po pierwsze krótszego majowego tygodnia, co samo w sobie zawsze powoduje
nietypowe zachowanie rynku (utrudnia prognozowanie), a po drugie
towarzyszącemu temu tygodniowi natłokowi ogromnie ważnych publikacji w USA,
z decyzją i komunikatem po posiedzeniu FOMC włącznie. Ale o tym za chwilę.
Najpierw w ramach "otwierania oczu" skrytykuję trochę RPP i NBP. Nie
dlatego, że należę do jakiś zaciętych krytyków Rady. Po prostu coraz
wyraźniej widać jej błędy. Nie mówię przy tym, że wynikają one na przykład z
braku wiedzy lub złej woli. Główny problem to chyba fakt, że Rada ma kilku
członków, którzy są bardzo aktywni w mediach (często prezentując sprzeczne
stanowiska) i przejmują rolę jaka w USA czy Eurolandzie przypisana jest
jednej osobie - odpowiednio Greenspanowi i Trichet. U nas osobowość
Balcerowicza niewątpliwie jest wybitna, ale nie wypowiada się on tak często
w mediach (serwisach) jak czynią to pozostali członkowie, ani nie posiada
też w Radzie na tyle dużego autorytetu, by do swoich poglądów przekonać
resztę. W USA nie ma możliwości, by Greenspan zasugerował np. podwyżkę 25
pb. na 2 tygodnie przed danymi, a potem na posiedzeniu podejmuje się jakąś
inną decyzję. To byłby szok. U nas ta "komunikacja z rynkiem" szwankuje na
całej linii, a i często decyzje sprawiają wrażenie jedynie kompromisu, a nie
decyzji najlepszej.
Osobny artyzekiwania kreuje (konferencjami, wypowiedziami członków, wcześniejszymi
decyzjami etc.) i potem je zaspakaja. Właśnie w tym tygodniu mieliśmy
kolejny przykład, że wypowiedzi członków RPP jasno sugerowały w poprzednich
tygodniach cięcie co najwyżej 25 pb, a stopy obniżono o 50 pb. Czy to błędna
decyzja ? Na razie o tym nie piszę - chodzi mi tylko o fakt coraz częściej
wyraźnych sygnałów wysyłanych przez RPP i późniejszego zaskakiwania rynku.
Najwyraźniejszym tego skutkiem jest np. rollercoaster jaki (choć oczywiście
nie tylko dzięki RPP) mamy od paru miesięcy na rynku walutowym. Nikomu to
nie służy.
Nie mogę też nie wrócić do sierpnia zeszłego roku. Od razu zaznaczę raz
jeszcze, że nie chodzi mi tylko o krytykowanie Rady dla samej takiej
krytyki. Na decyzje Rady nie wpłynę. Chodzi o "otwarcie oczu", by nie być
zaślepionym na wypowiedzi członków RPP, czy projekcie inflacji. Większość
banków inwestycyjnych, czy agencji ratingowych znacznie lepiej analizuje
rynek. Ale jak już wspomniałem - wszystko to efekt braku lidera w RPP.
Wracając do wspomnianego sierpnia, trzeba przypomnieć, że RPP zaszokowała
wtedy rynek podwyżką stóp o 50 pb do poziomu 6,5%. Nieładnie zacytuję, co
pisałem wtedy w Weekendowej - " Jeśli w czerwcu mamy podwyżkę +50 pb.,
następnie w lipcu +25 pb, a przed kolejnym posiedzeniem mamy sytuację taką,
że: produkcja przemysłowa rośnie wyraźnie poniżej rynkowych oczekiwań, to
samo sprzedaż detaliczna, lipcowy CPI, czy w końcu wolniej rosną oczekiwania
inflacyjne w porównaniu do inflacji, to chyba jasnym jest że presja
inflacyjna słabnie, podobnie jak cała gospodarka. Sytuacja taka przemawia za
rozważeniem wręcz braku podwyżki, lub pozostaniu przy jedynie +25 pb. RPP
robi zupełnie inaczej i podwyższa stopy o +50 pb. Dlaczego ? Szydło wyszło z
worka dopiero na konferencji prasowej, z której wynikało, że RPP mocno
przestraszyła się projekcji inflacji, którą NBP opublikuje 31 sierpnia.".
Wróćmy w takim razie do tamtej projekcji. Zanim pokaże wykres trzeba
obiektywnie przypomnieć, że projekcja opiera się na założeniu braku zmian
stóp procentowych i przygotowywana była przed lipcową podwyżką +25 pb i tą
szokującą sierpniową +50 pb. Projekcja obarczona jest także "ryzykiem i
niepewnością". W naszym przypadku można przyjąć, że były to głównie ropa,
waluta i ceny żywności - dlatego wykres jest wachlarzowy. Ale nawet jeśli
przyjąć, że wszystkie trzy wymienione czynniki gwałtownie obniżałyby
inflację (a tak nie było), to nikt mnie nie przekona, że podwyżka 75 pb w
tak krótkim !!! okresie sprowadziła inflację w obszar celu inflacyjnego NBP.
