Problem ten już poruszałem, więc opisu powtarzać nie będę, ale w niektórych
przypadkach straty z inwestycji w akcje przekraczają kilkakrotnie roczne
zyski firmy. Jednak rozłożenie tych kosztów na następne kilkanaście lat nie
pozwala tak po prostu uwzględniać to jako stratę. Problem jest moim zdaniem
zdecydowanie niedoceniany i wielokrotnie będzie jeszcze powracać w wynikach
firm przez kolejne lata.
Mimo wszystko wycena firm jest taka, jakby inwestorzy oczekiwali ogromnego
gospodarczego ożywienia. Pytanie teraz, czy takie ożywienie gospodarcze
jest możliwe ? Stali czytelnicy wiedzą chyba, że to pytanie trochę nie na
miejscu. Możliwe jest, ale uniknięcie recesji i dzięki krótkiej wojnie tak
na pewno się stanie, ale zanim gospodarka ruszy na nowe szczyty, to musi
wyleczyć kaca internetowej hossy. To niestety nie jest takie proste i nie
można tego porównywać do hossy na warszawskiej giełdzie. U nas giełda żyje
swoim życiem a związki z całą gospodarką nie są tak silne. W amerykańskiej
gospodarce z giełdą powiązane jest niemal wszystko i to w stopniu nie
notowanym jeszcze nigdy w historii. Nie da się wyleczyć jednego z
największych gospodarczych i giełdowych załamań w ciągu miesięcy. Na to
trzeba lat. Nie tylko sami prezesi spółek o tym mówią. Gospodarka też to
pokazuje, bo nawet jeśli zapanowałaby inwestycyjna euforia, to nie ma z
czego wydawać. Wartość długu do PKB przekroczyła już rekordowe 300%, czyli
niemal połowę więcej niż nao stać. Szary obywatel zadłużony jest po uszy, a jedyne co
oprócz wojny utrzymywało gospodarkę przy życiu, to samochody z zerowym
kredytowaniem i refinansowanie kredytów hipotecznych. To właśnie głównie
bańka na rynku nieruchomości pozwalała na dość łagodny przebieg
gospodarczego spowolnienia. Efekt bogactwa z rynku akcji został przeniesiony
na rynek nieruchomości i konsumenci tak mocno portfeli nie zacisnęli, ale
tutaj załamanie też jest tylko kwestią czasu. W momencie gdy stopy
procentowe zaczną iść do góry, to na rynku nieruchomości powinna zacząć się
lekka panika. A co jeśli się mylę ? Czy możliwe jest, że Amerykanie wyciągną
z banków następne kredyty 250 mld dolarów pod zastaw swoich domów ? Pewnie
że możliwe. Tak samo jak możliwe, że dług do PKB będzie bić kolejne rekordy.
Pewna jest tylko śmierć i podatki, a to na jakim poziomie jest limit
zadłużenia wyznaczy już samo życie. Jednak jeśli kredyty hipoteczne osiągają
nie notowane dotąd wartości i stanowią ponad 40% zadłużenia (niemal
5-krotnie przewyższając inne kredyty) to jasnym się staje, że gospodarka nie
może dalej być ciągnięta przez sektor nieruchomości. Co ja mówię, pewnie że
może. Nasdaq też mógł rosnąć do ponad 5000 pkt., ale to że ulegnie to w
końcu załamaniu było tak nieuniknione jak zwycięstwo USA w Iraku. Kwestia
czasu. Fakt takiej struktury zadłużenia dodatkowo może gospodarkę pogrążyć.
Jeśli bowiem ceny nieruchomości zaczną spadać, to nie tylko przestanie być
to siłą napędową gospodarki, ale w dłuższym terminie zostawi banki ze złymi
kredytami.
Rozciągnąłbym analizę do zbyt dużych rozmiarów, gdybym miał nieco głębiej
wchodzić w temat, więc szybko ucinam wnioskami i powodami dla których ten
przydługi wywód. Powody są takie, że tak szybka wojna w Iraku jest
najlepszym rozwiązaniem dla światowej gospodarki i choć indeksy z początku
się z tego nie ucieszyły, to za parę tygodni zobaczą efekty we wszystkich
wskaźnikach aktywności gospodarczej i indeksach nastrojów konsumentów.
Zapanuje wtedy powszechne przekonanie, które jeszcze niedawno było nadzieją
i marzeniem byków - czyli że szybka wojna powoduje boom gospodarczy. Powinna
w związku z tym nastąpić jeszcze jedna fala wzrostowa na amerykańskich
indeksach, która podciągnie je przynajmniej pod szczyty z końca zeszłego
roku. Pierwsze jaskółki widzieliśmy tego już we wstępnym kwietniowym
odczycie wskaźnika nastrojów Uniwersytetu Michigan i choć indeksy nie
reagowały na to wzrostem to niedługo zaczną, tym bardziej, że powojenny
optymizm potrwa analogicznie choćby do pierwszej wojny, przez parę miesięcy.
Nie mieliśmy za dużo wojen, czy 11-tych września, więc trudno mówić o
historycznej prawidłowości, ale przez najbliższe 3-4 miesiące (o ile w Iraku
nie będzie niespodzianek) powinna nastąpić zdecydowana poprawa w
Amerykańskiej gospodarce. Zarówno jeśli chodzi o optymizm konsumentów, ich
wydatki, jak i inwestycje firm i stopę bezrobocia. Indeksy na tą poprawę
powinny zareagować wzrostem i testowaniem szczytów z końca roku. Powinny ?
Nie (ale zapewne tak zrobią), bo później czekają nas długie spadki i chyba
zamiast pisać długie tego uzasadnienie powiem, że historia lubi się
powtarzać i przytoczę wykres bessy Nikkei i S&P500. Analogia dość dokładna
Wykres1.gif (po lewej Nikkei, po prawej S&P 500) i wszystko wskazuje na to,
że dalej będzie kontynuowana. A jaki jest ciąg dalszy ? Jeszcze jedna fala
wzrostowa, szczyt w tym roku w pobliżu maksów z końca zeszłego roku, a
później kontynuacja bessy, do której powody po części wymieniłem na początku
Wykres2.gif Do tak długoletnich spadków pasuje właśnie charakterystyka
obecnej sytuacji gospodarczej i wieloletnie konsekwencje tak ogromnego
zadłużenia, powolnego dobniej inwestorzy
przejrzą na oczy nie tyle dzięki słabym wynikom firm, co na przykład kosztom
utrzymania wojsk w Iraku. Zyski z ropy nie pokryją nawet kosztów samej
militarnej operacji, a utrzymanie 100k żołnierzy zapewne latami ! w obecnym
stanie amerykańskiej gospodarki pogłębi tylko deficyt, co wraz z ostatnimi
sygnałami powracającej inflacji tworzy wybuchową mieszankę, która by
sfinansować amerykańskie długi zagranicznym kapitałem (niechętnie
powracającym nawet po tak krótkiej wojnie EURODOLAR.gif ) musi zachęcić go
podwyżką stóp procentowych (możliwe, że jeszcze na koniec tego roku) i tu z
kolei wracamy do punktu wyjścia, czyli początku końca rynku nieruchomości.
Na koniec, żeby nie być gołosłownym. W zeszłym tygodniu Międzynarodowy
Fundusz Walutowy ocenił prawdopodobieństwo załamania na amerykańskim rynku
nieruchomości na 40%. Przy czym bessa na rynku nieruchomości trwałaby
dwukrotnie więcej, niż na rynku akcji. Daje to 6 (siedem ?) następnych
"chudych" lat dla amerykańskiej gospodarki, bo w ocenie MFW takie załamanie
byłoby znacznie bardziej bolesne dla całej gospodarki, niż załamanie rynku
akcji. Nie sprecyzowano kiedy pęknięcie balona miałoby się rozpocząć, ale w
ocenie MFW już są tego pierwsze sygnały, choćby mocne spadki sprzedaży domów
(8% nowych i 4% istniejących), rozpoczętych budów (11%) jak i kolejne
tygodnie mocnego spadku podań o kredyty, na dużych zwolnieniach w sektorze
budowlanym kończąc. Do tego oczywiście aktualne pozostaje pytanie za co tak
zadłużeni Amerykanie mieliby dalej kupować jeszcze droższe domy ?
Teraz rzut oka na wykresy. Trwa korekta ostatnich wzrostów i nie można póki
co inaczej tego traktować. Dow.gif Nasdaq.gif SP500.gif O charakterze tej
korekty zadecydują dwie rzeczy. Pierwsza to wydarzenia w Iraku, o których
dzisiaj już nie wspomnę, po części ze względu na ich coraz mniejszą wagę, a
po części ze względu na ich jakże szeroki opis dostępny w każdej gazecie.
