał dokument o złożeniu zażalenia przez J. Rynkiewicza, a mimo to nie pozwolił wykonywać mu praw z głosu. - Dlatego zaskarżymy wszystkie decyzje podjęte na piątkowym walnym Elektrimu, mimo że nie były one istotne - chodzi o zasady - powiedział po walnym B. Dzudzewicz.
-Komentarz