deklaruje, więc zwiększenie limitów byłoby tylko przyklepaniem obecnego
stanu. Moim zdaniem o ile rynek jakoś nerwowo na to zareaguje, to reakcja ta
ograniczy się tylko do poniedziałku.
Głównym motorem napędowym (uzasadnieniem ruchów) dla amerykańskich indeksów
będą teraz dane makro. Choćby tylko z faktu znudzenia wynikami spółek, wciąż
przewijającym się także już nudnym tematem ropy i brakiem danych makro w
ostatnim tygodniu. Publikacje zaczną się od wtorku - na pierwszy ogień
pójdzie wskaźnik zaufania konsumentów i sprzedaż nowych domów. Dane o tyle
istotne, że pokazujące zarówno reakcję konsumentów na wzrost cen ropy, oraz
na rosnące rynkowe stopy procentowe. Na koniec tygodnia kluczowe będą
piątkowy Chicago PMI (pozwalający prognozować ISM), wraz z rewizją majowego
indeksu nastroju Univ Michigan. Z kolei w środę bardzo medialne dane o PKB w
I kw. To rewizja (ale jeszcze nie dane końcowe) po ostatnim mocnym
rozczarowaniu, gdy zamiast przekroczenia progu +5,0% mieliśmy tylko +4,2%.
Przypomnę, że przestrzegałem wtedy, że dane te nie obejmują końcówki
kwartału. Jeśli przejrzeć dane makro to właśnie w pierwszej połowie kwartału
były słabe dane, a w końcówce wręcz świetne. Więc teraz powinna być rewizja
w górę. Faktycznie analitycy w USA tak prognozują (+4,5%) nie zważając
trochę na np. rozczarowanie deficytem handlowym za marzec. Ogólnie jeślistóp, lub przynajmniej
zmniejszenie tempa podwyżek. Wprawdzie Ben Bernake (drugi po Bogu
Greenspanie) obiecał już rynkom w tym tygodniu politykę małych kroczków w
podwyżkach stóp, ale słowa niewiele ważą wobec danych makro. Tydzień
zaczynamy w miejscu, w którym Fed Fund Futures prognozują podwyżkę 25 pb. na
czerwcowym posiedzeniu na 94% szans, oraz 100% na kolejną w grudniu. Po
publikacjach w tym tygodniu oczekiwałbym, że te procenty będą niższe, ale
nie jest jasne jakiej oczekiwać na to reakcji indeksów - tutaj zwycięży
technika.
U nas na rynku w tym tygodniu też zwyciężyła technika. Ekstremalnie
wyprzedany rynek poszedł w ślad za światowym odreagowaniem, ale był od
reszty rynków wyraźnie mocniejszy. Chyba najlepiej pokazał to poniedziałek,
gdy Euroland wraz z USA zalały się czerwienią, BUX walczył o utrzymanie
linii trendu, a nasz rynek skończył na plusach. To chyba najlepiej pokazało,
że nawet "kot zrzucony z 10 piętra trochę się odbije". Krótkoterminowe
wskaźniki aż prosiły o odreagowanie i już po tej poniedziałkowej sesji
(kontrakty na zero) zaczęły odbijać, czego omawiany tydzień temu
Ultimate.gif najlepszym przykładem. Warto też zauważyć, że tą poranną
poniedziałkową wyprzedażą nie zeszliśmy pod Zniesienie.gif 61,8% całej fali
wzrostowej zapoczątkowanej w listopadzie. W tym przypadku ja z odreagowania
natychmiast bym się wycofał i docelowym zasięgiem spadku w tej fali
wzrostowej stałoby się dopiero 1410 pkt. w ramach zasady zniesienia całej
fali wzrostowej. To przestroga przed ewentualnym pogłębieniem ustanowionych
w poniedziałek minimów. Nie powinno też ujść uwadze, że spadki zakończyła
trzecia luka bessy. W analizie technicznej nazywana luką wyczerpania, a
szybkie jej zamknięcie tylko taką interpretację uwiarygodnia.
Nie oznacza to jednak powrotu wzrostów. To jedynie sygnał zatrzymania
spadków, a zasięg odreagowania wyznaczony był dość wyraźnie na lukach
bessy - nawet sam miałem wątpliwości tydzień temu, czy nie zbyt wyraźnie.
