styczniu. Nie będę podawać ich szczegółów, bo dane podlegają bardzo mocnym
rewizjom, ale nawet jeśli wziąć to pod uwagę, to dane były wprost świetne i
pokazały, że pomimo silnego złotego eksport wciąż kwitnie. Przykładowo
eksport liczony w euro wzrósł o 29,4% porównując ze styczniem zeszłego roku.
Oczywiście możnaby tutaj rozpisywać się o tym, że płatność nie musi być po
tych kursach, że wpływ kursu walutowego jest tylko w około 1/3
odpowiedzialny za wielkość eksportu, czy inne wytłumaczenia pozwalające
zignorować te dane. Ale wiadomo jedno - na razie z eksportem nie ma dramatu.
Zobaczymy w lutym, gdy kurs średniomiesięczny był jak na razie najgorszy dla
eksporterów. Ale skoro nie ma dramatu z eksportem, to jest to jeszcze jeden
czynnik, który będzie powstrzymywać RPP przed głębszymi obniżkami stóp
mającymi na celu osłabienie złotego i zwiększenie eksportu.
Nie da się też nie wspomnieć o ropie, czy innych surowcach. Sama RPP
wymieniła to w swoim komunikacie jako "czynnik ryzyka", a od czwartku
negatywny scenariusz powoli się materializuje (zmniejszając
prawdopodobieństwo głębszych obniżek). Za wszystko odpowiedzialny jest
raport Goldman Sachs, w którym Arjun Murti prognozując ceny ropy mówi o
dopiero rozpoczynającej się paraboli ("early stages of a superspike period")
podnosząc docelową cenę z przedziału 50-80$ do 50-105$. Takich raportów jest
oczywiście więcej, ale były do tej pory ignorowane. Tełek było aż 5,4 mln baryłek), to rozpoczął się
marsz na nowe szczyty. ROPA.gif Niedźwiedzie na rynku ropy mogą pocieszać
się tylko tym, że raport Goldman Sachs następnego dnia podchwyciły
absolutnie wszystkie serwisy, co nigdy żadnych prognozom nie służyło.
Większość serwisów pominęła za to w tym tygodniu dość ciekawą informację
podaną przy środowym amerykańskim PKB. Mowa o rządowych szacunkach dynamiki
wzrostu zysków spółek, które po podatkach wzrosły aż 13,4% !!! w IV
kwartale. To najwyższa wartość od II kwartału 1987 r. Ten rok wzbudza
jednoznaczne skojarzenia z giełdowym krachem z października. DOW_1987.gif
Jak to możliwe, że przy takiej dynamice zysków dochodzi do załamania rynku
akcji ? Odpowiedź dość oczywista - rynek akcji dyskontuje te dobre
informacje, a potem jeszcze nadmiernie rośnie na fali optymizmu w czasie ich
publikacji.
Warto więc zauważyć, że obecna sytuacja wygląda bardzo analogicznie. Szczyt
Dow Jones w 87 r. wypadł (25 sierpnia 87 r.) na koniec drugiego miesiąca kw.
następnego po rekordowych zyskach (znane są już wtedy dane wstępne i
pierwsza rewizja - druga rewizja, czyli ostateczne dane, podawane są na
koniec kolejnego kwartału). Dow Jones w tym roku też szczyt zrobił w niemal
analogicznym punkcie kalendarza (7 marca 2005 r., czyli tuż po końcu
drugiego miesiąca kwartału następnego po rekordowych zyskach). Dyskontowane
dobre dane stały się powszechnie znanymi faktami i rynek zaczął spadać.
Biorąc pod uwagę, że dramatyczny dla akcji październik w 87 r. był czwartym
miesiącem po zakończeniu rekordowego II kw., to bykom ciarki chodzą teraz po
plecach na widok kwietniowej kartki w kalendarzu (czwarty miesiąc po
rekordowym kw.).
