Sygnałem załamania się trwającej od grudnia ubiegłego roku korekty wzrostowej było przełamanie linii łączącej lokalne dołki z listopada i grudnia, która przebiegała na poziomie 89,5 zł. Powrót do trendu spadkowego, którego początków należy szukać jeszcze w 2000 roku, został jednocześnie potwierdzony zachowaniem się wszystkich najbardziej popularnych wskaźników. Zarówno dzienny MACD, jak też RSI odnotowały lokalne minima, zaś wskaźnik akumulacja - dystrybucja rozpoczął marsz na południe, dając tym samym sygnał, że na rynku dominują niedźwiedzie.
Poniżej zeszłorocznego dołka
Obecnie kurs znajduje się na poziomie o 7% niższym niż przyjęty przeze mnie za moment wybicia do kolejnej fali spadkowej oraz prawie o 3% niższym od dna koniunktury z listopada 2002 r. Nie może być mowy o fałszywym wybiciu. Do tego dodać należy fakt, że fala spadkowa rozpoczęta w połowie stycznia br. była dwa razy krótsza niż poprzedzające ją zwyżki. Tempo spadków było zatem znacznie większe, co uzasadnia tezę o pełnej dominacji sprzedających.
Zasadniczą jednak kwestią pozostaje odpowiedź na pytanie o charakter rozpoczętego w lutym impulsu spadkowego. Czy ruch na południe, poparty zwiększoną aktywnością inwestorów i wzrostem obrotów, pozwoli na dopełnienie tworzącego się w długim terminie kanału spadkowego, który opiera się na wierzchołkach z lat 2000 i 2002 i dołku z 2001 roku?
Za taką możliwością zdaje się przemawiać przebieg linii MACD w układzie tygodniowym. Spadek - w obszarze wartości ujemnych - poniżej linii sygnalnej spowodował, że sygnał sprzedaży wygenerowany jeszcze na początku 2001 roku znalazł kolejne potwierdzenie.