Reklama

Kolejny zastrzyk kapitału

Szukanie ratunku przed bankructwem, chęć powiększenia kapitału obrotowego lub oddłużenia się, fuzje i przejęcia czy realizacja nowych projektów inwestycyjnych - to powody, dla których spółki sięgają po kapitał. Spółki, które już są notowane na giełdzie.

Publikacja: 27.04.2005 09:13

Przedsiębiorstwa wybierają się na GPW zwykle po to, by zdobyć kapitał lub by ich właściciele mogli zainkasować pieniądze, sprzedając "stare" akcje. Przyczyny, dla których firmy emitują nowe walory, są różnorodne. Część chce zainwestować w maszyny, inne zamierzają przejąć konkurenta z branży, jeszcze inne wybudować fabrykę za granicą (czytaj "Co się dzieje z pieniędzmi inwestorów?" str. II-III). Generalnie zawsze chodzi o jedno: środki na rozwój. Rynek ofert publicznych zdominowały w kilkunastu ostatnich miesiącach podmioty, które dopiero zabiegają o wejście do notowań. W ich cieniu akcje sprzedają jednak także spółki od dawna obecne na GPW. Przypominają w ten sposób, że jedną z zalet statusu giełdowego jest możliwość ponownego sięgnięcia do kieszeni inwestorów. Kiedy emitenci korzystają z tej możliwości?

Emisje ratunkowe

Od razu można wskazać jedną zasadniczą różnicę. Spółka spoza GPW, która od lat ma kłopoty finansowe, nie ma czego szukać na rynku kapitałowym. Szanse na to, że sprzeda akcje, są minimalne. Tymczasem dla firm notowanych, które popadły w tarapaty, emisja jest często ostatnią deską ratunku.

W ostatnim czasie ratunkowe emisje zrealizowały dwie firmy odzieżowe: Bytom i Próchnik. Obie od lat mają straty, przejadły kapitał, w jaki wyposażyli je akcjonariusze, i ledwo wiążą koniec z końcem. Bytom próbuje stanąć na nogi, zwiększając przychody. Ma jednak kłopot: z jego wynikami dostęp do kapitału z zewnątrz jest bardzo ograniczony. A sama spółka nadwyżek finansowych nie generuje. Stąd pomysł na emisję, a właściwie na trzy: dla wierzycieli (żeby zmniejszyć zobowiązania) oraz dla wybranych inwestorów i akcjonariuszy (żeby zasilić kapitał obrotowy).

Próchnik jest w jeszcze gorszej sytuacji. To chyba giełdowy rekordzista pod względem liczby uchwał mówiących o celowości dalszego kontynuowania działalności - mimo złych wyników. Przy życiu firmę trzymają tylko zlecenia przerobowe od niemieckiego Hugo Bossa. Firma postawiła wszystko na jedną kartę. Wyemitowała akcje dla wierzyciela oraz dla akcjonariuszy. Efekty? Inwestorzy niechętnie godzą się ze stratami. Jeżeli widzą, że jest szansa na uratowanie spółki, czasem są skłonni jeszcze raz jej pomóc. Wierzyciele często myślą tak samo. Tym bardziej że udział w emisji daje im szansę zamiany należności, których dochodzenie jest czasochłonne, kosztowne i niepewne, na akcje - które można zwykle bez kłopotu i szybko zamienić na gotówkę.

Reklama
Reklama

Niektóre emisje są od razu pomyślane jako sposób na oddłużenie lub stanowią, choćby nieoficjalny, element postępowania układowego z wierzycielami. W ostatnich latach najbardziej spektakularnymi przykładami operacji oddłużeniowych były konwersje zobowiązań na kapitał w Netii (wierzyciele objęli ponad 90% kapitału) czy Stalexporcie. Także mniejsze firmy korzystają z tej możliwości. W ten sposób oddłużało się np. MNI (d. Szeptel).

Dwa najświeższe przykłady wskazują jednak, że nie ma tu żadnego automatyzmu. Bytom sprzedał część akcji dla wierzycieli, ale największego nie udało mu się przekonać do konwersji. Tylko akcjonariusze, którym spółka sprzedawała papiery taniej, dopisali. W rezultacie firma ma nieco mniejsze długi (o ponad 3 mln zł) i więcej gotówki (o 2,5 mln zł).

Próchnik zmniejszy zadłużenie o 2,7 mln zł. Oprócz tego ma do wykorzystania około 15 mln zł (też pójdą częściowo na spłatę zobowiązań: ZUS-owskich czy zaległych rat układowych). To gigantyczna kwota, jak na firmę, której roczne obroty spadły do kilku milionów złotych.

Kiedy brakuje gotówki

Poza tym spółki giełdowe decydują się na emisje nie tylko po to, by ratować skórę czy zdjąć garb zadłużenia. Kalkulują podobnie jak debiutanci - co okaże się korzystniejsze: kredyt czy sprzedaż akcji. Albo nie chcą bądź nie mogą już zaciągać długów, ale zamierzają się szybko rozwijać.W tym kontekście interesująco wygląda przypadek Ferrum (d. Huta Ferrum). Spółka chciała sprzedać 5 mln akcji, znalazła chętnych na niespełna 1,9 mln, co wystarczyło jednak, aby oferta doszła do skutku. Inwestorzy nie byli zbyt chętni wykładać pieniędze na akcje firmy, która w latach 2000-2003 wygenerowała w sumie 100 mln zł straty netto i musiała - restrukturyzując zadłużenie bankowe oraz zawierając układ z kontrahentami - ratować się przed bankructwem. Nie przekonały ich bardzo dobre wyniki za 2004 rok i jeszcze lepsze prognozy na ten rok, mimo że nie uwzględniały wpływów z emisji.

Spółka nie organizowała jednak oferty ratunkowej. Wiedzie się jej przecież coraz lepiej. Chodziło jej o to, by - mając zamknięte drzwi w bankach - rozwinąć produkcję i zwiększyć obroty. Wprawdzie nie udało się sprzedać wszystkich akcji, ale przecież ok. 18 mln zł też piechotą nie chodzi.

Reklama
Reklama

Modne fuzje i przejęcia

W nieco innej sytuacji są dwie firmy z sektora informatycznego, które zdecydowały się wyciągnąć rękę po kapitał: MacroSoft i Telmax (czytaj też str. III). Pierwszy chce pozyskać kilka milionów na poszerzenie oferty handlowej. Drugi liczy na znacznie więcej (choć i tak jego apetyt się zmniejszył - w ślad za kursem - ze 100 mln zł do około 60 mln zł). Pieniądze zamierza wydać na przejęcia. Warto zwrócić uwagę, że to już druga publiczna emisja firmy w ciągu kilku ostatnich miesięcy. Pierwsza trafiła do właścicieli Spinu. Umożliwiła połączenie obu przedsiębiorstw.

Spółka skorzysta w ten sposób z dwóch możliwości: sprzedaży papierów w celu pozyskania pieniędzy na akwizycje, i emisji, która stanowiła "zapłatę" za przej-mowane aktywa. Obie metody są bardzo popularne w gronie firm giełdowych. I obie właśnie w tej grupie przedsiębiorstw mogą być z łatwością wykorzystywane. Inwestorzy nie odmawiają pieniędzy na ciekawe projekty. W przypadku zaś "płacenia" akcjami za majątek, atrakcyjność tej formy transakcji polega właśnie na tym, że właściciele przejmowanej spółki zyskują papiery, które są wyceniane na rynku i które mogą być na nim zamienione na gotówkę.

W przyszłości taką operację przeprowadzi informatyczny Ster- -Projekt, który zamierza się połączyć z ABG, emitując akcje dla właścicieli przedsiębiorstwa. Z kolei Sanwil, producent sztucznej skóry, chciał w marcu lub kwietniu przeprowadzić subskrypcję, by pozyskać pieniądze na zakup upatrzonej firmy. Nie dogadał się z jej właścicielami, więc ofertę zawiesił. Emisje spółek giełdowych mogą też być przykładem bardziej skomplikowanych operacji finansowych. Przykładem planowana transakcja Wielkopolskich Fabryk Mebli. Nowe akcje WFM trafią do Jaromy. Za uzyskane pieniądze WFM kupią ... Jaromę. Dopiero po pozyskaniu inwestora planują emisję oddłużeniową skierowaną na rynek.

Projekty inwestycyjne

Podobnie jak giełdowi debiutanci, spółki z GPW sięgają po kapitał także wówczas, kiedy mają w planach inwestycje. Przykładem Grajewo, które za pieniądze inwestorów buduje wartą kilkaset milionów złotych fabrykę w Rosji. Duże kapitały własne sprawiają, że następny zakład firma postawi z zysków i kredytów. Wielkość i wyniki spółki sprawiły, że nie miała kłopotów z uplasowaniem akcji o wartości 280 mln zł. Co innego internetowa Interia. W niedawnej ofercie sprzedała mniej niż połowę papierów i uzyskała z trudem kilka milionów złotych na projekty technologiczne.

Reklama
Reklama

Czasem inwestycje wiążą się z odejściem od dotychczasowej działalności i poszukiwaniem szansy w nowych sektorach. Przykładem Alchemia, która czeka na zgodę KPWiG, by wyemitować w ramach prawa poboru prawie 9 mln papierów i zwielokrotnić kapitał. Zamiast garbować skóry firma chce utylizować tworzywa sztuczne i handlować paliwami.Warto też zwrócić uwagę na przypadek Ceramiki Nowej Gali. Spółka w ubiegłym roku pozyskała pieniądze na rozwój i zadebiutowała na GPW. Wybudowała nową fabrykę. Planuje postawienie kolejnej. Pomyślała znów o giełdzie. Ostatecznie wstrzymała przygotowaną już emisję, bo uznała, że kurs jest za niski (nie oddaje jej potencjału). Ale mechanizm, z jakiego chciała skorzystać, jest optymalny: spółka pozyskuje pieniądze na giełdzie, korzystnie je inwestuje, a chcąc pokonać szybko kolejny etap rozwoju - znów sięga na giełdę. Na pewno byłoby jej łatwiej (i taniej) niż za pierwszym razem.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama