Reklama

Weekendowa Analiza Futures

Publikacja: 23.05.2004 20:38

Marek Pryzmont

To był tydzień odreagowania niemal na wszystkich światowych parkietach.

Wprawdzie Nikkei i Irak znowu w poniedziałek mocno wystraszyły rynki, ale

powrót był bardzo szybki. O motywach można dyskutować, ale moim zdaniem

głównym motorem odbicia było schłodzenie burzliwych nastrojów związanych z

Reklama
Reklama

podwyżkami stóp procentowych. Tydzień temu pisałem, że rynki trochę

przesadziły z obawami co do destrukcyjnej siły pierwszych podwyżek i po tym

jak najpierw do góry ruszyły obligacje, potem dołączył słabnący dolar, to w

końcu do góry poszły też indeksy. To odbicie było o tyle istotne, że cały

czas S&P 500 walczy o utrzymanie kluczowej dla amerykańskich techników

średniej 200 sesyjnej. SP500_d.gif Im dłużej trwa konsolidacja na jej

Reklama
Reklama

poziomie, tym mocniejszy będzie późniejszy ruch. W którą stronę ? Nie mam

pewności, że zejdziemy niżej bez jeszcze jednej próby wzrostu. Na pewno moim

zdaniem obecny ruch nie jest jedynie korektą trendu wzrostowego, po której

nastąpi kolejna fala wzrostu trwale przebijająca ostatnie szczyty. Weszliśmy

w okres niekorzystny dla akcji i jeśli z konsolidacji S&P500 wyjdzie teraz

górą, to będzie to tylko techniczne "wyciskanie" krótkich pozycji (bardzo

Reklama
Reklama

duże zabezpieczanie się przed spadkami na rynku opcji), po którym nastąpią

kolejne spadki. W tak wąskiej konsolidacji wystarczy jedna wiadomość, lub

jej pokrętna interpretacja (odwracająca kota ogonem, ze względu na stopy

procentowe), by rynki wybrały dowolny kierunek. Warto więc zdać się teraz na

technikę i naśladować ewentualne sygnały kupna lub sprzedaży, za które w

Reklama
Reklama

uproszczeniu uznać będzie można zamknięcia poza ekstremami z ostatnich dwóch

tygodni. To oczywiście pociągnęło by za sobą resztę światowych parkietów.

A co może teraz uzasadnić takie wybicie ? Niedźwiedzie powiedzą, że w

poniedziałek rynek wystraszyć może ROPA.gif po sobotniej decyzji OPEC.

Kartel zdecydował, że dyskusję zainicjowaną przez Arabię Saudyjską, a

Reklama
Reklama

dotyczącą wzrostu wydobycia o 2 mln baryłek dziennie, przełoży przynajmniej

do 3 czerwca, pomimo swojego "głębokiego zaniepokojenia" cenami ropy. Czy to

będzie faktycznie miało wpływ na rynki ? Z jednej strony inwestorzy

próbowali taką decyzję dyskontować, ale z drugiej dość powszechne były

głosy, że to tylko pusty gest. OPEC i tak wydobywa więcej ropy niż

Reklama
Reklama

deklaruje, więc zwiększenie limitów byłoby tylko przyklepaniem obecnego

stanu. Moim zdaniem o ile rynek jakoś nerwowo na to zareaguje, to reakcja ta

ograniczy się tylko do poniedziałku.

Głównym motorem napędowym (uzasadnieniem ruchów) dla amerykańskich indeksów

będą teraz dane makro. Choćby tylko z faktu znudzenia wynikami spółek, wciąż

przewijającym się także już nudnym tematem ropy i brakiem danych makro w

ostatnim tygodniu. Publikacje zaczną się od wtorku - na pierwszy ogień

pójdzie wskaźnik zaufania konsumentów i sprzedaż nowych domów. Dane o tyle

istotne, że pokazujące zarówno reakcję konsumentów na wzrost cen ropy, oraz

na rosnące rynkowe stopy procentowe. Na koniec tygodnia kluczowe będą

piątkowy Chicago PMI (pozwalający prognozować ISM), wraz z rewizją majowego

indeksu nastroju Univ Michigan. Z kolei w środę bardzo medialne dane o PKB w

I kw. To rewizja (ale jeszcze nie dane końcowe) po ostatnim mocnym

rozczarowaniu, gdy zamiast przekroczenia progu +5,0% mieliśmy tylko +4,2%.

Przypomnę, że przestrzegałem wtedy, że dane te nie obejmują końcówki

kwartału. Jeśli przejrzeć dane makro to właśnie w pierwszej połowie kwartału

były słabe dane, a w końcówce wręcz świetne. Więc teraz powinna być rewizja

w górę. Faktycznie analitycy w USA tak prognozują (+4,5%) nie zważając

trochę na np. rozczarowanie deficytem handlowym za marzec. Ogólnie jeślistóp, lub przynajmniej

zmniejszenie tempa podwyżek. Wprawdzie Ben Bernake (drugi po Bogu

Greenspanie) obiecał już rynkom w tym tygodniu politykę małych kroczków w

podwyżkach stóp, ale słowa niewiele ważą wobec danych makro. Tydzień

zaczynamy w miejscu, w którym Fed Fund Futures prognozują podwyżkę 25 pb. na

czerwcowym posiedzeniu na 94% szans, oraz 100% na kolejną w grudniu. Po

publikacjach w tym tygodniu oczekiwałbym, że te procenty będą niższe, ale

nie jest jasne jakiej oczekiwać na to reakcji indeksów - tutaj zwycięży

technika.

U nas na rynku w tym tygodniu też zwyciężyła technika. Ekstremalnie

wyprzedany rynek poszedł w ślad za światowym odreagowaniem, ale był od

reszty rynków wyraźnie mocniejszy. Chyba najlepiej pokazał to poniedziałek,

gdy Euroland wraz z USA zalały się czerwienią, BUX walczył o utrzymanie

linii trendu, a nasz rynek skończył na plusach. To chyba najlepiej pokazało,

że nawet "kot zrzucony z 10 piętra trochę się odbije". Krótkoterminowe

wskaźniki aż prosiły o odreagowanie i już po tej poniedziałkowej sesji

(kontrakty na zero) zaczęły odbijać, czego omawiany tydzień temu

Ultimate.gif najlepszym przykładem. Warto też zauważyć, że tą poranną

poniedziałkową wyprzedażą nie zeszliśmy pod Zniesienie.gif 61,8% całej fali

wzrostowej zapoczątkowanej w listopadzie. W tym przypadku ja z odreagowania

natychmiast bym się wycofał i docelowym zasięgiem spadku w tej fali

wzrostowej stałoby się dopiero 1410 pkt. w ramach zasady zniesienia całej

fali wzrostowej. To przestroga przed ewentualnym pogłębieniem ustanowionych

w poniedziałek minimów. Nie powinno też ujść uwadze, że spadki zakończyła

trzecia luka bessy. W analizie technicznej nazywana luką wyczerpania, a

szybkie jej zamknięcie tylko taką interpretację uwiarygodnia.

Nie oznacza to jednak powrotu wzrostów. To jedynie sygnał zatrzymania

spadków, a zasięg odreagowania wyznaczony był dość wyraźnie na lukach

bessy - nawet sam miałem wątpliwości tydzień temu, czy nie zbyt wyraźnie.

Rynek jednak póki co pokazał, że ma bardzo krótką pamięć i nie widzi

możliwości analogi do przełomu kwietnia i maja, gdzie odreagowanie skończyło

się właśnie na lukach bessy. Szarpanym (charakterystycznym dla korekty)

odbiciem byki poprowadziły rynek na malejących obrotach (charakterystyczne

dla korekty) pod luki bessy z 10 maja. Przed chwilą mowa była o

zniesieniach, więc równie charakterystyczne zniesienie, ale tym razem

spadków, występuje na początku luki bessy Zniesienie2.gif Właśnie przy jej

początku zatrzymały się oba rynki, robiąc gwałtowny zwrot w końcówce

piątkowej sesji Kontrakty_intra.gif Indeks_intra.gif Ktoś powie, że tylko

ze względu na arbitraż. Ja natomiast odpowiem, że gdyby nie arbitraż, to

prawdopodobnie zwrot i tak by nastąpił, a większa wiarygodność spadku

mogłaby spowodować, że popyt zupełnie zniknąłby z rynku i wyprzedaż byłaby

głębsza.

A czy będzie ? W sumie prognozę zwyczajowo najlepiej napisać na koniec

tekstu, ale tym razem to ta wersja najbardziej znienawidzona przez

czytelników, więc przyspieszę cierpienie. Powtarzając, z zeszłego tygodnia -

dopóki S&P500 nie pokona SK200, węgierski BUX nie przebije imponująco

obronionej ponad rocznej linii trendu BUX.gif to nasz rynek odpocznie od

spadków i niewielkie są szanse na nowe minima. Z kolei zasięg odreagowania w

tym tygodniu w pełni zrealizowaliśmy i zachowanie rynku absolutnie nie było

na tyle przekonujące, by mówić o jego kontynuacji na następnych sesjach. I

bynajmniej nie chodzi tu o sam fakt zwrotu na lukach bessy. Nie było widać

żadnej akumulacji, walki o papiery większymi zleceniami z funduszy. To było

czysto techniczne odreagowanie, czytaj odbicie zdechłego kota. Ja erwszej fazie nowego trendu

jest teraz moim zdaniem zdecydowanie mniejsze, niż szarpanie się z

niezdecydowanym rynkiem. Na usprawiedliwienie neutralności mamy brak

jakiegoś ekstremalnego odczytu salda prognozy popytu na akcje w ostatniej

ankiecie Pentora. PENGAB.gif

Nie można nie wspomnieć o danych makro, którymi zachłysnęli się w tym

tygodniu wszyscy analitycy i media. Nie będę jednak przytaczał opisów danych

makro, bo wystarczająco szeroko zrobiły to wszystkie gazety. Ja tu jestem od

innej roli, a co najgorsze, tej najbardziej niewdzięcznej. Zwrócę bowiem

uwagę jedynie na zagrożenia, których inwestorzy w tej makroekonomicznej

euforii niemal nigdy nie dostrzegają. Wielu analityków w tym tygodniu

opierało prognozę wzrostu giełdowych indeksów właśnie na świetnych danych

makro (produkcja, sprzedać detaliczna....). Nie trzeba daleko szukać

analogii, by zobaczyć jak fałszywe to przesłanki. Giełda bowiem dyskontuje

nie przeszłość, ale przyszłość (6-9 miesięcy) i to hossa z drugiej połowy

zeszłego roku była nagrodą za przedunijne ożywienie. W momencie gdy na rynek

zaczynają napływać tak świetne dane, przykładem USA należy zastanowić się co

jeszcze nie było zdyskontowane. Przypomnę choćby szerzej opisywany w jednej

z tegorocznych Weekendowych wskaźnik ISM. Szczyty indeks osiągnął w styczniu

ISM_szczyty.gif i na razie od tego czasu gospodarka powoli zwalnia. Jeśli

zobaczyć zachowanie indeksów w momencie ustanawiania historycznych szczytów

na indeksie 1973_ISM.gif 1978_ISM.gif 1983_ISM.gif 1987_ISM.gif 1994_ISM.gif

1999_ISM.gif to widać, że inwestorzy na parkiecie takie dane jedynie

dyskontują, a nie na nie reagują. Styczniowy szczyt ISM, to także styczniowy

szczyt np. na Nasdaq.gif , jak i podanie (na koniec grudnia) ostatecznych

wartości rekordowego PKB w III kwartale. Tak to już po prostu jest, że gdy

mocne ożywienie staje się dla wszystkich faktem, nie ma już kto kupować

akcji.

W przypadku polskiego rynku w tej kwestii widzę jednak tyle samo szans co

zagrożeń. Szansą jest to, że obecne ożywienie między innymi (prócz eksportu,

drożejących surowców) napędzały czynniki przejściowe, związane z obawą

podmiotów gospodarczych o wzrost cen po wejściu do UE. Jeśli jednak w drugim półroczu okazałoby się, że unijny impuls nie był tak krótkotrwały i silne

ożywienie choćby tylko utrzymuje się na obecnym poziomie, to bardzo szybko

rozpocznie to nową falę wzrostów. A zagrożenia ? Na pierwszym miejscu

oczywiście polityczne, ale te dzisiaj pominę. W tej chwili także dla naszego

rynku największym zagrożeniem stał się wzrost inflacji, który może zmusić

RPP do jakże destrukcyjnej dla rynku akcji podwyżki stóp procentowych.

Zaskakująco mocny wzrost PPI (+7,5 r/r) przekroczył najwyższe oczekiwania

rynku. Oczywiście sporo z tego to drożejąca energia, co często pozwala

analitykom na lekceważenie takiego wzrostu (jako przejściowy), ale RPP nie

może pozostać obojętna wobec tych czynników. W tym tygodniu mamy posiedzenie

RPP i na 21 ankietowanych przez Reutera analityków tylko jeden oczekuje

podwyżki już w środę. Tutaj byłbym w większości. Ciekawsze wydaje się

ankieta dotycząca czerwcowego posiedzenia. Tutaj tylko pięciu (na 21)

analityków oczekuje podwyżki i ja byłbym w tej mniejszości, choćby tylko z

faktu, że ze względu na niekorzystny efekt bazy, w przyszłym miesiącu PPI

przekroczyć może +8% r/r

Na koniec dwa słowa o wypowiedzi dyrektora DWS Investments (największa

niemiecka firma zarządzająca aktywami, jedna z największych na świecie)

zamieszczonej w środowej Rzeczpospolitej. Zdaniem DWS konwergencja nie

skończyła się wraz z wejściem do UE. Ja mam odmienne zdanie, co zresztą

prognozowałem wcześniej. Dalej, "w ocniesienie kosztów na rok poprzedni i zysków na bieżący, co

związane było z obniżeniem podatku od przedsiębiorstw. Ocena akcji na tej

podstawie nie przekona inwestorów długoterminowych. Trudno jednak, by DWS

mówił inaczej, skoro "w portfelach DWS inwestujących na polskiej giełdzie

udział naszych obligacji i akcji jest przeważony, co świadczy o

optymistycznym podejściu do rynku". Znowu się różnimy w ocenie, a już

wiadomo, że ze szkodą ostatnio dla portfeli DWS. Ale w jednym z dyrektorem

Gummich`em zgodziłbym się w pełni - "w przypadku Grecji i Włoch wzrost na

rynku akcji zaczął się trzy lata przed wejściem tych krajów do strefy euro i

wyraził przypuszczenie, że podobnie będzie w Polsce". Faktycznie tak być

powinno, ale największy problem polega na tym, że do strefy euro wejdziemy

dopiero w 2010 r., choć oczywiście ostateczny termin ustali głównie

polityka - czytaj przebieg reformy finansów publicznych. Zakładając brak

jakiejś samozagłady dzięki Samoobronie, to skoro w 2010 r. mamy przyjąć

euro, to w 2007 r. faktycznie powinna rozpocząć się kolejna hossa na GPW.

Idealnie pasowałoby to do cyklu prezydenckiego w USA, gdzie rok 2003r.

przyniósł kokosy bykom, lata 2005-6 będą korzystne dla niedźwiedzi

(analogicznie do 2001/2) i właśnie w roku 2007 znowu rozpocznie się

cykliczny wzrost na światowych parkietach. Pytanie tylko, gdzie wtedy

będziemy ?

[email protected]

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama