A jak to się zaczęło? W jaki sposób doszło do powstania spółki pracowniczej?
W 1992 roku Odra znalazła się na liście firm, które miały wejść do Narodowych Funduszy Inwestycyjnych. W tym samym czasie ja zostałam dyrektorem Odry. Wspólnie z przedstawicielami rady pracowniczej pojechałam na szkolenie dotyczące NFI. Mimo usilnych starań pana, który próbował nas przekonać do idei tych funduszy, wróciliśmy do Brzegu z przekonaniem, że zginiemy w tej całej niejasnej strukturze NFI. Wydawało nam się to nieprzejrzyste, zbiurokratyzowane...
Czyli postanowiliście się wyzwolić z NFI i spróbować samemu?
Oczywiście, pojawiały się też firmy zagraniczne, które chciały zainwestować w Odrę. Jednak żaden z tych projektów nie był dla mnie i moich współpracowników przekonywający. Dlatego zdecydowaliśmy się na prywatyzację drogą leasingu, biorąc majątek do spłaty na 10 lat. Oczywiście, nie było to takie proste. Musieliśmy zgromadzić 20% funduszy. Do spółki musiało przystąpić minimum 60% pracowników. Udało się. Przystąpiło wtedy ponad 85% pracowników - 385 osób. A proszę pamiętać, że ci ludzie szli w nieznane i musieli włożyć spore pieniądze z domowego budżetu - minimum trzykrotne miesięczne pobory. Dodatkowo zakład był niedoinwestowany. Zużycie parku maszynowego wynosiło 80%. Prawdziwy rynek się zaczynał, a czegoś takiego jak marketing czy własne kanały dystrybucji w ogóle nie było.
DOBRE BABSKIE
SEJMIKOWANIE
Kierowanie takim "tworem" o rozproszonym kapitale, który należy do ponad 380 wspólników - głównie kobiet, nie było i nie jest chyba łatwym zadaniem?
Udało mi się przekonać załogę do tego, że warto. Na przykład, walne zgromadzenia corocznie decydowały, by ponad 80% zysku przeznaczać na rozwój. Pieniędzy zawsze brakowało, i to nauczyło nas solidnej gospodarności. Bo my chcieliśmy i musieliśmy się rozwijać - kupowaliśmy nowe linie technologiczne, nowe tereny. Pod koniec lat dziewięćdziesiątych chcieliśmy wejść na giełdę, by w taki sposób pozyskać kapitał na rozwój. Nasze wstępne przygotowania jednak odłożyliśmy, bo przyszedł niezbyt dobry okres. Najpierw krach w handlu z Rosją. Potem bessa na giełdzie. Jednak pomysły związane z GPW co jakiś czas wracają.
Dzisiaj jest już chyba spokojniej? Spółka jest Wasza.
Spłatę majątku rozłożono nam na dziesięć lat. Składki płaciliśmy kwartalnie. W grudniu ubiegłego roku zapłaciliśmy ostatnią ratę.
Czy liczba udziałowców w ciągu tych 10 lat zwiększyła się?
Spółka rozrosła się. Część pracowników odeszła na emerytury, przekazując swoje akcje dzieciom, bo w międzyczasie staliśmy się spółką akcyjną. Mamy więc zadatki spółki rodzinnej. Dzisiaj Odra to 420 wspólników.
A nie obawia się Pani wykupienia przez obcy kapitał?
Na pewno jesteśmy łakomym kąskiem i sporo firm zagranicznych próbuje z nami rozmawiać. Były nawet próby wykupienia akcji od załogi, ale ta stanowczo odmówiła. No wie pan - babska, twarda załoga! Wracając jednak do jakiejś współpracy kapitałowej, to nie boję się partnerów, ale zgoda będzie tylko na równorzędnego. Zbyt dużo poświęciliśmy pracy, by dać się zniszczyć.A czy po wejściu do Unii Europejskiej sytuacja nie staje się trudniejsza?
Jedyny kłopot to ceny. Podstawowy produkt - cukier - drożeje o 50%. Szukamy jednak rynków pozaunijnych, bo tam będzie dopłata do cukru. Tak w ogóle to jednak nie wszystko jest w porządku. Polskich producentów stawia się w gorszej sytuacji od unijnych. Tam rzeczywiście ceny słodyczy są wyższe, ale wyższe są też i płace. Myślę jednak, że Odra, mając stabilne podstawy ekonomiczne i handlowe, da sobie radę.
Dziękuję za rozmowę.
Giełdowe spółki cukiernicze
Krakowski Wawel, kontrolowany jest przez szwajcarską firmę Hosta International. Firma przygotowuje się do budowy nowoczesnego zakładu w Dobczycach, w którym produkcja ma ruszyć w połowie 2005 r. Razem z wyposażeniem inwestycja może pochłonąć około 90 mln zł. Będzie finansowana z kredytu. Spółka chce sprzedać około 4 hektary nieruchomości w centrum Krakowa, gdzie są stare zakłady. Będzie miała pieniądze na spłatę części kredytu.
Mieszko ma już za sobą modernizację. Spółka z Raciborza w 2003 r. zainwestowała około 48 mln zł m.in. w nowoczesne linie produkcyjne i magazyny. Pieniądze pochodziły głównie z kredytów. Firma, której inwestorem strategicznym jest fundusz Central European Confectionary Holdings niedawno przeprowadziła dużą emisję akcji z prawem poboru i pozyskała około 34 mln zł. To pozwoli jej zmniejszyć zadłużenie. Ze względu na popełnione błędy w polityce handlowej i dużą stratę w 2003 r. doszło do zmian w zarządzie Mieszka. Nowy prezes zapodział w tym roku poprawę rentowności operacyjnej. Postawił na wzrost organiczny i w przyszłości nie wykluczył akwizycji.
Jutrzenka nastawia się na przejęcie mniejszych firm. Bydgoska spółka jest kontrolowana przez rodzinę Kolańskich. To po części efekt tego, że pracownicy odsprzedali swoje akcje w celu umorzenia. Zarząd spółki - znanej z produkcji ciastek, wafli i draży - chciałby kupić podmiot z komplementarną ofertą. Szuka więc m.in. pralin, karmelków i czekolad. Liczy też na rozwój eksportu.