okolicach lipca.
2.. Wybicie z formacji klina/kanału stało się faktem. Ważne jest także to,
że zostało ono potwierdzone na wykresie indeksu intra. Nie można zatem mówić
o pułapce. Ruch powrotny wykonany w końcówce kwietnia jest niemal książkowy
Indeks.gif
3.. Sytuacja na wykresach tygodniowych przed dwoma tygodniami nie była
jeszcze zupełnie klarowna. Zatrzymanie się wzrostu na poziomach oporów nie
jest jeszcze przecież sygnałem sprzedaży. Teraz mamy potwierdzenie, że opory
miały swoją wagę. Kursy już nie tylko się zatrzymały przy nich, ale także
się od nich odbiły WIG20tyg.gif FUTUREStyg.gif Wygląd świec tygodniowych
mówi sam za siebie. Na wykresie kontraktów ostatni raz trzy następujące po
sobie czarne świece z dużymi korpusami mieliśmy w styczniu 2003 roku.
4.. Niedźwiedziom pomagają także wskaźniki oparte na danych tygodniowych.
Szereg sygnałów sprzedaży jest już za nami MACDtyg_fut.gif ROCtyg_fut.gif
RSItyg_fut.gif CCItyg_fut.gif
5.. Na wykresach dziennych mamy już właściwie regularną bessę. Na wykresie
indeksu złamana została linia trendu wzrostowego, a wartość indeksu spadła
pod poziom szczytów z września 2003 r. Odbicie po spadkach są malutkie i
właściwie trudno jest je nawet nazwać korektami. Tym bardziej, że do tej
pory wzrosty były "kreślone" sztucznie bez udziału większego kapitału
wig20.gif wig20fut.gif
6.. Wskaźnik oparte na danych derminie jest
wyraźny.
No właśnie, tylko, czy jest on wyraźny? Myślę, że wielu graczy nadal sądzi
iż mamy jedynie do czynienia z korektą ostatnich wzrostów. "Rynek spadnie do
1700 pkt., może 1650 pkt i ponownie zacznie rosnąć". Naturalnie niczego nie
można wykluczyć, ale moim zdaniem niewiele wskazuje, by taki scenariusz miał
duże szanse powodzenia. Spójrzmy na wykres indeksu. Mamy naruszone dwie
poważne linie.gif To stawia posiadaczy długich pozycji z trudnej sytuacji.
Jak już wspominałem, do tej pory spadek cen był przerywany małymi korektami,
do których nie był angażowany większy kapitał. Dwie ostatnie sesje to już
nieco inny układ sił. Popyt był już większy. Na co liczą kupujący? Po
pierwsze, na to, że spadek to tylko przerwa w trwającym w dalszym ciągu
trendzie wzrostowym. Po drugie, jeśli nawet trend ma się zmienić, to może
się to np. dokonać przez wykreślenie formacji głowy i ramion. Zatrzymanie
indeksu w okolicy dołka z okolic połowy marca ma to umożliwić. Teraz
"przydałby się" wzrost nad 1800 pkt. i dopiero później większy spadek. Coś
za ładne są te plany. Obawiam się, że poziomu 1700 pkt nie da się utrzymać.
Myślę, że spadek ma szansę na wyhamowanie na poziomie ok. 1650 pkt. Jest tam
linia łącząca szczyty z września i października oraz stycznia. Na niej
zatrzymał się spadek w lutym linie2.gif Wykreślenie choćby lokalnego dołka
powinno współgrać z nastrojami rynkowymi - powinien pojawić się pesymizm. Na
razie, mimo spadków, popyt się nie poddaje i nastroje są dalekie od
pesymizmu. Wskazuje na to choćby baza, która w piątek ponownie wzrosła do
ponad 20 pkt. Spadek indeksu pod 1700 pkt może to zmienić. Byłoby to
przebicie pierwszego lokalnego dołka. Kolejny sygnał trendu spadkowego.
Czy to będzie 1700 pkt, czy 1650 pkt, czy też niżej ma mniejsze znaczenie.
Nie jest ważny moment rozpoczęcia, ale przebieg korekty. To po tym będziemy
mogli poznać, w jakiej kondycji faktycznie jest popyt, oraz jakie są szanse
na powrót do wzrostów. Można się spodziewać, że wzrost będzie ciekawy.
Sentyment do wzrostów jest całkiem spory. Przecież dla wielu graczy
dotychczasowe spadki to zbyt mało, by ogłaszać zmianę trendu. W końcu nie
każdy posługuje się podobnymi narzędziami.
Zabawmy się w prognozy. Co nas czeka, jeśli jednak ostatnie szczyty były
końcem całego wzrostu trwającego od jesieni 2001 r. Wtedy należałoby się
liczyć z kolejną poważną falą spadków. Jak poważną? Jeśli ma to być tylko
korekta wspomnianego wzrostu to należałoby oczekiwać zatrzymanie zniżki w
okolicach poziomów zniesień zniesienie1.gif Na pierwszy rzut oka okolica
dołka z listopada 2003 pkt mogłaby być dobrym wsparciem i pewnie będzie. Nie
jest jednak wykluczone, że to nie będzie jedynie korekta ostatniego wzrostu
lecz nowa fala spadków. Ruch powinien być na tyle duży, by dorównał skali
dwóch poprzednich czyli spadkowi od marca 2000 do jesieni 2001 oraz
wzrostowi od jesieni 2001 do wiosny 2004 r. Nie chodzi tu tylko o wielkość
ruchu, ale także czas jego trwania.
Czy wystąpienie takiej fali w ogóle jest zasadne? Przyjmuje się, że każdy
ruch ma co najmniej trzy fale. Mówi o tym zarówno teoria Dowa, jak i
bardziej złożona teoria Elliota. My mamy za sobą dwie. Wypada się oczekiwać,
że pojawi się ta trzecia. Czego można oczekiwać? Można założyć, że nie
będzie to spadek tak gwałtowny, jak miało to miejsce w latach 2000-2001.
Wiadomym jest, że każdy ruch rynku podobny jest w kształcie do hiperboli. W
przypadku spadków najbardziej dynamiczny ruch mamy na początku ruchu i
później z każdą chwilą dynamika spada. Można zatem założyć, że ta nowa fala
będzie już mniej dynamiczna. No możuchu będzie
wynosił przynajmniej tyle, ile ostatni wzrost czyli ok. 131 tygodni.
Pamiętajmy jednak, że wkraczamy w bardziej szeroki niż wysoki wycinek
"dużej" hiperboli trwającej od szczytu z 2000 r. To sprawi, że ten ruch
spadkowy może potrwać znacznie dłużej, np. 212 tygodnie, czyli 81 tygodni
pierwszego spadku pomnożone przez 2,618, co odpowiada całkowitej długości
odcinka od szczytu z marca 2000 do szczytu z kwietnia 2004 r. To dawałaby
perspektywę ruchu trwającego do wiosny 2008 roku. Marna to perspektywa.
Dlaczego? Taki scenariusz zakłada dość długi okres konsolidacji w latach
2006-2008 r.
Poziom docelowy spadku? Nawet nie będą się wysilać. Teoretycznie mógłby to
być nawet nowe dołek pod dołkiem z jesieni 2001 r. Trzeba jednak pamiętać,
że mamy tu rynek dość specyficzny, z dużym udziałem inwestorów
instytucjonalnych, do których cały czas dociera nowa gotówka. Biorąc to pod
uwagę trzeba założyć, że jednak nie będzie nowego dołka. I tu pojawia się
mało pocieszający wniosek. Mamy bowiem w pamięci możliwość rozwlekłej w
czasie fali spadków. Skoro nie będzie ona głęboka, a długa to w efekcie mamy
przed sobą mało obiecującą przyszłość wygasającej zmienności.
Za daleko wybiegam? Pewnie tak, ale wnioski jakie się z tego rozumowania
wykluwają są bardzo nieprzyjemne. Być może nasz rynek czeka długie
wyciszenie i dopiero powolne dyskontowanie wejścia do strefy euro pobudzi
inwestorów. Przyznam, że chciałbym poznać scenariusze alternatywne, gdyż tym
razem nie mam ochoty, by ten opisany przeze mnie się zrealizował.
Pocieszeniem jest to, że na razie jesteśmy na początku tej nowej hiperboli i
na razie na zmienność nie powinniśmy narzekać.
Kamil Jaros