naprawdę nic się nie zmieniło, ale analitycy mieli sporo argumentów, tych
samych argumentów, dla uzasadnienia przeceny akcji i silnego wzrostu w
ostatnich dwóch tygodniach.
Weźmy teraz na świecznik analizę techniczną. Tutaj w ostatnie dni sam siałem
sporo wątpliwości, nie biorąc udziału w prognozowaniu wzrostów po oczywistym
sygnale kupna, jakim było przełamanie linii trendu i zamknięcie przy maksach
sesji Kontrakty_intra.gif . Teoretycznie błąd, bo do analizy technicznej
podchodzić tak subiektywnie nie można. Ale wielu inwestorów zapomniało
chyba, że od ponad trzech miesięcy rynek tkwi w konsolidacji, w związku z
czym wielokrotnie już mieliśmy do czynienia z fałszywym przebijaniem linii
trendu, czy poprzednich ekstremów. Przypomnę, że cała obecna fala wzrostowa
rozpoczęła się w momencie, gdy w drugim tygodniu sierpnia kontrakty przebiły
równie istotną linię trendu wzrostowego (od maja) i po wykonaniu idealnego
ruch powrotnego, na dużych obrotach zrobiły trzymiesięczne minima. Wcześniej
pułapkę mieliśmy też po naruszeniu linii trendu w lipcu (po dołku z
maja/czerwca), czy choćby fałszywe naruszenie szczytów na koniec czerwca.
Czy tym razem ten sygnał był bardziej wiarygodny ? Każdy byk zauważy, że
silnemu przebiciu linii trendu towarzyszył bardzo wyraźny skok obrotów, a
jak wiadomo z klasyki analizy technicznej, to tylko potwierdza wiarygodnośćąc, gdyby w ostatnich
miesiącach trzymać się cały czas jedynie sygnałów płynących z kresek i
obrotów, to inwestor poniósłby dotkliwe straty. Oczywiście kiedyś obecna
trzymiesięczna konsolidacja się skończy, tym bardziej, że zbliża się koniec
wakacji, ale póki na rynek trwale nie wrócą większe obroty, to do takich
sygnałów jak wtorkowe przebicie linii trendu trzeba pochodzić bardzo
ostrożnie, co zresztą "dzięki" RPP zostało już wszystkim zbyt pewnym
sygnałów kupna bykom dobrze pokazane, gdy w środę dość mocno odbiliśmy się
na obu rynkach od górnego ogranicznia konsolidacji Kontrakty_intra.gif
Indeks_intra.gif
Ostatnim z poruszonych na wstępie tematów jest ropa. Tutaj analogicznie jak
w przypadku PKO BP, interpretacja wpływu na giełdowe indeksy zależna jest od
aktualnych nastrojów. Gdy indeksy rosną, to można być pewnym, że serwisy
podadzą że cena ropy właśnie spadła, albo że analitycy oczekują jej spadku.
Dane makro, czy informacje płynące ze spółek mniej interesowały ostatnio
giełdowe serwisy, niż sytuacja na rynku ropy. Nie przeczę, że sytuacja jest
bardzo ciekawa, bo nie często ropa skacze po parę dolarów testując poziom
50$ za baryłkę i robiąc równie gwałtowny zwrot. Ale nie można każdej sesji w
USA tłumaczyć ropą ! Zresztą najciekawsze w tym wszystkim wydaje się to, że
gdy porównamy historyczne notowania ropy i indeksu S&P500, to stereotyp
drogiej ropy i spadków indeksów przestaje być taki oczywisty. Weźmy dla
przykładu początek lat 90-tych, gdy w USA kwitła piękna recesja, a cena za
baryłkę ropy skoczyła w ciągu trzech ! miesięcy (dzięki Irakowi) z 17 do
ponad 40 dol. Jak się później okazało, przestraszeni tym faktem inwestorzy
wyznaczyli w październiku dołek na S&P500, poprzedzający następne 10 lat
hossy. Drugi raz baryłka ropy dotknęła 40 dol. na początku 2003 r. przy
okazji kolejnej wojny w Iraku ROPA40.gif . Miesiąc później, w marcu 2003 r.