Druga sprawa to wyniki amerykańskich spółek. Tutaj zaczyna się prawdziwa
lawina i miejsca nie starczy, by wymienić wszystkie publikacje. W tym
tygodniu najważniejsze to Microsoft, IBM, Intel, Nokia, Texas Instruments,
Motorola, EMC i Sun Microsystems. O poszczególnych spółkach i terminach
publikacji pisać będziemy już w porannych. Na poniedziałek najważniejsze
IBM, Citigroup i Novellus Systems. Tak będzie przez najbliższe trzy tygodnie
i nie należy się spodziewać, że wyniki spółek dadzą jakiś optymizm. First
Call systematycznie obniżał prognozy wzrostu zysków na ten kwartał, by dojść
w końcu do wartości jednocyfrowych. Liczba spodziewanych niższych wyników od
prognoz osiągnęła rekordowe rozmiary. Wszystko to nie zostało zdyskontowane
z powodu wojennego zamieszania. Dobrze będzie, jeśli najbliższe trzy
tygodnie amerykańskie indeksy pozostaną na obecnych poziomach. Po tych
wynikach powinien nastąpić ten wspomniany wcześniej wzrost przynajmniej pod
grudniowe szczyty. O najbliższych sesjach nie ma nawet co pisać. Zmiana
nastroju możliwa jest z dnia na dzień, gdy duże spółki podawać będą
rozczarowujące wyniki i rynek przeceni się nawet parę procent, by następnego
dnia przy równie słabych wynikach prezes powiedział, że po wojnie mocno
rozpoczynają inwestycje. Na to wszystko można jedynie reagować. Pierwsza
negatywna reakcja byłaby od techników, po zejściu pod minima z poprzedniego
tygodnia.
Przejdźmy teraz nieco bliżej Polski. Tutaj najbardziej interesuje nas
węgierskie unijne referendum, które jak już wiadomo zakończyło się
przytłaczającym poparciem zwolenników integracji. To żadna niespodzianka,
ale zachowanie rynku węgierskiego tuż po referendum jest dla nas bardzo
istotne, bo pokaże czy jakiśał się ostatni miesiąc wprost świetnie, robiąc w trendzie
wzrostowym tylko jedną korektę. Dlaczego my tak nie możemy ? Choćby dlatego,
że kursy naszych giełdowych banków są dwukrotnie wyższe niż ich odpowiedniki
w naszych regionie. Trudno zachęcić kogoś do kupowania droższego towaru. Nie
dziwi więc fakt .... uwaga .... że zarówno rynek węgierski jaki czeski
PX50.gif testują zniesienie 50% całej bessy podczas gdy nasze bagienko
odbiło ile ? 10 ? Dobrze liczę ? Chyba niemożliwe (ale prawdziwe). Tak samo
jak to, że "jako najsłabszą w regionie MFW wymienia polską gospodarkę.
Fundusz wzywa Polskę do lepszej kontroli wydatków, tak by bank centralny
mógł dalej obniżać stopy procentowe", a z kolei Komisja Europejska mówi, że
"Polska będzie miała w tym roku *nadal* najniższy wskaźnik wzrostu
gospodarczego wśród krajów kandydujących do Unii Europejskiej w Europie
Środkowej i Wschodniej". Czyja to wina ? Oczywiście RPP - tak pisałem do tej
pory nieco sarkastycznie powtarzając rządową propagandę. Z sarkazmem muszę
teraz napisać o RPP, bo opublikowana opinia o "Reformie" Finansów bardzo
mnie zniesmaczyła. Nie z powodu treści, ale z samego faktu jej napisania.
Zdecydowanie zdrowiej dla naszego kraju byłoby gdyby takie instytucje jak
rząd i RPP zamiast recenzować swoje prace, zabrały się po prostu do pracy.
Rząd stóp nie obniża, a RPP nie jest od polityki fiskalnej. O konflikcie
Hausner vs. Kołodko nie ma się co rozpisywać, ale efekty tego mogą być dla
rynku nieprzyjemne. Nie tyle negatywne, co mogą wprowadzić sporo nerwowości
i zwiększyć wahania. Tak bowiem mogłaby zostać przyjęta decyzja o dymisji
Kołodki, o której to przez weekend wszyscy plotkują. Fakt faktem, że plany
gospodarcze obu ministrów ogromnie trudno będzie pogodzić, a charakter
obydwu nie pozwoli na drastyczne ustępstwa. Tyle tylko, że premier
politycznie nie może sobie pozwolić na jakiekolwiek dymisje, więc może
przynajmniej do referendum sprawa rozejdzie się po kościach. Jeśli
ktokolwiek miałby rezygnować, to Kołodko, szczególnie że to właśnie jego
program większość analityków oceniła jako gorszy. Nie da się przewidzieć
decyzji polityków, ale warto patrzeć na walutę, ona pierwsze zareaguje
(osłabieniem złotówki) w przypadku jakiś politycznych perturbacji.
Na koniec nieco wykresów, choć dzisiaj Weekendowa głównie pod kątem
amerykańskiego wizjonerstwa. Na kontraktach i indeksie pierwszym wsparciem
jest w tej chwili luka hossy z ostatniego poniedziałku. Kontrakty_intra.gif
Indeks_intra.gif Na ostatnich sesjach wśród niektórych znajomych inwestorów
zapanował straszny pesymizm. Wszyscy wieszczą już bessę, a ostatnie sesje
nazywają dramatycznie słabymi. Nie przeczę, że jest dość wysoko i sam miałem
i mam spore oporu jeśli chodzi o optymizm, ale patrząc obiektywnie na rynek,
nie mamy nawet jeszcze korekty trendu wzrostowego (od początku marca) która
tradycyjnie dotknęłaby 38,2% zniesienia. Zatrzymanie korekty już na tym
poziomie świadczy zawsze o dużej sile rynku. A gdzie ten poziom ?
Zniesienia2.gif Widać więc, że nawet zamknięcie luki hossy nie byłoby
jeszcze takim dramatem. Spore schody to dopiero zejście pod 1135 pkt., tym
bardziej, że jest to też górne ograniczenie wcześniejsze ponad
dwumiesięcznej konsolidacji. Pytanie czy uda się utrzymać 1135 pkt., czy w
ogóle tam dojdziemy ? To już zależy tylko i wyłącznie od wyników
amerykańskich spółek. Skłonny byłbym jednak stwierdzić, że szczytu jeszcze
nie zrobiliśmy i liczyłbym jeszcze na jedną falę wzrostową razem ze
wspomnianymi amerykańskimi indeksami. Akurat by podgrzać rynek przed
referendum maj/czerwiec. Warto przy okazji spojrzeć na cały tegoroczny
spadek. Testowaliśmy już ostatnie zniesienie tego trendu spadkowegoedzą WIG20_liniowy.gif
WIG_liniowy.gif przy czym, albo ja się mylę i już teraz wracamy do bessy,
albo naruszymy ten opór, bo niemożliwe by dokładnie spełnić życzenia
wszystkich techników i odbić się idealnie od oporu. Na wskaźnikach
krótkoterminowo lekkie wykupienie Ultimate.gif Stochastic.gif Price_ROC.gif
i jeśli zachód będzie spadać, to się sami nie wybronimy. W nieco dłuższym
terminie żadnych negatywnych dywergencji i tylko potwierdzenie ostatnich
wzrostów TRIX.gif RSI.gif MACD.gif Jeśli chodzi o same spółki to w dłuższym
terminie sytuacja równie patowa jak z wielomiesięcznym trójkątem na indeksie
i kontraktach PEO.gif TPS.gif PKN.gif BPH.gif KGHM.gif Warto jednak zwrócić
uwagę na fakt, że choć indeks wyszedł górą, to żadna z tych najważniejszych
spółek tak naprawdę nie dała sygnału kupna. Najbardziej ciążą banki i wycena
nie sprzyja wzrostom, ale może zagranicę przyciągnie płynność ?
WIG_Banki.gif Wyjście nad 22k da nawet wzrost do linii trendu, choć nie ma
do tego podstaw.
Podsumowując - tydzień będzie szalony. Zapewnią to publikacje wyników
amerykańskich gigantów i zmienność na giełdach ponownie może być bardzo
duża. To ustawi charakter korekty w jakiej jest teraz większość rynków i po
której powinien nastąpić jeszcze jeden powojenny wzrost. Pytanie tylko z
jakiego poziomu i czy za tydzień czy za miesiąc ? Bez zobaczenia reakcji na
pierwsze (wiadomo że złe) wynik spółek nie można tego powiedzieć. Jeśli
zarządy postraszą cyferkami nie tłumacząc tego wojną i nie dadzą dobrych
prognoz, to korekta będzie głęboka. Jeśli wyniki nie zaszokują rynków, to
mamy konsolidację i czekamy na sygnał do kolejnych wzrostów. Jeśli miałbym
coś na najbliższe dwa tygodnie polecać, to szczerze mówiąc radziłbym trzymać
się z daleka od naszego rynku. Po pierwsze przez wyniki spółek mogą być luki
na otwarcie (co nikomu nie służy), a po drugie piątek i następny
poniedziałek nie ma sesji, a więc najbliższe dwa tygodnie są skrócone. Przy
takich przerwach już dzień wcześniej jest zdecydowanie spokojniej. To przy
braku światowych zawirowań, lub dymisji Kołodki, wpędzać nas będzie (po
lukach) w marazm, więc zapewne nie będzie ani przełomowych sesji, ani
zarobku dla daytraderów. Choć swój ostatni optymizm (absolutnie nie w
dłuższym terminie) dalej utrzymuję, to polecana pozycja na najbliższe dwa
tygodnie - brak, szczególnie że trwa korekta i trzeba dać rynkowi trochę
odpocząć.
[email protected]