konsolidację. Wyniki.gif Najbezpieczniej ze statystyki byłoby więc gdybym
opowiedział się teraz za konsolidacją - i faktycznie takie rozwiązanie
wydaje się teraz najrozsądniejsze. Choć zdania jestem, że indeksy
napompowane zostały zdecydowanie za wysoko i to bardzo za wysoko, to
przykład płynący w tym tygodniu choćby z naszego rynku pokazał, że tak
dużego optymizmu nie można załamać jednym szczytem. Na GPW noworoczna
euforia też miała swój odprysk optymizmu (czwartek na początku sesji) na
drugiej sesji od szczytu (wtorek), choć wcześniej rynek zachowywał się
wyjątkowo słabo, a popyt pochodził jedynie od arbitrażystów. Po tak silnym
wzroście pierwszy spadek przychodzi bardzo mozolnie, bo wszyscy liczą
jeszcze, że jest to dopiero korekta, a odrabianie strat jest błyskawiczne.
Jeśli spojrzeć na wykresy USA, to też właśnie mamy taką euforię, więc trudno
byłoby teraz zawrócić i rozpocząć bez choćby chwili konsolidacji falę
spadkową.
A za tym zatrzymaniem przemawiają dwie rzeczy - pierwsza to wspomniany sezon
publikacji wyczekiwany z przeogromnym optymizmem, choć z reguły bykom nie
pomagał - druga to opory na wykresach, do których dotarcie powinno zachęcać
do realizacji zysków. Co prawda znowu przykład naszego rynku pokazał, że
każdy nawis podaży można rozbić (patrz konsolidacja z pierwszej połowy
listopada zeszłego roku WIG20.gif ) to jednak wymaga to trochę czasu. A
indeksy w USA są w dość specyficznym miejscu. Swania po "11 września" 2001.
SP500_dzienny.gif Jako ciekawostkę można zobaczyć, że dotknięcie tej strefy
to pierwsza czarna świeczka na wykresie od miesiąca SP500_dzienny2.gif
Wyjście nad ten obszar przyniesie kolejna euforie byków. Przy
takich poziomach zwracałbym uwagę głównie właśnie na szeroki rynek, ale
zobaczmy też Dow_dzienny.gif i Nasdaq_dzienny.gif Na obu jest już atakowany
szczyt po odreagowaniu z przełomu 01`/02` WTC. Dla równowagi trzeba też
wspomnieć o nadziejach byków - oczywiście przed wszystkim panujący trend i
to nie tylko na indeksach, ale też jeśli chodzi o wpływy do funduszy
inwestycyjnych. W grudniu fundusze akcji tradycyjnie nieco mniej dostały
(norma), ale do 7 stycznia znowu wpłynęło prawie 4 mld Fundusze.gif i taka
kwota w zupełności wystarczy do utrzymania indeksów (dopóki nie będzie
zamachu, lub fatalnych wyników spółek). Bardzo ważna będzie pod koniec
tygodnia publikacja szacunków za zeszły tydzień, bo do 7 stycznia drobni
inwestorzy zastanawiali się gdzie ulokować wolne środki, sprawdzali stopy
zwrotu i podejmowali decyzję. Wszystko sugeruje, że konsumenci wybrali
fundusze akcyjne i duży zastrzyk gotówki tylko bykom pomoże. Oczywiście
jeśli okazałoby się, że drobni inwestorzy doszli do wniosku, że jest już
trochę za późno na podłączenie się do tej hossy i z akcji zaczną odpływać
środki, to dla rynku będzie to małym szokiem. Jednak na tym etapie na
opamiętanie się optymistycznych Amerykanów osobiście bym nie liczył.
Jeśli chodzi o kalendarz danych makro i wyników spółek to opiszę go jutro w
porannym, a na razie wiedzieć tylko trzeba, że zarówno liczne i ważne
publikacje danych makro, jak i wyniki spółek, zaczną spływać na rynek
dopiero od środy. Pierwsze dwa dni tygodnia będą więc zapewne spokojnym
wyczekiwaniem na te informacje, a jakiekolwiek zmiany nie będą miały
większego wpływu na kolejne sesje. Od środy inwestorzy przestaną się oglądać
na trend z ostatnich sesji, na sentyment rynku, a zaczną analizować sytuację
makroekonomiczną oraz zdecydowanie uważniej - wyniki spółek.
Ciekawym wydarzeniem ostatniego tygodnia było posiedzenie Europejskiego
Banku Centralnego. Nikt nie spodziewał się obniżki stóp, choć na przykład
noblista Stiglitz (często drukowany w Wyborczej) przekonywał, że EBC
powinien stopy obniżyć by ustabilizować walutę i pomóc europejskiej
gospodarce w przyspieszeniu wzrostu. Z drugiej jednak strony, oprócz kursu
walutowego niewiele było argumentów za taką obniżką i przeważały zagrożenia
wzrostu inflacji etc. Salomonowym rozwiązaniem byłoby w takim układzie,
gdyby EBC stop pozostawił bez zmian, a prezes Trichet na konferencji
prasowej postraszył interwencją. I tutaj przyznam z niedowierzaniem
słuchałem konferencji prezesa EBC. Jedyne co inwestorzy usłyszeli, to
stwierdzenie, że umocnienie euro ma negatywny wpływ na europejskich
eksporterów, ale niekorzystne trendy na rynku walutowym powinny zostać
częściowo zrekompensowane przez rosnący popyt w światowej gospodarce. Dodam
nawet - że zrekompensowane z premią, ale o tym za chwilę. Prezes EBC
ograniczył się tylko do tej wypowiedzi, a na wprost zadane pytanie o
interwencje walutowe, odpowiedział tylko szyderczym uśmiechem. Nie jestem
zwolennikiem interwencji a`la Bank Japonii (w tym tygodniu wydał prawie 5
mld), ale skoro w 2000 r. EBC wielokrotnie interweniowało (samo i w
porozumieniu z innymi bankami) by wzmocnić euro (przy 0,83), to dlaczego
teraz upiera się za "wolnym rynkiem" i "nie zamierza ingerować w mechanizmy
kształtowania kursu euro". Skoro bezspornie dobre dla europejskiej
gospodarki byłoby osłabienie euro, dlaczego Prezes EBC nie zasugerował
choćby tylko jaki jest próg powyżej której EBC zacznie "ruwaga na temat wpływu kursu euro na zyski europejskich
eksporterów. Oczywiście bezsporne jest, że im silniejszy dolar, tym
korzystniej
dla europejskich eksporterów. Ale co ważniejsze - kurs, czy sytuacja
gospodarki ? "Medialność" kursów walutowych powoduje, że część inwestorów i
analityków trochę dramatyzuje patrząc na spółki, w których zyski powiązane
są z kursem walutowym. Cytując Trichet faktycznie "wzrost kursu euro jest
rekompensowany przez rosnący popyt w światowej gospodarce." Spójrzmy na
zyski europejskich przedsiębiorstw osiągnięte na amerykańskim rynku
Wyniki2.gif Okazuje się, że w tym roku wyniosą one rekordowe 45 mld $ (po 9
miesiącach jest 34,8 mld). Wszystko przy spadku wartości dolara o ponad 20%.
Proszę teraz zobaczyć, jak dramatycznie niskie zyski były w trakcje recesji
w USA w 2001 roku, choć kurs euro był wtedy rekordowo słaby. Oczywiście
absolutnie nie podważa to tego, że interwencja osłabiająca euro, na tym
poziomie jeszcze mocniej poprawiłaby sytuację europejskich spółek. Widać
jednak wyraźnie (a w tym tygodniu choćby przykład Nokii to potwierdza), że
kurs walutowy to nie wszystko i często jest jedynie wytłumaczeniem słabej
kondycji przedsiębiorstwa. W Polsce też to przerabialiśmy w zeszłym roku.
A skoro o naszym rynku mowa, to warto odnotować wybór nowej RPP. Wybór
wątpliwej jakości, którego głównym celem było znalezienie partyjnego jak
największego zwolennika obniżek stóp procentowych. Głośno wyśmiewane w
części mediów wypowiedzi już członków RPP (Niekciarz będzie chyba ulubieńcem
ekonomistów) pominę milczeniem, choć zagraniczni inwestorzy zapewne tak
spokojnie tego nie przyjmują. Miejmy jedynie nadzieje, że ostatnie
licytowanie się o skalę obniżek stóp procentowych miało być jedynie
podzielaniem poglądów sejmowych klubów, natomiast gdy przyjdzie wypowiadać
się przed pozostałymi członkami RPP, a nie przed dziennikarzami, narzędzie
do cięcia stóp nieco się stępią. Dziwnym i strasznym zjawiskiem byłyby
bowiem drastyczne obniżki stóp przy równoczesnym światowym odwracaniu cyklu
luzowania polityki pieniężnej. O tym przekonamy się jednak dopiero
najwcześniej w lutym, bo styczniowy skład RPP wyklucza przy tym układzie
głosów jakąkolwiek obniżkę. Jedno w tym całym zamieszaniu było
zadziwiające - wypowiedź ministra finansów, który po wprost świetnym
środowym przetargu dwuletnich obligacji był w pełni szczęścia i zapowiedział
trwały trend spadku rentowności długu ("jak pokazały wyniki środowego
przetargu"). Środowy popyt natomiast był jedynie wynikiem wypowiedzi nowych
członków RPP, którzy zwiększyli prawdopodobieństwo dalszych obniżek. Na
pewno na tej podstawie o trwałości trendu spadku rentowności mówić nie
można, szczególnie przy ogromnych emisjach na początku roku i coraz
większych problemach z emisją (znowu w tym tygodniu nieudana) na rynku
węgierskim. Oczywiście nie to żebym coś narzekał - urzędowy optymizm Polsce
jest potrzebny. Czasami tylko trzeba na niego patrzeć przez palce.
Co do innych urzędów, to chyba wszyscy inwestorzy nie mogą się doczekać, co
parlament zrobi z planem Hausnera. Terminu jego przyjęcia chyba nigdy nie
poznamy, ale wiadomo przynajmniej, że 20 stycznia Hausner przedstawi raport
na temat przebiegu debaty publicznej, a na początku lutego rząd ma przyjąć
plan wykonawczy (ble ble ble) i w końcu zajmie się tym wszystkim parlament.
Dopiero to będzie głównym czynnikiem kształtującym "trend rentowności" i
głównym wydarzeniem dla giełdowego parkietu. Na razie na jakiś miesiąc
jednak mamy
spokój.
Na koniec przydałyby się jakieś prognozy i kilka cierpkich słów na temat
czwartkowego spadku kontraktów do 1540 pkt. Ograniczę załamanie rąk jedynie
roboty informatyka przez pół dnia. Naprawienie rynku (płynności i na
przykład struktury inwestorów), to zdecydowanie dłuższa praca. Nie wiem czy
wszyscy doczekają, szczególnie przy takich zachętach jak podatek.
A jeśli o prognozy chodzi, to wszystko już zostało powiedziane w codziennych
komentarzach. Od wtorku na rynku dystrybucja od dużych graczy szła pełną
parą - najpierw do arbitrażystów nie patrzących na ceny (a jedynie na bazę),
a w czwartek komu popadnie dzięki porannemu wyciągnięciu na duże plusy.
Dalej to już zejście pod 1693 pkt. piątkowy ruch powrotny do tego poziomu.
Obecnie droga otwarta do najbliższych wsparć przy 1640 na Konrakty.gif i w
obszarze noworocznej luki hossy na WIG20.gif Na większy spadek bym na razie
nie liczył. Przy tak świetnych rynkach zachodnich będzie to jedynie korekta
spadkowa, po której raz jeszcze spróbujemy zaatakować szczyty. Zasłużenie ?
A czy to ważne - wchodzimy do Unii. O! I już jest pod co zagrać.
[email protected]