miesiąc do miesiąca. Nie ma wprawdzie jeszcze jednoznacznych sygnałów
poprawy, ale można jej już oczekiwać. Skoro więc najgorsze mamy za sobą, to
dlaczego rada ma jeszcze cisnąć? Tu pojawia inercja oczekiwań wywołanych
ostatnią mocną podwyżką. Rada wysyłała sygnały sugerujące, że problem
inflacji nie zniknął. Analitycy z Lehman Brothers uważali, że Rada zdecyduje
się podnieść stopy "z góry", zanim dane o inflacji zaczną się poprawiać.
Spodziewali się oni podwyżki w środę o 25 pb i kolejne 25 pb w październiku.
"Z końcem listopada NBP ogłosi kolejny kwartalny raport o inflacji.
Spodziewamy się, że w przededniu jego opublikowania RPP będzie miała o wiele
więcej do powiedzenia niż w okresie przygotowywania ostatniego. Spodziewamy
się w związku z tym, że prognozy inflacyjne zostaną skorygowane w dół, co
oznacza, iż Radzie będzie trudniej uzasadnić potrzebę dalszych, agresywnych
zwyżek stóp" - dodali. Podobna ocena sytuacji płynie z raportu CSFB.
Analitycy uważali, że "wciąż nie ma oznak, iż wyższa inflacja przekłada się
na wyższe żądania płacowe, presja inflacyjna, której źródłem jest popyt
pozostaje niska, a sprzedaż detaliczna była w sierpniu o 2,0 pkt proc.
niższa niż w lipcu i zasadniczo jest niezmieniona od października 2003
roku.". Różnica polega na tym, że oni już nie wspominali o podwyżkach "z u ustabilizowała się, jeszcze
nie zaczęła spadać". Mocna podwyżka, gdy inflacja już nie rośnie? Pewnie
gdyby nie ostatnie ruchy RPP wnioski byłyby nieco inne. Merrill Lynch
sądził, "że obniżka dynamiki cen żywności może zaowocować spadkiem stopy
inflacji do 4,4 proc. we wrześniu, co skłoni NBP do skorygowania w dół prognozy inflacyjnej nawet o 1-2 pkt proc. ML nie wyklucza, że poziom stóp
procentowych zostanie utrzymany, lub co najwyżej ich zwyżka wyniesie 0,25
pkt. bazowych." Zatem i tu najpierw mamy czynniki, które faktycznie
pozwalają na pozostawienie stóp na niezmienionym poziomie, ale pozostawiono
furtkę na podniesienie stóp o 25 pb. nie z potrzeb merytorycznych, ale
oczekiwań jastrzębiego spojrzenia na dane. "Patrząc się na dane o polskiej
gospodarce, trudno zauważyć powody, dla których stopy miałaby być
podwyższane. Wzrost gospodarczy spowalnia, inflacja już ma swój szczyt za
sobą. Czynniki, które wcześniej budziły niepokój, teraz już zanikają"
powiedział Marcin Mróz, ekonomista Societe-Generale. Zaznaczył on
jednocześnie, że "tak naprawdę, Rada nie powinna podnosić stóp procentowych
we wrześniu. Jednak uważa, że bardziej >>jastrzębia
chciała podnieść we wrześniu stopy >>na wszelki wypadek
więc, jego zdaniem, ostatecznie 25 punktów bazowych, co będzie kompromisem
"jastrzębiej" części RPP z pozostałymi członkami Rady. Jak widać,
oczekiwanie na podwyżkę nie wynikało z obserwacji danych, bo
usprawiedliwiałyby jej brak, ale głównie z tego, że rada wysłała ostatnio
sporo jastrzębich sygnałów. Czy więc zaskoczenie brakiem podwyżki jest na
miejscu? Patrząc na same dane, raczej nie, ale to analitycy podejmują
decyzję. Trzeba więc podejść do sprawy zezując - znając dane, ale pod uwagę
co o tych danych mogą powiedzieć członkowie RPP.
Problem leży więc z tym, że rada nie wysyła jasnych sygnałów co do swojego
nastawienia do sytuacji bieżącej oraz ruchów w przyszłości. Czytelność
ruchów rady bardzo często była mętna, ale teraz przybrała formę zbliżoną do
rzutu monetą. Zaraz po publikacji pojawiły się opinie, że taki rozrzut
decyzji RPP to oznaka utraty nad nią kontroli przez L. Bacerowicza. Niestety
pozostaje snuć domysły. Problem w tym, że w chwili obecnej trudno jest
przewidywać kolejne posunięcia rady, a ma to przecież bezpośrednie
przełożenie na rynki. Większa zmienność i niepewność to mniej atrakcyjne
ceny skorygowane przez większą od możliwej do uzyskania premii za ryzyko.
Proszę sobie przypomnieć ile zaskoczeń przyniosły decyzje FOMC lub ECB. Tu
mamy klarowną sytuację. Nawet mimo greenspeak rynek jest w stanie z dużym
prawdopodobieństwem określić przyszłe ruchy, co powoduje, że ceny spokojniej
się do nich dostosowują. U nas teraz nie wiadomo nic. Czy poprzedni strach
inflacją już został stłumiony? Czy też mamy chwilę przewagi gołębi? Czy
decyzja z środy jest wynikiem przyznania się do błędu, czy okazaniem braku
spójnej koncepcji prowadzenia polityki pieniężnej? Mam nadzieję, że jednak
ta koncepcja istnieje, a decyzja po prostu konsekwencją ostatniej podwyżki,
która za jednym zamachem wyczerpała potencjał wymaganej sytuacją reakcji.
Być może wzrost w sierpniu był za mocny i już nie pozwalał na kolejny we
wrześniu. Pewnie lepiej by było, gdyby rada podniosła stopy dwukrotnie po 25
pkt, ale teraz to już można sobie gdybać.
Drugi temat, jaki przewijał się najczęściej w ostatnich dniach, to
propozycje rządowe dotyczące zwiększenia składek na ubezpieczenie społeczne
dla przedsiębiorców. Chodzi właściwie o reakcje na te propozycje ze strony
przedsiębiorców. "Wydaje się, że w ten wzrost gospodarczy najbardziej
u
Fakt zaistnienia wzrostu gospodarczego daje niejako legitymizację dla
różnego rodzaju pomysłów "większego udziału biedniejszych w jego owocach".
Mamy więc propozycję podniesienia podatków dla wszystkich, którzy zarabiają
więcej niż prezydent. Jest to jawne wykorzystywanie nastrojów społecznych i
kiełbasa wyborcza. Badania wykazały, że większość społeczeństwa uważa, że
prezydent ma powinien zarabiać najwięcej. Zatem ten, kto zarabia więcej,
zarabia nieuczciwie i należy go ukarać, by podzielił się z biedniejszymi.
Proste prawda? W sam raz na kampanię wyborczą. A to przecież dopiero
początek festiwalu. Budżet w tym tygodniu trafił do Sejmu i poprawki do
niego już zapowiadają się bardzo ciekawie. Oczywiście można założyć, że
zdrowy rozsądek weźmie górę, a koalicja postara się, by projekt rządowy
jednak nie został popsuty, tylko że czasem zdarzają się głosowanie, po
których wszyscy są zaskoczeni. Czy SdPl poprze budżet proponowany przez
premiera Belkę, czy też zaproponuje swoje poprawki. Wiadomo przecież jak ta
partia stara się pomóc uciśnionym, z jakim zatroskaniem pochyla się nad ich
losem. Czy będzie głosować przeciw podniesieniu podatków dla najbogatszych?
Wróćmy jednak do przedsiębiorców, którzy w opinii wielu polityków uchodzą za
źródło niemal nieprzebrane, a którego można czerpać do woli. "Przedsiębiorcy
nie zgadzają się na rządowe propozycje uzależnienia składek
ubezpieczeniowych od wysokości dochodów firm" - poinformował ekspert
Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych Jeremi Mordasewicz. Rząd
proponuje, by w danym roku podstawą do naliczania składek dla
przedsiębiorców był dochód liczony za rok poprzedni. "Nie wiemy, jak to ma
wyglądać, bo dochody przedsiębiorców zmieniają się z miesiąca na miesiąc.
Chcielibyśmy też dowiedzieć się, czy ZUS jest przygotowany do obsługi
przedsiębiorców, którzy płaciliby składki w nowym systemie" - pytał.
Goliszewski z BCC dodaje: "Dopóki podniesienie składki będzie próbą wyrwania
pieniędzy, celem zapełnienia kasy państwa i załatania budżetu, a środki ze
składek nie zostaną przeznaczone na przyszłe emerytury dla przedsiębiorców,
to nie mowy o naszej zgodzie na podwyżkę". "Przedsiębiorcy nadal pozostają
przy stanowisku, że podwyżka składki na ZUS o 200-300 proc. uderzy w małych
i średnich przedsiębiorców, który będą uciekali w szarą strefę.
W tym tygodniu Krajowa Izba Gospodarcza skupiająca większość organizacji
pracodawców zwróciła się do rządu z prośbą o wycofanie się z nowelizacji.
Zdaniem ekspertów KIG "wady tego projektu są tak duże, a błędy rzeczowe i
logiczne tak poważne, że nie ma możliwości poprawienia ich w najbliższym
czasie". Ich zdaniem zahaczają o konstytucję i z pewnością pracodawcy będą
szukać drogi, by się na tych argumentach przeć gdyby doszło do nowelizacji.
Rada przedsiębiorczości uważa, że "projekty dotyczące zmian w składkach
ubezpieczeniowych są wycinkowe, a jedynym ich celem jest efekt fiskalny.
Rada Przedsiębiorczości, deklarując współdziałanie, wzywa rząd do pilnego
podjęcia prac nad kompleksową reformą ubezpieczeń społecznych".
"Wprowadzenie rządowych zmian przyczyni się do upadłości wielu małych
przedsiębiorstw oraz ograniczenia spadku bezrobocia. Wg szacunków rządowych
wprowadzenie zmian w składkach na ubezpieczenie przyniesie ok. 1,5 mld zł
wpływów budżetowych. Zdaniem rady prace wymagają rozwagi i głębszej analizy
i nie mogą być prowadzone pod presją czasu, ani też z punktu widzenia
łatania dziury budżetowej.
Co na to rząd? Minister polityki społecznej Krzysztof Pater nie zgodzi się
by rząd wycofał z Sejmu projekt zakładający podwyżki składek
ubezpizy i szereg pomysłów, jak oskubać przedsiębiorców. W
efekcie spadek bezrobocia będzie nadal powolny, a być może dynamika wzrostu
zacznie spadać. Czy to będzie wina? Jasne, że RPP, bo "rozpoczęła kolejny
proces schładzania, który nie pozwolił, by gospodarka się szybciej
rozwijała". Balcerowicz musi odejść!
Na koniec tych wywodów warto wspomnieć o potyczce (kolejnej) jaką stoczył
rząd z Sejmem. Pamiętamy, że Sejm przyklepał fakt prywatyzacji banku PKO BP,
ale z zastrzeżeniem, by nie sprzedawać akcji inwestorom zagranicznym. Ten
kuriozalny (by nie użyć dosadniejszych określeń) warunek został na szczęście
przez J. Sochę zignorowany. Minister wprawdzie puścił oko w stronę posłów
zastrzeżeniem, że transza dla inwestorów zagranicznych może zostać
ograniczona do 20 proc. oferty. Wspomniana uchwała Sejmu rozbiła moje
dotychczasowe przekonanie, że już niczym mnie nasi posłowie nie zaskoczą.
Jej treść odpowiada sytuacji, w której właściciel sklepu wywiesza kartkę, że
długowłosym towaru nie sprzedaje. Ma poczucie misji? Jakiej? Czy nie
zauważa, że długowłosi mogą się zaopatrywać gdzie indziej? Tym bardziej, że
tak się składa, że to oni mają więcej gotówki od łysych, lub krotko
ostrzyżonych. Kompletna bzdura. Co jeszcze uchwali ten Sejm? Jest zdolny do
wszystkiego. Jakie jeszcze chore pomysły wpadną posłom do głowy?
Miałem napisać jeszcze o kilku sprawach, ale widzę, że rozmiar tekstu już na
to nie pozwala. Nie będę przedłużać. O rynku wypowiem się w porannym, choć
już teraz należy stwierdzić, że nie będzie to nic odkrywczego. Od jakiegoś
czasu znajdujmy się bowiem w tym samym miejscu i zapowiada się, że trwająca
obecnie korekta jeszcze się przeciągnie. Oferta banku ma przyciągnąć 5-6 mld
złotych. Czy to na pewno jest już w cenach?
Kamil Jaros