Akcje Apatora na początku sesji nie cieszyły się zainteresowaniem kupujących. Kurs spadł o niecały procent (do 68,5 zł). W południe giełda zawiesiła notowania, a spółka opublikowała komunikat o kupnie świdnickiego Pafalu. W efekcie papiery giełdowej firmy zyskały 8% (największa zwyżka na rynku) i na zamknięciu płacono za nie po 74,50 zł.
Celem - poprawa rentowności
Pafal zajmuje się projektowaniem, produkcją i sprzedażą aparatury kontrolno-pomiarowej dla energetyki. Roczne przychody spółki są porównywalne z osiąganymi przez Apatora i wynoszą około 80 mln zł. Nieco gorzej wygląda porównanie zysków. Pafal w ubiegłym roku wypracował ok. 1 mln zł zysku netto, a Apator dziesięć razy więcej. - Oferty obu firm uzupełniają się. Pozostaje tylko praca nad szybkim poprawieniem rentowności Pafalu. Dodam, że spółka jest bardzo zaawansowana technologicznie i dobrze zorganizowana - twierdzi Janusz Niedźwiedzki, prezes Apatora.
Za akcje reprezentujące 68,29% kapitału zakładowego Pafalu, toruńska firma zapłaciła 15,6 mln zł. Przed zawarciem umowy wpłaciła 2,5 mln zł ze środków własnych. Resztę ureguluje do 1 kwietnia - ze środków własnych, uzupełnionych kredytem bankowym. Papiery sprzedawały narodowe fundusze inwestycyjne. Apator zadeklarował, że chce kupić pozostałe walory Pafalu, które znajdują się w rękach Skarbu Państwa.
Ambitne prognozy