Według zarządzających, akcje Lotosu nie cieszyły się tak dużym wzięciem jak się pierwotnie spodziewano, więc inwestorom udało się wymusić dyskonto wobec PKN Orlen. Jednocześnie jednak, funduszom przydzielono znacznie więcej akcji niż oczekiwali zarządzający, spodziewający się 80-procentowej redukcji zleceń, mówią analitycy.
Grupa Lotos poinformowała we wtorek, że sprzedała 35 milionów akcji, stanowiących po podwyższeniu 30 procent kapitału spółki, wycenionej w ofercie publicznej na 3,3 miliarda złotych. Ze sprzedaży zrezygnowała jednak Nafta Polska, która miała sprywatyzować około 8 procent akcji spółki, licząc po podwyższeniu kapitału. Cena za akcję okazała się nieco wyższa niż oczekiwali ankietowani przez Reutera analitycy spodziewający się 27 złotych.
"Nikt nie chciał płacić więcej niż wskaźnikowo kosztuje PKN, więc mało było chętnych, chcących zaoferować cenę wyższą niż 30 złotych" - powiedział zarządzający aktywami w jednym z czołowych TFI. "Za cenę wyższej od prognozowanej ceny emisyjnej zmniejszono podaż. Wydaje się to sensownym posunięciem, a dyskonto względem PKN jest rozsądne" - powiedział Wojciech Wośko, makler w DM BZ WBK. Analityk BDM PKO BP Sebastian Słomka wyliczył, że cena emisyjna na poziomie 29 złotych oferuje około 4-procentowe dyskonto do PKN Orlen pod względem wskaźnika Cena/Zysk prognozowanego na 2005 rok.
Analitycy sądzą, że dyskonto jest uzasadnione tym, iż po zakończeniu oferty spółka będzie nadal firmą kontrolowaną przez skarb państwa i to bardziej niż pierwotnie zakładano, bo w 60 procentach. Lotos jest też dużo mniejszy od swych rywali i planuje program inwestycyjny o wartości 5,3 miliarda złotych, uznawany za czynnik ryzyka.
KWESTIA CENY