Rynek jednak póki co pokazał, że ma bardzo krótką pamięć i nie widzi
możliwości analogi do przełomu kwietnia i maja, gdzie odreagowanie skończyło
się właśnie na lukach bessy. Szarpanym (charakterystycznym dla korekty)
odbiciem byki poprowadziły rynek na malejących obrotach (charakterystyczne
dla korekty) pod luki bessy z 10 maja. Przed chwilą mowa była o
zniesieniach, więc równie charakterystyczne zniesienie, ale tym razem
spadków, występuje na początku luki bessy Zniesienie2.gif Właśnie przy jej
początku zatrzymały się oba rynki, robiąc gwałtowny zwrot w końcówce
piątkowej sesji Kontrakty_intra.gif Indeks_intra.gif Ktoś powie, że tylko
ze względu na arbitraż. Ja natomiast odpowiem, że gdyby nie arbitraż, to
prawdopodobnie zwrot i tak by nastąpił, a większa wiarygodność spadku
mogłaby spowodować, że popyt zupełnie zniknąłby z rynku i wyprzedaż byłaby
głębsza.
A czy będzie ? W sumie prognozę zwyczajowo najlepiej napisać na koniec
tekstu, ale tym razem to ta wersja najbardziej znienawidzona przez
czytelników, więc przyspieszę cierpienie. Powtarzając, z zeszłego tygodnia -
dopóki S&P500 nie pokona SK200, węgierski BUX nie przebije imponująco
obronionej ponad rocznej linii trendu BUX.gif to nasz rynek odpocznie od
spadków i niewielkie są szanse na nowe minima. Z kolei zasięg odreagowania w
tym tygodniu w pełni zrealizowaliśmy i zachowanie rynku absolutnie nie było
na tyle przekonujące, by mówić o jego kontynuacji na następnych sesjach. I
bynajmniej nie chodzi tu o sam fakt zwrotu na lukach bessy. Nie było widać
żadnej akumulacji, walki o papiery większymi zleceniami z funduszy. To było
czysto techniczne odreagowanie, czytaj odbicie zdechłego kota. Ja erwszej fazie nowego trendu
jest teraz moim zdaniem zdecydowanie mniejsze, niż szarpanie się z
niezdecydowanym rynkiem. Na usprawiedliwienie neutralności mamy brak
jakiegoś ekstremalnego odczytu salda prognozy popytu na akcje w ostatniej
ankiecie Pentora. PENGAB.gif
Nie można nie wspomnieć o danych makro, którymi zachłysnęli się w tym
tygodniu wszyscy analitycy i media. Nie będę jednak przytaczał opisów danych
makro, bo wystarczająco szeroko zrobiły to wszystkie gazety. Ja tu jestem od
innej roli, a co najgorsze, tej najbardziej niewdzięcznej. Zwrócę bowiem
uwagę jedynie na zagrożenia, których inwestorzy w tej makroekonomicznej
euforii niemal nigdy nie dostrzegają. Wielu analityków w tym tygodniu
opierało prognozę wzrostu giełdowych indeksów właśnie na świetnych danych
makro (produkcja, sprzedać detaliczna....). Nie trzeba daleko szukać
analogii, by zobaczyć jak fałszywe to przesłanki. Giełda bowiem dyskontuje
nie przeszłość, ale przyszłość (6-9 miesięcy) i to hossa z drugiej połowy
zeszłego roku była nagrodą za przedunijne ożywienie. W momencie gdy na rynek
zaczynają napływać tak świetne dane, przykładem USA należy zastanowić się co
jeszcze nie było zdyskontowane. Przypomnę choćby szerzej opisywany w jednej
z tegorocznych Weekendowych wskaźnik ISM. Szczyty indeks osiągnął w styczniu
ISM_szczyty.gif i na razie od tego czasu gospodarka powoli zwalnia. Jeśli
zobaczyć zachowanie indeksów w momencie ustanawiania historycznych szczytów
na indeksie 1973_ISM.gif 1978_ISM.gif 1983_ISM.gif 1987_ISM.gif 1994_ISM.gif
1999_ISM.gif to widać, że inwestorzy na parkiecie takie dane jedynie
dyskontują, a nie na nie reagują. Styczniowy szczyt ISM, to także styczniowy
szczyt np. na Nasdaq.gif , jak i podanie (na koniec grudnia) ostatecznych
wartości rekordowego PKB w III kwartale. Tak to już po prostu jest, że gdy
mocne ożywienie staje się dla wszystkich faktem, nie ma już kto kupować
akcji.
W przypadku polskiego rynku w tej kwestii widzę jednak tyle samo szans co
zagrożeń. Szansą jest to, że obecne ożywienie między innymi (prócz eksportu,
drożejących surowców) napędzały czynniki przejściowe, związane z obawą
podmiotów gospodarczych o wzrost cen po wejściu do UE. Jeśli jednak w drugim półroczu okazałoby się, że unijny impuls nie był tak krótkotrwały i silne
ożywienie choćby tylko utrzymuje się na obecnym poziomie, to bardzo szybko
rozpocznie to nową falę wzrostów. A zagrożenia ? Na pierwszym miejscu
oczywiście polityczne, ale te dzisiaj pominę. W tej chwili także dla naszego
rynku największym zagrożeniem stał się wzrost inflacji, który może zmusić
RPP do jakże destrukcyjnej dla rynku akcji podwyżki stóp procentowych.
Zaskakująco mocny wzrost PPI (+7,5 r/r) przekroczył najwyższe oczekiwania
rynku. Oczywiście sporo z tego to drożejąca energia, co często pozwala
analitykom na lekceważenie takiego wzrostu (jako przejściowy), ale RPP nie
może pozostać obojętna wobec tych czynników. W tym tygodniu mamy posiedzenie
RPP i na 21 ankietowanych przez Reutera analityków tylko jeden oczekuje
podwyżki już w środę. Tutaj byłbym w większości. Ciekawsze wydaje się
ankieta dotycząca czerwcowego posiedzenia. Tutaj tylko pięciu (na 21)
analityków oczekuje podwyżki i ja byłbym w tej mniejszości, choćby tylko z
faktu, że ze względu na niekorzystny efekt bazy, w przyszłym miesiącu PPI
przekroczyć może +8% r/r
Na koniec dwa słowa o wypowiedzi dyrektora DWS Investments (największa
niemiecka firma zarządzająca aktywami, jedna z największych na świecie)
zamieszczonej w środowej Rzeczpospolitej. Zdaniem DWS konwergencja nie
skończyła się wraz z wejściem do UE. Ja mam odmienne zdanie, co zresztą
prognozowałem wcześniej. Dalej, "w ocniesienie kosztów na rok poprzedni i zysków na bieżący, co
związane było z obniżeniem podatku od przedsiębiorstw. Ocena akcji na tej
podstawie nie przekona inwestorów długoterminowych. Trudno jednak, by DWS
mówił inaczej, skoro "w portfelach DWS inwestujących na polskiej giełdzie
udział naszych obligacji i akcji jest przeważony, co świadczy o
optymistycznym podejściu do rynku". Znowu się różnimy w ocenie, a już
wiadomo, że ze szkodą ostatnio dla portfeli DWS. Ale w jednym z dyrektorem
Gummich`em zgodziłbym się w pełni - "w przypadku Grecji i Włoch wzrost na
rynku akcji zaczął się trzy lata przed wejściem tych krajów do strefy euro i
wyraził przypuszczenie, że podobnie będzie w Polsce". Faktycznie tak być
powinno, ale największy problem polega na tym, że do strefy euro wejdziemy
dopiero w 2010 r., choć oczywiście ostateczny termin ustali głównie
polityka - czytaj przebieg reformy finansów publicznych. Zakładając brak
jakiejś samozagłady dzięki Samoobronie, to skoro w 2010 r. mamy przyjąć
euro, to w 2007 r. faktycznie powinna rozpocząć się kolejna hossa na GPW.
Idealnie pasowałoby to do cyklu prezydenckiego w USA, gdzie rok 2003r.
przyniósł kokosy bykom, lata 2005-6 będą korzystne dla niedźwiedzi
(analogicznie do 2001/2) i właśnie w roku 2007 znowu rozpocznie się
cykliczny wzrost na światowych parkietach. Pytanie tylko, gdzie wtedy
będziemy ?
[email protected]