obniżek zaczyna się oddalać. Gospodarka USA dopiero ruszyła, a już zaczyna
jej brakować tlenu i istnieje niebezpieczeństwo, że zanim się na dobre
rozpędzi, dostanie zadyszki.
Spójrzmy na ten wykres jeszcze raz podaz_pieniadza_usa.gif Zostały na nim
zaznaczone okresy, kiedy ruch indeksu S&P500 nie był potwierdzany przez
zmiany wielkości podaży. Jak widać ostatnie dwie takie sytuacje zakończyły
się spadkiem wartości indeksu łącznie z wyznaczeniem nowych minimów. Widać
także, że obecnie mamy do czynienia z kolejną taką sytuacją. Można zatem
wnioskować, że i tym razem "rozjechanie się" zmian poziomu indeksu z
wielkością podaży pieniądza będzie skutkować spadkiem, a może i nowym
dołkiem. Można tu postawić dwa pytania. Czy ta zależność jest aż tak
istotna, by sobie nią głowę zawracać, oraz jeśli jest faktycznie istotna, to
kiedy należy spodziewać się tego spadku?
Najpierw odpowiedź na pytanie pierwsze. Oczywiście ta zależność jest
istotna. Można to porównać do analiz poczynań funduszy inwestycyjnych.
Lokują one posiadane środki w wiele różnych instrumentów tworząc ich
portfel. Część tego portfela przeznaczona jest na inwestycje na rynku akcji.
Szacowane są przepływy między różnymi funduszami oraz struktury portfeli
poszczególnych funduszy. Wiadomo jest, że środki wpływające do funduszy są
inwestowane mniej więcej w proporcjach odp z funduszy
inwestycyjnych. Można się domyślać, że jeśli nastąpi odpływ środków z
funduszy, to przy zachowaniu stałej struktury alokacji, odbije się to na
cenach wszystkich aktywów wchodzących w skład portfela. Można zatem
wnioskować, że jeśli ktoś nie chce, by cena jakiegoś aktywa spadła, nie
powinien go sprzedawać. Wtedy potrzebne środki na zaspokojenie potrzeb
związanych z odpływem muszą zostać pobrane z pozostałych aktywów zwiększając
wielkość ich sprzedaży. Sprzedając jeden składnik portfela na korzyść
drugiego powodujemy zmianę struktury samego portfela. Zwiększa się udział
składnika, którego nie sprzedaliśmy. Dwojako. Po pierwsze mamy niezmienioną
liczbę jednostek aktywa nie sprzedanego, oraz mniejszą liczbę jednostek
aktywa sprzedanego. Po drugie pamiętamy, że sprzedaż składnika portfela
powodowała spadek jego cen, co pogłębiło zmianę w strukturze wartościowej
portfela.
Co zatem dzieje się w USA? Patrząc globalnie, mamy spadek "ilości środków" w
gospodarce, lecz ceny na rynku akcji (patrząc pod kątem zmian indeksu) nie
spadają. Ba, mamy tu wzrost cen! Czyli przy zmniejszaniu się dostępnych
środków mamy nadal prowadzone zakupy akcji. Dynamicznie zwiększa się ich
udział w globalnym portfelu. Taka nierównowaga nie może trwać długo. W
dłuższym okresie struktura "aktywów" gospodarki powinna być podobna, a
ewentualne zmiany są w końcu korygowane. W ostatnim czasie widzieliśmy dwie
takie korekty nadmiernego udziału akcji w globalnej alokacji. Teraz mamy
przed sobą trzecią. Pozostaje pytanie, kiedy ta korekta nastąpi. Na nie
powinna odpowiedzieć nam AT i pewnie w odpowiednim czasie dostaniemy dobry
sygnał.
Oczywiście wyjściem byłoby wpompowanie w gospodarkę kolejnych miliardów
dolarów i zmiana struktury alokacji poprzez "zakupy" pozostałych "aktywów".
Problem w tym, że możliwość pompowania została zdecydowanie ograniczona.
Trudno więc oczekiwać, by pojawił się poważny impuls monetarny, który
pomógłby rynkowi. Warto też zauważyć, że w 1986 roku mieliśmy z takim
impulsem do czynienia. Prawdopodobnie przyczynił się on do odroczenia tego,
co wydarzyło się w październiku 1987 roku podaz_pieniadza_usa2.gif Także i w
tym roku można spodziewać się wzrostu podaży pieniądza w grudniu. Wydaje się
jednak, że także i tym razem może być to jedynie odroczenie.
Proponuję kontynuować tematykę podaży pieniądza, lecz teraz przeskoczymy
ocean i odniesiemy się do niej w kontekście naszego rynku. Tu sprawa wydaje
się także dość ciekawa. Rzućmy okiem na wykres zmian podaży pieniądza w
Polsce w porównaniu ze zmianami indeksu WIG20 podaz_pieniadza_pl.gif
Strzałki na wykresie dolnym oznaczają miejsca (miesiące), gdy dynamika
(porównanie z wartością sprzed pół roku) podaży pieniądza zmieniła się o 2
pkt procentowe. Ciekawe jest to, że te zmiany dynamiki podaży pieniądza
znajdowały odzwierciedlenie w poziomie indeksu za ok. 3-4 miesiące. Gdy
dynamika M3 spadała o co najmniej 2 pkt procentowe, to można było oczekiwać,
że za 3-4 miesiące będziemy mieli na rynku szczyt. Praktycznie jedynym złym
"sygnałem" był spadek z końca ubiegłego roku. Miał być szczyt na początku
tego roku, ale się nie pojawił. Od tamtej pory, do dziś nie pojawiły się
znaczące zmiany dynamiki M3. Podane w piątek dane wstępne potwierdzają
wzrost. Można zatem z dużym prawdopodobieństwem założyć, że w ciągu
najbliższego kwartału nie wystąpi znaczący szczyt na rynku akcji. To "duże"
prawdopodobieństwo wynika z faktu, że faktycznie większość ważniejszych
zmian rynkowych była wcześniej sygnalizowana przez zmianę dynamiki podaży
pieniądza. Warto zapamiętać, że piątkowy odczyt tych danych wyniósł 336 244
mln zł, co daje wzrosw listopadzie wyniesie maksimum 333 mld zł.
Skoro teraz zakładamy, że w ciągu najbliższych 3-4 miesięcy szczyt nie
zostanie wykreślony to czy może w jakiś inny sposób wyznaczyć prawdopodobny
moment jego wykreślenia? Oczywiście metod jest wiele. Jedne mniej, drugie
bardziej wiarygodne, a które są które, zależy od subiektywnych ocen
inwestorów. Wydaje mi się, że do wyznaczenia potencjalnego momentu
wykreślenia szczytu warto posłużyć się zależnościami wynikającymi z ciągu
liczb Fibonacciego. Skoro można je stosować odniesieniu do skali cen, to
czemu nie użyć ich do skali czasu? Spójrzmy, ile trwał spadek cen od szczytu
w 2000 roku do dołka w 2001 roku. Było to 81 tygodni. Tyle trwała regularna
bessa. Od tamtej pory ceny nie były niżej, czyli faktycznie korekta trwa już
drugi rok, a dokładniej mamy za sobą 111 tygodni bez nowego dołka. Ile
jeszcze może potrwać? Przy określaniu zasięgów cen stosuje się często
mnożenie wysokości poprzedniego ruchu przez 1,618. Jeśli tą samą czynność
wykonamy w tej sytuacji wyjdzie nam liczba 131 tygodni, czyli wyglądałoby na
to, że na przełomie marca i kwietnia należałoby się spodziewać szczytu
w20_czas.gif Na ile jest takie podejście wiarygodne? Tak naprawdę nie jest
to tak istotne. I tak przecież nikt na podstawie jedynie takiej przesłanki
nie podejmie decyzji o sprzedaży. Warto jednak pamiętać, że w tym okresie
może być gorąco. Ciekawe jest to, że gdyby rzeczywiście szczyt miał się
wtedy pojawić, to mielibyśmy kolejny szczyt wykreślony wczesną wiosną.
Jakimś potwierdzeniem takich oczekiwań byłaby zmiana w wielkości
listopadowej podaży pieniądza. Wtedy przedziały czasowe możliwego
wystąpienia szczytu, by się nałożyły na siebie.
Jak już wywróżyliśmy przybliżony przedział czasu, w jakim może nastąpić
wykreślenie szczytu, to przyszła pora na wróżbę dotyczącą jego poziomu. Tu
sprawa jest bardziej złożona. Mamy bowiem do dyspozycji dwa podejścia
różniące się jednym założeniem. Założenie to dotyczy zmienności, jaka będzie
na rynku w pierwszych miesiącach przyszłego roku. "Fibonacci" daje nam do
dyspozycji dwa realne poziomy wykreślenia szczytu przez indeks WIG20. Mowa o
okolicach 1870 pkt (czyli wysokość ostatniej korekty mnożona przez 1,618)
oraz okolice 2100 (czyli wysokość ostatniej korekty mnożona przez 2,618)
zasieg.gif Te poziomy zbiegają się z oporami zaznaczonymi na wykresie
świecowym WIG20tyg.gif Jeśli zakładamy, że początek roku 2004 będzie podobny
do tego co oglądaliśmy w 2002 i 2003 roku to chyba wypada się spodziewać, że
rynek zatrzyma się, po długim i mozolnym trendzie, w okolicy tego niższego
poziomu. Jeśli jednak założymy, że trzeci raz z rzędu marazm się nie pojawi,
to przypuszczalna wysoka zmienność może pomóc w osiągnięciu wyższego poziomu
cen. Przyznam, że bardzo trudno jest mi określić się, jakiego faktycznie
rynku można oczekiwać.
Zapomnijmy na razie o prognozach zmienności i spójrzmy na sam wykres
WIG20tyg.gif Trudno nie odmówić bykom siły. Patrząc z większej perspektywy
widać wyraźnie, że trwająca od ponad miesiąca korekta nie jest zbyt głęboka.
Kształt korekty przypomina trójkąt, a że pojawił się on po mocnym wzroście,
możemy mówić o formacji chorągiewki. Teoria mówi, że po wybiciu się w niej
rynek może wykonać ruch równy, temu sprzed jej kreślenia. W tym wypadku
wcześniejszy ruch wyniósł 640 pkt. Jeśli dodamy taką odległość do dolnej
wartości trójkąta, otrzymamy prawdopodobny poziom zakończenia wzrostu. Dla
indeksu jest to ok. 2120 pkt w20_2.gif
Czy wygra jedna, czy druga wartość, jest w tej chwili sprawą drugorzędną.
Wniosek z obu wynika jeden. Rynek wygląda raczej wzrostowo niż spadkowo i w
uszy mocniej w jedną ze stron. W tej chwili bardziej
prawdopodobne wydaje się, że będzie to ruch wzrostowy, a niski ADX sugeruje,
że wybicie nastąpi wkrótce.
Czyli kupować w poniedziałek? Wszelkie tego typu analizy muszą mieć jedną
podstawową cechę. Wnioski z nich płynące muszą być potwierdzone przez
zachowanie cen. Skoro wybicie ma być blisko to warto wyznaczyć sobie poziom,
którego pokonanie skłoni nas do zajęcia długich pozycji Kontrakty.gif Myślę,
że dobrym rozwiązaniu byłoby kupno po wyjściu cen ponad poziom 1640 pkt.
Obecne notowania dzieli do sygnału jakieś 60 pkt. Pewnie dla części graczy
będzie to zbyt wiele. Myślę, że tą grupę zainteresuje łapanie dołka w
momencie testu wsparcia na 1559 pkt (jeśli do tego dojdzie). Wydaje mi się,
że najciekawszym rozwiązaniem jest szukanie sygnałów kupna tuż po
ewentualnym przełamaniu wsparcia, na poziomie konsolidacji z 23-28
października br. Po wyglądzie wykresów tygodniowych i dziennych można
przypuszczać, że będzie to pułapka. Tego typu sygnałem będzie oczywiście
powrót cen nad 1559 pkt, choć może uda się ustrzelić coś lepszego.
Z całego powyższego tekstu wynikają dwie sprawy. Najprawdopodobniej czeka
nas jeszcze jedna fala wzrostów, która wykreśli nowe maksima trendu. Wygląda
na to, że fala ta zacznie się już niedługo, zakończy na wiosnę. Wygląda na
to, że będzie to zwieńczenie całego wzrostu od marca. Drugim wnioskiem jest
oczekiwanie na kolejną falę spadków o sile i skali mniej więcej równiej tej
z lat 2000-2001. Wydaje się, że w tym skutecznie pomoże nam rynek
amerykański. Warto pamiętać, że im dłużej będzie trwała ta dywergencja
między masą pieniądza, a wartością indeksów giełdowych, tym bardziej
dynamiczna będzie korekta tej rozbieżności. Nie wykluczam nowych dołków.
Także i na naszym rynku.
Kamil Jaros