Ktoś mógłby się w tym miejscu przyczepić, że sama dynamika wzrostu zysków
spółek o niczym jeszcze nie świadczy. Słusznie - podobnie na rynku akcji
czym innym jest odbicie rynku 4% na jednej sesji po długiej bessie i
konsolidacji (zapowiada wzrost), a czym innym 4% wzrost po euforycznej
hossie, co z reguły oznacza euforię i ostatnią fazę trendu. Ale tak samo jak
rekordowa jest dynamika, tak samo rekordowa jest wartość tych zysków. Zyski
spółek z S&P500 skorygowane o inflację po ostatnim kwartale wzrosły wyraźnie
powyżej 50 letniego kanału wzrostowego i znalazły się na poziomach
widzianych tylko w .... 2000 r. Zyski_SP500.gif To oczywiście też budzi
fatalne skojarzenia, bo jest to przecież moment rozpoczęcia bessy po długiej
internetowej hossie. To nie przypadek.
Podobne porównania rekordowych odczytów już w Weekendowych przedstawiałem.
Wrócę do tego, po części by nieskromnie pokazać, że tamta historyczna
analogia była słuszna, a po części by jednak skalę pesymizmu trochę tonować,
bo po ponad półrocznej korekcie w 2004 r. Dow Jones zdołał (po wyborach)
wrócić na nowe szczyty. Przypomnienie odnosi się nie do zysków spółek, ale
do suchych danych makro, które na początku 2004 r. też notowały rekordowe
wartości. Dynamika PKB w III kwartale 2003 r. (przypomnę, że publikacja
końcowych danych była dopiero 23 XII 2003 r.) wyniosła aż 8,2% i była
najwyższa od lat 80 tych. Opublikowany kilka dni później, 2 stycznia 2004,
indeks ISM pokazał również rekordowe wartości 63,35 , tylko kosmetycznie
poprawione przy styczniowych danych (63,6). Te rekordowe wartości
historycznie zapowiadały niekorzystny dla akcji okres. Wystarczyło porównać
rekordowe wartości wskaźnika Indeks_ISM.gif i porównać je do zachowania
rynku akcji. 1973.gif 1978_ISM.gif 1983_ISM.gif 1999_ISM.gif choć
zdarzały się oczywiście i słabe reakcje jak w 1994.gif czy wyprzedzenie
takiej publikacji jak 1987.gif Wniosek jednak dość oczywisty - zawsze
rekordowe wartości wskaźnpoprzednich akapitach. Tym razem rekordowe odczyty mamy znowu
przy tym ostatnim, co już niedługo zyska szczególne znaczenie przy okazji
publikacji wyników spółek w kolejnych kwartałach. Sezon ostrzeżeń/wyników
już za chwilę.
Zupełnie osobną nowelkę należałoby napisać odnosząc się do piątkowych danych
makro w USA. Oczekiwałem takiego rozczarowania, choć zdecydowanie nie w tym
miesiącu. Większość danych wskazywała, że dopiero dane za kwiecień pokażą
dramat. Co ta publikacja zmienia ? Pisałem już, że mamy tutaj małą
schizofrenie, bo fatalne dane o bezrobociu oznaczają nie tylko słabszą
koniunkturę w gospodarce, ale też są zapowiedzią mniej agresywnych podwyżek stóp
procentowych przez Fed, co już rynek akcji zadowala. Poza pierwszą reakcją w
dłuższym terminie niemal zawsze wygrywa tutaj interpretacja, że tak złe dane
będą szkodzić rynkowi akcji w kolejnych miesiącach (spadną indeksy nastroju,
wydatki konsumentów etc.). Ale w krótkim terminie większy kapitał znowu
mógłby zainteresować się akcjami. Taka interpretacja na piątkowej sesji
obowiązywała bardzo krótko - do czasu podania bardzo ważnego indeksu ISM,
oraz omyłkowej (przedwczesnej) publikacji przewidzianego na przyszły tydzień
ISM dla strefy usług (ISM Services). Oba indeksy były wyraźnie lepsze od
rynkowych prognoz, co natychmiast odwróciło osłabienie dolara w jego
umocnienie, osłabiło waluty rynków wschodzących i przeceniło indeksy
giełdowe. Czemu ? Bo to najgorsza mieszanka dla inwestorów - z jednej strony
dane ISM zabierają argument o mniej agresywnych podwyżkach stóp procentowych
(patrz subindeksy cen - wzrost z 65,5 do 73,0 !!! a subindeks zatrudnienia z
57,4 na 53,3), a z drugiej mamy fatalne dane z rynku pracy, które swoje
żniwo zbiorą dopiero w kolejnych miesiącach.
Jak to całe zamieszanie wpłynie na rynek Polski ? Nie można wyciągać z tego
jednoznacznych wniosków, które wyraźnie wskazują kierunek. Nie ma tutaj
czarne/białe. Teraz inwestorzy muszą znaleźć odpowiedź na pytanie, czy
bardziej należy bać się podwyżek stóp procentowych, czy też kupować akcje
przy dobrych danych makro te podwyżki zapowiadające. Tak samo jak to było w
czasie cyklu obniżek stóp procentowych, tak samo będzie to funkcjonować
teraz - będą różne etapy, które w dużej mierze zależne będą od wypowiedzi
samego Greenspana i kolejnych danych makro. Zarówno polskiemu, jak i
amerykańskiemu rynkowi akcji pomagać będą więc wszystkie dane wskazujące na
spadek presji inflacyjnej, w tym także np. spadające ceny ropy.
Z tej listy na ten tydzień rynki poznają jedynie opinię Greenspana, bo
kalendarz danych makro świeci pustkami. Dosłownie żadnego dnia nie ma jednej
istotnej publikacji (ISM Services już znany). Zarówno na rynku polskim (u
nas dopiero 14 kwietnia inflacja), jak i amerykańskim. Za to Greenspan
wystąpi w tym tygodniu aż trzykrotnie. We wtorek w końcówce amerykańskiej
sesji wygłosi wykład o rynku energii, a więc uwaga wtedy na ceny ropy. To
może mocno ruszyć rynkiem. I chyba tylko to, bo w środę i piątek będą tylko
ogólniki i zwyczajowo Greenspan powie tak, by nic nie powiedzieć.
Nie ukrywam więc, że oczekuję bardzo spokojnego tygodnia i niechętnie
podchodzę teraz do stawiania jakiejś prognozy. Zachowanie rynku przez cały
tydzień nie wskazało wyraźnego kierunku (najpierw dobra reakcja na RPP,
zamknięcie luki bessy z połowy marca po dwóch dobrych sesjach z window
dressing w tle, a potem piątkowa sesja pachnąca dystrybucją, gdy brak było
kontynuacji wzrostu w sprzyjających warunkach), a piątkowe emocje na
światowych rynkach finansowych (waluty, obligacje i dopiero na końcu akcje)
wskazują, że nawet najwięksi gracze są mocno zdezorientowani i rynkom.
Zresztą do piątkowej sesji widać było faktycznie wyraźny popyt na złotego i
podobne zachowanie walut naszego regionu. Ale patrząc na rynkowe stopy
procentowe w nieco dłuższym terminie nie można się łudzić, że zagraniczny
kapitał będzie płynąć na GPW Wykres3.gif Nawet gdyby zmienił się teraz trend, to akurat w tym wypadku
rynki tylko na to reagują, a nie starają się dyskontować. Podsumowując - w
poprzedniej Weekendowej oczekiwałem chwilowego przesilenia,
uspokojenia nastrojów i odreagowania. Odreagowanie teraz już było, więc
jedyne co na ten tydzień pozostało to ... uspokojenie.
[email protected]