tygodniu do 24,3% czyli poziomu najwyższego od 2 lutego. To są wszystko
takie drobne niuanse, ale wyraźnie pokazują, jakie nastroje dominują teraz
na rynku. W czasie hossy indeksy wspinają się po ścianie strachu (przy
każdym spadku indeksów we wspomnianym Investors Intelligence, czy wskaźniku
Hulberta szybko rośnie pesymizm - tak jest teraz, co sugeruje tylko
korekcyjny spadek). Natomiast gdy ruszamy do znacznie głębszej przeceny niż
tylko korekta, często pierwsza faza spadku jest wyraźnym zwiększeniem
rynkowego optymizmu (łapaniem dołka korekty) i wtedy poetycko mówi się o
schodzeniu w dolinę nadziei - czyli mocniejszej i dłuższej przecenie
napędzanej wciąż utrzymującym się optymizmem i późniejszym rozczarowaniem z
nim związanym. Teraz tak nie jest i nastroje pokazują ten optymistyczny
byczy scenariusz.
To samo jeśli chodzi o wpłaty i wypłaty środków z amerykańskich funduszy.
Dalej utrzymuje się bardzo korzystna dla byków tendencja zapoczątkowana na
początku lutego rekordowymi wpłatami po 4,3 mld i 4,5 mld w pierwszych dwóch
tygodniach. Od tamtego czasu systematycznie tydzień w tydzień na rynek
akcji napływają nowe kapitały i mamy już siódmy z rzędu tydzień, w którym
więcej do funduszy akcji wpłacono. Nie jest to bynajmniej nadmiar gotówki na
rynku, bo ci sami inwestorzy w tym tygodniu odwrócili się na przykład od
rynku obligacji wpłacając kosszkodzi.
No właśnie - wielu inwestorów dziwi się, jak przy takim wyskoku cen ropy,
wzroście rentowności obligacji, hiperboli na indeksie cen towarów CRB, rynek
akcji tak dzielnie się trzyma. Po części to właśnie opisane wyżej świetne
nastroje, po części wspomniany napływ gotówki, a po części coraz bardziej
powszechne przeświadczenie (do którego ja też się przychylam), że ostatnie
wzrosty cen ropy to już nic innego jak spekulacja agresywnych funduszy. Mało
które informacje o fundamentach znajdują odzwierciedlenie w rynkowych
cenach - począwszy od informacji OPEC o zwiększeniu wydobycia, a skończywszy
na danych o zapasach w USA. Tutaj działa ten sam mechanizm, co ostatnio na
rynkach wschodzących. Nie ważne są fundamenty i nie ważne są informacje
napływające w danej chwili na rynek - spekulacyjne fundusze latające po
światowych rynkach wybrały sobie rynek ropy na zwierzynę i dopóki coś nie
spowoduje tąpnięcia, dopóty trzeba korzystać z tego trendu windując kursy
jak najwyżej, by nawet gwałtowna korekta dała czas na zrealizowanie zysków.
Inwestorzy na rynku akcji zaczynają dostrzegać taki coraz bardziej
spekulacyjny charakter tego wzrostu i dlatego siła presji inflacyjnej
wywołana droższą ropą nie jest teraz tak destrukcyjna dla giełdowych
indeksów. Mało kto traktuje ją jako trwałą, pomimo prognoz mówiących o
możliwym dotknięciu nawet 70 $ za baryłkę.
To właśnie kwestia inflacji i związane z nią podwyżki stóp są teraz kluczowe
zarówno z punktu widzenia amerykańskich inwestorów, jak i rynków
wschodzących. Dla polskiego rynku sytuacja o tyle niewygodna, że jest to
równanie nieco bardziej skomplikowane, bo z dwiema niewiadomymi - po
pierwsze polityką monetarną w USA, ale także po drugie z polityką monetarną
w Polsce. Jeśli w ciągu 2 tygodni indeksy są w stanie wykonać 10% ruchy, a
waluty rynków wschodzących przeżywają mały zawał, to chyba jasne jest dla
wszystkich, że to nie prognozy wyników PKN, czy strajki w TPS będą w centrum
zainteresowania inwestorów. Liczą się nastroje największych zagranicznych
funduszy przelewających kapitały między rynkami, a te nastroje
zdeterminowane są teraz przez określanie potencjalnego zysku (rentowność
obligacji/stabilność walut), do ryzyka (politycznego - oczywiście kryje się
tutaj wiele zagadnień, z kursem waluty na czele).
Zacznijmy od naszego rynku i prognoz decyzji RPP, choć tutaj niemal wszystko
zostało już w tym tygodniu wyjaśnione dzięki danym o inflacji i produkcji
przemysłowej (jej cenach). Nieskromnie przypomnę, że patrząc na analogię
zaskoczenia rynku danymi o inflacji za styczeń i luty nie oczekiwałem
powtórki z lutowego 150 pkt. byczego rajdu i umocnienia złotego (szturm
zagranicznego kapitału), a czegoś wręcz odwrotnego. Ostatnie sesje
potwierdziły, że to samo wydarzenie (niższa od oczekiwań inflacja) przy
obecnym otoczeniu (zbyt niska premia za ryzyko w wyniku wzrostu rentowności
amerykańskich obligacji, oraz zbyt szybka perspektywa jej zniwelowania)
powoduje odwrotną niż w lutym reakcję, czyli mocny spadek indeksów i
osłabienie złotego. Rynek w ten sposób zdyskontował szybką obniżkę 50 pb. W
poprzednim tygodniu w ankiecie Reutera tylko 12 z 19 analityków oczekiwało
obniżki na koniec marca, z czego trzech jedynie o 25 pb. Po ostatnich danych
16 z 18 analityków oczekuje obniżki w marcu, w tym 12 oczekuje tak jak ja
cięcia 50 pb. Zresztą sami członkowie RPP jasno dali rynkowi do zrozumienia,
że cięcia będą. A. Wojtyna w wywiadzie dla PAP mówił, że Rada będzie
rozmawiać na najbliższym posiedzeniu o skali redukcji, a nie o tym, czy ma
do niej w ogóle dojść. Z kolei innych członek Rady, M. Pietrewicz
zapowiedział już redukcję 50 pb. w marcu.
). Można dyskutować
tylko o 50 pb. i możliwej obniżce 25 pb. Mniejsze cięcie byłoby zaproszeniem
do Polski zagranicznych inwestorów, którzy umocniliby złotego i ruszyli na
zakupy obligacji/akcji. Choć powszechnie uważa się, że rynek akcji lubi
obniżki stóp i najlepiej by były one jak największe, to w przypadku marcowej
decyzji GPW najbardziej skorzystałaby moim zdaniem właśnie na cięciu jedynie
25 pb. Oczywiście reakcja nigdy nie jest tak "oczywista" i tylko od tego
zależna, bo jest jeszcze "druga niewiadoma równania" (polityka monetarna w
USA), ale o tym za chwilę.
Znając prognozy i możliwe reakcje zobaczmy czym kierować będzie się RPP.
Oczywiście nie zamierzam przedstawiać tutaj całej analizy polskiej
gospodarki, by na końcu podać słuszną w mojej ocenie decyzję RPP. Napiszę
tylko o dwóch czynnikach, które są dość dynamiczne, a więc mogą na bieżąco
wpływać na nastroje inwestorów i ich prognozy decyzji RPP. Pierwszy to bez
wątpienia czynnik polityczny. RPP zawsze może tym faktem wytłumaczyć cięcie
tylko 25 pb. a sprzyjają temu przeprowadzone ostatnio sondaże. Na drugie
miejsce wskoczyła w nich Samoobrona. Jeśli zgodnie z zaleceniem kilku
politologów dodamy do LPR około 5% poparcia, którego w sondażach nie widać,
a które faktycznie w wyborach otrzymują, to LPR ma 10% + 5% czyli jakieś
15%, a Samoobrona 19/16 % (IPSOS/TNS OBOP) i warto od razu zauważyć, że jej
poparcie stale rośnie od trzech miesięcy 10-15-19 / 11-14-16. W sumie można
założyć, że obie partie zbierają ponad 30% głosów. Z kolei PIS i PO mają
odpowiednio teraz 15/17 PIS i 23/25 PO, przy czym trzeba jeszcze pamiętać,
że PD może jeszcze zabrać głosy tej ostatniej partii. Wyłania się z tego
trochę przerażający obraz, w który oczywiście nikt teraz nie wierzy, ale
gdyby kwietniowy sondaż utrzymał tą tendencję spadku poparcia PO/PIS a
wzrostu poparcia LPR/Samoobrona, to niewątpliwie ryzyko polityczne w oczach
zagranicznych inwestorów skoczy dramatycznie w górę. RPP głośno mówi o
ryzyku politycznym i na pewno weźmie je pod uwagę. Dlatego też polityczne
wiadomości w następnym półtora tygodnia zyskiwać będą na wadze. A jaki jest
ten drugi czynnik, który może teraz mocno wpływać na decyzje RPP ? Kurs
złotego. Rynki walutowego całego naszego regionu są w ostatnich tygodniach
mocno rozchwiane. Ewentualne dalsze silne osłabienie złotego powstrzymywać
będzie RPP przed obniżką 50 pb. i odwrotnie gdy złoty gwałtownie znowu
zacznie się umacniać. W mojej ocenie ta fala osłabienia polskiej waluty
zakończyła się na razie w czwartek, ale znowu ciekawie może być już od
środy, gdy inwestorzy reagować będą na komunikat z posiedzenia FOMC.
Właśnie wynik obrad Fed może być tym, co ustawi kursy walut na rynkach
wschodzących, a co za tym idzie i nastroje na rynkach akcji. Ponad 90%
ankietowanych analityków jest zgodnych, że Fed podniesie stopy 25 pb. Tutaj
nie ma zbyt wielu kontrowersji i inna decyzja byłaby ogromną niespodzianką,
pomimo że sami członkowie Fed twierdzą, że faktycznie "neutralna polityka
monetarna", czyli brak stymulowania gospodarki, będzie mieć miejsce dopiero
po (bardzo prawdopodobnej) majowej i czerwcowej analogicznej podwyżce 25 pb.
Choćby po takich głosach w połączeniu z tym co ostatnio dzieje się na
rynkach towarów, inwestorzy spekulują, że Fed może zrezygnować z określenia
"umiarkowane" w odniesieniu do podwyżek stóp procentowych. Właśnie ten
niuans z komunikatu po posiedzeniu ustali nastroje rynku i prognozy co do
kolejnych decyzji. Jakie ma to dla nas znaczenie ? Pozostawienie komunikatu
bez zmian i podwyżka tylko 25 pb. będzie dla rynków wschodzących korzystna
(neutralna). Natomiast samo postraszenie w komunikacie większą skalą
podwyżek pje "ściany
strachu"), a Fed podniesienie stopy tylko 25 pb. nie zmieniając nic w
komunikacie. Nie pozwala na to ostatnia seria słabych danych makro
wskazujących, że gospodarka wyraźnie zwalnia, a jeśli chodzi o samą inflację
to mimo jej wyraźnych zwiastunów wciąż jest pod kontrolą i nie trzeba jej
dusić żadnymi radykalnymi (w ocenie Fed) krokami. Nawet podany w tym
tygodniu mało istotny indeks Philadelphia Fed (to już za marzec) pokazał w
jednym z subindeksów wręcz mocny spadek presji inflacyjnej. A gdyby z danych
o cenach importu wykluczyć wpływ cen ropy, to analitycy też rewidują swoje
oczekiwania w dół. Swoją drogą ciekawie przy tych danych wygląda wzrost cen
produktów importowanych z Chin i Europy. Rok do roku ceny chińskiego importu
spadły 0,5% (drugi miesiąc bez zmian), podczas gdy europejski eksport
zdrożał w ostatnim miesiącu 0,2% i aż 5% rok do roku. Takie zestawienie
jasno pokazuje, że dopóki azjatyckie gospodarki nie zrezygnują z powiązania
swoich walut z dolarem, dopóty redukcja gigantycznego amerykańskiego
deficytu będzie albo długotrwała, albo dokonać się może chyba tylko
załamaniem dolara. Ale to nie temat na teraz ...
Czas to jakoś podsumować. Większość tekstu poświęciłem zbliżającym się
decyzjom banków centralnych w USA (najbliższy wtorek) i Polsce (posiedzenie
29-30 marca). Właśnie te czynniki są teraz najważniejszym argumentem
zapraszającym, lub odstraszającym zagraniczne fundusze od rynków
wschodzących. W USA we wtorek przed komunikatem z posiedzenia poznamy
jeszcze o 14:30 dane o PPI, a w środę o tej samej godzinie inflację CPI.
Moim zdaniem żadna z nich nie będzie niespodzianką, włącznie z brakiem
zmiany komunikatu Fed. To powinno rynki wschodzące trochę uspokoić i może
pozwolić na kontynuację rozpoczętego na koniec tygodnia odreagowania. Dla
naszego rynku też w tym tygodniu ważne dane, bo NBP poda dane o inflacji
bazowej za luty i styczeń, a GUS w środę stopę bezrobocia (o której
poinformował już Hausner -19,5% - przy okazji ciekawe jakie byłyby
komentarze, po tym gdyby ktoś w USA w popołudniowym talk show przekazał
rynkom informacje o payrolls) oraz sprzedaż detaliczną za luty. Te
publikacje też powinny pomóc prognozowaniu decyzji RPP. Ale warto pamiętać o
tym co mówiłem wcześniej - kluczem może okazać się polityka lub rynek
walutowy. Nie można też zapomnieć na najbliższe dwa tygodnie, że w piątek
nie działa giełda w USA, Francji, czy Niemczech. To skazuje nas na
wegetację, a przecież my z kolei w poniedziałek mamy dzień wolny od handlu.
W takim układzie można powiedzieć, że mamy dwa krótsze świąteczne tygodnie,
co będzie raczej sprzyjać uspokojeniu nastrojów i odreagowaniu. Do takiego
scenariusza zachęcały tez czwartkowe czołówki gazet. Parkiet - "Inwestorzy
uciekają z regionu", Wyborcza - "Trzęsienie giełd", Rzeczpospolita "Czarny
dzień na giełdach w Europie Środkowej". Tak jak hossie towarzyszą euforyczne
nagłówki, tak opisanie tak nerwowych reakcji może być sygnałem chwilowego
przesilenia, które pozwoli na 1-2 tygodnie odpoczynku na giełdach naszego
regionu. Łatwo będzie to popsuć zapowiedzią mocniejszych podwyżek w USA
(zmianą komunikatu), lub oczekiwaniem na głębsze cięcia stóp u nas.
[email protected]