S&P500 znowu ruszył do silnych wzrostów. SP500_ROPA40.gif Po spojrzeniu na
taki dłuższy termin widać wyraźnie, że ceny ropy tak naprawdę mocny wpływ
mają jedynie na nastroje inwestorów w krótkim terminie, a nie wyznaczają
długoterminowe trendy. Paradoksalnie wręcz, gdyby uznać, że cena ropy
osiągnęła już swoje szczyty, możnaby na podstawie poprzednich szczytów ropy
powiedzieć, że S&P500 osiągnął w sierpniu swój dołek. A co jeśli ropa nie
rozpocznie spadku, a wzrośnie do 60-70 dolarów ? Krótkoterminowo tradycyjnie
mocno to rynek wystraszy, ale proszę spojrzeć na lata 80-te i wykres
SP500_ROPA40.gif gdzie znowu szczyt na rynku ropy, wyznaczył dołek na
S&P500. A gdyby uwzględnić inflację, to w cenach z 2004 r. ropa musiałaby
obecnie wzrosnąć właśnie do 60-70 dolarów, by osiągnąć analogiczny poziom do
recesyjnych lat 80 tych. ropa_inflacja.gif Podsumowując - wpływ cen ropy na
indeksy (nie mówię o gospodarce, ale o indeksach giełdowych) ma charakter
jedynie krótkoterminowy. Zresztą można to uznać za przykład analogiczny do
złych danych makro, z których jedni się smucą, a drudzy uznają za zwiastun
niższych stóp procentowych, co samo w sobie może napędzać hossę na rynku
akcji, niezależnie od aktualnej sytuacji gospodarczej (patrz zeszły rok w
USA). To samo z ropą - dla jednych wzrost cen ropy niekorzystny dla
światowej gospodarki, a drudzy uznają to za sygnał, że światowa gospodarka
bardzo dynamicznie się rozwija i stąd niewystarczająca podaż ropy, co po
części jest prawdą i powinno wywoływać wzrosty na giełdach.
Jak widać punkt widzenia (analizy technicznej, PKO BP, ropy) zależy do
punktu siedzenia, więc czasami z dystansem należy podchodzić do tego co
podają serwisy, a nawet do tego jak w krótkim terminie zachowuje się rynek,
bo czasami w dużej mierze jest t kto, oprócz RPP może zrozumieć politykę monetarną, jaką RPP prowadzi,
więc parę słów w tym temacie się przyda. Bynajmniej w całym zamieszaniu nie
chodzi o samą skalę podwyżek stóp procentowych (mogłyby być nawet wyższe),
ale o zdezorientowanie rynku i kompletnie nieprzejrzyste motywy decyzji
podejmowanych przez bank centralny. Nie tylko w mojej opinii szkodzi to
rynkowi bardziej, niż nawet błędna decyzja co do stóp procentowych, ale
oparta na jasnych argumentach. Zamiast tego, RPP po raz drugi mocno
zaskoczyła rynek. Jeśli w czerwcu mamy podwyżkę +50 pb., następnie w lipcu
+25 pb, a przed kolejnym posiedzeniem mamy sytuację taką, że: produkcja
przemysłowa rośnie wyraźnie poniżej rynkowych oczekiwań, to samo sprzedaż
detaliczna, lipcowy CPI, czy w końcu wolniej rosną oczekiwania inflacyjne w
porównaniu do inflacji, to chyba jasnym jest że presja inflacyjna słabnie,
podobnie jak cała gospodarka. Sytuacja taka przemawia za rozważeniem wręcz
braku podwyżki, lub pozostaniu przy jedynie +25 pb. RPP robi zupełnie
inaczej i podwyższa stopy o +50 pb. Dlaczego ? Szydło wyszło z worka dopiero
na konferencji prasowej, z której wynikało, że RPP mocno przestraszyła się
projekcji inflacji, którą NBP opublikuje 31 sierpnia. Warto o tej dacie
pamiętać, bo skoro projekcja inflacji zmusza RPP do tak ostrych działań, to
musi być dla gospodarki bardzo niekorzystna.
Ale jest jeden mankament. Projekcja inflacji przedstawiana przez NBP nie
będzie uwzględniać decyzji RPP !!! Oznacza to, że prognoza sporządzana jest
przy założeniu, że RPP nie zmieni stóp procentowych. Po co więc publikować
taką prognozę ? Choćby po to, żeby uczestnicy rynku poznali "materiał
analityczny" i założenia jakimi kieruje się bank centralny, przez co
zwiększa się wiarygodność prowadzonej przez bank polityki. Idea słuszna, ale
przytaczając fragment felietonu Janusza Jankowiaka z Bre Banku, "już samo
wspieranie się przy decyzjach (RPP) projekcją inflacji, jako głównym
argumentem, jest wystarczająco kontrowersyjne", a dalej cytuając Ryszarda
Kokoszczyńskiego "W najnowszej literaturze kwestionowana jest (.)
użyteczność i wartość informacyjna długookresowych prognoz bazujących na
założeniu stałości nominalnych stóp procentowych, czyli tzw. prognoz
warunkowych. Uhlig (2001) dowodzi, iż kontrfaktyczne prognozy opracowywane
dla Stanów Zjednoczonych przy założeniu, iż w całym 2001 r. nominalne stopy
procentowe pozostałyby na poziomie z końca 2000 r., prowadziłoby do
konkluzji, iż pod koniec 2002 r. gospodarka amerykańska doświadczy
10-procentowej deflacji". Faktycznie więc, projekcja inflacji przedstawiona
31 sierpnia przez NBP będzie niemal bezużyteczna, choćby z samego tego
faktu, że nie będzie uwzględniać ostatniej podwyżki aż o 50 pb. Dziwi fakt,
że RPP podejmując decyzje motywuje je takimi materiałami, tym bardziej, że
jest on jeszcze nie znany rynkom finansowym. Dzisiaj można założyć, że
zawarta tam projekcja inflacji (zaznaczam, że to nie prognoza) jest bardzo
"nie medialna". A skoro grono Rady ustala się na podstawie nie ekonomicznych
(z wyjątkami) kompetencji, a na podstawie partyjnych wpływów, to motywy jej
działania różnią się czasami od toku myślenia ekonomistów. RPP by zapobiec
zrealizowaniu się projekcji podjęło właśnie taką, a nie inną decyzję. Jeśli
nawet założymy, że jest ona słuszna, to wtedy + 25 pb. w lipcu było mocnym
błędem.
Czas chyba zastanowić się co czeka rynek w tym tygodniu. Gdyby nie decyzja
RPP, to możnaby powiedzieć, że jesteśmy skazani na wybicie górą z
konsolidacji. Sytuacja na światowych rynkach sprzyja temu jak nigdy w
ostatnich miesiącach. Węgierski BUX.gif trzyma się dalej przy szczytach i
samo to powinno wymuszać optmaksy Cenowy.gif Czy w końcu po raz pierwszy od trzech miesięcy na naszym
rynku udało się naruszyć 100 sesyjne średnie kroczące SK100.gif
SK100_WIG20.gif
Czeka nas mocniejszy wzrost poza obszar konsolidacji, który odmierzając jej
szerokość szybko wyniesie nas ponad 100 pkt. wyżej ? Niestety, ja tego nie
oczekuję. Obawiam się, że ewentualne wybicie w górę, będzie kolejną
techniczną pułapką, jakich w ostatnich miesiącach było bez liku. Nie znaczy
to absolutnie, że jeśli rozpoczniemy dynamiczny ruch do góry, nie będę
namawiać do długich pozycji. Moim zdaniem nie będzie to jednak żaden trwały
wzrost, bo rynek na taki przed ofertą PKO BP się nie odważy, bo i po co
samemu podnosić cenę emisyjną tak dużej oferty. Na taki scenariusz wskazuje
historia kilku większych ofert (Handlowy 97`, KGHM 97`, PEO 98`, TP 98`, PKN
99`, PKN 00`, BACA 03`). Przykład przytaczam, choć sam z początku
krytykowałem tłumaczenie wszystkiego ofertą PKO ;-) Ale moja interpretacja
nie ulegnie zmianie za tydzień. Raczej pozostaniemy dalej w konsolidacji,
czekając na koniec wakacyjnego okresu (w piątek na NYSE.gif najniższe obroty
w tym roku). Scenariusz dalszej konsolidacji potwierdza także saldo prognozy
popytu na akcje, które jest na neutralnym poziomie PENGAB.gif Takie samo
neutralne nastawienie do rynku mam też i ja, a zarabiać będzie można teraz
tylko na krótkich ruchach, których kierunek w tym tygodniu wyznaczać będzie
natłok danych makro.
[email protected]