Reklama

Mrożony stempel zamiast NFI

Z Cecylią Zdebik, prezes Przedsiębiorstwa Wyrobów Cukierniczych Odra w Brzegu, rozmawia Tomasz Miarecki

Publikacja: 04.06.2004 09:53

Czuje się Pani gwiazdą?

Ja?

No tak. W Brzegu mówi się, że "cukierki" to Zdebikowa.

To żarty. Po prostu zakład ma się dobrze, a to nie jest dzisiaj takie powszechne.

Jeszcze w połowie lat 90. Brzeg, w wymiarze gospodarczym, kojarzył się z margaryną "Kamą", olejami. Dzisiaj zakłady tłuszczowe praktycznie nie istnieją, a Odra stała się liderem na miejscowym rynku.

Reklama
Reklama

Rzeczywiście, kiedyś zakłady tłuszczowe były potentatem.. Niestety, historia tej firmy potoczyła się tak, a nie inaczej.

Trochę z winy...

...nie wnikajmy w to dzisiaj. Tym się zajmowały inne urzędy. My natomiast naprawdę przejmujemy się każdym upadającym zakładem. Firmy znikają, ludzie tracą pracę, nie mają pieniędzy, a w konsekwencji nie kupują słodyczy.

SŁODKI RYNEK

Naczynia połączone?

Tak. Słodycze nie są artykułami pierwszej potrzeby.

Reklama
Reklama

Branża jednak istnieje. Podobnie do kierowanej przez Panią spółki notowane na giełdzie, myślę tu o Mieszku, Jutrzence czy Wawelu, były aktywnymi uczestnikami ubiegłorocznej hossy. A zatem nie padacie?

Oczywiście, nie. Trzeba jednak pamiętać, że utrzymanie rynku wiąże się ze znacznym wzrostem kosztów sprzedaży.

I udaje się ten marketing?

Mimo sytuacji społecznej - o której wspominałam wcześniej - co roku od dłuższego czasu mamy przyrost wartości sprzedaży rzędu 3-5%, czyli umiarkowany.

A zysk netto?

W 2003 roku był leciutko wyższy od osiągniętego w 2002 roku. Było to około 700 tys. złotych.

Reklama
Reklama

Czyli cały czas do przodu?

No, największy zysk, rzędu nawet 6 mln złotych, Odra notowała w okresie dużego eksportu na Wschód. Rosyjski krach z końca lat 90. odczuliśmy jednak bardzo boleśnie.

Z tego jednak co wiem, dzisiaj eksport Odry też oscyluje wokół 10%, czyli jest porównywalny do tego, jaki mają giełdowe spółki z branży.

Ubiegły rok zamknęliśmy 11--proc. udziałem eksportu w obrotach. Wiązało się to jednak z ciężką, kilkuletnią pracą nastawioną na zdobywanie nowych rynków, wcześniej często dla nas zupełnie nieznanych. Największymi naszymi zagranicznymi odbiorcami są dzisiaj Izrael, Afganistan, Stany Zjednoczone, Kanada, Węgry, Niemcy i cały czas, chociaż na dużo mniejszą skalę, Rosja. Sprzedajemy też, ale niezbyt wiele, we Włoszech i Szwecji. Po ostatnich targach w Kolonii wszystko wskazuje jednak na to, że liczba naszych eksportowych partnerów będzie się zwiększała. Na przykład, w tej chwili zamykamy kilka nowych projektów, m.in. z Mongolią. Przyglądamy się bacznie rynkowi chińskiemu.

SMAKOŁYK

Reklama
Reklama

Z BLISKIEGO WSCHODU

Na pewno takie sygnały wydostają się poza mury zakładu. Czy nie powoduje to kolejek chętnych do pracy?

Podań o pracę, ofert od szukających jest na tyle dużo, że nie bardzo jesteśmy nawet w stanie na wszystkie odpowiadać. Chciałabym jednak podkreślić, że chyba jesteśmy jedynym zakładem nie tylko w skali Opolszczyzny czy Dolnego Śląska, ale w ogóle kraju, który tak znacznie w ostatnich latach zwiększył zatrudnienie. Od czasu prywatyzacji, czyli 1994 roku, zatrudniliśmy ponad 350 pracowników. W tej chwili pracuje u nas ponad 700 osób. Wiązało się to oczywiście z rozszerzeniem asortymentu. Rozpoczęliśmy na przykład produkcję pralin czekoladowych. Jesteśmy w posiadaniu jednej z najnowocześniejszych w Europie linii do ich produkcji. Jest to tzw. mrożony stempel.

Co takiego?

Do tej pory produkując praliny stosowano potężne tunele chłodnicze, gdzie zastygała płynna czekolada. Natomiast "mrożony stempel" polega na tym, że w chwili wlania czekolady zanurza się w niej ów "stempel" i czekolada natychmiast zastyga. Pozwala to na duże oszczędności. Linia technologiczna zajmuje mniej miejsca.

Reklama
Reklama

Czyli "mrożony stempel" i praliny są znakiem rozpoznawczym Odry?

Jednym z kilku. Bez wątpienia sztandarowym produktem jest też nasza chałwa. To wyrób niepodobny do żadnego innego, składający się w 50% z sezamu. Przyszedł do nas z Bliskiego Wschodu. Odra produkuje chałwę już od końca lat pięćdziesiątych. I tu rzecz bardzo istotna - zachowaliśmy tradycyjną technologię jej produkcji, w dużej części ręczną. To powoduje, że brzeska chałwa jest nieporównywalna z żadną inną. Doceniają to konsumenci - tak ci bliskowschodni, dla których chałwa jest tradycyjną słodkością, jak również ci, którzy dzięki nam poznali jej smak, np. Niemcy czy Włosi.

NFI POWIEDZIELI "NIE"

Z tego co Pani mówi wynika, że Odrze udało się odnaleźć miejsce w niszy rynkowej Polski. Droga do tego nie była jednak łatwa. Pani i załoga Odry dziesięć lat temu postawiliście wszystko na jedną kartę i wygraliście. Dzisiaj jesteście firmą, która w 100% jest Waszą własnością.

To rzeczywiście było ryzykowne. Na początku wymagało od wszystkich podjęcia ważnych, życiowych decyzji. A później wielu wyrzeczeń i ciężkiej pracy.

Reklama
Reklama

A jak to się zaczęło? W jaki sposób doszło do powstania spółki pracowniczej?

W 1992 roku Odra znalazła się na liście firm, które miały wejść do Narodowych Funduszy Inwestycyjnych. W tym samym czasie ja zostałam dyrektorem Odry. Wspólnie z przedstawicielami rady pracowniczej pojechałam na szkolenie dotyczące NFI. Mimo usilnych starań pana, który próbował nas przekonać do idei tych funduszy, wróciliśmy do Brzegu z przekonaniem, że zginiemy w tej całej niejasnej strukturze NFI. Wydawało nam się to nieprzejrzyste, zbiurokratyzowane...

Czyli postanowiliście się wyzwolić z NFI i spróbować samemu?

Oczywiście, pojawiały się też firmy zagraniczne, które chciały zainwestować w Odrę. Jednak żaden z tych projektów nie był dla mnie i moich współpracowników przekonywający. Dlatego zdecydowaliśmy się na prywatyzację drogą leasingu, biorąc majątek do spłaty na 10 lat. Oczywiście, nie było to takie proste. Musieliśmy zgromadzić 20% funduszy. Do spółki musiało przystąpić minimum 60% pracowników. Udało się. Przystąpiło wtedy ponad 85% pracowników - 385 osób. A proszę pamiętać, że ci ludzie szli w nieznane i musieli włożyć spore pieniądze z domowego budżetu - minimum trzykrotne miesięczne pobory. Dodatkowo zakład był niedoinwestowany. Zużycie parku maszynowego wynosiło 80%. Prawdziwy rynek się zaczynał, a czegoś takiego jak marketing czy własne kanały dystrybucji w ogóle nie było.

DOBRE BABSKIE

SEJMIKOWANIE

Kierowanie takim "tworem" o rozproszonym kapitale, który należy do ponad 380 wspólników - głównie kobiet, nie było i nie jest chyba łatwym zadaniem?

