Reklama

Weekendowa Analiza Futures

Marek Pryzmont Dzisiaj dość nietypowo, bo zamiast wykresów i prognozy, będzie więcej o polskich i amerykańskich budżetach, oraz szansach, a raczej zagrożeniach z nimi związanych. Tak więc bardziej lektura do poduszki, bo wykresów jak na lekarstwo, a o sytuacji na naszych kontraktach i czekających nas w tym tygodniu niespodziankach napiszę w jutrzejszym porannym. Do rozpisywania się o naszym rynku mocno zniechęciły mnie "koszykowe" zlecenia wypaczające wyniki niektórych sesji, a w Stanach cał

Publikacja: 14.09.2003 21:58

Marek Pryzmont

Dzisiaj dość nietypowo, bo zamiast wykresów i prognozy, będzie więcej o

polskich i amerykańskich budżetach, oraz szansach, a raczej zagrożeniach z

nimi związanych. Tak więc bardziej lektura do poduszki, bo wykresów jak na

lekarstwo, a o sytuacji na naszych kontraktach i czekających nas w tym

Reklama
Reklama

tygodniu niespodziankach napiszę w jutrzejszym porannym. Do rozpisywania się

o naszym rynku mocno zniechęciły mnie "koszykowe" zlecenia wypaczające

wyniki niektórych sesji, a w Stanach cały tydzień był trochę stracony z

powodu emocji związanych z rocznicą 11 września. W obu przypadkach trudno o

wiarygodny obraz rynku, choć niektórzy twierdzą, że wykres i tak prawdę ci

powie.

Reklama
Reklama

Amerykański S&P500 przed rocznicą rozpoczął spadki, później niesiony brakiem

zamachów nieco odbił, a ogólny wynik tego taki, że indeks nie zanegował na

wykresie ostatniego wybicia z trzymiesięcznego horyzontu. Optymiści uznają

to za ruch powrotny i udaną obronę wsparcia. Pesymiści będą z kolei

zawiedzeni tak słabym zachowaniem rynku po bardzo wyraźnym sygnale kupna.

Jeśli patrzeć na dane makro, wyjątkowo niekorzystny okres dla akcji, skalę

Reklama
Reklama

optymizmu inwestorów zupełnie nie współmierną do rekordowej wyprzedaży akcji

amerykańskich zarządów (50 sprzedanych akcji na każdą jedną kupioną), widać

że powinny wygrać niedźwiedzie. Ale gdyby indeksy zawsze robiły to co

"powinny", to nie byłoby tylu giełdowych emocji. A szkoda takiej rozrywki.

Sygnałem byczej słabości będzie dopiero zejście na przynajmniej 2 sesje pod

Reklama
Reklama

poziom 1015 pkt. Na razie rynek się wybronił.

Wybronił się pomimo ciosu, jaki zadał bykom prezydent Bush. Prośba o kolejne

87 mld na wojnę z terroryzmem. Aż dziw bierze, że rynki finansowe tak

spokojnie przyjmują spiralę zadłużenia w jaką zaczyna wpadać Ameryka. Co

prawda w krótkim terminie znowu będziemy oglądać kwartalne wzrosty PKB

Reklama
Reklama

wsparte zwiększeniem wydatków na obronność (prawie 2/3 wzrostu w II kw.),

ale w dłuższym terminie przyszłoroczny deficyt budżetowy przekraczający 500

mld dolarów będzie już nie kulą, a głazem u nogi amerykańskiego ożywienia.

Amerykanie mają naprawdę ogromne zaufanie do reszty świata, opierając swój

gospodarczy byt na finansowaniu swoich wydatków zagranicznymi inwestycjami.

Reklama
Reklama

Gdyby okazało się, że trwałość ożywienia gospodarczego stoi pod dużym

znakiem zapytania, lub gdyby doszło do zamachów terrorystycznych na terenie

USA, to gospodarka wpadnie w ogromne problemy nawet na lata. Ogromny deficyt

i bańka zadłużenia konsumentów Wykres1.gif to wręcz ekonomiczna bomba

zegarowa.

Ostatnio zaczęła tykać. Do 4,62% wzrosła liczba kredytów hipotecznych nie

spłaconych na czas. W ciągu 3 miesięcy o ponad połowę spadły indeksy

obrazujące aktywność inwestorów składających podania o kredyty hipoteczne i

ich refinansowanie. Ostatnie dane o sprzedaży detalicznej pokazują także, że

konsumenci pomimo zerowego oprocentowania kredytów przestali kupować nowe

samochody. Upraszczając wychodzi na to, że mamy pierwsze jaskółki

ograniczania wydatków (na razie tych największych) w wyniku ostatniego

wzrostu rynkowych stóp procentowych (o około 1,5%), które pociągnęły za sobą

oprocentowanie kredytów hipotecznych i odcięły ogromne źródło pieniędzy

jakim było refinansowanie tych kredytów - w pierwszych dwóch kwartałach

2003 roku konsumenci "wzbogacili" się dzięki temu o ponad 100 mld dolarów, w

drugim półroczu w portfelach zabraknie (póki co) połowy tej kwoty. W tym

tygodniu w środę inwestorzy dostaną dane o noworozpoczętych budowach i

pozwoleniach na budowę. Zapewne jeszcze nie w tych danych będzie widać

spadek aktywności, ale już zacząłbym się bać tych publikacji, bo ostatnio

indeksy reagowałytów hipotecznych) i dalej ograniczać wydatki

konsumentów. Oczywiście tak jak nikt nie znał granicy bańki na Nasdaq, tak

trudno powiedzieć, kiedy amerykańska bańka zadłużenia w końcu pęknie. Ale

wydatki konsumentów powinny też zacząć spadać jeśli nie będzie ożywienia na

rynku pracy. No i tutaj mam tak naprawdę mały dylemat. Wszyscy, łącznie ze

mną narzekają na poziom amerykańskiego bezrobocia. To spora bariera na

drodze do trwałego ożywienia, a nawet tajemnicą poliszynela jest, że stopa

bezrobocia, jeśli uwzględnić bezrobotnych, którzy zrezygnowali już z

szukania pracy, jest przynajmniej na poziomie lat 80-tych. Wykres2.gif

Nikogo też nie dziwią już kolejne rekordy coraz krótszego tygodnia pracy

dodatkowo pokazujące, że stopa bezrobocia jest trochę naciągana przez

pracowników zatrudnionych nie na cały etat. Wykres3.gif To wszystko jednak

tak naprawdę pomaga na razie giełdowym indeksom.

To właśnie zwolnienia pracowników, czyli ograniczanie kosztów/wzrost

wydajności pracy bardzo mocno poprawiły wyniki giełdowych spółek. Warto też

spojrzeć co się szykuje w kolejnym kwartale. Prognoza wzrostu zysków spółek

wchodzących w skład S&P500 na III kwartał to 12% a na IV aż 20%. Wszystko to

ma się odbyć przy wzroście obrotów tych firm jedynie! odpowiednio 1,2% i

2,3%. To z jednej strony zapowiedź dalszego, korzystnego w krótkim terminie

cięcia kosztów, a z drugiej wyraźny przykład kruchych podstaw ożywienia.

Oczywiście daleko mi do modelu naszych górników, którzy także w ciężkich

czasach utrzymywaliby pełne zatrudnienie i zwiększali pensje, ale samo

cięcie kosztów to podstawa jedynie do krótkiego ożywienia gospodarczego.

Wszystko dobrze póki konsumenci nie przestaną wydawać (odczuwając skutki

wspomnianej redukcji firmowych kosztów, czytaj bezrobocia), FED zalewać

będzie rynek pieniądzem, a zagranica skłonna będzie do finansowania

ożywiającej gospodarkę "permanentnej wojny", bo chyba śmiało można tak

nazwać działania w Iraku. Gdzie jest ta granica między redukcją kosztów

będącą impulsem do ożywienia, a będącą jego ciężarem ? O tym dowiemy się za

parę lat...

Na koniec przydługiego amerykańskiego wywodu jeszcze tylko jedna wątpliwość,

płynąca z historii rodu Busha i ostatniej ankiety Gallup"a. W ciągu

ostatnich dwóch tygodni poparcie dla prezydenta spadło z 59% do tylko 52% i

to najniższy poziom od 11 września 2001 roku. Dla wszystkich obserwatorów

pozostaje jasne, że spadek notowań tkwi po pierwsze w sytuacji w Iraku

(tylko 40% akceptuje działania prezydenta - spadek 6%), po drugie w słabej

kondycji gospodarki, która (oprócz ożywienia na wybory prezydenckie !)

dostała kolejny cios w postaci wspomnianej prośby prezydenta o zwiększenie

rekordowego deficytu. Tego nie akceptuje ponad połowa Amerykanów ! Nie

trudno sobie wyobrazić, jakie będą w przyszłym roku argumenty kandydatów na

prezydenta. Niezależnie od sytuacji gospodarczej, natychmiastowe

ograniczenie wydatków wojennych, a patrząc na historię starszego Busha,

wygląda na to że ciężko będzie o reelekcję. Odstawienie wojennej kroplówki

od chorej amerykańskiej gospodarki i powrót do budżetowej równowagi mogłoby

okazać się terapią szokową.

Choć może nie aż taką, przed jaką bezskutecznie straszą polskich polityków

nasi ekonomiści. "Założenia budżetu doprowadzą do poważnego kryzysu" -prof.

Gomułka. "Rząd będzie miał kłopot ze sfinansowaniem deficytu budżetowego w

związku ze wzrostem ryzyka makroekonomicznego" - Wójtowicz z RPP. "Poziom

długu publicznego w przyszłym roku może zahamować wzrost gospodarczy" -

Balcerowicz itd. itp. Trudno znaleźć przychylną opinię do założeń polskiego

budżetu na 2004 rok. Więc dobrze - moja będzie pierwsza. Przyszłorocznyć długu

denominowane jest w tej walucie). Nie muszę przypominać, że przy poziomie

60% jest konstytucyjny obowiązek zbilansowania budżetu. Przecież takie

działanie rządu jest ogłoszeniem na pierwszych stronach gazet, że Polska w

najbliższych miesiącach pilnie poszukuje walutowych spekulantów chcących

"przetestować" rząd, który przy większym osłabieniu złotówki względem euro

(czemu sprzyjać będzie moim zdaniem dalsze osłabienie dolara względem euro),

zrobi wszystko by umocnić krajową walutę. Biorąc pod uwagę zbliżającą się

wymianę członków RPP (styczeń i luty) można podejrzewać, że nie byłaby to

tylko słowna interwencja, a przy klasie naszych polityków to igranie z

ogniem, o czym najlepiej przekonali się Węgrzy. W tym świetle przestrogi

rodzimych ekonomistów naprawdę nie wydają się przesadzone

Do tego wszystkiego dochodzi jeszcze nie tylko problem wielkości planowanego

zadłużenia, ale w ogóle jego sfinansowania. Łączne emisje w 2004 r. w

porównaniu z 2003 rokiem mają być wyższe o ponad 20%. W porównaniu do roku

ubiegłego nawet o połowę. Oznacza to miesięczną podaż rzędu 8 mld pln, ale w

większości zaplanowaną na początek roku. Akurat w momencie zamieszania

związanego z wyborem nowej RPP. Ciekawe, czy rząd znajdzie wystarczający

popyt na tych ogromnych przetargach ? Nawet jeśli tak, to takie emisje

oznaczają nieuchronny wzrost rynkowych stóp procentowych. Dla giełdowych

inwestorów byłaby to na początku przyszłego roku podwójnie zła wiadomość. Po

pierwsze firmy zostaną, cytując Antczaka - "wyrżnięte" z sektora bankowego.

Przy tej konkurencji ze strony rządu uzyskanie kredytu dla niektórych firm

będzie graniczyło z cudem. Druga niekorzystna wiadomość to fakt, że rosnące

rynkowe stopy procentowe nie są korzystne dla akcji obniżając ich wycenę w

modelach dyskontowych. Co prawda wpływ tego czynnika na giełdowe indeksy nie

jest aż tak istotny jak np. w USA, ale trudno to bagatelizować. Widać więc,

że w takich okolicznościach, najbliższy "efekt stycznia" na GPW zależeć może

tak naprawdę nie od napływu środków do biur maklerskich, ale od wielkości

popytu na rządowe obligacje na początku przyszłego roku. Jakiekolwiek

rozczarowanie i idące za tym osłabienie złotego (względem euro) natychmiast

wywołałoby ucieczkę zagranicznych inwestorów z rynku akcji.

[email protected]

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama