istotne. Rynek nasłuchiwać będzie treści komunikatu, który towarzyszyć
będzie tej decyzji. Do tej pory inwestorzy przekonani byli, że podwyżki stóp
będą bardzo łagodne. Zwrócenie w komunikacie uwagi na silną presję
inflacyjną zmieni te oczekiwania. Obawiać się tego należy szczególnie po
danych z ostatniego tygodnia. Wprawdzie PKB zostało wyraźnie (bardzo silnie,
jak na ostatnią rewizję) zrewidowane w dół, co teoretycznie powinno osłabić
oczekiwania podwyżki stóp, ale z drugiej strony uważnie śledzony przez
Greenspana PCE - indeks bazowy cen konsumenckich wzrósł +2,0% a nie jak
podawano wcześniej +1,7%. Zresztą jeśli przyjrzeć się powodom spadku PKB, to
głównie to zasługa większego importu, czyli większego popytu wewnętrznego.
Po takim prześwietleniu podane słabsze PKB bynajmniej nie jest argumentem,
do powstrzymania podwyżek stóp. Zresztą podobnie ma się sprawa z rynkiem
nieruchomości, czego dobrym przykładem decyzje Banku Anglii. Pomimo
ostatniego wzrostu rynkowych stóp procentowych (kredytów hipotecznych)
podane w tym tygodniu dane o sprzedaży nowych i istniejących domów były
wprost znakomite. FED powinien zatrzymać dmuchanie tego balonika, by
późniejsze podwyżki nie były tak częste jak w przypadku Banku Anglii (4
podwyżki w ostatnich 7 miesiącach)
Sam komunikat FED wystarczyłby do zapewnienia emocji w tym tygodniu. Ale
dochodzi do tego jeszcze posiedzenie Europejskiego Banku Centralnego, oraz
piątkowy raport z rynku pracodwyżki (tak tak, podwyżki) stóp procentowych, szczególnie w
obliczu działań Banku Anglii. Zapewne duże znaczenie będzie mieć też treść
komunikatu FED, choć bank oficjalnie zaprzeczy, że się tym kierował. Z kolei
w piątek o 14:30 poznamy stopę bezrobocia za czerwiec i gloryfikowaną w
ostatnich miesiącach liczbę nowych miejsc pracy w sektorze pozarolniczym. Ta
pierwsza ma pozostać na poziomie 5,6%, a nowych miejsc pracy ma być 240k -
choć ostatnio te prognozy weryfikowane są na dzień przed publikacją, gdy
realne pieniądze zabezpieczają się na rynku opcji i kontraktów (na
payrolls), bo przecież co jest bardziej wiarygodnego - postawione pieniądze,
czy zdanie ekonomistów ? A czego ja bym się spodziewał ? Trzeba zerknąć na
ostatnie subindeksy i inne mniej ważne dane. W INITIAL.gif nic ciekawego od
dłuższego czasu. Ankieta Challenger za ostatni miesiąc była negatywna.
Wprawdzie prognozowane zwolnienia wzrosły tylko z 72k do 73k ale maj
historycznie patrząc był miesiącem, w którym spadek planowanych zwolnień był
drugim największym (-15k), Challenger1.gif a średnia liczba planowanych
zwolnień była najniższa w całym roku i zamiast 73k powinna wynieść 30k mniej
Challenger2.gif Na najbliższe miesiące (zawsze trudno przy tych
danych/ankiecie powiedzieć, czy już teraz, czy dopiero w kolejnym miesiącu)
nie jest więc to zwiastunem dobrych danych z rynku pracy. Patrząc dalej -
subindeks zatrudnienia z ostatniego indeksu Philadelphia FED (17 czerwiec)
spadł z 22,6 do 16,8 przy wzroście indeksu z 23,8 do 28,9 w czerwcu.
Subindeks z NY Empire State Manufacturing Index (15 czerwiec) spadł z 21,3
do 12,9 przy niezmienionym indeksie na poziomie 30,2 w czerwcu. To wszystko
nie zapowiada dobrej publikacji. Praktycznie w ostatnich tygodniach ucieszyć
(pod kątem rynku pracy) mógł jedynie sondaż firmy Manpower, pośrednika na
rynku pracy, z której wynika, że 30% amerykańskich pracodawców będzie
tworzyć nowe etaty w nadchodzącym kwartale. To był najlepszy wynik od marca
2000 r. Podsumowując, ja widzę jednak więcej negatywnych czynników i prędzej
oczekiwałbym w piątek rozczarowania. Na koniec podam jeszcze jeden ku temu
argument. Bardzo duża liczba bezrobotnych przestała w ostatnim okresie
szukać pracy. Po ostatnich świetnych danych z rynku pracy część z nich
(rekordowo długo pozostająca bez pracy) zaczyna powracać na rynek pracy
(rejestrować się), przez co niekorzystnie wpływa na wszystkie statystyki
(szacunkowo można mówić o 80k). W okresie wzrostu bezrobocia ten czynnik był
wykorzystywany do poprawy obrazu gospodarki, a teraz będzie dla niego
ciężarem.
W nadchodzącym tygodniu na światowych rynkach trzeba pamiętać jeszcze o paru
sprawach. Z danych w środę Chicago PMI, w czwartek ISM, a z innych ważnych
wydarzeń - o bardzo dużym zagrożeniu terrorystycznym w nadchodzących dwóch
tygodniach. Absolutnie nie piszę tego, by kogoś straszyć, lub negatywnie
wpływać na rynek. Niektórzy mogą tak to odbierać, tym bardziej, że część
analityków straszy terroryzmem przy każdej okazji, a często paradoksalnie
okazuje się to ścianą strachu. Możliwe, że i tym razem tak będzie, ale wręcz
za obowiązek uważam przypomnienie teraz o paru wydarzeniach, które zachęcać
będą do terrorystycznych ataków. Po pierwsze w czasie weekendu mieliśmy
kolejne wybuchy w Turcji, przypominające o tym, że od poniedziałku trwać tam
będzie szczyt NATO z prezydentem Bush`em na czele (pięknie Bush skrytykowany
w ostatnim tekście noblisty Stiglitz`a). Wszystko w przededniu przekazania
władzy w Iraku (przełom miesiąca), co samo w sobie jest magnesem dla
terrorystów. Do tego 4 lipca jest Dzień Niepodległości w USA (5 lipca rynki
nie działają w Stanach). Parafrazując jednego ze sławnych inwestorścianie strachu", ale o tym ryzyku w tym tygodniu trzeba
bezwzględnie pamiętać.
No to przejdźmy do czegoś bardziej (nie)przyjemnego, czyli rodzimej
polityki. Po przyklepaniu wotum zaufania miało być nieco spokojniej, ale
Życie Warszawy na koniec tygodnia wypuściło testowego balona o dymisji
Hausnera. To rozpętało małą burzę na temat dawno nie istniejącego już planu
naprawy finansów publicznych, który z planu Hausnera zmienił się plan
Patera. Nie będę wchodzić w szczegóły, bo codzienna prasa ten temat
analizuje dość szczegółowo i nie ma sensu tutaj powtarzać. Muszę jednak
napisać, że jestem mocno zaskoczony głupotą partii lewicowych. Nie wspominam
już nawet o samobójczym projekcie podwyżki podatków i ZUS dla najbogatszych
(Borowski). Nawet tylko odejście od reformy finansów spowoduje w wyborach
totalną klęskę obu partii. Oczywiście rozumiem, że realnie plan naprawy
finansów publicznych nie ma szans powodzenia w tym Sejmie (brak większości)
i jest tylko dobrą pożywką dla populistów, ale z dwojga złego skoro premier
Belka podjął się rządzenia, to powinien przynajmniej spróbować przeprowadzić
reformę. Nic-nie-robienie wyborcy oceniali już przez ostatnie 2 lata. Ale
mimo to, już teraz widać, że rządy Belki to będzie po prostu administrowanie
krajem, przejadanie wzrostu gospodarczego i prywatyzacja (nie wymaga
sejmowej większości), która choć słuszna, jest najbardziej podatna na
krytykę. Przykład świetnego wyniku J.Buzka w eurowyborach dobrze pokazał, że
społeczeństwo choć narzeka na wszelkie reformy, to potrafi je docenić. A
kiedy reformować finanse jak nie teraz ??? W czasie spowolnienia
gospodarczego i recesji ? Irytujący temat i już go nie ciągnę, a na koniec
posłużę się tekstem Ryszarda Petru z "Rzeczpospolitej". W skrócie ekonomista
BPH daje trzy scenariusze w odpowiedzi - czy da się nie przekroczyć 55%
limitu długu w tym roku ? 1) limit przekroczony, ale to już nie problem tego
rządu (czytaj podłożona świnia dla PO-PIS) 2) zabiegi księgowe wokół OFE co
poprawia wskaźniki na papierze (plus np. przejście na ESA 95) 3) wzrost
podatków (VAT - dla niższych stawek), czyli wzrost dochodów, a nie
zmniejszenie wydatków. Można dopisać jeszcze kilka(naście) innych
scenariuszy, które na podstawie ostatnich deklaracji Belki i SDPL nie mogą
być optymistyczne. Bardzo trafne jest więc ostatnie zdanie Petru - że "żaden
z przedstawionych scenariuszy nie napawa optymizmem. I wcześniej czy później
rynek finansowy to wszystko wyceni". Akcje zaczną najwcześniej.
W tym tygodniu polityczna burza mimo wszystko trochę przycichnie i rynki
patrzeć będą po części na opisane wyżej dane/wydarzenia na zachodnich
parkietach, a po drugie na środowy komunikat RPP. Dawno nie było takiej
niepewności co do decyzji RPP. Z początku tygodnia fatalne dane o sprzedaży
detalicznej wykluczyły zdaniem wielu ekonomistów podwyżkę o 50 pb. Z drugiej
jednak strony, w piątek dostaliśmy równie fatalne dane o cenach żywności w I
połowie czerwca. Zamiast oczekiwanych +1,0% było aż +2,4%. Oznacza to bardzo
prawdopodobne przekroczenie przez inflację +4,0% w czerwcu. To już byłoby
przekroczenie celu inflacyjnego RPP. Znowu mamy więc dylemat, czy RPP odważy
się na +50 pb. czy na razie tylko +25 pb. Ta druga decyzja przyjęta zostanie
neutralnie. Większa, w tej chwili zaskakująca (50 pb. - CA IB, BPH) podwyżka
może GPW bardzo mocno zaszkodzić. Ja jej nie oczekuję.
Na koniec obejrzyjmy trochę wykresów. Z ciekawszych warto teraz patrzeć na
ROPA.gif która testuje linię trendu. Węgierski Bux wybił się górą z
konsolidacji (to nam pomaga) i teraz kluczowy poziom to ostatnie szczyty
BUX.gif Dla rynku amerykańskiego ostatnie szczyty wydają się zbyt mocny DOW_Composite.gif które albo
szczyty testują, albo je już przebiły. Z kolejnych ciekawostek warto zerknąć
na często podawane przez nas saldo popytu na akcje obliczane przy okazji
publikacji wskaźnika PENGAB.gif Ostatnie badanie między 4-14 czerwca nie
pokazało żadnego ekstremalnego optymizmu, czy pesymizmu. Dalej należałoby
patrzeć w kierunku konsolidacji na obecnych poziomach. Ale uwaga, po raz
pierwszy od przynajmniej roku saldo oceny spadło poniżej zera do -8 pkt.
Popyt na akcje wzrastał w 18% placówek (-7) malał w 19% (+7). To nie
zapowiada dobrej koniunktury w letnich miesiącach. No właśnie, w letnich
miesiącach. Część analityków uparcie pisze o "letniej hossie" zaklinając
rynek do wzrostów. Nikomu nie przeszkadza, że takie zjawisko jak letnie
hossa po pierwsze nigdy nie zostało zdefiniowane (co do okresu), a nawet
gdy ktoś się tego podejmuje (np. biorąc lipiec/sierpień) to okazuje się, że
rynek w tym czasie zachowuje się dużo słabiej od historycznej średniej.
Określenie "letnia hossa" ma się nijak do faktycznej cykliczności rynku i
warto o tym pamiętać decydując się na kupno akcji. Jeśli wzrost wystąpi, to
tylko z innych niż obecny okres powodów (zresztą przypomnę, że do
października obowiązuje ten gorszy dla akcji okres - Sell in May and Go
Away).
Czas by to jakoś podsumować. Tydzień składać się będzie z dwóch części - na
całym świecie. Pierwsza to będą ostatnie trzy dni
miesiąca/kwartału/półrocza. U nas wstępem do tego była już piątkowa sesja
(to już nie była polityczna ulga), gdy fundusze znowu trochę sztucznie
podciągały niektóre spółki. O ile terroryści się nie uaktywnią, to window
dressing do środy będzie trwało na wszystkich rynkach. Jednak od połowy
środowej sesji kontrolę nad rynkiem przejmą banki centralne. U nas około
13:00 RPP, później wieczorem FED i następnego dnia EBC, a na piątek dane o
bezrobociu. Jeśli miałbym coś prognozować, to pierwsza część tygodnia będzie
pod dyktando byków, choć pomimo zapewne wyjścia nad opory wig20.gif
wig20fut.gif absolutnie nie będzie to żaden trwalszy trend wzrostowy. W
części drugiej nierozsądne byłoby prognozować zachowanie rynku - należy
poczekać na komunikaty RPP, FED i EBC i na każdy z nich na bieżąco reagować.
Jak zwykle przy okazji stóp pojedyncze słowa decydować będą o kierunku jaki
wybierze rynek. Za to jeśli chodzi o dane z rynku pracy, to po ostatniej
dobrej serii tym razem oczekuję rozczarowania. Kupować, sprzedawać ? To
tydzień wyjątkowo korzystny jedynie dla day-traderów, więc to już zostawię
do codziennych komentarzy. Za dużo będzie teraz czynników mogących
dramatycznie zmienić obraz rynku, który od kilku tygodni tkwi w konsolidacji
wyczekując właśnie!! na nadchodzące teraz wydarzenia.
[email protected]