drażni, gdy analitycy tworzą legendy na temat zagranicznych inwestorów i
każdy ruch na parkiecie tłumaczą mityczną zagranicą z walizkami pieniędzmi.
Oczywiście zlecenia na parkiecie nie są imienne, więc trudno złapać któryś z
funduszy za rękę,. Tak więc zawsze każda taka opinia będzie trochę
subiektywna i to jest normalne. Tym razem jednak nie powinno być żadnych
wątpliwości, kto wywołał wzrost w tym tygodniu i jakie czynniki go
spowodowały. Najpierw odpowiedzmy na to pierwsze pytanie (choć sam kalendarz
sugerował właśnie powrót zagranicy po świątecznym amerykańskim tygodniu) .
"Poszlaką" w tym pomocną może być udział biur maklerskich w giełdowych
obrotach. W tym towarzystwie szczególnie wyróżnia się ostatnio Bank
Handlowy. W tym roku udział w obrocie akcjami na GPW mieścił się w
pierwszych ośmiu miesiącach w przedziale 14-18%, raz tylko dochodząc do
20,73%. Było to w sierpniu, kiedy to WIG20 rozpoczął nową falę wzrostową.
Indeks_intra.gif We wrześniu udział ponownie spadł do standardowego 17%, by
w kolejnych dwóch miesiącach znowu wzrosnąć do 22%. Trzeba przy tym
zauważyć, że drugie biuro w kolejności pod względem obrotów w ostatnich
miesiącach ma tylko połowę obrotów Banku Handlowego, a jeszcze kilka
miesięcy temu CDM PEKAO wyprzedzało Handlowy, lub w poszczególnych
miesiącach między tymi dwoma biurami była niewielka różnica, zaś reszta
stawki była bardzo wyrównana. Skąd nag wzrostowym. Oczywiście możliwe, że się mylę i
na potęgę kupowały w tym tygodniu rodzime TFI (OFE nie - mają rekordowe
zaangażowanie w akcje). Po analizie obrotów i wielkości transakcji wyraźnie
widać, że na pewno nie był to tłum indywidualnych inwestorów (zaangażowanych
emocjonalnie i finansowo w rynek pierwotny). Tyle tylko, że jeśli atak
popytu wyprzedza świetne zachowanie rynku amerykańskiego (w środę) i
następuje nie przed lub w trakcie, a dopiero kilka dni po zabitych,
zjedzonych i przetrawionych indykach, to znaczy, że to właśnie powrót tych
inwestorów na rynek dał impuls do wzrostów.
A powody wzrostów ? Niektórzy analitycy nie wiedzą o co chodzi, a skoro nie
wiadomo o co chodzi, to zawsze chodzi o pieniądze ;-) Na wstępie oczywiście
zaznaczę, że ja też nie podchodzę z entuzjazmem do obecnej fali wzrostowej i
te największe spółki uważam za obecnie przewartościowane. Trudno jednak nie
zauważyć, że w obliczu tego co się dzieje na rynku walutowym, zyski
amerykańskich inwestorów rosną w tempie zastraszającym i pędzący w górę
pociąg nakręca spiralę popytu.
No ale po kolei. Zobaczmy najpierw na kurs USD/PLN, jako że ten najbardziej
interesuje amerykański fundusz lokujący w Polsce swoje kapitały. Fala
umocnienia złotego rozpoczęła się w sierpniu (August). USD_PLN.gif Zaraz
zaraz, czy to nie jest czasami właśnie ten moment, gdy przez Bank Handlowy
przeszły ogromne zlecenia (skoczył udział w obrotach na GPW), a WIG20
rozpoczął dynamiczny wzrost ? Z dzisiejszej perspektywy trudno oceniać to
jako przypadkowe. Oczywiście mało kto w sierpniu oczekiwał tak silnego
umocnienia polskiej waluty. Mówiono bardzo szeroko o możliwym wpływie oferty
PKO BP, uspokojeniu sytuacji politycznej połączonej oczywiście z
fundamentami gospodarki i sentymentem do regionu. Ale wtedy jeszcze widmo
przeceny dolara wobec euro nie było tak oczywiste (jakby na rynkach
cokolwiek było kiedykolwiek oczywiste). Prawdopodobieństwo nowej fali
osłabienia dolara wobec euro zaczęło być coraz większe dopiero w
październiku (October) EUR_USD.gif, a amerykańskie wybory z wygraną Busha
(deficyty deficyty i jeszcze raz deficyty) wbiły gwóźdź do trumny. Ta
spirala osłabienia dolara dodatkowo wzmocniła złotego. Każdy trend,
niezależnie od podstaw fundamentalnych, zawsze ma większe szanse kontynuacji
niż załamania. To znane giełdowe motto powtarza codziennie rano każdy
zarządzający, więc jeśli spojrzymy na połączenie rynku walutowego z WIG20,
to motywy do kupna polskich spółek przez amerykańskich inwestorów są coraz
bardziej klarowne. Policzmy - od sierpnia WIG20 wzrósł jakieś 15%.
Oczywiście nikt po ekstremach nie kupuje i nie sprzedaje, ale konsolidacja
przy minimach była dość długa, więc założenie 11-13% zysku jest tutaj bardzo
ostrożne. Tyle mógł zarobić na GPW polski fundusz, który niemal idealnie
przewidział zachowanie najważniejszych spółek wchodzących w skład WIG20 i
odwzorował skład indeksu w swoim portfelu. A amerykański fundusz ? Złoty
wzmocnił się od sierpnia z poziomu 3,55-3,72 do piątkowego 3,10. To niemal
dokładnie podwaja zarobek, jaki inwestorzy amerykańscy osiągnęliby
odwzorowując WIG20.
Nie powinien więc nikogo dziwić napływ środków na nasz rynek. Szczególnie od
momentu rozpoczęcia, gdy rozpoczęło się globalne osłabienie amerykańskiej
waluty, inwestorzy muszą szukać inwestycji alternatywnych do dolarowych.
Nasz cały region cieszy się nie od tego tygodnia ogromnym zainteresowaniem,
a nasz rynek szczególnie wyraźnie wyróżniał się na nim ostatnio wzmocnieniem
PLN do dolara, a do tego pozostawaniem w tyle giełdowych indeksów za BUX.gif
i czeskim PX50.gif
Do argumentów za kupnem doszedł jeszcze fakca 2002 r. (WTC). Pozostałe amerykańskie indeksy
nowe szczyty już zrobiły jak pokazywałem wcześniej na wykresach.
Napływ środków więc nie dziwi. Jesteśmy relatywnie tańsi (indeksy wolniej
rosły) niż zachodnie parkiety, czy rynki naszego regionu. A do tego złotówka
się umacnia. Powtarzam to raz jeszcze, żeby podkreślić różnicę w tym, że
wobec nowych rekordów WIG20.gif i WIG.gif dziwi wycena wielu spółek.
Oczywiście stara zasada mówi, że towar jest wart tyle, ile ktoś jest w
stanie za niego zapłacić. Pełna zgoda - dlatego indeksy rosną. Trzeba jednak
zdawać sobie sprawę z motywów kierujących popytem. To nie jest unijna "hossa
konwergencyjna", nie jest to też rozkwit naszej gospodarki, która ostatnio
przeżywa problemy, a tak silny złoty może je pogłębić. Nasze fundusze
portfele mają napchane pod górne limity, więc nie jest to też ich pogoń za
zagranicznymi inwestorami. Ten wzrost ma więc moim zdaniem bardzo kruche
podstawy i trwać będzie tylko do momentu, aż amerykańscy inwestorzy nie
rozpoczną realizacji zysków. Nie boję się powiedzieć, że wtedy będziemy
mieli bardzo silne załamanie, bo towaru nie ma komu oddać. Impuls przyjdzie
albo z rynku walutowego (zagrożenie trwałym! osłabieniem PLN, Eurodolara,
lub jakaś bardzo gwałtowna jego korekta), lub zyski będą już na tyle duże,
że zacznie się ich realizacja.
Taki rynek jest bardzo bardzo trudny, bo można wręcz powiedzieć, że
sterowany przez grupkę największych inwestorów i emocje tłumu mają tutaj
drugorzędne znaczenie dla długoterminowego trendu, podobnie jak fundamenty.
Zresztą skoro przy fundamentach jesteśmy, to mam swojego cichego kandydata,
który ze względu na wagę w indeksie dać może mocniejszy impuls do
zakończenia wzrostów. Nie mówię, że w poniedziałek, bo tak samo jak PKO BP
przebiło 25 pln (wszyscy zgodnie powtarzają, że to spore przewartościowanie,
choć oczywiście 17 grudnia bank wchodzi do indeksu i wszyscy go mieć muszą),
tak samo PKN.gif nie ma górnego limitu ceny. Górny limit znalazła za to
ropa, której cena dla PKN ma duży wpływ na zyski. Spółkom z tego sektora
niemal zawsze pomaga wyraźny wzrost cen ropy (marża rafineryjna), a ich
spadek negatywnie wpływa na kursy. Co ostatnio się działo na ropie ? W tym
tygodniu mieliśmy wręcz tąpnięcie kursów. ROPA.gif
Przy okazji przypomnę raz jeszcze wykres, który prezentowałem w poprzednich
Weekendowych, a który pokazuje cykliczność rynku ropy z ostatnich 20 lat.
Kto się wzorował na tej analogii, mógł ostatnio zarobić sporo pieniędzy.
ROPA_20lat.gif Czy PKN zareagował na ten spadek cen ropy ? Tak, nowymi
szczytami na fali wzrostu reszty spółek. Sam bym odpowiedział sceptykom, że
rządzi teraz ilość pieniędzy płynąca na rynek, a nie fundamenty. Ale chyba
umknęło też funduszom, że po zawirowaniach z ujawnianiem płac zarządu w MOL
(w końcu Komisja zgodziła się, żeby MOL nie musiał tego ujawniać, co uważam
za trochę zbyt elastyczne naginanie przepisów), węgierska spółka w końcu
dostała pozwolenie na notowanie w Warszawie i zadebiutuje niedługo na
parkiecie. Znowu zacznie się panika, że trzeba część PKN wyrzucić i
przeznaczyć środki na MOL, a spadająca ropa tylko taki proces zdynamizuje. W
tym tygodniu nikt się tym nie martwił...
Na koniec jeszcze jedna uwaga odnośnie rynku walutowego. Spotkałem się
bowiem w tym tygodniu z dość silną krytyką prezesa NBP, który nie chce
interwencji na rynku walutowym "Polska od momentu kiedy wprowadziła
strategię płynnego kursu i bezpośredniego celu inflacyjnego należy do
czołówki krajów, które stosują to rozwiązanie. Co jest charakterystyczne dla
tej czołówki to to, że nie stosuje się interwencji na rynku walutowym"....
"Tak samo jak we w, gdyż "to co się dzieje na rynku walutowym, jest potencjalnie dosyć
niepokojące". Ale najostrzej wypowiadał się wiceprezes NBP Krzysztof
Rybiński. "Faktycznie sytuacja, w której mamy zmienność kursu jest
niepokojąca, jest to wyzwanie dla polityki pieniężnej". Otwarcie straszył
możliwą interwencją. Tyle, że jak w raporcie podsumował wszystko Merrill
Lynch "Uwzględniając to, że Rybiński nadzoruje departament analiz, a nie
bierze udziału w podejmowaniu decyzji, do jego słów trzeba podchodzić
ostrożnie".
Wszystkie te słowne interwencje miały wyraźny wpływ na rynek walutowy w
ciągu tygodnia i paradoksalnie każdy z Panów ma trochę racji. Wszyscy jednak
robią źle, najpierw się wypowiadając, a dopiero potem umawiając na spotkanie
w celu ustalenia jakiegoś wspólnego stanowiska. Taki kociołek opinii
powoduje, że rynek przestaje na nie reagować, pozbawiając rząd i bank
centralny jakże ważnego instrumentu jakim mogą być te słowne interwencje.
Ale miało być o Balcerowiczu i jego przestrogach przed faktyczną
interwencją. W pełni się z tymi przestrogami zgadzam, bo po pierwsze
interwencje banku centralnego są bardzo bardzo kosztowne, a po drugie zawsze
nieudane i jedyne co można tym osiągnąć, to osłabić tempo
wzmocnienia/osłabienia waluty. Jest tylko jeden problem. Wiarygodność i siła
banku centralnego musi być niepodważalna, a zasobność bankowego sejfu
naprawę duża. W polskich warunkach żaden z tych warunków nie jest spełniony,
lub nie będzie spełniony w kolejnym roku. Nawet jeśli NBP przeprowadziłby
pierwszą znaną mi skuteczną na dłuższą metę (bo tylko o to chodzi)
interwencję na rynku walutowym, to wszyscy po takim wydarzeniu będą zgodni
co do tego, że w kolejnych tygodniach/miesiącach znajdzie się tuzin
zagranicznych banków, które będą chciały zarobić okrągły miliard wzorem
Sorosa i przetestować wytrzymałość banku centralnego. Rozpoczęłoby to
niekontrolowane wzmocnienie złotego, które faktycznie zatrzymać mógłby tylko
bank centralny. Na tak płytkim rynku może się to wymknąć spod kontroli.
Dlaczego więc nie tak dawno powszechne były interwencje Banku Japonii, lub
oczekuje się interwencji od EBC powyżej 1,35 na EUR/USD ? To główne krosy
walutowe, inna płynność rynku, inna siła i wiarygodność banków.
Na dzisiaj starczy. O wydarzeniach przyszłego tygodnia napiszę już w
porannym, a teraz przydałoby się zakończyć jakąś prognozą. Po ostatnim
tygodniu nie jest to trudne, choć prognozą nazywać raczej tego nie można. Po
ostatnim tygodniu, który od środy ujawnił siłę zagranicznego kapitału nie ma
innego wyjścia jak brać udział w tym wzroście i oczekiwać jego kontynuacji.
Oczywiście widzę jego irracjonalność w wielu aspektach, widzę zagrożenia,
widzę też ogromne zainteresowanie inwestorów indywidualnych zarówno
notowanymi już spółkami, jak i nawet marnymi IPO. Widzę zapchaną skrzynkę
e-mail pytaniami od nowych inwestorów na parkiecie, widzę rekordową liczbę
otwartych pozycji w kontraktach. Widzę też pierwsze strony gazet mówiące o
hossie (Rzeczpospolita, Wyborcza, Parkiet), oraz widzę też zbyt duże wzrosty
niektórych banków, czy wspomnianego choćby PKN (które spółki mają być dalej
liderem wzrostu ?). Ale po pierwsze te sygnały mogące świadczy o końcu hossy
mogą być błędne, a po drugie nawet jeśli tak jest, to nikt nie wie, czy
szczyt wyznaczony został w piątek, czy siłą rozpędu będzie to 5, czy 20%
wyżej. Na razie najważniejsze są panujące na rynku nastroje. Należy więc
teraz wypatrywać nowych szczytów obecnego trendu wzrostowego i uwzględniać w
ryzyku jego możliwe gwałtowne załamanie.
[email protected]