Od wiosennego dołka cena miedziowego kombinatu wzrosła już o połowę. To największy ruch w górę od jesieni 2001 r. Doprowadził on kurs do ustanowionego wtedy szczytu na poziomie 17,4 zł. Wraz z dołkami z wiosny 2001 r., pokrywającymi się z 50-proc. zniesieniem bessy, zapoczątkowanej 3 lata temu, tworzy kluczową w tej chwili strefę oporu. Najbliższym wsparciem jest połowa wczorajszej białej świecy (16,5 zł), ale powodem do zaniepokojenia dla posiadaczy tych walorów będzie dopiero zamknięcie poniżej 15,85 zł.

Rozważając decyzję, czy teraz dołączyć do średnioterminowej tendencji i kupić te akcje, warto wziąć pod uwagę generowane przez analizę techniczną ostrzeżenia. MACD, jeden z najpopularniejszych wskaźników podążających za trendem, dotarł do poziomu, przy którym kończyły się poprzednie fale zwyżkowe w ciągu ostatnich trzech lat. Kurs oddalony jest od średniej kroczącej z 45 sesji o blisko 19%. W przeszłości tylko pięciokrotnie ta odległość była większa. Za każdym razem trafnie zapowiadało to zatrzymanie tendencji rosnącej. Wszystko to przemawia za wyczerpywaniem się, przynajmniej w krótkim okresie, potencjału wzrostowego i ogranicza możliwość wyjścia ponad strefę 17,4-18,65 zł.

O ile czynniki zewnętrzne sprzyjają wynikom spółki-matki - wysokie notowania euro w stosunku do złotego, poprawiające rentowność eksportu (największymi odbiorcami są kraje europejskie), ceny miedzi pozostające ponad poziomem 1700 dolarów za tonę oraz ostatni skokowy wzrost cen srebra do najwyższego poziomu od roku, stwarzający szanse na kontynuację zwyżki - o tyle na poziomie grupy kapitałowej wciąż widać problemy. Zsumowane skonsolidowane wyniki za ostatnie pięć lat wykazują ponad 430 mln zł straty. Aby KGHM mógł pochwalić się wskaźnikiem C/Z na poziomie 20 przy cenie 17 zł, musiałby w całym roku zarobić netto 170 mln zł. Trzeba też wspomnieć o wyrażonych niedawno przez prezesa S. Speczika obawach o wyniki w drugim półroczu oraz o kondycję spółki w 2004 r.