Reklama

Weekendowa Analiza Futures

Marek Pryzmont Kupuj plotki sprzedawaj fakty - to była motto ostatniego tygodnia na giełdzie. Zarówno dotyczyło to wojny w Iraku, jak i głosowania w Parlamencie Europejskim. Jeśli chodzi o to pierwsze, to tak szybkie obalenie reżimu zaskoczyło chyba nie tylko mnie. Nawet najwięksi optymiści nie spodziewali się, że wojna może potrwać tylko trzy tygodnie, a zajęcie Bagdadu odbędzie się niemal bez żadnej walki. Choć to bez wątpienia zarówno przerażająca demonstracja amerykańskiej siły, jak i ba

Publikacja: 13.04.2003 00:48

Marek Pryzmont

Kupuj plotki sprzedawaj fakty - to była motto ostatniego tygodnia na

giełdzie. Zarówno dotyczyło to wojny w Iraku, jak i głosowania w Parlamencie

Europejskim. Jeśli chodzi o to pierwsze, to tak szybkie obalenie reżimu

zaskoczyło chyba nie tylko mnie. Nawet najwięksi optymiści nie spodziewali

Reklama
Reklama

się, że wojna może potrwać tylko trzy tygodnie, a zajęcie Bagdadu odbędzie

się niemal bez żadnej walki. Choć to bez wątpienia zarówno przerażająca

demonstracja amerykańskiej siły, jak i bardzo dobra wiadomość dla światowej

gospodarki, to paradoksalnie właśnie to wywołało w zeszłym tygodniu spadkową

korektę.

Inwestorzy bowiem bardzo dobrze wiedzą, że to tylko wojenna zawierucha

Reklama
Reklama

pozwalała "podgrzać" rynek na fali kolejnych militarnych i propagandowych

sukcesów. W ostatnich tygodniach kontrolę nad rynkiem przejęły emocje, a

analogia do pierwszej wojny w Zatoce tylko temu sprzyjała. Cały problem

byków polega oczywiście na tym, że analogia jest jedynie do wydarzeń

geopolitycznych, a nie stanu amerykańskiej czy światowej gospodarki (w

porównaniu do wyceny giełdowych spółek). Niektórzy powiedzą, że nie ma to

Reklama
Reklama

znaczenia, bo dyskontuje się przyszłość, ale wszystkie dane pokazują, że nie

powtórzy się teraz scenariusz boomu lat 90-tych, a prędzej czeka amerykańską

gospodarkę wieloletnia stagnacja.

Wycena spółek liczona najpopularniejszymi wskaźnikami jest dwukrotnie wyższa

zarówno od średniej historycznej, jak i tej notowanej na początku lat

Reklama
Reklama

90-tych. Gdyby indeksy miały być wyceniane według tej analogi, to w tej

chwili S&P500 powinien być w okolicach 550 pkt. Dow Jones około 5000 pkt.

zaś Nasdaq przy 600 pkt. choć tutaj fakt faktem, że pewna inwestycyjna

premia związana z "nową ekonomią" po części jest słuszna. Oczywiście za

takie podejście po ostatniej bessie inwestorzy palą analityków na stosie,

Reklama
Reklama

ale nie do końca słusznie. Możliwości ekspansji i wzrostu zysków tych firm

pozwalają na nieco większe przewartościowanie, a kwestią wtórną pozostaje

czy faktycznie firmom uda się wykorzystać technologiczną przewagę nad

"dinozaurami". W podawaniu takich poziomów jest jeszcze jeden mankament.

Wycena taka nie uwzględnia ogromnych strat w programach emerytalnych.

Reklama
Reklama

Problem ten już poruszałem, więc opisu powtarzać nie będę, ale w niektórych

przypadkach straty z inwestycji w akcje przekraczają kilkakrotnie roczne

zyski firmy. Jednak rozłożenie tych kosztów na następne kilkanaście lat nie

pozwala tak po prostu uwzględniać to jako stratę. Problem jest moim zdaniem

zdecydowanie niedoceniany i wielokrotnie będzie jeszcze powracać w wynikach

firm przez kolejne lata.

Mimo wszystko wycena firm jest taka, jakby inwestorzy oczekiwali ogromnego

gospodarczego ożywienia. Pytanie teraz, czy takie ożywienie gospodarcze

jest możliwe ? Stali czytelnicy wiedzą chyba, że to pytanie trochę nie na

miejscu. Możliwe jest, ale uniknięcie recesji i dzięki krótkiej wojnie tak

na pewno się stanie, ale zanim gospodarka ruszy na nowe szczyty, to musi

wyleczyć kaca internetowej hossy. To niestety nie jest takie proste i nie

można tego porównywać do hossy na warszawskiej giełdzie. U nas giełda żyje

swoim życiem a związki z całą gospodarką nie są tak silne. W amerykańskiej

gospodarce z giełdą powiązane jest niemal wszystko i to w stopniu nie

notowanym jeszcze nigdy w historii. Nie da się wyleczyć jednego z

największych gospodarczych i giełdowych załamań w ciągu miesięcy. Na to

trzeba lat. Nie tylko sami prezesi spółek o tym mówią. Gospodarka też to

pokazuje, bo nawet jeśli zapanowałaby inwestycyjna euforia, to nie ma z

czego wydawać. Wartość długu do PKB przekroczyła już rekordowe 300%, czyli

niemal połowę więcej niż nao stać. Szary obywatel zadłużony jest po uszy, a jedyne co

oprócz wojny utrzymywało gospodarkę przy życiu, to samochody z zerowym

kredytowaniem i refinansowanie kredytów hipotecznych. To właśnie głównie

bańka na rynku nieruchomości pozwalała na dość łagodny przebieg

gospodarczego spowolnienia. Efekt bogactwa z rynku akcji został przeniesiony

na rynek nieruchomości i konsumenci tak mocno portfeli nie zacisnęli, ale

tutaj załamanie też jest tylko kwestią czasu. W momencie gdy stopy

procentowe zaczną iść do góry, to na rynku nieruchomości powinna zacząć się

lekka panika. A co jeśli się mylę ? Czy możliwe jest, że Amerykanie wyciągną

z banków następne kredyty 250 mld dolarów pod zastaw swoich domów ? Pewnie

że możliwe. Tak samo jak możliwe, że dług do PKB będzie bić kolejne rekordy.

Pewna jest tylko śmierć i podatki, a to na jakim poziomie jest limit

zadłużenia wyznaczy już samo życie. Jednak jeśli kredyty hipoteczne osiągają

nie notowane dotąd wartości i stanowią ponad 40% zadłużenia (niemal

5-krotnie przewyższając inne kredyty) to jasnym się staje, że gospodarka nie

może dalej być ciągnięta przez sektor nieruchomości. Co ja mówię, pewnie że

może. Nasdaq też mógł rosnąć do ponad 5000 pkt., ale to że ulegnie to w

końcu załamaniu było tak nieuniknione jak zwycięstwo USA w Iraku. Kwestia

czasu. Fakt takiej struktury zadłużenia dodatkowo może gospodarkę pogrążyć.

Jeśli bowiem ceny nieruchomości zaczną spadać, to nie tylko przestanie być

to siłą napędową gospodarki, ale w dłuższym terminie zostawi banki ze złymi

kredytami.

Rozciągnąłbym analizę do zbyt dużych rozmiarów, gdybym miał nieco głębiej

wchodzić w temat, więc szybko ucinam wnioskami i powodami dla których ten

przydługi wywód. Powody są takie, że tak szybka wojna w Iraku jest

najlepszym rozwiązaniem dla światowej gospodarki i choć indeksy z początku

się z tego nie ucieszyły, to za parę tygodni zobaczą efekty we wszystkich

wskaźnikach aktywności gospodarczej i indeksach nastrojów konsumentów.

Zapanuje wtedy powszechne przekonanie, które jeszcze niedawno było nadzieją

i marzeniem byków - czyli że szybka wojna powoduje boom gospodarczy. Powinna

w związku z tym nastąpić jeszcze jedna fala wzrostowa na amerykańskich

indeksach, która podciągnie je przynajmniej pod szczyty z końca zeszłego

roku. Pierwsze jaskółki widzieliśmy tego już we wstępnym kwietniowym

odczycie wskaźnika nastrojów Uniwersytetu Michigan i choć indeksy nie

reagowały na to wzrostem to niedługo zaczną, tym bardziej, że powojenny

optymizm potrwa analogicznie choćby do pierwszej wojny, przez parę miesięcy.

Nie mieliśmy za dużo wojen, czy 11-tych września, więc trudno mówić o

historycznej prawidłowości, ale przez najbliższe 3-4 miesiące (o ile w Iraku

nie będzie niespodzianek) powinna nastąpić zdecydowana poprawa w

Amerykańskiej gospodarce. Zarówno jeśli chodzi o optymizm konsumentów, ich

wydatki, jak i inwestycje firm i stopę bezrobocia. Indeksy na tą poprawę

powinny zareagować wzrostem i testowaniem szczytów z końca roku. Powinny ?

Nie (ale zapewne tak zrobią), bo później czekają nas długie spadki i chyba

zamiast pisać długie tego uzasadnienie powiem, że historia lubi się

powtarzać i przytoczę wykres bessy Nikkei i S&P500. Analogia dość dokładna

Wykres1.gif (po lewej Nikkei, po prawej S&P 500) i wszystko wskazuje na to,

że dalej będzie kontynuowana. A jaki jest ciąg dalszy ? Jeszcze jedna fala

wzrostowa, szczyt w tym roku w pobliżu maksów z końca zeszłego roku, a

później kontynuacja bessy, do której powody po części wymieniłem na początku

Wykres2.gif Do tak długoletnich spadków pasuje właśnie charakterystyka

obecnej sytuacji gospodarczej i wieloletnie konsekwencje tak ogromnego

zadłużenia, powolnego dobniej inwestorzy

przejrzą na oczy nie tyle dzięki słabym wynikom firm, co na przykład kosztom

utrzymania wojsk w Iraku. Zyski z ropy nie pokryją nawet kosztów samej

militarnej operacji, a utrzymanie 100k żołnierzy zapewne latami ! w obecnym

stanie amerykańskiej gospodarki pogłębi tylko deficyt, co wraz z ostatnimi

sygnałami powracającej inflacji tworzy wybuchową mieszankę, która by

sfinansować amerykańskie długi zagranicznym kapitałem (niechętnie

powracającym nawet po tak krótkiej wojnie EURODOLAR.gif ) musi zachęcić go

podwyżką stóp procentowych (możliwe, że jeszcze na koniec tego roku) i tu z

kolei wracamy do punktu wyjścia, czyli początku końca rynku nieruchomości.

Na koniec, żeby nie być gołosłownym. W zeszłym tygodniu Międzynarodowy

Fundusz Walutowy ocenił prawdopodobieństwo załamania na amerykańskim rynku

nieruchomości na 40%. Przy czym bessa na rynku nieruchomości trwałaby

dwukrotnie więcej, niż na rynku akcji. Daje to 6 (siedem ?) następnych

"chudych" lat dla amerykańskiej gospodarki, bo w ocenie MFW takie załamanie

byłoby znacznie bardziej bolesne dla całej gospodarki, niż załamanie rynku

akcji. Nie sprecyzowano kiedy pęknięcie balona miałoby się rozpocząć, ale w

ocenie MFW już są tego pierwsze sygnały, choćby mocne spadki sprzedaży domów

(8% nowych i 4% istniejących), rozpoczętych budów (11%) jak i kolejne

tygodnie mocnego spadku podań o kredyty, na dużych zwolnieniach w sektorze

budowlanym kończąc. Do tego oczywiście aktualne pozostaje pytanie za co tak

zadłużeni Amerykanie mieliby dalej kupować jeszcze droższe domy ?

Teraz rzut oka na wykresy. Trwa korekta ostatnich wzrostów i nie można póki

co inaczej tego traktować. Dow.gif Nasdaq.gif SP500.gif O charakterze tej

korekty zadecydują dwie rzeczy. Pierwsza to wydarzenia w Iraku, o których

dzisiaj już nie wspomnę, po części ze względu na ich coraz mniejszą wagę, a

po części ze względu na ich jakże szeroki opis dostępny w każdej gazecie.

Druga sprawa to wyniki amerykańskich spółek. Tutaj zaczyna się prawdziwa

lawina i miejsca nie starczy, by wymienić wszystkie publikacje. W tym

tygodniu najważniejsze to Microsoft, IBM, Intel, Nokia, Texas Instruments,

Motorola, EMC i Sun Microsystems. O poszczególnych spółkach i terminach

publikacji pisać będziemy już w porannych. Na poniedziałek najważniejsze

IBM, Citigroup i Novellus Systems. Tak będzie przez najbliższe trzy tygodnie

i nie należy się spodziewać, że wyniki spółek dadzą jakiś optymizm. First

Call systematycznie obniżał prognozy wzrostu zysków na ten kwartał, by dojść

w końcu do wartości jednocyfrowych. Liczba spodziewanych niższych wyników od

prognoz osiągnęła rekordowe rozmiary. Wszystko to nie zostało zdyskontowane

z powodu wojennego zamieszania. Dobrze będzie, jeśli najbliższe trzy

tygodnie amerykańskie indeksy pozostaną na obecnych poziomach. Po tych

wynikach powinien nastąpić ten wspomniany wcześniej wzrost przynajmniej pod

grudniowe szczyty. O najbliższych sesjach nie ma nawet co pisać. Zmiana

nastroju możliwa jest z dnia na dzień, gdy duże spółki podawać będą

rozczarowujące wyniki i rynek przeceni się nawet parę procent, by następnego

dnia przy równie słabych wynikach prezes powiedział, że po wojnie mocno

rozpoczynają inwestycje. Na to wszystko można jedynie reagować. Pierwsza

negatywna reakcja byłaby od techników, po zejściu pod minima z poprzedniego

tygodnia.

Przejdźmy teraz nieco bliżej Polski. Tutaj najbardziej interesuje nas

węgierskie unijne referendum, które jak już wiadomo zakończyło się

przytłaczającym poparciem zwolenników integracji. To żadna niespodzianka,

ale zachowanie rynku węgierskiego tuż po referendum jest dla nas bardzo

istotne, bo pokaże czy jakiśał się ostatni miesiąc wprost świetnie, robiąc w trendzie

wzrostowym tylko jedną korektę. Dlaczego my tak nie możemy ? Choćby dlatego,

że kursy naszych giełdowych banków są dwukrotnie wyższe niż ich odpowiedniki

w naszych regionie. Trudno zachęcić kogoś do kupowania droższego towaru. Nie

dziwi więc fakt .... uwaga .... że zarówno rynek węgierski jaki czeski

PX50.gif testują zniesienie 50% całej bessy podczas gdy nasze bagienko

odbiło ile ? 10 ? Dobrze liczę ? Chyba niemożliwe (ale prawdziwe). Tak samo

jak to, że "jako najsłabszą w regionie MFW wymienia polską gospodarkę.

Fundusz wzywa Polskę do lepszej kontroli wydatków, tak by bank centralny

mógł dalej obniżać stopy procentowe", a z kolei Komisja Europejska mówi, że

"Polska będzie miała w tym roku *nadal* najniższy wskaźnik wzrostu

gospodarczego wśród krajów kandydujących do Unii Europejskiej w Europie

Środkowej i Wschodniej". Czyja to wina ? Oczywiście RPP - tak pisałem do tej

pory nieco sarkastycznie powtarzając rządową propagandę. Z sarkazmem muszę

teraz napisać o RPP, bo opublikowana opinia o "Reformie" Finansów bardzo

mnie zniesmaczyła. Nie z powodu treści, ale z samego faktu jej napisania.

Zdecydowanie zdrowiej dla naszego kraju byłoby gdyby takie instytucje jak

rząd i RPP zamiast recenzować swoje prace, zabrały się po prostu do pracy.

Rząd stóp nie obniża, a RPP nie jest od polityki fiskalnej. O konflikcie

Hausner vs. Kołodko nie ma się co rozpisywać, ale efekty tego mogą być dla

rynku nieprzyjemne. Nie tyle negatywne, co mogą wprowadzić sporo nerwowości

i zwiększyć wahania. Tak bowiem mogłaby zostać przyjęta decyzja o dymisji

Kołodki, o której to przez weekend wszyscy plotkują. Fakt faktem, że plany

gospodarcze obu ministrów ogromnie trudno będzie pogodzić, a charakter

obydwu nie pozwoli na drastyczne ustępstwa. Tyle tylko, że premier

politycznie nie może sobie pozwolić na jakiekolwiek dymisje, więc może

przynajmniej do referendum sprawa rozejdzie się po kościach. Jeśli

ktokolwiek miałby rezygnować, to Kołodko, szczególnie że to właśnie jego

program większość analityków oceniła jako gorszy. Nie da się przewidzieć

decyzji polityków, ale warto patrzeć na walutę, ona pierwsze zareaguje

(osłabieniem złotówki) w przypadku jakiś politycznych perturbacji.

Na koniec nieco wykresów, choć dzisiaj Weekendowa głównie pod kątem

amerykańskiego wizjonerstwa. Na kontraktach i indeksie pierwszym wsparciem

jest w tej chwili luka hossy z ostatniego poniedziałku. Kontrakty_intra.gif

Indeks_intra.gif Na ostatnich sesjach wśród niektórych znajomych inwestorów

zapanował straszny pesymizm. Wszyscy wieszczą już bessę, a ostatnie sesje

nazywają dramatycznie słabymi. Nie przeczę, że jest dość wysoko i sam miałem

i mam spore oporu jeśli chodzi o optymizm, ale patrząc obiektywnie na rynek,

nie mamy nawet jeszcze korekty trendu wzrostowego (od początku marca) która

tradycyjnie dotknęłaby 38,2% zniesienia. Zatrzymanie korekty już na tym

poziomie świadczy zawsze o dużej sile rynku. A gdzie ten poziom ?

Zniesienia2.gif Widać więc, że nawet zamknięcie luki hossy nie byłoby

jeszcze takim dramatem. Spore schody to dopiero zejście pod 1135 pkt., tym

bardziej, że jest to też górne ograniczenie wcześniejsze ponad

dwumiesięcznej konsolidacji. Pytanie czy uda się utrzymać 1135 pkt., czy w

ogóle tam dojdziemy ? To już zależy tylko i wyłącznie od wyników

amerykańskich spółek. Skłonny byłbym jednak stwierdzić, że szczytu jeszcze

nie zrobiliśmy i liczyłbym jeszcze na jedną falę wzrostową razem ze

wspomnianymi amerykańskimi indeksami. Akurat by podgrzać rynek przed

referendum maj/czerwiec. Warto przy okazji spojrzeć na cały tegoroczny

spadek. Testowaliśmy już ostatnie zniesienie tego trendu spadkowegoedzą WIG20_liniowy.gif

WIG_liniowy.gif przy czym, albo ja się mylę i już teraz wracamy do bessy,

albo naruszymy ten opór, bo niemożliwe by dokładnie spełnić życzenia

wszystkich techników i odbić się idealnie od oporu. Na wskaźnikach

krótkoterminowo lekkie wykupienie Ultimate.gif Stochastic.gif Price_ROC.gif

i jeśli zachód będzie spadać, to się sami nie wybronimy. W nieco dłuższym

terminie żadnych negatywnych dywergencji i tylko potwierdzenie ostatnich

wzrostów TRIX.gif RSI.gif MACD.gif Jeśli chodzi o same spółki to w dłuższym

terminie sytuacja równie patowa jak z wielomiesięcznym trójkątem na indeksie

i kontraktach PEO.gif TPS.gif PKN.gif BPH.gif KGHM.gif Warto jednak zwrócić

uwagę na fakt, że choć indeks wyszedł górą, to żadna z tych najważniejszych

spółek tak naprawdę nie dała sygnału kupna. Najbardziej ciążą banki i wycena

nie sprzyja wzrostom, ale może zagranicę przyciągnie płynność ?

WIG_Banki.gif Wyjście nad 22k da nawet wzrost do linii trendu, choć nie ma

do tego podstaw.

Podsumowując - tydzień będzie szalony. Zapewnią to publikacje wyników

amerykańskich gigantów i zmienność na giełdach ponownie może być bardzo

duża. To ustawi charakter korekty w jakiej jest teraz większość rynków i po

której powinien nastąpić jeszcze jeden powojenny wzrost. Pytanie tylko z

jakiego poziomu i czy za tydzień czy za miesiąc ? Bez zobaczenia reakcji na

pierwsze (wiadomo że złe) wynik spółek nie można tego powiedzieć. Jeśli

zarządy postraszą cyferkami nie tłumacząc tego wojną i nie dadzą dobrych

prognoz, to korekta będzie głęboka. Jeśli wyniki nie zaszokują rynków, to

mamy konsolidację i czekamy na sygnał do kolejnych wzrostów. Jeśli miałbym

coś na najbliższe dwa tygodnie polecać, to szczerze mówiąc radziłbym trzymać

się z daleka od naszego rynku. Po pierwsze przez wyniki spółek mogą być luki

na otwarcie (co nikomu nie służy), a po drugie piątek i następny

poniedziałek nie ma sesji, a więc najbliższe dwa tygodnie są skrócone. Przy

takich przerwach już dzień wcześniej jest zdecydowanie spokojniej. To przy

braku światowych zawirowań, lub dymisji Kołodki, wpędzać nas będzie (po

lukach) w marazm, więc zapewne nie będzie ani przełomowych sesji, ani

zarobku dla daytraderów. Choć swój ostatni optymizm (absolutnie nie w

dłuższym terminie) dalej utrzymuję, to polecana pozycja na najbliższe dwa

tygodnie - brak, szczególnie że trwa korekta i trzeba dać rynkowi trochę

odpocząć.

[email protected]

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama