Przebieg ostatniego walnego zgromadzenia wspólników ET (kontroluje Polską Telefonię Cyfrową) to dowód, że konflikt między głównymi udziałowcami trwa. Od kilkunastu miesięcy Vivendi i Elektrim spierają się o wpływ na zarządzanie firmą. Sprawa trafiła już do sądów arbitrażowych.

O podziale uprawnień udziałowców ET miała zdecydować tzw. Trzecia Umowa Inwestycyjna (TUI), zawarta między Vivendi i Elektrimem, w której polska firma przekazała kontrolę nad PTC Francuzom. W transakcji sprzedaży udziałów ET wzięła wtedy udział firma Ymer Finance (kupiła 2% ET), kojarzona z Vivendi. Według Elektrimu, Vivendi miało odkupić te papiery od Ymer po otrzymaniu pozwoleń od odpowiednich urzędów. Jednak Francuzi o pozwolenia nie wystąpili. W ubiegłym roku oświadczyli, że nie mieli takiej intencji, a ponadto nie kontrolują Ymeru i może on swobodnie dysponować udziałami w ET.

Tymczasem TUI przewiduje, że po przejęciu kontrolnego pakietu w Elektrimie Telekomunikacji przez Vivendi, Elektrim otrzyma prawo do reprezentacji w organach zarządzających ET i będzie miał wpływ na istotne decyzje.

Vivendi nie respektuje tego prawa, uznając, że TUI obowiązuje jedynie w części. Na początku tego roku Elektrim Telekomunikacja, bez zgody Elektrimu, sprzedał udziały operatora telefonii stacjonarnej El-Net i dwóch firm: El i El-Viv. Elektrim zakwestionował transakcję. Spółka uważa, że wymagała zgody walnego zgromadzenia wspólników - uchwały podjętej kwalifikowaną większością głosów (2/3). Dlatego na 2 marca zwołała zgromadzenie, przerwane do 16 marca.

Jak poinformował Andrzej Krawczyk, prawnik ET, akcjonariusze postanowili w ostatni wtorek, że sprzedaż wspomnianych spółek nie wymagała decyzji podjętej kwalifikowaną większością głosów. Elektrim zgłosił sprzeciw do tej uchwały.