deficyty, a na walucie skończywszy. Ten tydzień przyniósł mocne
rozczarowanie tamtym wystąpieniem i wydaje się, że przyznał słuszność
wszystkim zaskoczonym tak optymistycznym przesłaniem Greenspana. Zobaczmy
bowiem jakie dane dostaliśmy w tym tygodniu. Publikacja inflacji PPI w tym
tygodniu została przełożona z powodu kłopotów technicznych, ale CPI
przekroczyła prognozy nawet przy wartościach bazowych (bez cen żywności i
energii). Czyli wbrew słowom Greenspana. Podobnie jak deficyt handlowy,
któremu pomagać miało wspomagane przez szefa Fed osłabienie dolara. Już po
wystąpieniu przed Senatem okazało się ostatnio, że zamiast lekkiego wzrostu
do 40,0 mld mieliśmy w grudniu testowanie marcowego dołka i deficyt wyniósł
42,5 mld $. Bilans.gif Zeszłotygodniowy indeks nastroju konsumentów też
niższy od prognoz, wykorzystanie potencjału produkcyjnego to samo. Dane z
rynku nieruchomości choć na tych poziomach rynkowi krzywdy nie robią, to
spadek był dużo większy od prognozowanego Housing_Starts.gif
Building_Permits.gif W czwartek doszedł jeszcze dużo słabszy indeks
aktywności gospodarczej w rejonie Filadelfii (Philadelphia FED) i
praktycznie jedyne dane, które nie przeciwstawiały się słowom Greenspana to
liczba wniosków od bezrobotnych, ale uwzględniając rewizję ich spadek był
śmiesznie niski, by zmazać serię publikacji przeczących optymizmowi szefa
Fed. Na koniec tygodnia doszło jeszcze bmiętać, że nie należy zbyt szybko zarażać się
amerykańskim optymizmem. W tej kwestii największą gafę popełnił amerykański
prezydent, który w poprzednim tygodniu opublikował prognozę bezrobocia.
Pisałem już, że ta prognoza zakładająca 2,6 mln nowych miejsc pracy w tym
roku to 2-3 krotnie więcej od średniej bardzo optymistycznych analityków.
Tak przy okazji, to spełnienie tej prognozy jedynie przywróciłoby rynek
pracy do stanu, w którym Bush obejmował urząd. By tak się jednak stało,
miesięcznie średnio musiałoby przybywać ponad 220 tys nowych miejsc pracy, a
ostatni raz taka sytuacja miała miejsce na początku 2000 r. i jak widać na
wykresie, to poziomy osiągane tylko w czasie dynamicznego wzrostu
gospodarczego Payrolls.gif , bez tak jak obecnie "eksportowania" miejsc
pracy za granicę i opierania ożywienia na cięciu kosztów (w tym zwolnienia).
Zresztą sytuację na rynku pracy najlepiej oddaje wykres jednego z serwisów,
który pokazuje stworzone nowe miejsca pracy (w sektorach pozarolicznych) od
momentu zakończenia recesji, porównując to do średniej zarówno z równie
fatalnych dla rynku pracy początku lat 90-tych, jak i wcześniejszych kilku
recesji Wykres.gif Jak widać obecnie jest dramatycznie pod tym względem i
wracając do prognozy Busha (jego doradców), to faktycznie gdyby ta średnia z
lat 54-90` została zachowana, to w zeszłym roku powinny pojawić się 1,7 mln
nowych miejsc pracy. Zamiast spełnienia tego prognozy gospodarka straciła 53
tys. etatów. Po ponad tygodniu krytyki tegorocznej prognozy, oraz zapewne
pod wpływem spadających sondaży sam prezydent chyba zrozumiał fikcję tego
optymizmu i "zdystansował się od opublikowanego raportu".
Dlaczego ja tyle o tym bezrobociu ? Bo wygląda na to, że będzie to teraz
czynnik mający największy wpływ na indeksy (i kampanie wyborczą w USA).
Udowodnił to podawany w ostatni piątek indeks nastroju, który bardzo mocno
spadł właśnie w wyniku fatalnych danych z rynku pracy, a to z kolei
oczywiście przekłada się na wydatki konsumentów. Dlatego dane o bezrobociu
będą wzbudzać teraz największe zainteresowanie i emocje na rynkach. Tym
bardziej, że wyniki spółek wszystkim się już znudziły i dobiegają końca, a
Greenspan nic jaśniej już nie powie. Wygląda więc na to, że o tym, czy
S&P500 poradzi sobie z oporem na szczytach odreagowania po WTC, czy też
zrobi podwójny szczyt i ruszy do najgłębszej od roku korekty (groźnie brzmi,
ale do tego wystarczy jedynie zrealizowanie zasięgu spadku podwójnego
szczytu) będziemy musieli poczekać do przyszłego tygodnia. Wtedy dopiero,
wraz z całą serią danych makro (np. Beżowa Księga) publikowany będzie raport
o rynku pracy. Wprawdzie w tym tygodniu również nie zabraknie publikacji
danych (o czym więcej jutro w porannym), ale moim zdaniem z wybraniem
kierunku indeksy poczekają do przyszłego tygodnia, a ten przeczekają w
konsolidacji między dołkami z przełomu stycznia i lutego, a szczytami z tego
tygodnia.
Wyprzedzając trochę podsumowanie, powiem że dokładnie tak samo widzę
sytuację na naszym rynku, choć oczywiście z niego innego powodu. Zatrzymanie
wzrostów w USA jest tylko jednym z czynników, który wpływa na konsolidację
na GPW. U nas ustalenie trendu najmocniej blokuje nużący już wszystkich plan
Hausnera. Pomimo tej niepewności byki na początku tygodnia podjęły u nas
próbę kolejnego przejścia na szczytów. Kontrakty_intra.gif Indeks_intra.gif
Pisałem tydzień temu, że tak szybki atak będzie nieudany i prędzej
wejdziemy w konsolidację, lub pogłębimy korekcyjny spadek. Na szczytach
zatrzymaliśmy się po szybkim ataku już we wtorek, a impulsem do spadku stały
się czwartkowe publikacje fatalnych wyników Pekao. Warto jednak pamiętać, że
choć spadkuankowy i doprowadził w
piątek kontrakty z indeksem do wybicia pod linię szyi formacji podwójnego
szczytu.
I właśnie piątkowa sesja była dowodem na to, że mamy jedynie do czynienia z
korekcyjnym spadkiem i wyczekiwaniem na plan Hausnera. Po wybiciu z
podwójnego szczytu i luce bessy powinniśmy mieć fatalne nastroje i zasypanie
rynku podażą od techników, którym oliwy do ognia dolewało też pokonanie
linii trendu na indeksie pociągniętej z końca stycznia. Zamiast tego po 40
minutach handlu mieliśmy zaledwie 23 mln obrotu na akcjach z WIG20, z czego
milion przekroczyły tylko 4 największe spółki. Do tego wyraźnie byki stały
się aktywniejszy i poustawiał zapory popytu na największych spółkach. To
dość demonstracyjne pokazanie przez fundusze, że na razie nie wybrały one
kierunku i tak jak większość inwestorów czekają na losy planu Hausnera chcąc
dociągnąć rynek w konsolidacji do początku marca.
Co ciekawe taka pułapka z wybiciem w dół to analogiczna sytuacja do końcówki
stycznia, gdy również nastąpiło wybicie z podwójnego szczytu/trójkąta i po
tak silnym sygnale plus dwóch lukach bessy, rynek bardzo szybko zatrzymał
spadki i wszedł ponownie w konsolidację zakończoną wybiciem w górę.
Dokładnie to samo w połowie listopada, gdy po podwójnym szczycie (całej
hossy) też mieliśmy wybicie luką bessy i rynek też szybko zawrócił. Czy
idziemy tym samym scenariuszem ? Jeśli założyć, że USA nie zrobią
dramatycznego zwrotu, a plan Hausnera zostanie przyjęty - to tak i będziemy
mieli nowe szczyty. Muszę jednak przyznać, że do tej pory mówiłem o
"korekcyjnym" (czytaj będą nowe szczyty) spadku z większą pewnością. Ostatni
tydzień nadzieje na ostatnią "przedunijną" falę wzrostową mocno nadwerężył i
nie chodzi to bynajmniej o wspomniany ruch cen, czy słabe wyniki PEO. Nasz
rynek jest pod dominacją dużych graczy i tak samo jak techniczne pułapki są
ich specjalnością (czego wyżej dałem przykłady), tak można zapomnieć o
słabych wynikach banków, lub usprawiedliwić je właśnie CIT`em. Powodem do
obaw są za to dwa inne wydarzenia.
O pierwszym niechętnie piszę, bo jest czysto polityczny, a i czytelnicy
czytać o tym na giełdowych stronach nie lubią, a i ja od polityki uciekałbym
jak najdalej. Niekiedy jednak po prostu się nie da, a teraz szczególnie, gdy
tak dużo zależy od losów planu Hausnera. Mowa tutaj o piątkowym głosowaniu
nad ustawami "VATowymi". W szczegóły nie wchodzę, bo temat szeroko opisywany
w prasie, ale obawiam się, że część inwestorów porażkę rządu w kilku ważnych
ustawach uzna za bardzo zły prognostyk przed głosowaniami ustaw Hausnera na
początku marca. Porażka rządu w głosowaniach jest tym bardziej dotkliwa, że
wynika ze stanięcia po drugiej stornie barykady samego SLD. To wynik
ostatnich sondaży i dojścia klubu SLD do wniosku, że muszą wrócić do swoich
lewicowych korzeni. Za tym poszła dymisja premiera ze stanowiska szefa klubu
SLD, później kandydatura uznawanej za wzór lewicowości Jolanty Banach, a
teraz poparcie ustaw wbrew rządowi. Posłowie SLD sami mówią, że zrobią
wszystko by przywrócić dobre notowania partii. No i teraz to najważniejsze -
czy wszystko, znaczy też brak poparcia dla planu Hausnera ? Tam będzie
znacznie więcej ustaw "wbrew społecznej sprawiedliwości" i pokusa do ich
odrzucenia będzie znacznie większa niż w czasie piątkowych głosowań nad
VATem. Wiem wiem, niedźwiedzie powiedzą, że to będzie wstrzymywać popyt
przed 2/3 marca gdy coś więcej będzie wiadomo o postawie PO i kształcie
ustaw, a z kolei byki powiedzą, że nie ma to jak wspinaczka po ścianie
strachu ;-)
Drugi argument, który powinien bykom trochę popsuć humory w zeszłym tygodniu
to wskaźnik koniunktury bankow saldo prognozy mocno wzrosło z +16 do, można
powiedzieć ekstremalnego +31. Wzrostu popytu na akcje oczekuje 38%(+11) a
spadku jedynie 6%(-5). Zobaczmy krótko jak to wyglądało od początku całej
hossy. PENGAB_Akcje.gif Za moment jej rozpoczęcia można uznać testowanie
dołka bessy w listopadzie 2002 r. Wtedy saldo popytu wynosiło tylko +4. Po
wzroście WIG20 ponad 200 pkt. na wielomiesięcznym szczycie w styczniu
mieliśmy już +26. Następny punkt zwrotny to luty/marzec z wartościami +3/+7
Te ekstrema utrzymały się aż do powakacyjnych szczytów, gdy najpierw
wrzesień i październik pokazał na szczytach +25, ale dopiero listopad
przyniósł ich przekroczenie (+31) i bardzo dynamiczny spadek, choć
zakończony fałszywym wybiciem. Teraz mamy powtórkę tej sytuacji i
analogiczną sytuację do rynku amerykańskiego, czyli rekordowy optymizm.
Znowu jednak trzeba powtórzyć, że samo to nie stanowi podstawy do
wieszczenia spadków. Pokazuje jednak, że gdyby rynek dostał złe informacje
(np. o planie Hausnera, w USA o bezrobociu), to rozczarowanie inwestorów
będzie bardzo duże. Z kolei jeśli wszystko będzie po myśli byków, to uważam,
że wybicie w górę będzie ostatnią i bardzo niebezpieczną falą wzrostów,
która załamać może się w dowolnym momencie. Mimo tego niebezpieczeństwa sam
na razie patrzę w perspektywie kilku tygodni jeszcze! w górę, bo choćby te
fałszywe wybicia dołem i od razu bardzo silna obrona rynku wskazują, że
zagraniczni inwestorzy nie opuścili jeszcze naszego rynku, a przyjęcie planu
Hausnera i zbliżające się wejście Polski do UE mogą być świetnymi
argumentami do poprowadzenia rynku wyżej. Jeśli jednak chodzi tylko o ten
tydzień, to już napisałem ku niezadowoleniu wszystkich czytelników, że dalej
oczekiwałbym konsolidacji w oczekiwaniu na rozstrzygnięcie losów planu
Hausnera i dopiero pierwsze dni marca mogą zapoczątkować trwalszy ruch.
[email protected]