Projekcja była po prostu fatalna i fakt, że jest robiona przy założeniu
braku zmian stóp procentowych wcale nie zwalnia tego dokumentu od krytyki.
Szczególnie (a raczej tylko wtedy), gdy tak duże rozbieżności mamy w tak
krótkim terminie. Przypomnijmy wykres Projekcja_sierpien.gif a inflacja na
koniec I kw. 2005 r. jest już w granicach celu inflacyjnego.
Mądry Polak po szkodzie ? Ktoś powie, że tak samo jak na wykresach
giełdowych widać ładne trendy, tak w przypadku inflacji jej spadek oczywisty
staje się dopiero po fakcie. Sięgam więc do archiwum, bo obiecałem, że
kiedyś to przypomnę. 31 sierpnia 2004 r. Agencja Moody`s pisze - "Ponieważ
przyczyny wzrostu cen są przejściowe (słabość waluty, wzrost cen ropy i
żywności oraz zmiany podatkowe), oczekujemy, że inflacja liczona rok do roku
spadnie w przyszłym roku ponownie w okolice dwóch procent.". Reuters w
kolejnym akapicie podaje (prognozę wyższej inflacji) - "Narodowy Bank
Polski (NBP) spodziewa się, że z powodu rosnącej presji płacowej i cenowej
inflacja utrzyma się w tym roku na wysokim poziomie - po wzroście do 4,6gnęliśmy szczyt inflacji, czy też - jak twierdzi
zespół analityków NBP - ten szczyt dopiero nastąpi na początku roku 2005".
No to przypomnijmy teraz, że to Moody`s miał racje (możliwe, że latem tego
roku osiągniemy inflacje nawet 1%), a szczyt inflacji osiągnęliśmy właśnie w
sierpniu. Każdy popełnia błędy i nie chcę się nad nikim pastwić (jeszcze
ktoś dokładniej sięgnie do archiwum moich tekstów :). RPP i NBP powinny być
jednak świadome błędów jakie popełniły, bo zapewne przed wyborami zacznie
się walka z politykami, których RPP krytykować będzie za nieodpowiednią
politykę fiskalną oddalającą strefę euro. Podnosząc zbyt agresywnie stopy,
RPP sama przyczyniła się (przyczyniła się, to nie to samo co spowodowała)
do spowolnienia wzrostu gospodarczego (kolejne agencje i banki znowu
obniżają prognozy wzrostu gospodarczego), a więc i oddalenia reform
fiskalnych. A właśnie reforma fiskalna jest teraz ważniejsza, niż niska
inflacja, bo to nie inflacja stoi na drodze do euro. To nie jest
populistyczny slogan, ale fakt faktem, że do zadań RPP powinno dopisać się
dbanie także o wzrost gospodarczy.
Historia zatacza jednak koło i Rada znowu swoją decyzją zaskoczyła w tym
tygodniu rynek. Czy zmiana nastawienia na neutralne była słuszna ? Z jednej
strony tak - bo przecież gdyby RPP stopy obniżyła o 50 pb. (w obliczu
"ryzyka politycznego"), to na rynku drastycznie wzrosłyby oczekiwania
dalszej redukcji stóp. A nie o to chodzi. Z drugiej jednak strony,
zastanawia mnie jak Rada poradzi sobie w kolejnych miesiącach. Przecież
wszyscy są zgodni co do tego że inflacja będzie spadać, a więc realne stopy
procentowe będą rosły. To powinno wymusić na RPP kolejne obniżki, które albo
muszą być poprzedzone zmianą nastawienia na łagodne (wtedy bez sensu jest
ostatnia decyzja cięcia 50 pb i zmiany nastawienia), albo odbywać się z
poziomu nastawienia neutralnego i takie też rozwiązanie sugerują członkowie
Rady. Dobrym uzasadnieniem takiego działania będzie wspomniane "ryzyko
polityczne", choć w perspektywie niemal roku tak naprawdę zupełnie nie widać
możliwości jego zmniejszenia (najpierw kampania, potem wybory, potem
tworzenie koalicji, potem demaskowanie faktycznego stanu finansów
publicznych, a dopiero potem przedstawianie programu reform). Dobrze cięcie
stóp (w tym roku 25-50 pb.) z poziomu nastawienia neutralnego skomentował J.
Jankowiak i pozwolę sobie zacytować - " Przyjęte przez Radę rozwiązanie
sprawia w tej sytuacji wrażenie zorientowanego raczej na krótką niż na
dłuższą metę. Zgodny z intencjami RPP odbiór kwietniowej decyzji przez rynek
obciążony jest poważnym odłożonym kosztem. Jest nim zakłócenie komunikacji w
przypadku cięcia stóp z nastawienia neutralnego przy subiektywnie
wycenianej wadze zasadniczo niezmienionego ryzyka politycznego. A coś
takiego właśnie zapowiada korzystniejszy bilans ryzyk dla przyszłej
inflacji, który pokaże majowa aktualizacja projekcji inflacyjnej. ... Jest
oczywiste, że ten koszt będzie tym większy im więcej cięć następowałoby z
nastawienia neutralnego". Kolejny głos w kwestii niedocenianej (szczególnie
w ostatnim roku) wagi komunikacji Rady z rynkiem.
Tyle o naszej inflacji i banku centralnym. Płynnie przeskoczmy za Ocean,
gdzie nie mniejsze dylematy stoją przed amerykańskim FED. W tym tygodniu
poznaliśmy rozczarowujące wstępne dane o PKB w I kw. tego roku. Jeśli
rewizje potwierdzą te dane, to mamy fatalną kombinację niskiego wzrostu
gospodarczego (najniżej od 2 lat) i rosnącej presji inflacyjnej - stagflacja
jak się patrzy. Fed obradujący w tym tygodniu ma potężnie twardy orzech do
zgryzienia. Musi podnieść stopy, by zatrzymać inflację, ale z drugiej strony
przecież dusi to wzrost goswchodzić nie będę, bo jest to w
większości serwisów, za to sugeruję spojrzeć na rynek nieruchomości, z
którego dane przeszły w tym tygodniu bez większego echa. Z jednej strony
słusznie, bo za dużo, za często i zbyt pesymistycznie mówiono o tym rynku od
wielu miesięcy. Z drugiej jednak strony sugeruję spojrzeć na rynek
nieruchomości przez pryzmat inflacji. Skoro na piątkowej sesji (w ten
piątek) indeksy mocno wzrosły, bo ropa gwałtownie spadła, a więc perspektywa
wzrostu inflacji (mocniejszych podwyżek stóp) się obniżyła, to czy rynek
nieruchomości zapowiadający mocny wzrost inflacji nie powinien rynku mocno
przestraszyć ? Powinien, ale to nie jest argument tak medialny i tak
czytelny jak kurs ropy. Ale po kolei - tak wygląda sprzedaż nowych domów w
USA od lat 60-tych. NEW_HOME_SALES.gif W tym tygodniu sprzedaż nowych domów
wzrosła o ponad 12%. Szokująca wartość i jak widać szokujące też poziomy. I
teraz najważniejsze - jeśli nałożyć na to inflację, to rysuje nam się dość
wyraźna zależność. Mniej więcej w 1-2 lata po rozpoczęciu gwałtownego
wzrostu sprzedaży nowych domów, dynamicznie zaczyna rosnąć inflacja. Jej
szczyt na początku lat siedemdziesiątych wypadł w dwa lata po szczycie
sprzedaży nowych domów. Gwałtowny zwrot na rynku nieruchomości inflacja
odwzorowała w 1975 r, oczywiście też z dwuletnim opóźnieniem. Ten sam
schemat mieliśmy na przełomie lat 70tych i 80 tych, po raz kolejny przy
gwałtownym wzroście sprzedaży nowych domów w połowie lat 80 tych i przy
załamaniu sprzedaży na początku lat 90 tych. Natomiast teraz mamy do
czynienia z niespotykaną dotychczas sytuacją, że bezprecedensowy w historii
wzrost sprzedaży nowych domów nie jest odzwierciedlany przez inflację. To
zagadka równie trudna, jak niska rentowność obligacji, czego nie potrafi
przecież wyjaśnić sam Greenspan. Historia jednak bardzo wyraźnie pokazuje,
że coś jest nie tak. Inflacja już teraz powinna zacząć gwałtownie rosnąć,
wymuszając kolejne podwyżki stóp procentowych (hamując gospodarkę). To z
kolei wymusi wzrost rentowności obligacji, a to podnosząc cenę kredytów
hipotecznych (wciąż jest to bardzo tani pieniądz) załamie rynek
nieruchomości. Nie napiszę, że tak się stanie w tym roku, lub nawet za
chwilę. Mamy niewątpliwie wyjątkową sytuację i nikt nie zgadnie ile ona
potrwa. Ale trzeba być świadomym takiej ewentualności, bo jeśli czarny
scenariusz się sprawdzi, to taka stagflacja bardzo silnie przeceni rynek
akcji. Pytanie tylko kiedy.
Tyle na dzisiaj ogólnych rozważań z prognozą we wstępie. Przypomnę, że w
poniedziałek jest normalnie sesja, a we wtorek GPW ma wolne. W poniedziałek
czeka nas więc pewnie śladowa aktywność i będzie więc czas żeby wtedy
poruszyć temat bardzo ważnego tygodnia w USA. Zacyzna się w poniedziałek od
publikacji indeksu ISM, we wtorek ogłoszenie decyzji i komunikatu po
posiedzeniu FOMC, w środę ISM w usługach (poprzednio omyłkowo podany był
przy ISM dla przymysłu), w czwartek produkcja przemysłowa, a w piątek mega
raport czyli dane o bezrobociu. Szykuje się więc ciekawy tydzień. Ale u nas
... tylko jego końcówka - w czwartek wyniki KGHM, a przede wszystkim
polityka, czyli głosowanie 5 maja (pewnie dopiero po sesji).
[email protected]