Reklama

Weekendowa Analiza Futures

Publikacja: 22.02.2004 19:39

Marek Pryzmont

Choć druga połowa lutego nie sprzyja w Stanach giełdowym bykom, to tydzień

zakończył się neutralnie. Tak należałoby napisać patrząc na zmianę S&P500

piątek do piątku. Gorzej jeśli wziąć pod uwagę, że oglądaliśmy w ostatnie

dni nieudany atak na szczyty i odwrót na tym poziomie zagraża bykom

Reklama
Reklama

podwójnym szczytem na szerokim rynku SP500.gif Dow.gif Nasdaq.gif a do tego

wszystkiego S&P500 rozgrywa tą walkę pod najważniejszym z oporów, czyli

szczyty odreagowania po WTC SP500_dzienny.gif To wybuchowa mieszanka dająca

każdej ze stron trochę argumentów. Faktycznie bowiem jeśli teraz indeksy

ruszą do dalszych wzrostów i pokonania oporów to nie za bardzo będzie widać

co może je zatrzymać, a z drugiej strony coraz więcej czynników przekonuje,

Reklama
Reklama

że będzie z tym spory kłopot.

Kłopotem staje się skala optymizmu jaka towarzyszy teraz inwestorom. Tydzień

temu pisałem o rekordowo niskim udziale gotówki w portfelach funduszy (ten

tydzień 16 z rzędu dodatnie saldo przepływu środków do funduszy akcji + 3,6

mld wobec 4,1 mld tydzień wcześniej) a w tym tygodniu dołączył do tego

rekordowo wysoki optymizm wyrażany wskaźnikiem Investors Intelligence. Od

Reklama
Reklama

razu przypomnę, że sam przestrzegałem ostatnio przed odbieraniem tego jako

antywskaźnik, gdyż optymizm uznawany kiedyś za ekstremalny utrzymuje się od

wielu miesięcy. Warto jednak odnotować fakt, że ustanowił kolejny dawno nie

oglądany rekord. Procent byków wynosi 59,2% a liczba niedźwiedzi 17,3%. W

dostępnych od 2000 r. danych większy optymizm zanotowano tylko raz - w

Reklama
Reklama

czerwcu zeszłego roku. Był to dokładnie szczyt "Irackiej" hossy i choć

wzrosty jeszcze się nie skończyły, ani korekta nie była zbyt głęboka, to na

nowe szczyty trzeba było czekać ponad 2 miesiące. Wtedy w drugim tygodniu

czerwca odczyt wyniósł 58,7% vs 16,3% a w trzecim tygodniu 60,2% vs 16,1%

Zamykając temat raz jeszcze powtórzę, że obecny ekstremalny optymizm nie

Reklama
Reklama

jest sygnałem sprzedaży, a jedynie ostrzeżeniem przed spadkami, do których

bardzo łatwo będzie przy takim optymizmie doprowadzić.

Skoro o optymizmie funduszy i inwestorów mowa to ciągnę temat dalej i

wrócimy do optymizmu Greenspana, który w poprzednim tygodniu zachwycał się

nad wszystkim na co ma jakikolwiek wpływ od inflacji począwszy, poprzez

Reklama
Reklama

deficyty, a na walucie skończywszy. Ten tydzień przyniósł mocne

rozczarowanie tamtym wystąpieniem i wydaje się, że przyznał słuszność

wszystkim zaskoczonym tak optymistycznym przesłaniem Greenspana. Zobaczmy

bowiem jakie dane dostaliśmy w tym tygodniu. Publikacja inflacji PPI w tym

tygodniu została przełożona z powodu kłopotów technicznych, ale CPI

przekroczyła prognozy nawet przy wartościach bazowych (bez cen żywności i

energii). Czyli wbrew słowom Greenspana. Podobnie jak deficyt handlowy,

któremu pomagać miało wspomagane przez szefa Fed osłabienie dolara. Już po

wystąpieniu przed Senatem okazało się ostatnio, że zamiast lekkiego wzrostu

do 40,0 mld mieliśmy w grudniu testowanie marcowego dołka i deficyt wyniósł

42,5 mld $. Bilans.gif Zeszłotygodniowy indeks nastroju konsumentów też

niższy od prognoz, wykorzystanie potencjału produkcyjnego to samo. Dane z

rynku nieruchomości choć na tych poziomach rynkowi krzywdy nie robią, to

spadek był dużo większy od prognozowanego Housing_Starts.gif

Building_Permits.gif W czwartek doszedł jeszcze dużo słabszy indeks

aktywności gospodarczej w rejonie Filadelfii (Philadelphia FED) i

praktycznie jedyne dane, które nie przeciwstawiały się słowom Greenspana to

liczba wniosków od bezrobotnych, ale uwzględniając rewizję ich spadek był

śmiesznie niski, by zmazać serię publikacji przeczących optymizmowi szefa

Fed. Na koniec tygodnia doszło jeszcze bmiętać, że nie należy zbyt szybko zarażać się

amerykańskim optymizmem. W tej kwestii największą gafę popełnił amerykański

prezydent, który w poprzednim tygodniu opublikował prognozę bezrobocia.

Pisałem już, że ta prognoza zakładająca 2,6 mln nowych miejsc pracy w tym

roku to 2-3 krotnie więcej od średniej bardzo optymistycznych analityków.

Tak przy okazji, to spełnienie tej prognozy jedynie przywróciłoby rynek

pracy do stanu, w którym Bush obejmował urząd. By tak się jednak stało,

miesięcznie średnio musiałoby przybywać ponad 220 tys nowych miejsc pracy, a

ostatni raz taka sytuacja miała miejsce na początku 2000 r. i jak widać na

wykresie, to poziomy osiągane tylko w czasie dynamicznego wzrostu

gospodarczego Payrolls.gif , bez tak jak obecnie "eksportowania" miejsc

pracy za granicę i opierania ożywienia na cięciu kosztów (w tym zwolnienia).

Zresztą sytuację na rynku pracy najlepiej oddaje wykres jednego z serwisów,

który pokazuje stworzone nowe miejsca pracy (w sektorach pozarolicznych) od

momentu zakończenia recesji, porównując to do średniej zarówno z równie

fatalnych dla rynku pracy początku lat 90-tych, jak i wcześniejszych kilku

recesji Wykres.gif Jak widać obecnie jest dramatycznie pod tym względem i

wracając do prognozy Busha (jego doradców), to faktycznie gdyby ta średnia z

lat 54-90` została zachowana, to w zeszłym roku powinny pojawić się 1,7 mln

nowych miejsc pracy. Zamiast spełnienia tego prognozy gospodarka straciła 53

tys. etatów. Po ponad tygodniu krytyki tegorocznej prognozy, oraz zapewne

pod wpływem spadających sondaży sam prezydent chyba zrozumiał fikcję tego

optymizmu i "zdystansował się od opublikowanego raportu".

Dlaczego ja tyle o tym bezrobociu ? Bo wygląda na to, że będzie to teraz

czynnik mający największy wpływ na indeksy (i kampanie wyborczą w USA).

Udowodnił to podawany w ostatni piątek indeks nastroju, który bardzo mocno

spadł właśnie w wyniku fatalnych danych z rynku pracy, a to z kolei

oczywiście przekłada się na wydatki konsumentów. Dlatego dane o bezrobociu

będą wzbudzać teraz największe zainteresowanie i emocje na rynkach. Tym

bardziej, że wyniki spółek wszystkim się już znudziły i dobiegają końca, a

Greenspan nic jaśniej już nie powie. Wygląda więc na to, że o tym, czy

S&P500 poradzi sobie z oporem na szczytach odreagowania po WTC, czy też

zrobi podwójny szczyt i ruszy do najgłębszej od roku korekty (groźnie brzmi,

ale do tego wystarczy jedynie zrealizowanie zasięgu spadku podwójnego

szczytu) będziemy musieli poczekać do przyszłego tygodnia. Wtedy dopiero,

wraz z całą serią danych makro (np. Beżowa Księga) publikowany będzie raport

o rynku pracy. Wprawdzie w tym tygodniu również nie zabraknie publikacji

danych (o czym więcej jutro w porannym), ale moim zdaniem z wybraniem

kierunku indeksy poczekają do przyszłego tygodnia, a ten przeczekają w

konsolidacji między dołkami z przełomu stycznia i lutego, a szczytami z tego

tygodnia.

Wyprzedzając trochę podsumowanie, powiem że dokładnie tak samo widzę

sytuację na naszym rynku, choć oczywiście z niego innego powodu. Zatrzymanie

wzrostów w USA jest tylko jednym z czynników, który wpływa na konsolidację

na GPW. U nas ustalenie trendu najmocniej blokuje nużący już wszystkich plan

Hausnera. Pomimo tej niepewności byki na początku tygodnia podjęły u nas

próbę kolejnego przejścia na szczytów. Kontrakty_intra.gif Indeks_intra.gif

Pisałem tydzień temu, że tak szybki atak będzie nieudany i prędzej

wejdziemy w konsolidację, lub pogłębimy korekcyjny spadek. Na szczytach

zatrzymaliśmy się po szybkim ataku już we wtorek, a impulsem do spadku stały

się czwartkowe publikacje fatalnych wyników Pekao. Warto jednak pamiętać, że

choć spadkuankowy i doprowadził w

piątek kontrakty z indeksem do wybicia pod linię szyi formacji podwójnego

szczytu.

I właśnie piątkowa sesja była dowodem na to, że mamy jedynie do czynienia z

korekcyjnym spadkiem i wyczekiwaniem na plan Hausnera. Po wybiciu z

podwójnego szczytu i luce bessy powinniśmy mieć fatalne nastroje i zasypanie

rynku podażą od techników, którym oliwy do ognia dolewało też pokonanie

linii trendu na indeksie pociągniętej z końca stycznia. Zamiast tego po 40

minutach handlu mieliśmy zaledwie 23 mln obrotu na akcjach z WIG20, z czego

milion przekroczyły tylko 4 największe spółki. Do tego wyraźnie byki stały

się aktywniejszy i poustawiał zapory popytu na największych spółkach. To

dość demonstracyjne pokazanie przez fundusze, że na razie nie wybrały one

kierunku i tak jak większość inwestorów czekają na losy planu Hausnera chcąc

dociągnąć rynek w konsolidacji do początku marca.

Co ciekawe taka pułapka z wybiciem w dół to analogiczna sytuacja do końcówki

stycznia, gdy również nastąpiło wybicie z podwójnego szczytu/trójkąta i po

tak silnym sygnale plus dwóch lukach bessy, rynek bardzo szybko zatrzymał

spadki i wszedł ponownie w konsolidację zakończoną wybiciem w górę.

Dokładnie to samo w połowie listopada, gdy po podwójnym szczycie (całej

hossy) też mieliśmy wybicie luką bessy i rynek też szybko zawrócił. Czy

idziemy tym samym scenariuszem ? Jeśli założyć, że USA nie zrobią

dramatycznego zwrotu, a plan Hausnera zostanie przyjęty - to tak i będziemy

mieli nowe szczyty. Muszę jednak przyznać, że do tej pory mówiłem o

"korekcyjnym" (czytaj będą nowe szczyty) spadku z większą pewnością. Ostatni

tydzień nadzieje na ostatnią "przedunijną" falę wzrostową mocno nadwerężył i

nie chodzi to bynajmniej o wspomniany ruch cen, czy słabe wyniki PEO. Nasz

rynek jest pod dominacją dużych graczy i tak samo jak techniczne pułapki są

ich specjalnością (czego wyżej dałem przykłady), tak można zapomnieć o

słabych wynikach banków, lub usprawiedliwić je właśnie CIT`em. Powodem do

obaw są za to dwa inne wydarzenia.

O pierwszym niechętnie piszę, bo jest czysto polityczny, a i czytelnicy

czytać o tym na giełdowych stronach nie lubią, a i ja od polityki uciekałbym

jak najdalej. Niekiedy jednak po prostu się nie da, a teraz szczególnie, gdy

tak dużo zależy od losów planu Hausnera. Mowa tutaj o piątkowym głosowaniu

nad ustawami "VATowymi". W szczegóły nie wchodzę, bo temat szeroko opisywany

w prasie, ale obawiam się, że część inwestorów porażkę rządu w kilku ważnych

ustawach uzna za bardzo zły prognostyk przed głosowaniami ustaw Hausnera na

początku marca. Porażka rządu w głosowaniach jest tym bardziej dotkliwa, że

wynika ze stanięcia po drugiej stornie barykady samego SLD. To wynik

ostatnich sondaży i dojścia klubu SLD do wniosku, że muszą wrócić do swoich

lewicowych korzeni. Za tym poszła dymisja premiera ze stanowiska szefa klubu

SLD, później kandydatura uznawanej za wzór lewicowości Jolanty Banach, a

teraz poparcie ustaw wbrew rządowi. Posłowie SLD sami mówią, że zrobią

wszystko by przywrócić dobre notowania partii. No i teraz to najważniejsze -

czy wszystko, znaczy też brak poparcia dla planu Hausnera ? Tam będzie

znacznie więcej ustaw "wbrew społecznej sprawiedliwości" i pokusa do ich

odrzucenia będzie znacznie większa niż w czasie piątkowych głosowań nad

VATem. Wiem wiem, niedźwiedzie powiedzą, że to będzie wstrzymywać popyt

przed 2/3 marca gdy coś więcej będzie wiadomo o postawie PO i kształcie

ustaw, a z kolei byki powiedzą, że nie ma to jak wspinaczka po ścianie

strachu ;-)

Drugi argument, który powinien bykom trochę popsuć humory w zeszłym tygodniu

to wskaźnik koniunktury bankow saldo prognozy mocno wzrosło z +16 do, można

powiedzieć ekstremalnego +31. Wzrostu popytu na akcje oczekuje 38%(+11) a

spadku jedynie 6%(-5). Zobaczmy krótko jak to wyglądało od początku całej

hossy. PENGAB_Akcje.gif Za moment jej rozpoczęcia można uznać testowanie

dołka bessy w listopadzie 2002 r. Wtedy saldo popytu wynosiło tylko +4. Po

wzroście WIG20 ponad 200 pkt. na wielomiesięcznym szczycie w styczniu

mieliśmy już +26. Następny punkt zwrotny to luty/marzec z wartościami +3/+7

Te ekstrema utrzymały się aż do powakacyjnych szczytów, gdy najpierw

wrzesień i październik pokazał na szczytach +25, ale dopiero listopad

przyniósł ich przekroczenie (+31) i bardzo dynamiczny spadek, choć

zakończony fałszywym wybiciem. Teraz mamy powtórkę tej sytuacji i

analogiczną sytuację do rynku amerykańskiego, czyli rekordowy optymizm.

Znowu jednak trzeba powtórzyć, że samo to nie stanowi podstawy do

wieszczenia spadków. Pokazuje jednak, że gdyby rynek dostał złe informacje

(np. o planie Hausnera, w USA o bezrobociu), to rozczarowanie inwestorów

będzie bardzo duże. Z kolei jeśli wszystko będzie po myśli byków, to uważam,

że wybicie w górę będzie ostatnią i bardzo niebezpieczną falą wzrostów,

która załamać może się w dowolnym momencie. Mimo tego niebezpieczeństwa sam

na razie patrzę w perspektywie kilku tygodni jeszcze! w górę, bo choćby te

fałszywe wybicia dołem i od razu bardzo silna obrona rynku wskazują, że

zagraniczni inwestorzy nie opuścili jeszcze naszego rynku, a przyjęcie planu

Hausnera i zbliżające się wejście Polski do UE mogą być świetnymi

argumentami do poprowadzenia rynku wyżej. Jeśli jednak chodzi tylko o ten

tydzień, to już napisałem ku niezadowoleniu wszystkich czytelników, że dalej

oczekiwałbym konsolidacji w oczekiwaniu na rozstrzygnięcie losów planu

Hausnera i dopiero pierwsze dni marca mogą zapoczątkować trwalszy ruch.

[email protected]

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama