Takie zachowanie indeksu branżowego można interpretować na korzyść innych spółek notowanych na giełdzie. Firmy spożywcze zaliczane są do defensywnych - popyt na ich produkty jest w miarę stały, bez względu na punkt w cyklu ekonomicznym, w którym znajduje się gospodarka. Uważane są za w miarę dobrą inwestycję na czas bessy. Skoro inwestorzy nie kupują tego rodzaju papierów, to znaczy, że nie oczekują długotrwałych spadków cen na giełdzie. Inne wytłumaczenie - trudno im odnaleźć atrakcyjne papiery. To drugie stwierdzenie może być bliższe prawdy, co w dalszej części postaram się wykazać.
Trend nie został skończony
O tym, że proces wypuszczania powietrza ze spekulacyjnego bąbla dobiegł (lub dobiega) końca, informuje roczna zmiana wartości indeksu branżowego. W "normalnych" warunkach waha się między 50% i -50%. Hossa związana z wejściem do UE - na przełomie kwietnia i maja 2004 roku - podbiła ją do ponad 300%. Przeszło rok po akcesji roczna stopa zwrotu znalazła się na poziomie -25%. Po raz ostatni spadła tak nisko w marcu 2001 roku - na rynku rozpoczynał się wtedy długoterminowy trend boczny.
Powtórzenie scenariusza sprzed trzech lat i rozpoczęcie długoterminowego trendu bocznego wydaje się o tyle mało prawdopodobne, że nie ma sygnałów zakończenia trwającej od ponad roku tendencji zniżkowej. Owszem, ostatnie półtora miesiąca przyniosło odreagowanie, ale było ono poprzedzone silnym spadkiem. Wskaźniki techniczne (tygodniowe) znalazły się na bardzo niskich poziomach, ale nie było pozytywnych dywergencji (MACD, RSI, Ultimate). Nie znaczy to, że byki są bez szans - korekta powinna sięgnąć przynajmniej 38-proc. zniesienia ostatniej fali spadkowej, które znajduje się na poziomie 7,2 tys. pkt. To około 10% od wczorajszego zamknięcia sesji.
Graham nic by nie kupił