Reklama

Weekendowa Analiza Futures

Publikacja: 24.10.2004 15:19

Marek Pryzmont

W poprzedniej Weekendowej zadanie było trochę łatwiejsze, gdyż staliśmy na

krawędzi luki hossy z początku października i jej zakrycie dało sygnał do

zdynamizowania korekty. Technicy lubią takie sygnały i często pokornie się

ich słuchają. Kolejny tydzień to już jednak odrabianie strat i powrót w

Reklama
Reklama

okolice luki. Gdzie szukać teraz kolejnego sygnału ? Czy był to tylko ruch

powrotny, czy przerwanie korekty ? W obliczu rynkowego marazmu w ostatnie

dni oraz zamieszania wokół oferty PKO BP odpowiedź na te pytania nie jest

ani prosta, ani oczywista, ale postaram się niżej coś zasugerować.

Najpierw spójrzmy na USA. Tutaj tak naprawdę należałoby się rozwodzić na

temat ostatnich wyników i prognoz spółek, ale każdy dłuższy stażem inwestor

Reklama
Reklama

wie, że najważniejsze na rynku są aktualne nastroje. Zresztą tyczy się to

też samych wyników, które inwestorzy oceniają przez pryzmat oczekiwań

rynkowych, a nie wyceny fundamentalnej spółki i wielkości zysku.

Przykładowo, za ostatni kwartał roczny wynik spółek z S&P500 (skorygowany o

inflację) tylko przy spełnieniu oczekiwań analityków Thomson First Call

będzie na najwyższym poziomie (skorygowanym o inflację !) w powojennej

Reklama
Reklama

historii giełdy. Dlaczego więc nie ma kontynuacji hossy wobec tak wyraźnej

poprawy fundamentów ? Rynek bowiem dawno (tradycyjnie 6-9 miesięcy) już to

zdyskontował i inwestorów ucieszyć jest w stanie teraz tylko wyjątkowo

pozytywna niespodzianka. Zresztą wystarczy powiedzieć, że wspomniane

rekordowe wyniki spółek nieznacznie tylko przekroczą szczyt z początku 2000

Reklama
Reklama

r., a jak pamiętamy był to szczyt hossy internetowej. Tak niestety działa

giełdowy rynek, że gdy wszystkie dobre informacje, czy to ze sfery makro,

czy to wyniki poszczególnych spółek, napłyną już na rynek, to optymizm

inwestorów jest tak duży, że wszyscy już kupili akcje i zdyskontowali

wszystkie dobre wiadomości. Nie ma dalej komu kupować.

Reklama
Reklama

Taka sytuacja jest od miesiąca właśnie w USA. Nieładnie przypomnę, że

opisywany tutaj w połowie września optymizm wyrażany na amerykańskim rynku

opcji, który niemal dokładnie zbiegł się wtedy ze szczytem na rynku akcji. Z

kolei październikową falę spadkową cały czas napędza utrzymujący się

optymizm w ankiecie Investors Intelligence. W tym tygodniu ta ankieta

Reklama
Reklama

przestraszyła wszystkie byki po raz kolejny. Po środowym zwrocie wydawało

się, że obronione wsparcie na S&P500 i sierpniowy dołek na Dow Jones pozwolą

na chwilę odpocząć od spadków. Ale przeprowadzana tego samego dnia

wspomniana ankieta nastrojów inwestorów pokazała później nieco szokujące

nastroje. Z reguły po tak długich spadkach rozpoczętych miesiąc temu przy

bardzo wysokim optymizmie, byki w końcu odpuszczają i dopiero widoczny w

ankietach nastrojów strach wyznacza dołek. Ktoś zaczyna się teraz powoli bać

po tym długim spadku ? Nic z tego - liczba byków wzrosła w tym tygodniu z

54,1 do 58,9% (!), czyli szczyty z początku roku, a liczba niedźwiedzi

spadła z 23,5 do 22,1%. Gdy rynek spada przy tak silnym wzroście optymizmu,

nie zawróci trwale na północ bez przynajmniej krótkiej paniki. Czy piątek

był jej początkiem, czy końcem ? Tylko oceniając skalę optymizmu, wydaje

się, że dołków indeksy jeszcze nie znalazły. Analogicznie optymizm w czasie

przeceny wzrastał ostatnio na przykład w wakacje. Skończyło się to

najdłuższą w tym roku falą spadkową, mimo iż wydawało się po każdej

przecenie, że rynek jest mocno wyprzedany, a fundamenty się poprawiają.

O fundamentach wielokrotnie ostatni pisałem i wciąż nie wyglądają najlepiej.

Oczywiście jeśli chodzi o wyniki spółek to wspomniałem już, że są bardzo

dobre, ale to też temat zdyskontowany. Teraz inwestorzy patrzą na dane

mato

indeks Philadelphia Fed, oraz wskaźniki wyprzedzające koniunktury (LEI).

Philadelphia Fed wzbudza niepokój przy odczycie w październiku 28,5 i

oczekiwaniach rynkowych 18,0 ? Ktoś mocno się oburzy, bo przecież to bardzo

pozytywna wiadomość. Ale ja zawsze patrzę głównie na subindeksy takich

wskaźników. Tutaj mamy mały dramat. Subindeks zatrudnienia spadł z 21,5 do

14,1 ; subindeks cen wzrósł z 56,4 do 57,1 (najwyżej od maja), a subindeks

prognozy za pół roku wręcz się załamał z 44,9 do 27,6 pkt. Wybuchowa

mieszanka, szczególnie jeśli weźmiemy pod uwagę fatalną ostatnią ankietę

Challenger`a. To zapowiada kolejne rozczarowanie w następnych miesiącach

przy okazji raportu z rynku pracy, a przypomnę, że ostatni (co prawda był

wyjątkowo ważny, ze względu na specyficzny moment publikacji) rozczarowujący

raport z rynku pracy "wyznaczył" szczyt i rozpoczął ostatnią falę spadkową

na S&P500 i Dow Jones. Dow.gif SP500.gif Nasdaq.gif Drugi problem to LEI,

które spadły 4 miesiąc z rzędu. 3 spadki według powtarzanej przez lata

regułki zapowiadają recesję. Seria czterech spadków miała w historii miejsce

tylko 12 razy. W połowie przypadków wystąpiła recesja. W 3 przypadkach

gwałtowne spowolnienie gospodarki. A tylko trzykrotnie wskaźniki zawiodły.

Mało korzystna dla byków statystyka.

Skoro przy wykresach jesteśmy, to spójrzmy jeszcze na wykresy dzienne. Na

Dow Jones wygląda to dramatycznie, bo indeks odbił się w zeszłym miesiącu od

linii trendu spadkowego i w ostatni piątek ustanowił nowe minima 2004 roku.

Dow_d.gif Takie potwierdzenie trendu spadkowego trudno jest zanegować. Z

kolei S&P500 pierwszy raz od sierpnia zamknął się poniżej SK200 i po

nieudanym wyjściu z kanału spadkowego powinien testować jego dolne

ograniczenie, a przynajmniej tegoroczne dołki. SP500_d.gif Jak widać nie

jestem optymistą co do rynku amerykańskiego, choć pewnie zwolennicy cyklu

prezydenckiego zaraz mnie zjedzą. Utrzymujący się trwale optymizm oraz

technika ( przypomnę wykres z Teorii Dowa, który dalej negatywnymi

dywergencjami zapowiada zmianę długoterminowego trendu Dow_Theory.gif ) nie

pozwalają teraz oczekiwać niczego więcej, jak ewentualnie odreagowania

wyprzedanego rynku. Wiarygodność wszelkich prognoz popsują co prawda emocje

(czytaj - obawy terrorystyczne - nie koniecznie negatywnie wpływające na

rynek) jakie towarzyszyć będą zbliżającym się wyborom prezydenckim, ale

kierunek dalej powinien pozostać na południe.

U nas sytuacja wydaje się mniej klarowana, a ziarnkiem niepewności są rynki

naszego regionu. Z tych ziarenek wyrastają nowe szczyty hossy na rynku

węgierskim i czeskim, a wobec tak dużej siły tych rynków bardzo trudno

oczekiwać większej przeceny, nawet przy tak słabym zachowaniu rynku

amerykańskiego. Niedźwiedzie mogły mieć nadzieję w piątek, gdy węgierski BUX

testował linię szyi podwójnego szczytu zrobionego w październiku. Ale sama

końcówka sesji dzięki MOL`owi brutalnie ukarała pesymistów. BUX_intra.gif

Zresztą nawet taki podwójny szczyt nie zmienia jeszcze obowiązujących

trendów wzrostowych BUX.gif CZECHY.gif

Stoimy więc przed sporym dylematem, czy iść za naszymi bratankami, czy za

rynkami za oceanem. Jeśli spojrzeć na analizę techniczną, to cały czas

straszy scenariusz, o którym wspominałem w momencie zamykania ostatniej luki

hossy. Co prawda jest to trochę wyprzedzanie rysującej się dopiero formacji,

więc podchodzić trzeba do tego jako do nieco zbyt ryzykownej spekulacji, ale

póki co jesteśmy coraz bliżej wyrysowania formacji głowy z ramionami

rozpoczętej w drugim tygodniu września. Ostatni tydzień odreagowania byłby w

takim układzie kreśleniem prawego ramienia Kontrakty_intra.gif

Indeks_intra.

dywergencji zauważyć, że w przeciwieństwie do ostatnich szczytów, ostatni

nowe dołek został potwierdzony nowymi minimami na wskaźniku. To tylko

zachęca techników do kolejnej wyprzedaży.

Niektórzy powiedzą, że scenariusz głowy z ramionami jest niemożliwy, bo po

ofercie PKO BP na rynek wróci masa gotówki wykorzystana w tej ofercie i to

stworzy ogromny popyt. Wszędzie słyszę taki scenariusz i choć wydaje się on

słuszny, to powszechność tej opinii zaczyna mnie przerażać. Skoro więc

wszyscy patrzą na to tak optymistycznie to ja spojrzę na zagrożenia,

pamiętając, że analiza techniczna wszystko uwzględnia i nie podlega wpływowi

komentarzy oraz panujących na rynku nastrojów. Zagrożenia duże widzę ja

trzy. Pierwsze to zmiana rynkowych nastrojów tuż przed debiutem akcji PKO

BP. Jeśli spojrzymy na rynek amerykański notujący nowe minima, oraz na

możliwy średnioterminowy sygnał sprzedaży wynikający z RGR na naszym rynku,

to może się okazać, że debiut PKO BP wypadnie w atmosferze strachu na

parkiecie, a wyceny banków będą już nieco niższe. Ja osobiście wszystko

poniżej 20 pln na PKO traktuję teraz jako atrakcyjna ofertę, ale czy zmian

rynkowych nastrojów tej wyceny nie każe zweryfikować ? Teraz nieudany (niska

cena) debiut PKO BP wydaje się niemal niemożliwy. Wyceny banków są w

większości powyżej górnej granicy widełek (jak to przy każdej emisji, na

której chcą zarobić banki i biura maklerskie). Ale czy powszechność zarobku

nie stoi tutaj w sprzeczności do giełdowej prawdy, że większość nigdy nie ma

racji ? Ale to tak straszę tylko na boku. Sam jestem optymistą co do PKO BP

więc straszę tylko dla równowagi rynkowych opinii. Ale odchodzę trochę od

tematu, bo miało być na temat uwolnionych po ofercie środków. PKO BP

przysłoniło trochę plany innych firm, ale jeśli weźmiemy pod uwagę plany

MOL, zmniejszenie zaangażowania przez inwestorów w ING BSK i Handlowym,

ofertę TVN, czy kilkanaście mniejszych spółek, to podaż tych papierów

dorównuje niemal całej ofercie PKO BP ! Czy w związku z tym środki

niewykorzystane w ofercie PKO BP tak chętnie i szybko wrócą na rynek wtórny,

czy też poczekają na kolejne oferty ? No i ostatnie zagrożenie. PKO BP jest

nową pozycją w portfelach funduszy. Tak samo jak będzie nią MOL, czy TVN.

Ale o tych ostatnich na razie zapomnijmy. Samo PKO BP podnosi udział

funduszy emerytalnych o około 2% do rekordowego zaangażowania w akcje. To

zachęca, nawet pomijając kolejne oferty, do pozbywania się innych akcji.

Tyle zagrożeń. Wszystkim im jest w stanie przeciwstawić się jeden argument -

wspomniana siła rynków naszego regionu, która ściąga zagraniczny kapitał

także na nasz rynek. A dla zagranicznych funduszy nawet oferta PKO BP nie

jest żadnym poważnym angażowaniem ich ogromnych kapitałów. Jednak tak jak

wspomniałem, analiza techniczna dyskontuje wszystko, więc jeśli zejdziemy na

nowe minima i przebijemy tym samym linię szyi formacji głowy z ramionami, to

wszystkie wymienione wyżej zagrożenia, staną się argumentami analityków

zalecających pozbywanie się akcji.

Po takim tekście trudno ukryć, że preferuję kierunek na południe. Uważam

jednak, że nawet jeśli mamy ruszyć do mocniejszego spadku, to nie będzie

miało to miejsca w tym tygodniu. Rynek zajęty jest ofertą PKO BP i ostatnie

sesje konsolidacji są tego najlepszym dowodem. Aktywność wzrośnie zapewne

dopiero w listopadzie, więc bardzo ostrożnie podchodziłbym do angażowania

się teraz po którejkolwiek stronie rynku. A co pokaże, że wszystkie moje

obawy są trochę na wyrost i zwycięży siła całego regionu ? WIG20 zatrzymał

się ostatnio na kwietniowym szczycie. Indeks_intra.gif Jego pokonanie

zamknie usta wszystkim pesymistom.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama