Północną i Południową. Do najbliższego spotkania z tym związanego ma dojść
już wkrótce z Phenianie. Drugim krajem, o którym ostatnio jest głośniej to
Syria. Administracja Busha oskarża władze syryjskie o udzielanie schronienia
dygnitarzom irackim oraz o przechowywanie irackiej broni masowego rażenia.
Syria naturalnie wszystkiemu zaprzecza. Zaczęto nawet spekulować, czy USA
nie wykorzystają swojej obecności w rejonie i nie uderzą na Syrię. Takie
krok z punktu widzenia polityki międzynarodowej byłby jednak nie do
przyjęcia. Wszelkie tego typu spekulacje zostały więc szybko ukrócone przez
przedstawicieli koalicji. Zdaniem USA istnieją także inne dostępne środki,
jak choćby sankcje dyplomatyczne i ekonomiczne, jakie można na Syrie nałożyć
w celu wymuszenia na władzach syryjskich "zrewidowania swoich działań w
świetle nowych okoliczności".
Ze skali międzynarodowej przejdźmy do skali poszczególnych krajów. W Polsce
wydarzeniem o charakterze ekonomicznym było niewątpliwie podpisanie umowy
offsetowej związanej z zakupem przez rząd polski samolotów F-16. Sporo
zakładów objętych jest tą umową i sporo nadziei się z nią wiąże. Jakkolwiek
nadzieje te są bezpodstawne, to jednak pełen wpływ umowy na naszą gospodarkę
ujawni się dopiero za ok. 10 lat. Zatem w najbliższym czasie wielkiego
ożywienia z tym oczekiwać nie należy. Oprócz wspomnianejzasu notuje się spadek cen ropy na rynkach
światowych zatem ten czynnik na razie przestanie być istotny. Oczekuje się
zatem, że kwiecień będzie kolejny miesiącem, w którym wskaźnik inflacji
spadnie. Kolejnym, ale być może ostatnim. Temat inflacji został tez
poruszony przez MinFina, który obniżył swoją prognozę średniego wzrostu cen
w 2003 roku na 1,1%. Zdaniem przedstawicieli Ministerstwa Finansów obawy o
ujemny wpływ niższej inflacji na wysokość deficytu budżetowego są
przedwczesne. Zresztą "niższa inflacja jest korzystna dla budżetu państwa i
gospodarki w dłuższej perspektywie niż rok". Oczywiście to zdanie jest
prawdziwe, ale rodzą się obawy, czy przeszacowanie wysokości inflacji nie
spowoduje, że dochodów budżetowych rosnących według faktycznej inflacji
zabraknie na sfinansowanie wydatków rosnących według inflacji założonej w
budżecie. Na razie mamy się tym nie martwić. Pozostaje obserwować miesięczne
dane realizacji budżetu. Na razie, po trzech miesiącach, deficyt budżetowy
wyniósł 40% planowanej wielkości, co jeszcze nie jest niepokojące. Sytuacja
finansów publicznych, a zwłaszcza oczekiwanie na ich reformę może
spowodować, że RPP, która zbiera się z najbliższym tygodniu nie zdecyduje
się na cięcie stóp procentowych. Na początku maja ma być znany rządowy
program reformy finansów, który ma być hybrydą programu ministra Kołodki i
programu ministra Hausnera. Można sądzić, że rada wstrzyma się z decyzja o
cięciu do upublicznienia tegoż programu. Zwłaszcza, że program Kołodki w
czystej postaci nie został przychylnie przyjęty. Zwłaszcza w kontekście
dodruku pieniądza w wyniku wykorzystania części rezerwy rewaluacyjnej.
Inflacja była także dość istotna dla inwestorów w USA. Tam opublikowano
najpierw wskaźnik wzrostu cen towarów na poziomie producentów, który okazał
się dość wysoki. Tu także głównym czynnikiem wzrostu były ceny ropy.
Pojawiły się obawy, czy wzrost ten nie przełoży się także na wzrost cen
towarów detalicznych. Obawy miały swoje uzasadnienie. Groźba pojawienia się
inflacji staje się powoli coraz bardziej powszechna. Najpoważniejszym
skutkiem takiego obrotu sprawy byłoby podwyższenie stóp procentowych przez
Fed. Nie trzeba tu nawet wspominać, jak bardzo na takie ruchy są wyczuleni
inwestorzy w USA. Chodzi tu jednak nie tylko skutki psychologiczne, ale
także realne. Wzrost cen pieniądza to wzrost kosztów finansowania
zewnętrznego, na którym obecnie stoi rynek nieruchomości. Skutki łatwo
przewidzieć. Nie należy także zapominać, że wzrost stóp procentowych
spowoduje zwiększenie kosztów finansowych przedsiębiorstw, co tylko pogorszy
i tak nie najlepsze wyniki finansowe. Wiele amerykańskich firm jest już
mocno zadłużonych w wyniku przeinwestowania, do jakiego doszło w końcu XX
wieku. Teraz przedsiębiorstwa borykają się z wykorzystaniem posiadanych mocy
produkcyjnych (według ostatnich danych ponownie spadł stopień ich
wykorzystania). Zwiększenie obciążeń finansowych jeszcze przed wyjściem
przedsiębiorstw na finansową "prostą" może się odbić zdławieniem procesów,
które mogłyby wyciągnąć gospodarkę z obserwowanej ostatnio stagnacji.
Inwestorzy odetchnęli z ulgą, gdyż na poziomie cen detalicznych nie
zanotowano niemiłej niespodzianki. Zagrożenie jednak w cale nie minęło. Po
pierwsze zwykle notuje się przesunięcie w czasie między szybszym wzrostem
cen producentów, a wzrostem cen detalicznych. Po drugie nadzieje na dalszy,
obserwowany od kilku tygodni, spadek cen ropy mogą okazać się niespełnione.
Po ostatniej fali spadków szybko odezwał się OPEC, że obniży dzienne
wydobycie o 2 mln baryłek. Zarówno u nas, jak i w USA podano wielkość
dynamiki produkcji przemysłowej. W obu przypadkach wartość opublikowana
na nadal pozostaje wytrychem na
wszelkie bolączki). U nas hamowano entuzjazm stwierdzeniami, że dane owszem
lepsze, ale nie znaczy to jeszcze, że mamy do czynienia z utrwalającą się
tendencją. Jeśli już mowa o tendencjach to niepokojący może być fakt
kolejnych słabych danych o nowych bezrobotnych w USA. Po raz kolejny liczba
nowych wniosków o zasiłek dla bezrobotnych przekroczyła poziom 400k. To może
przynieść swoje piętno na publikowanych niedługo dokładniejszych danych z
amerykańskiego rynku pracy.
W USA mamy obecnie sezon publikacji wyników finansowych. Na razie przypomina
on trochę ten ze stycznia. Wtedy spółki podawały wyniki lepsze od oczekiwań
by szybko dodać, że prognozy są jednak gorsze i przyszłość jest co najmniej
niepewna. Teraz publikowane wyniki są zwykle lepsze od tych styczniowych
prognoz, a mimo to nadal ceny spółek nie skaczą w górę, gdyż po raz kolejny
przedstawiono sporą rezerwę w ocenie najbliższej przyszłości. W styczniu
powtarzał się motyw zbliżającej się wojny w Iraku i ewentualny jej oddźwięk
wśród amerykańskich konsumentów. Teraz wojna już jest za nami, ale nadal nie
ma jednoznacznej oceny przyszłości, gdyż tak naprawdę nie ma jednoznacznej
oceny teraźniejszości. Nawet przedstawiciele Fed, do czego przyznał się już
jakiś czas temu A. Greenspan, nie są w stanie określić miejsca gospodarki
amerykańskiej w cyklu koniunkturalnym. Czy to już zbieranie sił i powolne
ożywienie, czy też tylko przystanek przed kolejnym okresem spadku
aktywności? Na to pierwsze wskazuje znacznie mniej czynników niż na to
drugie.
Rzućmy okiem na wykresy. Ostatni tydzień to z pewnością rozczarowanie wśród
większości graczy. Oczywiście, nie wszystkich i tym, którzy ponownie nie
dali się nabrać na fałszywe wybicie można złożyć gratulacje. Przyznam, że ja
należałem do tych, którzy sądzili, że wyjście nad poziom 1140 pkt da jakiś
dłuższy trend. Niestety, luka hossy została zamknięta i wróciliśmy w granice
poprzedniej konsolidacji. Kiedyś pewnie się wybijemy. W tej chwili jednak
ponownie sytuacja wraca do "normy", czyli mamy sporo wykluczających się
sygnałów. Patrząc na wykres tygodniowy można dojść do niezbyt
optymistycznych wniosków FUTUREStyg.gif Ostatnie wzrosty zbliżyły nas do
długoterminowej linii trendu. Nie udało się jej pokonać. Można zatem obawiać
się, że teraz przyjdzie pora na test wsparcia. To jednak pod jednym
warunkiem, o którym za chwilę. Proponują spojrzeć na nieco inny wykres.
Pokazuje on sytuację rynku kontraktów w długoterminowej perspektywie
Dlugi_fut.gif Tu też ostatnia pułapka ma raczej pesymistyczny oddźwięk.
Można bowiem przyjąć, że wykres kontraktów porusza się w kanale spadkowym.
Doszło właśnie do odbicia od górnego ograniczenia.
Wskaźniki tygodniowe po ostatniej świeczce są bliskie wygenerowania sygnałów
sprzedaży CCItyg_fut.gif RSItyg_fut.gif Niektóre wskaźniki dzienne już takie
sygnały wygenerowały ROCdzienny_fut.gif lub jest do tego bardzo blisko
RSIdzienny_fut.gif CCIdzienny_fut.gif To są pewne wskazówki. Sygnał
sprzedaży dadzą same ceny. Wstępny już padł przy zamknięciu luki hossy.
Przypieczętowaniem przewagi podaży będzie przebicie wzrostowej linii trendu.
To ona trzyma jeszcze część graczy w nadziei, że jednak jest szansa na
wzrosty. Nadzieje nie są zupełnie bezpodstawne, gdyż od jakiegoś czasu każdy
kolejny lokalny dołek jest wyżej od poprzedniego. Trudno to przecież nazwać
rynkiem niedźwiedzia. Wątpliwości rozwieją się już wkrótce. W czwartek
mieliśmy zbliżenie się do poziomu linii trendu. Niedźwiedziom nie udało się
jej pokonać. Trudno się dziwić. Zbliżająca się przerwa świąteczna nie
sprzyjała odważnym decyzjom. Najbliższe dni to już e, że dojdziemy nawet do
poziomu 1150 pkt.
Kamil Jaros