Wymagania stawiane przed przyszłym dyrektorem generalnym Poczty nie są zbyt wygórowane, żeby nie powiedzieć, że minimalne. Kandydaci muszą posiadać dyplom ukończenia studiów (ekonomicznych, prawniczych lub technicznych), mieć co najmniej 5-letni staż pracy na stanowisku kierowniczym w dużych organizacjach gospodarczych i znać przynajmniej jeden język obcy. Poza tym do konkursu może przystąpić jedynie osoba z... dobrym stanem zdrowia. Czas rozstrzygnięcia - koniec września.
Zastępcy faworytami
W Poczcie mówi się, że największe szanse na stanowisko dyrektora ma któryś z dotychczasowych zastępców. - Moim zdaniem, dobrze przygotowaną osobą jest pełniący obowiązki dyrektora poczty - mówi Andrzej Zając, poseł z SLD, zasiadający w sejmowych komisjach skarbu i infrastruktury. Chodzi o Andrzeja Siniakiewicza. Poseł zaznacza jednak, że nie wie, czy Siniakiewicz będzie kandydował. Z naszych informacji wynika, że A. Siniakiewicz odbył już rozmowy w sprawie konkursu i na razie nie jest zdecydowany, czy kandydować. - Pan Siniakiewicz nie otrzymał zapewnienia, że wygra konkurs, i dlatego się waha. A byłoby szkoda, ponieważ jest to jeden z lepszych fachowców w branży. Być może jest już inny pewny kandydat na szefa poczty - twierdzi nasz rozmówca.
Zdaniem A. Zająca, nie ma nic dziwnego w tym, że Skarb Państwa chce, aby spółkami, w których jest akcjonariuszem, zarządzali ludzie obdarzeni zaufaniem. - Konkursy mają za zadanie jedynie zoptymalizować wybór kandydatów - twierdzi poseł.
Prezesi