Zarząd Elektrimu podał wczoraj, że złożył obligatariuszom propozycję wcześniejszej, pełnej i bezpośredniej spłaty istniejącego zadłużenia z tytułu obligacji (na koniec roku wynosiło 436 mln euro - red.). Byłaby to dobra informacja, gdyby nie fakt, że w komunikacie spółki tuż pod nią jest inna, z której wynika, że posiadacze ponad 30% obligacji wystąpili do powiernika papierów o postawienie ich w stan wymagalności. Czy stało się to przed, czy po złożeniu oferty przez Elektrim - nie wiadomo. Spółka odmówiła wyjaśnień. Ewa Bojar, rzecznik Elektrimu, powiedziała jedynie, że stanowisko firmy przedstawiono w komunikacie. Zarząd konglomeratu stwierdza w nim, że obligatariusze wystąpili z żądaniem mimo złożonej im propozycji i pomimo że Elektrim wywiązuje się ze wszystkich finansowych zobowiązań.
Nieco światła rzuca na tę sprawę list londyńskiej firmy Law Debenture (LD), powiernika obligacji, skierowany do właścicieli tych papierów. LD informuje w nim, że otrzymał żądanie postawienia obligacji w stan wymagalności. Przyczyną jest złamanie warunków porozumienia zawartego między Elektrimem a obligatariuszami. Niewykluczone, że chodzi o odwołanie z rady nadzorczej Elektrimu Piotra Rymaszewskiego, kandydata obligatariuszy.
Obligacje na razie nie są wymagalne. LD pisze w liście do posiadaczy obligacji, że zanim postawi je w ten stan, chce wynagrodzenia. Obecnie negocjuje stawkę z komitetem reprezentującym interesy obligatariuszy.