Udało mi się przekonać załogę do tego, że warto. Na przykład, walne zgromadzenia corocznie decydowały, by ponad 80% zysku przeznaczać na rozwój. Pieniędzy zawsze brakowało, i to nauczyło nas solidnej gospodarności. Bo my chcieliśmy i musieliśmy się rozwijać - kupowaliśmy nowe linie technologiczne, nowe tereny. Pod koniec lat dziewięćdziesiątych chcieliśmy wejść na giełdę, by w taki sposób pozyskać kapitał na rozwój. Nasze wstępne przygotowania jednak odłożyliśmy, bo przyszedł niezbyt dobry okres. Najpierw krach w handlu z Rosją. Potem bessa na giełdzie. Jednak pomysły związane z GPW co jakiś czas wracają.

Dzisiaj jest już chyba spokojniej? Spółka jest Wasza.

Spłatę majątku rozłożono nam na dziesięć lat. Składki płaciliśmy kwartalnie. W grudniu ubiegłego roku zapłaciliśmy ostatnią ratę.

Czy liczba udziałowców w ciągu tych 10 lat zwiększyła się?

Spółka rozrosła się. Część pracowników odeszła na emerytury, przekazując swoje akcje dzieciom, bo w międzyczasie staliśmy się spółką akcyjną. Mamy więc zadatki spółki rodzinnej. Dzisiaj Odra to 420 wspólników.

A nie obawia się Pani wykupienia przez obcy kapitał?

Na pewno jesteśmy łakomym kąskiem i sporo firm zagranicznych próbuje z nami rozmawiać. Były nawet próby wykupienia akcji od załogi, ale ta stanowczo odmówiła. No wie pan - babska, twarda załoga! Wracając jednak do jakiejś współpracy kapitałowej, to nie boję się partnerów, ale zgoda będzie tylko na równorzędnego. Zbyt dużo poświęciliśmy pracy, by dać się zniszczyć.A czy po wejściu do Unii Europejskiej sytuacja nie staje się trudniejsza?

Jedyny kłopot to ceny. Podstawowy produkt - cukier - drożeje o 50%. Szukamy jednak rynków pozaunijnych, bo tam będzie dopłata do cukru. Tak w ogóle to jednak nie wszystko jest w porządku. Polskich producentów stawia się w gorszej sytuacji od unijnych. Tam rzeczywiście ceny słodyczy są wyższe, ale wyższe są też i płace. Myślę jednak, że Odra, mając stabilne podstawy ekonomiczne i handlowe, da sobie radę.

Dziękuję za rozmowę.

Giełdowe spółki cukiernicze

Krakowski Wawel, kontrolowany jest przez szwajcarską firmę Hosta International. Firma przygotowuje się do budowy nowoczesnego zakładu w Dobczycach, w którym produkcja ma ruszyć w połowie 2005 r. Razem z wyposażeniem inwestycja może pochłonąć około 90 mln zł. Będzie finansowana z kredytu. Spółka chce sprzedać około 4 hektary nieruchomości w centrum Krakowa, gdzie są stare zakłady. Będzie miała pieniądze na spłatę części kredytu.

Mieszko ma już za sobą modernizację. Spółka z Raciborza w 2003 r. zainwestowała około 48 mln zł m.in. w nowoczesne linie produkcyjne i magazyny. Pieniądze pochodziły głównie z kredytów. Firma, której inwestorem strategicznym jest fundusz Central European Confectionary Holdings niedawno przeprowadziła dużą emisję akcji z prawem poboru i pozyskała około 34 mln zł. To pozwoli jej zmniejszyć zadłużenie. Ze względu na popełnione błędy w polityce handlowej i dużą stratę w 2003 r. doszło do zmian w zarządzie Mieszka. Nowy prezes zapodział w tym roku poprawę rentowności operacyjnej. Postawił na wzrost organiczny i w przyszłości nie wykluczył akwizycji.

Jutrzenka nastawia się na przejęcie mniejszych firm. Bydgoska spółka jest kontrolowana przez rodzinę Kolańskich. To po części efekt tego, że pracownicy odsprzedali swoje akcje w celu umorzenia. Zarząd spółki - znanej z produkcji ciastek, wafli i draży - chciałby kupić podmiot z komplementarną ofertą. Szuka więc m.in. pralin, karmelków i czekolad. Liczy też na rozwój eksportu.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama