Reklama

Weekendowa Analiza Futures

Tydzień przyniósł wiele zmian. Wydarzyło się sporo i wiele rzeczy jest warte ujęcia w tygodniowym podsumowaniu. Silne spadki w USA, równie silne u nas, dalsze brnięcie administracji USA w kierunku rozpoczęcia konfliktu zbrojnego w Iraku z błogosławieństwem ONZ lub bez niego, problemy na rynku ropy związane ze zmniejszeniem wydobycia przez Wenezuelę i wiele, wiele innych, nie mniej ważnych. Miałem zamiar o tych sprawach pisać, ale zmieniłem go, gdy spojrzałem na pierwszą stronę sobotnio-niedziel

Publikacja: 26.01.2003 10:36

Tydzień przyniósł wiele zmian. Wydarzyło się sporo i wiele rzeczy jest warte

ujęcia w tygodniowym podsumowaniu. Silne spadki w USA, równie silne u nas,

dalsze brnięcie administracji USA w kierunku rozpoczęcia konfliktu zbrojnego

w Iraku z błogosławieństwem ONZ lub bez niego, problemy na rynku ropy

związane ze zmniejszeniem wydobycia przez Wenezuelę i wiele, wiele innych,

Reklama
Reklama

nie mniej ważnych. Miałem zamiar o tych sprawach pisać, ale zmieniłem go,

gdy spojrzałem na pierwszą stronę sobotnio-niedzielnego wydania Rzepy, gdzie

wielkimi literami widnieje tytuł: "Podatkiem w zyski z giełdy".

O sprawie opodatkowania dochodów z inwestycji na rynku kapitałowym mówi się

już od wielu lat. Co jakiś czas pojawiają się propozycje, które na szczęście

były szybko gaszone przez głosy "środowiska". Niechlubnym wyjątkiem był

Reklama
Reklama

pamiętny podatek od sprzedaży akcji. Notabene wprowadzony przez obecnego

ministra finansów, ale po krótkim czasie zawieszony, gdyż koszt jego poboru

był większy od wpływów z tytułu tego podatku. No cóż niby nic wielkiego,

pomyłka urzędnika. Czyż nie jest to u nas normą? Urzędnik też człowiek, więc

może się pomylić. Czy ty, czytelniku nie popełniasz błędów. Wiedz, że nawet

profesorowi się to może zdarzyć. Kto by się przejmował takimi drobnostkami.

Reklama
Reklama

Było, minęło.

No więc ten sam urzędnik-profesor nosi się z zamiarem nie przedłużenia

zwolnienia dochodów z giełdy z opodatkowania, czyli faktycznie wprowadzenia

podatku od zysków z giełdy. O to, że tak może się stać zaczęto się obawiać

już wcześniej. Inwestorzy oraz instytucje związane z rynkiem kapitałowym

Reklama
Reklama

wykazywały zaniepokojenie faktem, że Ministerstwo Finansów nie informuje o

sowich przemyśleniach w tym względzie. Obowiązujące obecnie zwolnienie traci

swoją moc z końcem bieżącego roku. Sprawa jest o tyle ważna, że według

szacunków przedstawicieli giełdy, od propozycji do praktycznego wdrożenia

systemu w biurach maklerskich, które siłą rzeczy wydają się

Reklama
Reklama

najodpowiedniejsze do roli płatnika tego podatku, minie około roku. Zatem

już teraz powinna być opracowana i podana do publicznej wiadomości koncepcja

opodatkowania.

Jak na razie niczego takiego nie ma, a zegarek tyka. Czasu jest coraz mniej.

Zdymisjonowana ostatnio Pani Ożóg wspominała (jeszcze przed dymisją), że

Reklama
Reklama

Ministerstwo Finansów nosi się z zamiarem nie przedłużania zwolnienia.

Ostatnie kłopoty z budżetem na 2003 rok oraz prognozy jeszcze większych w

2004 pozwalały przewidzieć takie stanowisko ministerstwa. Mamy więc pewną

informację, która tylko wzbudziła poruszenie. Nie została bowiem podana do

wiadomości żadna propozycja opodatkowania. Zaczęto snuć domysły, padały

różne wersje, łącznie z najbardziej pesymistycznymi znając zrozumienie

minfina dla wolnego rynku i przedsiębiorczości. Nic jednak oficjalnego do

tej pory się nie ukazało. Sytuacja robi się trochę nieciekawa, bo czas

biegnie, a zagrożenie staje się zupełnie realne.

W takiej chwili dziennikarze Rzeczpospolitej docierają do projektu, od

którego włos się na głowie jeży. Fakt, że taki projekt w ogóle istnieje, a

więc o przedłużeniu zwolnienia nie może być już raczej mowy, potwierdza, że

urzędnicy Ministerstwa Finansów nie mają już prawie żadnej styczności z

realnym życiem gospodarczym, a w tym przypadku z realiami rynku

kapitałowego. Wpisuje się to jednak świetnie w cały schemat koncepcyjny,

jaki daje się zauważyć w Ministerstwie - opodatkowywaniu tego co już się

chyli ku upadkowi.

Nie jest żadną tajemnicą, że w bieżącym roku zapłacimy większe podatki niż w

roku ubiegłym. Wzrost ten nie jest jedynie nominalny, ale również realny.

Zapisy ustawy budżetowej pokazują to wyraźnie. Zatem, gdy gospodarka maarnym,

prawda? Minister zabiera ludziom pieniądze, by finansować nieefektywną

działalność - kolejny rok będziemy dotować kopalnie i huty. Także i PKP coś

skapnie. Nie zapominajmy oczywiście o służbie zdrowia, na którą łożymy co

roku coraz więcej i najprawdopodobniej będziemy łożyć jeszcze więcej w

kolejnych latach. Przedsiębiorcy są drenowani z pieniędzy, ale oczekuje się

od nich, by byli aktywni i wyciągnęli swoimi działaniami gospodarkę ze

stagnacji. No i podejmują oni działania, ale polegające głównie na tym, by

nie być za bardzo "wydrenowanym". Rośnie szara strefa. Zawsze, gdzie mamy

ograniczenia pojawia się czarny rynek. Im te ograniczenia są większe, tym

większy jest nielegalny obrót, nie podlegający tym ograniczeniom.

Rynek kapitałowy nie jest wyjątkiem. Także i tu, gdy pojawiają się

ograniczenia poszukuje się rozwiązań, które w taki lub inny sposób je ominą.

Przykładem mogą być ostatnie zabawy w kotka i myszkę banków z fiskusem w

związku z wprowadzeniem "belkowego". Elastyczność Polaków w tym względzie

jest zadziwiająca. Zatem można się spodziewać, że wkrótce pojawią się

pomysły, jak poradzić sobie z niewygodnym podatkiem. Najpierw jednak należy

znać jego cechy. Na razie znamy je tylko ze wspomnianej propozycji, do

której dotarła Rzeczpospolita.

Jaka ona jest? Proponuje się, by podatek był ryczałtowy rozliczany na koniec

roku wraz z rozliczeniem rocznym PIT. Stawka podatku ma wynosić 20% czyli

podobnie, jak to ma miejsce przy opodatkowaniu depozytów bankowych. Nie

przewiduje się żadnych ulg i zwolnień. Wspomniane 20% oblicza się od

dochodu, czyli różnicy między sumą przychodów osiągniętych ze sprzedaży

danych papierów wartościowych, a kosztami ich nabycia. Nie wiadomo jednak,

co będzie można w te koszty wpisać. Czy to tylko cena kupna papieru, czy też

będzie można uwzględnić koszty prowizji, czy pozyskania informacji (gazety,

serwisy, programy itd.). Znając pazerność fiskusa można domniemywać, że

koszty ograniczą się do ceny zakupu powiększonej o prowizję BM. Stawka 20%

jest stała dla wszystkich i nie przewiduje się ulg dla inwestorów

długoterminowych. Zatem proponowany podatek nie ma w sobie żadnych

instrumentów premiujących oszczędzanie długoterminowe. Mnie to nie dziwi.

Przecież kasa jest potrzebna natychmiast. W interesie fiskusa nie leży

czekanie na spływ pieniędzy dłuższy czas i to jeszcze w mniejszej ilości.

Potrzeby budżetowe kreują rzeczywistość.

Warto także wspomnieć o jeszcze jednym aspekcie wprowadzenia tego podatku.

Ma on dotyczyć wszystkich, nawet tych którzy dokonali zakupów papierów

wartościowych przed wejście w życie podatku. Chyba nie trudno zgadnąć, jak

zareagują posiadacze sporych pakietów akcji, którym udało się je kupić o

niskich cenach. Czy będą oni czekać na wejście podatku, czy też zdecydują

się na sprzedaż przed jego wejściem nawet ponosząc koszt obniżenia kursu.

Można zatem oczekiwać sporych spadków na rynku, a ich skala będzie

wyznaczona przez różnicę między aktualnym kursem, a kursem zakupu.

Przyjrzyjmy się pierwszej z brzegu Agorze. Ostatnio głośno było o

transakcjach sprzedaży papierów przez członków zarządu. Przypomnijmy, że

obejmowali oni akcje po 1 zł. Wiedząc, jaki jest obecny kurs Agory można

bardzo łatwo obliczyć, na jaki spadek spółki mogą sobie pozwolić właściciele

tych "złotówkowych" papierów, by nadal mieć zysk większy od obłożonego

podatkiem.

Niestety, omawiana propozycja po raz kolejny pokazuje, że rząd jako całość

nie posiada żadnej koncepcji działania. Nowy minister Skarbu Państwa

przedstawia ambitne plany przyspieszenia prywatyzacji, a z drugiej strony

jego kolega sprawia, że poziom notowań rynkowych, które są pe wytrąciło z rąk argument

giełdy o długim czasie wdrożenia rozliczeń podatkowych w systemach BM.

Okazuje się bowiem, że to nie BM będą płatnikami tego podatku, tylko sam

podatnik wypełniając comiesięczne deklaracje podatkowe i przelewając na

konto fiskusa zaliczkę w wysokości 19% dochodów uzyskanych w danym miesiącu.

No tego to się nie spodziewałem. Jeśli taki wariant faktycznie wejdzie w

życie to już teraz zapraszam naszych czytelników do odwiedzenia swoich US z

prostym pytaniem, czy do obliczania podatku z transakcji na rynku terminowym

mamy brać pod uwagę wartość kontraktu futures, czy też tylko wielkość

depozytu zabezpieczającego. Minę Pańci warto uwiecznić i podesłać nam.

Najciekawsze zdjęcia opublikujemy :-)

Skończmy z tym smutnym tematem i przejdźmy do spraw rynkowych. Znając już

podatkowe rewelacje nie dziwi piątkowe zachowanie rynku. Nie można być

przecież aż tak naiwnym, by nie domyślać się, że wiadomość o propozycji

podatku w takim kształcie rozeszła się po rynku. Efekt już był widoczny w

piątek i teraz właściwie należy się liczyć z jego kontynuacją. Wprawdzie to

dopiero propozycja, ale jeśli takie pomysły chodzą urzędnikom MF po głowie,

to można się tylko bać.

Zacznijmy analizę od wykresów tygodniowych. Dawno nie było tak ciekawych

świec. Zarówno na wykresie indeksu WIG20tyg.gif jak i kontraktów FUTUREStyg.gif

mamy wielkie czarne świece, które chyba rozwiewają wszelkie wątpliwości, co

do kierunku ruchu. Wyglądają one po prostu fatalnie i dają do zrozumienia,

że na razie nie można się spodziewać poprawy. Na wykresach dziennych mamy

tylko tego potwierdzenie wig20.gif wig20fut.gif Warto zauważyć, że piątkowym

spadkiem ceny kontraktów i indeksu zostały sprowadzone poniżej poziomu dołka

z końca grudnia ub. r. Tu już można mówić o podwójnym szczycie w średnim

terminie. Zakres spadku to ok. 110 pkt, a zatem biorąc pod uwagę, że

wspomniany dołek był w okolicach 1150 pkt można przypuszczać, że minimalny

wymiar kary to zjazd w okolice 1040 pkt czyli tuż na minima bessy.

Perspektywa nie jest zbyt ciekawa, ale nie widać obecnie żadnych przesłanek,

które mogłyby ją zmienić. Ostatnio byki się nie popisały. Nie chodzi tu

nawet o ostatnie spadki, bo te to już były konsekwencją. Chodzi o brak sił

na pokonanie poziomu 1260 pkt, a zarazem linii trendu opartej o dołki

konsolidacji z ubiegłego roku oraz szczyt z przełomu listopada i grudnia ub.

r. linie.gif

Oczywiście mamy obecnie tuż pod sobą poziom wsparcia w postaci konsolidacji

z listopada z minimum na 1128 pkt. Tylko, czy jest ono w stanie zatrzymać

napór podaży? Przypomnijmy, że w czasie spadków to nie wsparcia powinny być

dla nas najważniejsze. Łapanie dołków nie ma sensu. Skupmy się na trzymaniu

się trendu i zareagujmy, gdy zacznie się on zmieniać. A zacznie, gdy pojawią

się jakieś sygnały kupna. Na razie ich nie widać. Poza tym w tej chwili

większe szanse na kontynuację mają spadki i nie wynika to tylko z faktu

wykreślenia czarnych świec, ale także z tego, że wielu graczy nie wierzy, że

rynek może mocno spaść. Widać to po wartości LOP, która podczas piątkowego

spadku wzrosła! Nie ma paniki wśród posiadaczy długich pozycji. Nadal liczą

oni na odbicie. To skłania do tezy, że potencjał spadku jeszcze się nie

wyczerpał - ciągle ma kto sprzedawać. Walka z rynkiem nie popłaca.

Kamil Jaros

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama