Reklama

Weekendowa Analiza Futures

Przedświąteczny tydzień nie obfitował w jakieś spektakularne wydarzenia. Oczywiście mowa tu o kontekście rynkowym. Za takie wydarzenie należałoby przecież uznać podpisanie Traktatu Akcesyjnego w Atenach. To jednak był oczekiwany element ciągu wydarzeń zbliżających nas do Unii Europejskiej. Kolejnym takim wydarzeniem będzie referendum akcesyjne zaplanowane na początek czerwca. W tej chwili wydaje się on być formalnością. Wprawdzie istnieje spore ryzyko, że frekwencja nie będzie wystarczająca, b

Publikacja: 21.04.2003 20:39

Przedświąteczny tydzień nie obfitował w jakieś spektakularne wydarzenia.

Oczywiście mowa tu o kontekście rynkowym. Za takie wydarzenie należałoby

przecież uznać podpisanie Traktatu Akcesyjnego w Atenach. To jednak był

oczekiwany element ciągu wydarzeń zbliżających nas do Unii Europejskiej.

Kolejnym takim wydarzeniem będzie referendum akcesyjne zaplanowane na

Reklama
Reklama

początek czerwca. W tej chwili wydaje się on być formalnością. Wprawdzie

istnieje spore ryzyko, że frekwencja nie będzie wystarczająca, by wynik był

wiążący, to sam wynik jest już właściwie znany. Przeważają zwolennicy

akcesji i to zarówno wśród społeczeństwa, jak również wśród

parlamentarzystów, których głos może się liczyć, gdyby to oni, w przypadku

niskiej frekwencji w referendum, mieli zadecydować o akcesji. Nie bez

Reklama
Reklama

znaczenia jest tu fakt poparcia dla akcesji przez PSL. Wprawdzie poparcie to

zostało zdobyte dzięki dość wątpliwym procesom politycznym, to jednak ogólny

wynik jest obecnie najważniejszy. Można zatem spokojnie powiedzieć, że

jesteśmy już jedną nogą w Unii.

Innym tematem, o którym nadal się myśli, ale już coraz mniej mówi to wojna w

Iraku, a właściwie jej zakończenie. W najbliższym tygodniu należy oczekiwać

Reklama
Reklama

ogłoszenia przez koalicję zwycięstwa. Jak już wcześniej wspominano, obecnie

najważniejszym problemem jest sformowanie rządu tymczasowego. Dotychczasowe

kroki nie są niestety zbyt pomyślne. Przedstawiciele większości szyickiej

nie zamierzają brać udziału w "politycznych targach". Według przedstawicieli

Wielkiej Brytanii można się spodziewać, że około roku po ustanowieniu rządu

Reklama
Reklama

tymczasowego odbędą się pierwsze wolne wybory w Iraku. Powolne rozwiązywanie

problemów w Iraku przeplata się z powrotem na pierwszy plan sceny

politycznej innych krajów, do których administracja Busha ma coraz

głośniejsze zastrzeżenia. Wraca więc temat Korei Północnej i jej dążeń do

wyprodukowania bomby atomowej. Tu kroki USA są zdecydowanie ostrożniejsze i

Reklama
Reklama

na razie problem jest rozwiązywany na drodze dyplomatycznej. Na początek

będzie to spotkanie przedstawicieli Korei Północnej i USA w Pekinie. Raczej

nie można tu liczyć na jakieś wielkie decyzje - problem nie zniknie i nadal

będzie wsiał nad nami wszystkimi wzbudzając lekki niepokój. Dość ciekawie w

ten harmonogram wpasowuje się proces nawiązywania stosunków między Koreą

Reklama
Reklama

Północną i Południową. Do najbliższego spotkania z tym związanego ma dojść

już wkrótce z Phenianie. Drugim krajem, o którym ostatnio jest głośniej to

Syria. Administracja Busha oskarża władze syryjskie o udzielanie schronienia

dygnitarzom irackim oraz o przechowywanie irackiej broni masowego rażenia.

Syria naturalnie wszystkiemu zaprzecza. Zaczęto nawet spekulować, czy USA

nie wykorzystają swojej obecności w rejonie i nie uderzą na Syrię. Takie

krok z punktu widzenia polityki międzynarodowej byłby jednak nie do

przyjęcia. Wszelkie tego typu spekulacje zostały więc szybko ukrócone przez

przedstawicieli koalicji. Zdaniem USA istnieją także inne dostępne środki,

jak choćby sankcje dyplomatyczne i ekonomiczne, jakie można na Syrie nałożyć

w celu wymuszenia na władzach syryjskich "zrewidowania swoich działań w

świetle nowych okoliczności".

Ze skali międzynarodowej przejdźmy do skali poszczególnych krajów. W Polsce

wydarzeniem o charakterze ekonomicznym było niewątpliwie podpisanie umowy

offsetowej związanej z zakupem przez rząd polski samolotów F-16. Sporo

zakładów objętych jest tą umową i sporo nadziei się z nią wiąże. Jakkolwiek

nadzieje te są bezpodstawne, to jednak pełen wpływ umowy na naszą gospodarkę

ujawni się dopiero za ok. 10 lat. Zatem w najbliższym czasie wielkiego

ożywienia z tym oczekiwać nie należy. Oprócz wspomnianejzasu notuje się spadek cen ropy na rynkach

światowych zatem ten czynnik na razie przestanie być istotny. Oczekuje się

zatem, że kwiecień będzie kolejny miesiącem, w którym wskaźnik inflacji

spadnie. Kolejnym, ale być może ostatnim. Temat inflacji został tez

poruszony przez MinFina, który obniżył swoją prognozę średniego wzrostu cen

w 2003 roku na 1,1%. Zdaniem przedstawicieli Ministerstwa Finansów obawy o

ujemny wpływ niższej inflacji na wysokość deficytu budżetowego są

przedwczesne. Zresztą "niższa inflacja jest korzystna dla budżetu państwa i

gospodarki w dłuższej perspektywie niż rok". Oczywiście to zdanie jest

prawdziwe, ale rodzą się obawy, czy przeszacowanie wysokości inflacji nie

spowoduje, że dochodów budżetowych rosnących według faktycznej inflacji

zabraknie na sfinansowanie wydatków rosnących według inflacji założonej w

budżecie. Na razie mamy się tym nie martwić. Pozostaje obserwować miesięczne

dane realizacji budżetu. Na razie, po trzech miesiącach, deficyt budżetowy

wyniósł 40% planowanej wielkości, co jeszcze nie jest niepokojące. Sytuacja

finansów publicznych, a zwłaszcza oczekiwanie na ich reformę może

spowodować, że RPP, która zbiera się z najbliższym tygodniu nie zdecyduje

się na cięcie stóp procentowych. Na początku maja ma być znany rządowy

program reformy finansów, który ma być hybrydą programu ministra Kołodki i

programu ministra Hausnera. Można sądzić, że rada wstrzyma się z decyzja o

cięciu do upublicznienia tegoż programu. Zwłaszcza, że program Kołodki w

czystej postaci nie został przychylnie przyjęty. Zwłaszcza w kontekście

dodruku pieniądza w wyniku wykorzystania części rezerwy rewaluacyjnej.

Inflacja była także dość istotna dla inwestorów w USA. Tam opublikowano

najpierw wskaźnik wzrostu cen towarów na poziomie producentów, który okazał

się dość wysoki. Tu także głównym czynnikiem wzrostu były ceny ropy.

Pojawiły się obawy, czy wzrost ten nie przełoży się także na wzrost cen

towarów detalicznych. Obawy miały swoje uzasadnienie. Groźba pojawienia się

inflacji staje się powoli coraz bardziej powszechna. Najpoważniejszym

skutkiem takiego obrotu sprawy byłoby podwyższenie stóp procentowych przez

Fed. Nie trzeba tu nawet wspominać, jak bardzo na takie ruchy są wyczuleni

inwestorzy w USA. Chodzi tu jednak nie tylko skutki psychologiczne, ale

także realne. Wzrost cen pieniądza to wzrost kosztów finansowania

zewnętrznego, na którym obecnie stoi rynek nieruchomości. Skutki łatwo

przewidzieć. Nie należy także zapominać, że wzrost stóp procentowych

spowoduje zwiększenie kosztów finansowych przedsiębiorstw, co tylko pogorszy

i tak nie najlepsze wyniki finansowe. Wiele amerykańskich firm jest już

mocno zadłużonych w wyniku przeinwestowania, do jakiego doszło w końcu XX

wieku. Teraz przedsiębiorstwa borykają się z wykorzystaniem posiadanych mocy

produkcyjnych (według ostatnich danych ponownie spadł stopień ich

wykorzystania). Zwiększenie obciążeń finansowych jeszcze przed wyjściem

przedsiębiorstw na finansową "prostą" może się odbić zdławieniem procesów,

które mogłyby wyciągnąć gospodarkę z obserwowanej ostatnio stagnacji.

Inwestorzy odetchnęli z ulgą, gdyż na poziomie cen detalicznych nie

zanotowano niemiłej niespodzianki. Zagrożenie jednak w cale nie minęło. Po

pierwsze zwykle notuje się przesunięcie w czasie między szybszym wzrostem

cen producentów, a wzrostem cen detalicznych. Po drugie nadzieje na dalszy,

obserwowany od kilku tygodni, spadek cen ropy mogą okazać się niespełnione.

Po ostatniej fali spadków szybko odezwał się OPEC, że obniży dzienne

wydobycie o 2 mln baryłek. Zarówno u nas, jak i w USA podano wielkość

dynamiki produkcji przemysłowej. W obu przypadkach wartość opublikowana

na nadal pozostaje wytrychem na

wszelkie bolączki). U nas hamowano entuzjazm stwierdzeniami, że dane owszem

lepsze, ale nie znaczy to jeszcze, że mamy do czynienia z utrwalającą się

tendencją. Jeśli już mowa o tendencjach to niepokojący może być fakt

kolejnych słabych danych o nowych bezrobotnych w USA. Po raz kolejny liczba

nowych wniosków o zasiłek dla bezrobotnych przekroczyła poziom 400k. To może

przynieść swoje piętno na publikowanych niedługo dokładniejszych danych z

amerykańskiego rynku pracy.

W USA mamy obecnie sezon publikacji wyników finansowych. Na razie przypomina

on trochę ten ze stycznia. Wtedy spółki podawały wyniki lepsze od oczekiwań

by szybko dodać, że prognozy są jednak gorsze i przyszłość jest co najmniej

niepewna. Teraz publikowane wyniki są zwykle lepsze od tych styczniowych

prognoz, a mimo to nadal ceny spółek nie skaczą w górę, gdyż po raz kolejny

przedstawiono sporą rezerwę w ocenie najbliższej przyszłości. W styczniu

powtarzał się motyw zbliżającej się wojny w Iraku i ewentualny jej oddźwięk

wśród amerykańskich konsumentów. Teraz wojna już jest za nami, ale nadal nie

ma jednoznacznej oceny przyszłości, gdyż tak naprawdę nie ma jednoznacznej

oceny teraźniejszości. Nawet przedstawiciele Fed, do czego przyznał się już

jakiś czas temu A. Greenspan, nie są w stanie określić miejsca gospodarki

amerykańskiej w cyklu koniunkturalnym. Czy to już zbieranie sił i powolne

ożywienie, czy też tylko przystanek przed kolejnym okresem spadku

aktywności? Na to pierwsze wskazuje znacznie mniej czynników niż na to

drugie.

Rzućmy okiem na wykresy. Ostatni tydzień to z pewnością rozczarowanie wśród

większości graczy. Oczywiście, nie wszystkich i tym, którzy ponownie nie

dali się nabrać na fałszywe wybicie można złożyć gratulacje. Przyznam, że ja

należałem do tych, którzy sądzili, że wyjście nad poziom 1140 pkt da jakiś

dłuższy trend. Niestety, luka hossy została zamknięta i wróciliśmy w granice

poprzedniej konsolidacji. Kiedyś pewnie się wybijemy. W tej chwili jednak

ponownie sytuacja wraca do "normy", czyli mamy sporo wykluczających się

sygnałów. Patrząc na wykres tygodniowy można dojść do niezbyt

optymistycznych wniosków FUTUREStyg.gif Ostatnie wzrosty zbliżyły nas do

długoterminowej linii trendu. Nie udało się jej pokonać. Można zatem obawiać

się, że teraz przyjdzie pora na test wsparcia. To jednak pod jednym

warunkiem, o którym za chwilę. Proponują spojrzeć na nieco inny wykres.

Pokazuje on sytuację rynku kontraktów w długoterminowej perspektywie

Dlugi_fut.gif Tu też ostatnia pułapka ma raczej pesymistyczny oddźwięk.

Można bowiem przyjąć, że wykres kontraktów porusza się w kanale spadkowym.

Doszło właśnie do odbicia od górnego ograniczenia.

Wskaźniki tygodniowe po ostatniej świeczce są bliskie wygenerowania sygnałów

sprzedaży CCItyg_fut.gif RSItyg_fut.gif Niektóre wskaźniki dzienne już takie

sygnały wygenerowały ROCdzienny_fut.gif lub jest do tego bardzo blisko

RSIdzienny_fut.gif CCIdzienny_fut.gif To są pewne wskazówki. Sygnał

sprzedaży dadzą same ceny. Wstępny już padł przy zamknięciu luki hossy.

Przypieczętowaniem przewagi podaży będzie przebicie wzrostowej linii trendu.

To ona trzyma jeszcze część graczy w nadziei, że jednak jest szansa na

wzrosty. Nadzieje nie są zupełnie bezpodstawne, gdyż od jakiegoś czasu każdy

kolejny lokalny dołek jest wyżej od poprzedniego. Trudno to przecież nazwać

rynkiem niedźwiedzia. Wątpliwości rozwieją się już wkrótce. W czwartek

mieliśmy zbliżenie się do poziomu linii trendu. Niedźwiedziom nie udało się

jej pokonać. Trudno się dziwić. Zbliżająca się przerwa świąteczna nie

sprzyjała odważnym decyzjom. Najbliższe dni to już e, że dojdziemy nawet do

poziomu 1150 pkt.

Kamil Jaros

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama