Przedsiębiorstwa wybierają się na GPW zwykle po to, by zdobyć kapitał lub by ich właściciele mogli zainkasować pieniądze, sprzedając "stare" akcje. Przyczyny, dla których firmy emitują nowe walory, są różnorodne. Część chce zainwestować w maszyny, inne zamierzają przejąć konkurenta z branży, jeszcze inne wybudować fabrykę za granicą (czytaj "Co się dzieje z pieniędzmi inwestorów?" str. II-III). Generalnie zawsze chodzi o jedno: środki na rozwój. Rynek ofert publicznych zdominowały w kilkunastu ostatnich miesiącach podmioty, które dopiero zabiegają o wejście do notowań. W ich cieniu akcje sprzedają jednak także spółki od dawna obecne na GPW. Przypominają w ten sposób, że jedną z zalet statusu giełdowego jest możliwość ponownego sięgnięcia do kieszeni inwestorów. Kiedy emitenci korzystają z tej możliwości?
Emisje ratunkowe
Od razu można wskazać jedną zasadniczą różnicę. Spółka spoza GPW, która od lat ma kłopoty finansowe, nie ma czego szukać na rynku kapitałowym. Szanse na to, że sprzeda akcje, są minimalne. Tymczasem dla firm notowanych, które popadły w tarapaty, emisja jest często ostatnią deską ratunku.
W ostatnim czasie ratunkowe emisje zrealizowały dwie firmy odzieżowe: Bytom i Próchnik. Obie od lat mają straty, przejadły kapitał, w jaki wyposażyli je akcjonariusze, i ledwo wiążą koniec z końcem. Bytom próbuje stanąć na nogi, zwiększając przychody. Ma jednak kłopot: z jego wynikami dostęp do kapitału z zewnątrz jest bardzo ograniczony. A sama spółka nadwyżek finansowych nie generuje. Stąd pomysł na emisję, a właściwie na trzy: dla wierzycieli (żeby zmniejszyć zobowiązania) oraz dla wybranych inwestorów i akcjonariuszy (żeby zasilić kapitał obrotowy).
Próchnik jest w jeszcze gorszej sytuacji. To chyba giełdowy rekordzista pod względem liczby uchwał mówiących o celowości dalszego kontynuowania działalności - mimo złych wyników. Przy życiu firmę trzymają tylko zlecenia przerobowe od niemieckiego Hugo Bossa. Firma postawiła wszystko na jedną kartę. Wyemitowała akcje dla wierzyciela oraz dla akcjonariuszy. Efekty? Inwestorzy niechętnie godzą się ze stratami. Jeżeli widzą, że jest szansa na uratowanie spółki, czasem są skłonni jeszcze raz jej pomóc. Wierzyciele często myślą tak samo. Tym bardziej że udział w emisji daje im szansę zamiany należności, których dochodzenie jest czasochłonne, kosztowne i niepewne, na akcje - które można zwykle bez kłopotu i szybko zamienić na gotówkę.