Władze w Budapeszcie chciały sprzedać 14,8 mln akcji MOL (13,6% akcji), natomiast spółka zaoferowała 4,3 mln papierów. Z całej tej puli 4,4 mln walorów miało być sprzedane lokalnym inwestorom na Węgrzech. Oferujący chcieli pozyskać z tej operacji 126 mld forintów (574 mln USD), co byłoby największą tego rodzaju operacją od sześciu lat we wszystkich krajach, które w maju przyszłego roku dołączą do Unii Europejskiej. - Myślę, że realia rynkowe trochę zaskoczyły sprzedających. Po prostu inwestorzy nie byli skłonni zapłacić za akcję MOL tyle, ile chcieli oferenci - twierdzi Tamas Pletser, analityk z budapeszteńskiego biura Erste Banku. Analitycy ankietowani przez agencję Bloomberga, oceniali, że akcje MOL mogą zostać kupione najwyżej za około 5700 forintów za sztukę, podczas gdy rząd maksymalnie chciał nawet 7100 forintów. Po ponad 3-proc. zwyżce papiery spółki na giełdzie budapeszteńskiej kosztowały wczoraj 6280 forintów.
Rząd przed rozpoczęciem oferty nie ustalał minimalnej ceny, po jakiej może sprzedać papiery koncernu naftowego, więc decyzja o odwołaniu oferty zaskoczyła inwestorów. - Jestem w szoku. Ponieważ nie było minimalnej ceny, spodziewaliśmy się, że sprzedaż zostanie sfinalizowana. Cały ta oferta nie była do końca jawna i do końca fair - mówi Jeno Nagy z ING Investment Management w Budapeszcie, który w portfelu ma też akcje MOL.
Jako jeden z powodów zbyt niskiej ceny oferowanej przez inwestorów można wymienić ewentualny sojusz z Orlenem. Analitycy nie wykluczają, że węgierski koncern wyemituje w przyszłym roku nowe akcje, które trafiłyby w ręce polskiej spółki. To grozi rozdrobnieniem kapitału.
Problemem dla MOL była też 5-proc. przecena forinta wobec euro od czasu, gdy rozpoczęły się zapisy na akcje. Spowodowało to m.in., że dla spółki stają się droższe importowane gaz i ropa, a także ogólnie ograniczyło zaufanie do węgierskiego rynku. Nie bez znaczenia dla oferty była również perspektywa sprzedaży przez MOL działalności w branży gazowej, a także jednoczesna oferta sprzedaży walorów koncernu telekomunikacyjnego Cesky Telecom w sąsiednich Czechach, która odwróciła trochę uwagę od akcji firmy petrochemicznej.
Negocjacje z Orlenem trwają