Reklama

Weekendowa Analiza Futures

Musze się podzielić z Państwem pewną obawą, co do własnej osoby. Mianowicie, zaobserwowałem ostatnio, że czego bym nie wziął do przeczytania to i tak w głowie mam tylko jedno. Ostatnio ukazało się w prasie kilka ciekawych teksów, które jak ulał pasują do poruszanego ostatnio przeze mnie problemu postawy większości naszych rządzących oraz sporej grupy społeczeństwa. Poruszana była problematyka stosunku organu nas najbardziej interesującego, Komisji Papierów Wartościowych i Giełd, do liberalizacj

Publikacja: 19.01.2003 20:09

Musze się podzielić z Państwem pewną obawą, co do własnej osoby. Mianowicie,

zaobserwowałem ostatnio, że czego bym nie wziął do przeczytania to i tak w

głowie mam tylko jedno. Ostatnio ukazało się w prasie kilka ciekawych

teksów, które jak ulał pasują do poruszanego ostatnio przeze mnie problemu

postawy większości naszych rządzących oraz sporej grupy społeczeństwa.

Reklama
Reklama

Poruszana była problematyka stosunku organu nas najbardziej interesującego,

Komisji Papierów Wartościowych i Giełd, do liberalizacji usług związanych z

rynkiem kapitałowym. Parę tygodni temu J. Socha, szefujący tej instytucji,

wypowiedział się dość zdecydowanie przeciw nadaniu zawodowi doradcy

inwestycyjnego statusu wolnego zawodu. Ostatnio dowiedzieliśmy się, że taki

status nie jest również przewidywany dla maklerów. Nadal więc sfera usług

Reklama
Reklama

przeznaczonych dla inwestorów będzie reglamentowana w imię szczytnej

intencji obrony tychże przez oszustami i naciągaczami. Jak taka postawa ma

się do wolności dysponowania własnym majątkiem można wywnioskować po

przeczytaniu kilku wybranych fragmentów ciekawszych artykułów.

"W dawnych czasach nieznani sprawcy wieszali w publicznych toaletach artykuł

konstytucji mówiący o wolności słowa. Tekst uzupełniany był dopiskiem -

Reklama
Reklama

"Tylko tu!". Dzisiaj można powrócić do tego obyczaju. Tym razem jednak

wieszać trzeba art. 21 konstytucji, według którego: "Rzeczpospolita Polska

chroni własność i prawo dziedziczenia". Chroni tak bardzo, że prawa

dysponowania własnością są coraz bardziej ograniczane. Władza uważa

obywateli za swoją własność. Może więc z nimi robić, co zechce, czyli także

Reklama
Reklama

dysponować ich własnością." (Michał Zieliński, Bolszewicy sejmowi, Wprost

1051, s. 32)

"Uszczęśliwiacze, których amerykańscy konserwatyści nazywają bardziej

dosadnie "cholernymi amatorami dobrych uczynków", nie ustają - niestety! - w

szlachetnych zamierzeniach. Ich zdaniem, człowieka należy chronić przed

Reklama
Reklama

absolutnie wszystkim, przed każdym niebezpieczeństwem, a także przed każdą

niedogodnością. A najlepiej można uszczęśliwić, wydając odpowiednią

regulację.

Takie myślenie znajduje wielu zwolenników wśród socjaldemokratów i

paternalistów różnych maści, wierzących w społeczeństwo prowadzone za

Reklama
Reklama

rączkę. Ci, którzy chcą uszczęśliwiać nas na siłę - zakazując i nakazując -

nie cenią wolności. (...) Oczywiście, naszych wolności, bo własną swobodę

decydowania za innych cholerni amatorzy dobrych uczynków cenią sobie bardzo

wysoko (...)

>>Żadnego ryzyka

uszczęśliwiacze byli umysłowo korygowalni, można by im zasugerować lekturę

podręczników finansowych. Jest tam mowa, że aktywa mają pewną cechę: im

większy możliwy zysk, tym większe ryzyko (...)

Ryzyka uniknąć się nie da, jedynie przenosi się je na innych. Drastyczne

obniżenie poziomu ryzyka oznacza (...) drastyczne obniżenie zysków" (Jan

Winiecki, Uszczęśliwiacze, Wprost 1050, s. 48)

"(...)trzeba pamiętać, że wolność gospodarcza jest nie tylko niezbędna do

rozwoju, ale ma samoistną wartość. Tu zacytuję innego noblistę, (...)

Amartyę Sena: >>Być immanentnie przeciw rynkowi jest prawie takim samym

dziwactwem, jak być przeciw rozmowom między ludźmi

Silnik i demokracja, Wprost 1051, s. 55)

"W Polsce, która wciąż jest w połowie drogi między socjalizmem a wolnym

rynkiem, gdzie z roku na rok rośnie liczba urzędników i przepisów

ograniczających wolność gospodarczą, gdzie na niesprawny system opieki

socjalnej przeznacza się większy procent dochodu narodowego niż w

jakimkolwiek innym kraju europejssprzedali poza tanimi sloganami. (...)

Można dyskutować nad powinnościami wspólnoty, państwa, obywateli wobec

innych, którym się gorzej wiedzie w życiu. Warto się zastanawiać nad tym,

czym jest sprawiedliwość, i pytać - jak czynią to liberałowie - czy lepiej

dawać rybę, czy wędkę. Ale nie należy mieszać pojęć, bo to psuje język.

Wolność to po prostu swoboda czynienia wszystkiego, co nie zagraża prawom i

wolności innych.

W ramach tak zdefiniowanej wolności kapitalizm jest jedynym naturalnym

systemem organizowania gospodarki. Wolny rynek rodzi się spontanicznie

wszędzie tam, gdzie państwo nie stawia barier. Ba, nawet gdy owe bariery

istnieją, też powstaje rynek, choć z reguły przybiera formy wynaturzone.

Staje się czarnym rynkiem - to znaczy wolnym, choć nielegalnym." (Witold

Gadomski, Cnoty kapitalizmu, Gazeta Wyborcza 15.4226, s. 9-10)

To ostatnie jest znamienne, gdyż każdy taki mechanizm zauważa. Pamięta go z

czasów PRL, gdy zakaz handlu walutami był skutecznie łamany przez

"cinkciarzy". Czy fakt, że doradzanie czy zarządzanie cudzymi pieniędzmi

przez osoby fizyczne jest zabronione powoduje, że tego rynku faktycznie nie

ma? Komisja twierdzi, że nie. Każdy znajdzie wiele sposobów na obejście

ustawy i dopnie swego. Przedstawiciele komisji powiedzą, że "klienci" takich

dzikich zarządzających działają na własne ryzyko, ale czy gdyby działanie to

było legalne, nie byłoby inaczej? Zresztą, czy instytucjonalizacja usług

maklerskich lub doradczych przynosi zamierzony efekt. Komisja sięga po

argument ochrony inwestorów, a przecież ostatnie informacje o wykrytych

trwających wiele lat "przewałkach" w kilku biurach maklerskich wskazuje, że

nawet i tu nie ma całkowitej ochrony. Po co więc żyć w fikcji?

Problem zresztą nie dotyczy tylko naszego najbliższego podwórka. Ostatnie

propozycje biopaliwowe nie są przecież niczym innym. Grupka ludzi, chce na

siłę uszczęśliwić użytkowników samochodów "ekologicznym paliwem". Robi to

oczywiście "na chama" posługując się wypranymi sloganami. Zdania, co do

"ekologiczności" biopaliw są podzielone i tu mogą dyskutować fachowcy. Ja

się chciałem tylko zapytać, dlaczego nie mogę mieć wyboru, jakie paliwo

zatankuje do swojego samochodu? Dlaczego wciska mi się na siłę coś, co nie

zyskuje ogólnej akceptacji nawet u ekspertów? Jeśli faktycznie biopaliwo

jest takie dobre to niech będzie prowadzone równolegle i niech jego cena

będzie atrakcyjniejsza, by zainteresować nim użytkowników. No tak, tylko, że

faktycznie to jest ono droższe i wymagałoby to znacznych zniżek akcyzy, a na

to sobie już pozwolić nie można. No w sytuacji naszego(?) budżetu! Nie ma na

to szans.

I tu wracamy znowu na nasze podwórko. Do końca bieżącego roku obowiązuje nas

zwolnienie z płacenia podatku dochodowego od zysków jakie uda się wyszarpać

z giełdy. Jak wiadomo, na rynku terminowym sprawa dotyczy raptem 10-20%

uczestników, ale każdy jest problemem zaaferowany, gdyż gra przecież z

nadzieją na zysk, a więc ma w perspektywie niebezpieczeństwo jego

opodatkowania. W tym tygodniu dowiedzieliśmy się, że Ministerstwo Finansów

nie planuje przedłużenia tego zwolnienia na kolejne lata. Jak zatem wygląda

sytuacja? Na początku 2005 roku, zyski za rok 2004 będziemy dopisywać do

zeznania rocznego. Jakie zyski? Czy można odliczać straty? Czy można

odliczać koszty działalności? Nic nie wiadomo. Sprawa jest trudna, gdyż w

dobie wielkich problemów budżetowych zwolnienie "spekulantów giełdowych z

opodatkowania ich ogromnych zysków" nie mieści się w przyjętym przez

polityków sposobie pojmowania gospodarki. Koożliwości lokowania kapitałów. Łykną wszystko co im się

zaoferuje. Rząd szybko idzie z pomocą i ma propozycję, by rozszerzyć

wachlarz możliwości inwestycyjnych o nowe instrumenty finansujące

"inwestycje infrastrukturalne".

Uważam, że mamy wielkiego pecha, że w okresie problemów gospodarczych, gdy

trzeba zmusić się do oszczędności, mamy u steru ludzi, którym w głowie nasze

uszczęśliwianie. Kolejne propozycje dotyczące form uzdrowienia takiej, czy

innej sfery naszego życia, kończą się zwykle tym samym - zwiększeniem danin

ściąganych od obywateli. Winietki, wyższa składka na ubezpieczenie

zdrowotne, gmeranie przy podatkach pośrednich i bezpośrednich, których

efektem jest zwiększony stopień fiskalizmu. Metodą na kłopoty gospodarcze

jest ściągnięcie z gospodarki jak największej kwoty pieniędzy i

rozdysponowanie jej samodzielnie. Państwo bowiem wie lepiej, czego potrzeba

ludziom. Taka przyświeca zasada. Niech ktoś mi powie, dlaczego w USA mamy do

czynienia z ruchem diametralnie różnym? Przecież i tam sytuacja budżetowa

nie jest najlepsza, i wcale na lepszą się nie zapowiada, choćby za sprawą

działań militarnych, które wkrótce zostaną podjęte w Iraku. Dlaczego nie

przyjmujemy rozwiązań kraju, którego gospodarka, która jest w kryzysie jest

zdecydowanie mocniejsza od naszej? Dlaczego jesteśmy skazani na księżycowe

pomysły pobudzenia gospodarki przez zwiększenie podatków? Nikomu się to

jeszcze nie udało. Czy nasz minister finansów ma ambicje być tym pierwszym?

Dlaczego musimy w tym eksperymencie uczestniczyć i odczuwać jego skutki na

własnej skórze?

Nasi obywatele nie mają niestety pamięci. Wiara w hasełka wybiorcze jest

ciągle niezachwiana. Proroctwa włodarzy, że już wkrótce będzie lepiej nadal

znajdują łatwy grunt wśród Polaków. Warto zauważyć, że w Stanach się to już

zmienia. Objawił to trwający właśnie sezon publikacji wyników finansowych za

ostatni kwartał 2002 roku. Wiele spółek podało wyniki finansowe, które

kierując się dotychczasowymi reakcjami Amerykanów, powinny wywołać

dynamiczne wzrosty i huraoptymizm. Stało się jednak inaczej. Mimo niezłych

(według dotychczas stosowanych miar) wyników takich spółek jak Yahoo!, GE,

Intel, IBM rynek spadał. Nikogo nie radowały wyniki lepsze od prognoz.

Inwestorzy zmienili optykę. Zaczęli się przyglądać przyszłości. Co ma do

powiedzenia zarząd o nadchodzącym kwartale, półroczu, roku? Jakie są plany

inwestycyjne i prognozy zdynamizowania działalności. Niestety tu nie

doczekano się pokrzepiających informacji. Ogólne oczekiwanie, że jeśli nawet

spółki zanotują wzrost sprzedaży to będzie on symboliczny. Kwoty

przeznaczone na inwestycje są o wiele niższe, niż w latach ubiegłych, ale

przecież trudno się temu dziwić skoro to właśnie przeinwestowanie jest

obecnie największa bolączką amerykańskich przedsiębiorstw, a więc i

gospodarki. Kolejne plany redukcji skali działalności przez kilka kluczowych

spółek (m.in. McDonalds oraz kilka spółek z branży handlu detalicznego). To

robiło fatalny nastrój.

W ostatnim tygodniu pojawiło się też kilka niepokojących danych makro, które

tylko potwierdzały, że jest się czego obawiać. Słabsza sprzedaż detaliczna,

wyższy stan zapasów u przedsiębiorców, fatalny bilans handlowy oraz

prawdziwy cios - spadek produkcji przemysłowej oraz wskaźnika zaufania

konsumentów liczonego przez Uniwersytet Michigan. To musiało znaleźć swoje

odzwierciedlenie w poziomach notowań na rynkach. Spadek liczby wniosków o

zasiłek dla bezrobotnych był tu marnym pocieszeniem. Efekt jest taki, że

wzrost indeksów w USA został poważnie wyhamowany. Jest to o tyle ważne, że

teraz właśnie potrzeba bw tej chwili znaleźć czynniki, które

mogłyby go wynieść wyżej. Znacznie więcej przemawia za spadkami. Wojna w

Iraku wisi na włosku i właściwie jest kwestią czasu, kiedy się zacznie.

Znalezienie przez inspektorów głowic broni masowego rażenia tylko to

potwierdza. To ma być czynnik wzrostu? Jeśli nawet to będzie to tylko

chwilowe kupna osób przekonanych, że atak jest już w cenach. Ja nie jestem

tego taki pewien. W cenach jest "łatwa wojna". Gdy sprawy będą się

komplikowały i działania wojenne przedłużały ocena sytuacji się zmieni.

Na naszym rynku oprócz rewelacji związanych z biopaliwami i opodatkowaniem

dochodów z giełdy swój dalszy ciąg miały działania związane z Rywinem i jego

tajemniczą propozycją. To jednak zostawmy w spokoju. Skupmy się na samym

rynku. Po poniedziałkowym wyskoku reszta tygodnia wyglądała mizernie. Na

tyle, że cały wyskok został przekreślony. Ma to swoje konsekwencje

techniczne. Na wykresach tygodniowych mamy brzydkie czarne świeczki

WIG20.gif FUTUREStyg.gif Nie da się nie zauważyć, że na tym pierwszym

nastąpiło odbicie niemal dokładnie na linii trendu. Nie udało się bykom jej

pokonać. Tak samo nie udało się wyjść z trójkąta indeksowi WIG.gif

Sytuacja posiadaczy długich pozycji się nieco skomplikowała. Na wykresach

dziennych wig20.gif wig20fut.gif dobrze widać, że poziom grudniowych

szczytów okazał się nie do pokonania. Na innym wykresie, przedstawiającym

ceny kontaktów, widać wyraźnie, że ponownie zadziałała linia trendu

pociągnięta po dołkach konsolidacji z pierwszej połowy ubiegłego roku

linie.gif Spadki w drugiej połowie tygodnia raczej nie sugerują, że rynek

będzie wkrótce znowu podchodził do jej testowania. Atak podaży był dość

skuteczny, choć trzeba przyznać, że nie na tyle, by zamknąć lukę hossy na

wykresie indeksu WIG20. Czy to oznacza, że byki mają szansę? Teraz każdy ma

szansę. Na rynku trwa równowaga zarówno w krótkim, jak i w średnim terminie.

Od ponad dwóch miesięcy bujamy się w przedziale ok. 100 pkt i na razie nie

wykrystalizował się żaden poważniejszy trend. Każda próba jednej ze stron

rynku aktywizuje drugą i nic z tego nie wychodzi. Obawy o stan gospodarki

nie pozwalają na zbytnie harce byków, a potencjalny popyt ze strony funduszy

straszy niedźwiedzi. Mamy sytuację patową. Teraz po odbiciu się od oporu

przyjdzie nam chyba podejść w okolice wsparcia na ok. 1150 pkt.

Najbliższy tydzień to dalsza część publikacji wyników w USA oraz dość

ciekawe dane makro. Nie jest ich nazbyt dużo, ale dotyczą m.in. rynku

nieruchomości. Tu ostatnio daje się zauważyć już pewne oznaki zmęczenia

materiału. Podawana we wtorek liczba noworozpoczętych budów już dynamicznie

nie rośnie, a prognozy to potwierdzają (prognoza mówi o poziomie zbliżonym

do ostatnich wartości). W kończącym się właśnie tygodniu była opublikowana

Beżowa Księga, która m.in. o tym fakcie wspomina. Rynek nieruchomości może

wkrótce stracić funkcję napędzającą PKB w USA. Co wtedy pozostanie? Czy

inflacja nadal będzie taka niska przy rosnących cenach surowców? To są

poważne pytania, na które będzie musiał wkrótce odpowiedzieć sobie każdy

zainteresowany sytuacją gospodarki amerykańskiej.

Kamil Jaros

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama