Reklama

Weekendowa Analiza Futures

Publikacja: 21.12.2003 21:03

Marek Pryzmont

Giełdowy świąteczny kalendarz nie zachęca teraz ani do angażowania się w

rynek, ani do pisania o nim. Powinniśmy złożyć sobie życzenia i stanąć do

walki na giełdowym parkiecie dopiero w styczniu. Autor jednak popadł w nałóg

Weekendowej i o paru luźnych sprawach napisze.

Reklama
Reklama

Zacznijmy od opisania dziur w kalendarzu, by na początku zniechęcić do

dalszego poszukiwania w poniższym tekście jakiejkolwiek prognozy na

najbliższe dwa tygodnie. Poniedziałek/wtorek giełda działa normalnie, o ile

będzie można tak nazwać notowania w skróconym przedświątecznych tygodniu.

Handlować będą chyba głównie fundusze robiące porządki w portfelach na

koniec roku. Nawet jeśli aktywność nie będzie śladowa (a być taka powinna),

Reklama
Reklama

to zmiany będą równie chaotyczne jak często w zeszłym tygodniu. We wtorek

wypada też ostatni dzień, w którym można kupić akcje bez podatku

(rozliczenie T+3). Naiwnością byłoby spodziewać się jakiegoś szturmu na

parkiet ze strony indywidualnych inwestorów. Od środy GPW zamknięta i

kolejna sesja dopiero w poniedziałek. Poświąteczny poniedziałek, więc nie

trudno sobie wyobrazić, że jedyna ciekawa część sesji to będzie reakcja na

Reklama
Reklama

zachowanie w USA. Tam rynek działa w Wigilię/środę i piątek(do 19:00 akcje,

a waluty, towary i obligacje kończą jeszcze godzinę wcześniej). We wtorek

ostatnie rozgrywki rodzimych funduszy przed końcem roku, a w środę

sylwestrową handel jedynie dla statystyków i sesja skrócona do 13:20.

Rekomendacja ? - "Przetrzymaj".

Reklama
Reklama

Wróćmy teraz na chwilę do zeszłego tygodnia. Husajn i tak dalej - temat

przerobiony w każdą stronę. Jak widać tylko chwila emocji, a rynki napędzało

zupełnie co innego. U nas cały czas flirtujemy z bardzo silną strefą oporu w

obszarze konsolidacji z pierwszej połowy listopada. Kontrakty.gif Indeks.gif

Jak silne są tutaj niedźwiedzie widać było właśnie przy okazji Saddama.

Reklama
Reklama

Przypominając prognozę sprzed dwóch tygodni pisałem wtedy, że spodziewam się

ataku na te poziomy i będzie to ostatni etap korekty - byki poza

konsolidację z pierwszej połowy listopada wyjść nie zdołają. Muszę przyznać,

że właśnie ten ostatni tydzień trochę skruszył te niedźwiedzie zapędy. Dwa

powody - pierwszy to obrona już pierwszego wsparcia na obu rynkach.

Reklama
Reklama

Kontrakty.gif Indeks.gif Gdyby rynek był słaby, to odwrót w strefie silnego

oporu natychmiast powinien wystraszyć inwestorów i wywołać lawinę

wyprzedaży. Pozostaje co prawda pytanie, czy nie jest to tylko wpływ

końcówki roku i świadomości, że fundusze na żaden głębszy spadek teraz nie

pozwolą. Technika jednak na to nie patrzy i obrona wsparcia utrzymująca

indeks z kontraktami w strefie oporu działa w tej chwili na korzyść byków.

Im dłużej będziemy tutaj przebywać, tym większe szanse na zdjęcie nawisu

podaży w tym obszarze. A drugi powód skruszenia niedźwiedzich zapędów ?

Niesamowita siła amerykańskiego rynku, gdzie bez żadnych reguł pompowany

jest spekulacyjny balon. Na hossie zarabiają tłumy indywidualnych inwestorów

zarówno poprzez ogromne wpłaty do funduszy, jak i wyraźną przewagę długich

pozycji (nad instytucjami), skala optymizmu przekracza wszystkie

dotychczasowe wartości, skala wyprzedaży akcji przez zarządy też, wyceny

akcji w kosmosie, techniczne sygnały sprzedaży okazują się pułapkami,

wszyscy mówią o dalszych wzrostach ........ i przy tym wszystkim rynek dalej

rośnie - giełdowy ewenement.

Odpowiedź na to jest tylko jedna - dmuchany jest spekulacyjny balon, a

grudzień jest do tego najbardziej sprzyjającym okresem. Wiem wiem,

przynudzam. Wszyscy woleliby usłyszeć jak dobre dane makro oglądaliśmy w tym

tygodniu i że są one uzasadnieniem tak silnego wzrostu Dow Jones. Faktycznie

dane były dobrm do wywołania wzrostu, a nie jego podstawą. Gdyby rynek

faktycznie miał wiernie odwzorowywać dane makro, to indeksy odrabiałyby

straty na przykład po zeszłotygodniowym szokującym rynek wyskoku liczby

wniosków i piątkowym beznadziejnym indeksie nastroju Uniwersytetu Michigan.

Złe dane są ignorowane, dobre wprowadzają przesadny optymizm. To klasyczny

objaw hossy, ale trzeba być świadomym, że coraz bardziej niebezpiecznej.

Zresztą na to samo wskazują towary, czy nadchodzący wzrost rynkowych stóp

procentowych (dyskontowany już wcześniej przez rynki obligacji). Także z

analizy zależności między tymi rynkami widać, że indeksy giełdowe zupełnie

ignorują zagrożenia. J. Murphy w książce o MAT (międzyrynkowa analiza

techniczna) odnosząc się do krachu z 1987 r. pisał - "to prawda, że szczyt

na rynku akcji, który powstał w sierpniu 1987 r. nastąpił cztery miesiące po

załamaniu cen obligacji. To prawda, że przez ten czas na akcjach można było

zarobić duże pieniądze. Sytuacja na rynkach obligacji (ceny spadały - rosła

rentowność) i towarów (rosły, jak teraz przy maksach złoto, srebro, ropa,

miedź, cały indeks CRB) ostrzegała jednak, że również jeśli chodzi o akcje

należy mieć się na baczności." A później był dramatyczny spadek. Opisywałem

te zależności w jednym z gazetowych artykułów i od tamtej pory niewiele się

zmieniło, oprócz coraz wyższych cen akcji. Możliwe, że będą jeszcze wyżej na

przykład 10%, 20% i pierwszy postaram się zachęcać do kupna przed nową falą

wzrostu, ale nie napiszę przy tym, że to dyskontowanie trwałego bardzo

silnego ożywienia gospodarczego jest słuszne i nie przyniesie inwestorom

rozczarowania. Według mojej, a nie tylko mojej, opinii to dmuchanie balona.

Bardzo ciekawy artykuł o wszystkich makroekonomicznych zagrożeniach i nie

trwałym ożywieniu napisał Stephen Roach z Morgan Stanley. Podsumowując w

skrócie - amerykańską gospodarkę czeka kac wywołany nadzwyczajnym rekordowym

deficytem budżetowym i na rachunku obrotów bieżących. Ta druga wartość w

2005 r. według prognoz ma przekroczyć 700 mld. Wszystko przy historycznie

najniższej stopie oszczędności oraz ożywieniu bez nowych miejsc pracy,

powoduje konieczność finansowania tej nierównowagi kapitałem zagranicznym,

którego za rok Ameryka potrzebować będzie 3 mld dziennie. Zwiększać to

będzie tylko presje na silne osłabienie dolara i mocny wzrost rynkowych stóp

procentowych. Takie fundamenty Amerykańskiej gospodarki zdaniem Roach`a

uniemożliwiają zbudowanie trwałego ożywienia gospodarczego. Zresztą prognoza

dynamiki światowego PKB w 2004 r. to 4,2% w 2005 r tylko 3,7% , a takie

ożywienie gospodarczej "jest jednym z najbardziej anemicznych w historii".

Jakieś rozwiązanie ? Tak - Ameryka musi zacząć oszczędzać i zmniejszyć

deficyty. Kluczem do tego miałby a być teraz wzrost rynkowych stóp

procentowych (zwiększy oszczędności). Świetnie - w dłuższym (lata) terminie

zapobiegnie to fiskalnej katastrofie, usunie nierównowagę i zbuduje

fundamenty dla trwałego! wzrostu gospodarczego. W krótszym wyznaczy szczyty

na rynku akcji, gdy skończą się szalone amerykańskie wydatki na kredyt.

A skoro o kredytach mowa, to ciekawe wnioski można wyciągnąć z analizy

udzielanych przedsiębiorstwom kredytów bankowych. Skoro gospodarka weszła w

fazę trwałego ożywienia, to przedsiębiorstwa powinny ruszyć z inwestycjami,

zatrudnianiem nowych pracowników, a wszystko jak to w biznesie - wspomagane

kredytem. Tyle tylko, że pomimo rekordowo niskich stóp procentowych firmy

nie chcą kredytów. Oczywiście w przeciwieństwie do konsumentów.... Jak zaraz

pokaże, nie jest to zwiastunem dalszej hossy. Wartość kredytów spada

nieprzerwanie od końca 2000 r. Kredyty01.gif Pomimo odtrąbionego wie kredytów hipotecznych), oraz konieczność

inwestowania na rynku długu, co w otoczeniu rosnących stóp procentowych

(spadających cen obligacji) nie jest najlepszym wyborem. Oczywiście

zwiększają też udział w rynku akcji. Czym to grozi można się tylko domyślać,

gdy rosnące stopy procentowe przecenią dalej obligacje i odwrócą trend na

rynku akcji. To jednak tylko problem banków. Nie o tym chciałem - proszę

spojrzeć na wykres pokazujący kredyty przedsiębiorstw z dodanym do niego

wykresem indeksu S&P 500. Kredyty02.gif Jeśli spojrzymy na początek lat

90-tych to widać wyraźnie, że spadek wartości udzielanych kredytów wcale nie

oznaczał dramatu na giełdzie. Zgoda, ale w porównaniu z boomem lat 90-tych

był to najgorszy okres zachowania się giełdowych indeksów. Dopiero wyraźny

wzrost udzielanych kredytów pod koniec 1994 r. pokazujący zwiększone

inwestycje przedsiębiorstw dał nadzieje giełdowym inwestorom na trwałe

ożywienie. Nie pomylili się. Załamanie przyszło dużo wyżej i dopiero w 2000

r. i teraz najważniejsze pytanie - czy się już skończyło ? Kolejne dane

pokazują, że jeszcze nie i firmy dalej nie ruszyły z inwestycjami. Na razie

mamy cięcie kosztów, szczególnie bolesne dla całej gospodarki jeśli chodzi o

miejsca pracy. Trwałego ożywienia to wszystko nie wróży, ale indeksy wiedzą

swoje.

A skoro o miejscach pracy mowa, to porównajmy parę innych danych. Rynek

zachwycił się w tym tygodniu danymi o liczbie nowych bezrobotnych.

Initial.gif Czterotygodniowa średnia od jakiegoś czasu wyraźnie pokazuje

poprawę. Ale takich optymistycznych amerykańskich prognoz jak w ten weekend,

dawno nie czytałem. Chyba większość przeniosła giełdowy optymizm na prognozy

makro, wierząc że indeksy nigdy się nie mylą i słusznie wyprzedzają dalsze

ożywienie. Zerknąłem więc na dwie dane i nałożyłem je na jeden wykres -

stopa bezrobocia i nowe miejsca pracy w sektorze pozarolniczym. Wychodzi na

to, że stopa bezrobocia zaczyna! spadać dopiero w momencie, gdy 4 miesięczna

średnia nowych miejsc pracy przekracza +150k. Stopa bezrobocia rośnie, gdy

jest poniżej +150k. Wraz z przełomowymi momentami na rynku pracy zaznaczyłem

to na wykresie Wykres.gif Jeśli spojrzeć na ten wykres, to giełdowy rynek

odważnie dyskontuje spadek stopy bezrobocia skoro ostatni raz 150k nowych

miejsc pracy przybyło w 2000 r. a jaskółką poprawy jest dopiero 4 miesięczna

średnia. Warto jeszcze zerknąć na jeden wykres, który tylko potwierdza

sztucznie zaniżaną stopę bezrobocia. Wykres01.gif Im wyższa stopa

bezrobocia, tym oczywiście mniej ogłoszeń od pracodawców. Skoro teraz indeks

obrazujący ilość ogłoszeń jest na 30-letnich minimach to należy sobie zadać

pytanie, dlaczego stopa bezrobocia wynosi jedynie 6% (gdyby liczyć według

starych metodologii to jest 8-10%) i czy jest to jaskółka ożywienia na rynku

pracy ?

Tyle ogólnych luźnych przedświątecznych uwag na dzisiaj, a stęsknionych za

wykresami indeksów odsyłam do jutrzejszego porannego. Podsumowując można

jedynie powtórzyć, że giełdowy kalendarz nie sprzyja na najbliższe dwa

tygodnie spekulacjom (i prognozom). Albo będzie rekordowo niska przed/po

świąteczna płynność, albo rynek ustawiać będą fundusze porządkujące portfele

na koniec roku. To ostatnie sprzyja bykom, ale bardziej dotyczy to małych

spółek, niż tych wpływających na kontrakty. Zresztą podciąganie już teraz

widać - wystarczy spojrzeć na wykres Cenowy.gif który dzięki małych spółkom

wyraźnie jest lepszy od głównych indeksów

[email protected]

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama