Takiego optymizmu nie podzielają za to zarządy firm. Z różnych giełdowych
wskaźników nastroju, tego akurat nie należy zaliczać do kontariańskich. Nikt
bowiem nie wie lepiej od prezesów, jaka jest kondycja poszczególnych spółek.
Wielokrotnie zachowanie "insiderów" było bardzo wiarygodnym wskaźnikiem dla
giełdowych indeksów. Tak było nawet podczas internetowego szaleństwa, gdy
zarządy zaczęły wyprzedawać swoje akcje, a inwestorzy stukali się w czoło.
Zresztą znamy to z własnego podwórka. Ileż to było krytyki, gdy Roman Kluska
pozbywa się po astronomicznych cenach akcji Optimusa ? Przecież perspektywy
wzrostu do 400-500 pln przedstawiane były w większości rekomendacji. Co było
dalej, wiemy. Obecnie wskazania ze strony "insiderów" zyskiwać będą jeszcze
bardziej na znaczeniu, bowiem ostatnie zaostrzenie regulacji związanych z
bankami inwestycyjnymi, mocno ogranicza analitykom kontakt z zarządem i
przepływ informacji. Ma to oczywiście na celu ukrócenie wszelkich
przecieków. Analizy mogą być więc oparte tylko na dość ogólnych danych i
prognozach samej spółki. Tyle tylko, że słowa prezesa to nie to samo co
czyny (związane z jego pakietem akcji), tak więc znaczenie wielkości
sprzedawanych/kupowanych akcji przez zarządy będzie rosło. A teraz
konkretniej. W maju sprzedaż akcji przekroczyła 3,1 mld dolarów. Suma ta nie
uwzględnia transakcji, których wartość przekroczyła 50 mln dolarów. Chodzi o
to, by pojedyncze przypadki niod 24 miesięcy. (3,1 mld). Za ostatnie 12 miesięcy średnia
utrzymuje się w okolicach 1 mld choć i tak zawyża to listopadowy wyskok, gdy
sprzedano akcje warte ponad 2,5 mld. W tym właśnie miesiącu mieliśmy szczyt
na Dow 9000 i S&P 950 pkt., które odbijały po październikowych minimach. Od
listopada aż do marca trwała kolejna wyprzedaż i ponowny test dołka. Czy
taki wyskok podaży ze strony zarządu oznacza więc kolejne kłopoty ? Na pewno
jest dużym ostrzeżeniem, ale nie można zapominać, że zarzadządzający to też
ludzie i sprzedawanie korekt bessy okazywało się dla nich wcześniej
wyjątkowo opłacalne. Równie dobrze mogą się teraz mylić, ulegając obawom o
krótkotrwałe odbicie. Tylko warto zapytać, dlaczego tych obaw nie ma reszta
inwestorów, którzy prezentują wspominany wyżej euforyczny optymizm
(Investors Intelligence). Ktoś tu się mocno myli, a historia pokazuje, że co
do wartości fundamentalnej zawsze racje mieli prezesie. Prędzej czy później
indeksy przyznają im racje.
A ja zapewne mam odpowiedzieć, czy będzie to prędzej, czy później.
Spróbujmy. Jeśli chodzi o dane makro, to oczywiste było, że po wojnie
większość z nich ulegnie mocnej poprawie i wszędzie będzie mowa o trwającym
ożywieniu. Efekt ten dodatkowo spotęgował bardzo krótki okres samej wojny.
Choćby tylko przez samą analogię do pierwszej Wojny w Zatoce, indeksy
nastroju, czy aktywności gospodarczej musiałby się mocno poprawić (ale tylko
do wakacji). Kilkakrotnie o tym pisałem, choć istotniejsze wydaje się to, że
skala tego ożywienia może rozczarowywać. Szczerze mówiąc swoją prognozę mogę
uznać wręcz za nieudaną, bo poprawa w gospodarce jest delikatnie mówiąc
mizerna i przypomina znane giełdowym inwestorom odbicie zdechłego kota. O
szczegółach się nie rozpisuję, bo dane makro omawialiśmy dokładniej w
codziennych komentarzach. Widać jednak wyraźnie, że oczekiwany po wojnie
boom inwestycyjny i poprawa na rynku pracy (przekładająca się na wzrost
wydatków) pozostają na razie w sferze marzeń. Poprawa oczywiście była, także
bezpośrednio w zyskach spółek, ale nie na tyle wystarczająca by uzasadniać
wzrosty S&P ponad 26% i Nasdaq 33%. Wydaje się to lekka przesadą, a powody
tego są dwa - pierwszy to fakt, że w krótkim terminie rynkami rządzi tylko
psychologia i żadne fundamenty nie mają znaczenia. Drugi powód to bardzo
niskie stopy procentowe, które zmuszają fundusze do poszukiwania innych
źródeł zysku, niż bezpieczne, coraz mniej rentowne obligacje. Tym bardziej,
że na najbliższym posiedzeniu na koniec czerwca Fed Fund Futures pokazują
już 100% szans na kolejną obniżkę stóp, więc stopy procentowe spadną do
1.00%. Przy okazji, równie wyraźnie świadczy to o skali ożywienia. Gdyby
trwało ożywienie, to obniżki stóp nie byłyby potrzebne. Oczywiście obniżki
stóp bez wątpienia pomagają indeksom i przykład polityki ECB dobrze
pokazuje, że amerykańskie indeksy byłyby dużo niżej przy bierniejszej
postawie FED, ale nie można też sądzić, że jeśli akcje stają się relatywnie
atrakcyjniejsze w stosunku do innych form lokowania kapitału, to można
wywindować ceny poszczególnych spółek do dowolnych rozmiarów. Chyba
najlepszym przykładem będzie tutaj japoński rynek akcji, gdzie inwestorzy
dość szybko wyleczyli się z takich złudzeń jak cudowna moc obniżek stóp.
Zobaczmy więc po raz kolejny, co czeka USA, które zataczają krąg historii i
cały czas wiernie realizują "japoński scenariusz". Jedyny rysa na tej
szklanej kuli to moja niewiara w powtórkę deflacji na rynku amerykańskim,
ale skoro S&P500 przez całą bessę poruszał się analogicznie do Nikkei (
Wykres.gif - wykres z początku kwietnia), to czy nie może robić tego dalej,
obojętnie czy napędzany deflacją, czy atakami terrorystywzrosty). Tak naprawdę, to odwrót byków na piątkowej
sesji na ogromnym obrocie wskazywałby, że właśnie zrobiliśmy szczyt, ale
jeśli mamy się trzymać "japońskiego scenariusza", to obecnie powinna
wystąpić dynamiczna korekta sprowadzająca S&P poniżej osławionego już 965
pkt. po czym nastąpi jeszcze kolejna próba wzrostu, która po nieznacznym
poprawieniu ostatnich szczytów przyniosłaby dramatyczną wyprzedaż kończącą
całą wzrostową korektę. Nikkei_1996.gif Przy obecnych nastrojach bardzo
prawdopodobny scenariusz, bo po większej korekcie będzie ogromne kupno ze
strony spóźnialskich na odjeżdzający pociąg, a jeśli po powrocie i nowych
szczytach rynek nie będzie miał siły dalej rosnąć, robiąc analogiczny odwrót
do piątkowego, to brak siły rynku na tych poziomach stanie się aż nadto
wyraźny, a moim zdaniem oprócz panujących trendów wzrostowych (zmuszających
do kupna nawet mające racje niedźwiedzie) nie ma już za wielu powodów do
kupowania akcji.
Wszystko to skłania tylko do jednego - trzeba zrobić mała rewolucyjną
aktualizację wykresów. Chodzi tutaj o spojrzenie na rynek w dłuższym
terminie, które od kilkunastu miesięcy wyrażam na wykresach dużym
niedźwiedziem w listopadzie 2001 r. i nieco mniejszym bykiem w lipcu 2002
roku. W pierwszym przypadku oglądaliśmy zupełnie nieracjonalne odreagowanie
po 11 września, które z niewiadomych powodów miało pomóc gospodarce i
rozwiązać jej wszystkie problemy, a w drugim mieliśmy nieco przesadzoną
wyprzedaż akcji napędzaną głównie wycofywaniem dużych kwot z funduszy
inwestycyjnych (wtedy ocena rynku nie ma znaczenia, a trzeba sprzedawać).
Prawie rok temu zaznaczyłem jednak, że optymizm ten nie oznacza żadnej
hossy. A właśnie ostatnie dane makro, zyski spółek i ich perspektywy
wskazują, że obecne poziomy wyczerpują już potencjał wzrostów na
amerykańskim rynku. Także koniec z byczeniem się Dow.gif Nasdaq.gif
SP500.gif Nie obędzie się tutaj bez jednej uwagi. Łapanie szczytu, czy
dołka jest zajęciem nie tylko określanym jako głupim, ale też i wymagającym
nieco szczęścia. W krótkim terminie bowiem, rynkami rządzą jedynie emocje.
Dlatego nawet najbardziej rzetelna analiza nie określi dokładnego punktu
zwrotu indeksów i choć cały czas mocno preferuję scenariusz japoński, to
rynek równie dobrze zaskoczyć może podobnie jak w na początku 2002 roku, gdy Dow
zrobił szczyty jeszcze 5% wyżej, czy też w październiku tego samego roku,
gdy indeksy spadły 5% poniżej poziomu gdzie zalecałem łapanie dołka.
Późniejsze zachowanie rynku pokazało, że rynek kierował się już wtedy tylko
emocjami i panującym trendem. Nie ma gwarancji, że teraz nie będzie
podobnie, bo euforia na amerykańskich parkietach jest naprawdę porażająca.
Może powróci temat obniżki podatków, które zaraz zaczną oddziaływać
pozytywnie na gospodarkę (pomijając zwiększenie deficytu, czytaj perpsktyw
podwyżki stóp), zwiększając wydatki konsumentów ? To co prawda było już
dyskontowane, ale wzrostów bezpośrednio tym nie uzasadniano. Powód zresztą
nieistotny. Ważne, by były na rynku nowe pieniądze.
Tyle o USA. Dla nas w krótkim terminie wydaje się nie mieć to większego
znaczenia. Jedynie z sesji na sesję ważne są nastroje na zachodnich rynkach,
a jeśli spojrzeć na ostatnie miesiące, to nieco oderwaliśmy się od
zachodnich trendów i chyba większe znaczenie dla naszego rynku miała nie
amerykańska mini-hossa, ale unijne referendum, które wzorem innych
kandydujących krajów (zarówno przy mniej, jak i bardziej sprzyjających
rynkach zachodnich) zachęciło fundusze do kupna. Co cały czas zadziwia, nie
były to nasze fundusze emerytalne. A co w tym dziwnego ? Powtarzam to do
znudzenia, że funduszom emerytalnym (patrząc na średnie zaangażowanie e twierdzę przy tym, że zarządzanie
większym portfelem akcji na naszym mało płynnym i zdominowanym przez kilku
graczy rynku jest proste. Nie jest, ale zamknięcie zagranicznych portfeli
akcji przez niektóre fundusze akurat w dołku przed prawie 40% odbiciem na
Dax, świadczy już nie tylko o problemach ze względu na specyfikę naszego
rynku. Tak więc obecny bardzo niski udział akcji w portfelach (drugi w
historii) jest wbrew pozorom optymistycznym wskaźnikiem. W przypadku, gdy
nie zważając na spodziewany przeze mnie koniec wzrostów na zagranicznych
rynkach, nasz parkiet będzie dalej rosnąć (np. dzięki zmianie rządu, dzięki
zdjęciu niepewności po unijnym referendum), OFE będą musiały gonić rynek i
jak zwykle kupować na górkach.
Warto zwrócić uwagę na jeszcze jedno. Do tej pory wyniki inwestycji OFE na
rynku akcji nie były udane. Straty odrabiane były na rynku obligacji. Teraz
obligacyjne kokosy się już skończyły i na zdrowy rozum, OFE powinny próbować
pomnażać kapitały właśnie na rynku akcji. Historia jednak pokazuje, że OFE
dążą raczej do ograniczenia ryzyka, niż do zdrowej konkurencji o stopy
zwrotu. Naśladują największych graczy, a przy zmniejszeniu zysków z
obligacji, będzie to jeszcze wyraźniejsze, ze względu na fakt dużego wpływu
koniunktury na wycenę jednostek. Jaki z tego wniosek ? OFE powinny jeszcze
mocniej teraz "stabilizować" rynek, ale gdyby np. CU i NN mocno zaczęły
zwiększać poziom akcji w portfelach, to pogoń za liderami da bardzo mocny
trend. Na razie nic na to nie wskazuje, a OFE biernie przyglądały się
podciąganiu indeksów przed unijnym referendum.
To oczywiście w tej chwili najważniejsze wydarzenie, ale unijna mania
powinna dość szybko minąć. Po pierwsze referendalne "tak" wydaje się w 95%
zdyskontowane, także jeśli chodzi o frekwencję. Po drugie ostatni raport JP
Morgan jasno pokazał, że nie obudzimy się jutro w nowej Polsce. "Nawet w
warunkach rozsądnej i przemyślanej polityki akcesja nie będzie miała
odczuwalnego, pozytywnego wpływu na dynamikę wzrostu regionu Europy
Środkowowschodniej (Polski, Czech, Węgier i Słowacji) przed 2006 rokiem.
Jednym z powodów jest to, że transfery środków unijnych na pierwszym etapie
będą stosunkowo skromne i nie będą miały większego wpływu na popytową stronę
ich gospodarek" . Po trzecie już w najbliższych tygodniu zaczną się
polityczne wojny, których początek dadzą sejmowe oskarżenia związane z
poszczególnymi aferami, a zakończenie obejrzymy w Pałacu Prezydenta, gdzie
jasnym jest, że słowo "konsultacje" oznacza po prostu naciski na powstanie
nowego rządu. Skala żenady tego scenariusza politycznego wpłynie na poziom
indeksów. Rynek boi się tego nie od dzisiaj, ale czy inwestorom starczyło
wyobraźni, by przewidzieć zachowania polskich nieprzewidywalnych polityków ?
Jeśli chodzi o sensacje z ostatniego tygodnia, to były dwie. Pierwsza to
zamieszanie wokół darmowych akcji TPS i zapowiadanej oferty pozostałych
14,47% akcji posiadanych przez Min Skarbu Państwa, oraz
rewelacyjno/rewolucyjne pomysły Ministerstwa Finansów wykluczające wspólne
opodatkowanie małżonków, w przypadku uzyskania dochodów z giełdy. Nie
zamierzam komentować, ani barbarzyńskiego dla kursu TPS sposobu
dokapitalizowania KW, ani też głupich pomysłów (balonów) wypuszczanych z MF.
Tematy szeroko opisywane i trafnie skomentowane w prasie. Po co mam bluźnić
na stronach Parkietu....
Patrząc na wykresy naszego rynku, robi się już dość wysoko, ale miejsca na
wzrost trochę zostało. Wzrost, który jeśli spojrzeć obiektywnie na rynek,
jest najlepszym z możliwych. Czemu ? Bo nie oglądamy ostatnio żadnych
euforii podobnych do pamiętnego środowego rajdu, a mamy jedynie powolnąefę
bardzo silnych oporów, jakimi są szczyty z końca zeszłego roku.
Kontrakty_dzienny.gif Indeks_dzienny.gif Oczywiście wszystkie opory są po
to, by je w końcu kiedyś przełamać, tym bardziej po wyraźnej akumulacji
akcji w poprzednich miesiącach. Tyle tylko, że do tak optymistycznego kroku
nie zachęcają dwa czynniki. Pierwszy to kłopoty kontraktów już z pierwszym
oporem jaki stanowiła luka bessy od 1214 pkt. Niby opór dość dawny, ale
ostrzegałem, by go nie bagatelizować. Kontrakty dość długo się z nim
męczyły, głównie przez rozciąganie bazy. Kontrakty_intra.gif
Indeks_intra.gif Drugi to negatywne dywergencje, lub wykupienie na
wskaźnikach. Krótkoterminowo nic nie potwierdza tego wzrostu CCI.gif
Ultimate.gif Stochastic.gif Price_ROC.gif Średnioterminowo nieco lepiej,
choć RSI.gif w obszarze wykupienia, Trix.gif nie pokonał szczytu, z którym
MACD.gif teraz walczy, ale z dywergencją na histogramie. Najmocniej jednak
Inertia.gif dla indeksu.
Wszystko to nie są sygnały do odwrotu i wchodzenia w krótkie. Strach trochę
to robić, szczególnie przy tak wyglądających Srednich.gif które nie
pozostawiają wątpliwości co do obecnego preferowanego kierunku. Ze szczytami
z grudnia powinien być jednak bardzo duży kłopot. Góra dół ? Patrząc na
zachowanie choćby węgierskiego Bux, trzebaby powiedzieć, że po referendum
będzie realizacja zysków i po korekcie jeszcze jedna próba wzrostu. My
oczywiście jesteśmy bogatsi o te doświadczenia, więc równie dobrze może obyć
się bez korekty przy mocnym poparciu i wymaganej frekwencji. Tylko, czy
przykład Nikkei vs S&P nie pokazuje, że inwestorzy mają bardzo krótką pamięć
? Trudno rozstrzygnąć dylemat na najbliższe sesje. Uwzględniając bierność
naszych OFE, to w ostatnich tygodniach kupowała zagranica i to ona
zadecyduje tuż po referendum o losach naszego rynku. Uwzględniając ostatnie
zachowanie rynku, chyba trzeba napisać to co tydzień temu. Jeśli w USA nie
będzie jakiegoś bardzo mocnego załamania indeksów, to powinniśmy powalczyć
na kontraktach, już tym razem może nawet o grudniowe szczyty. Jednak tam,
analogicznie do USA, pozbyłbym się już optymizmu.
[email protected]