sesji, a także to, że nigdy ujemna baza nie daje "pewności` (nie ma na
giełdzie czegoś takiego), że nie dojdzie do spadku. Daje jedynie pewność
mniejszych strat, niż gdybyśmy stanęli po złej stronie rynku w momencie
hossy i przekręcenia bazy na plusy, bo na -100 pkt. baza się nie rozciągnie,
a na +20 pkt tak (o obu przypadkach od -40 pkt. odległość taka sama). Jednak
z sesji na sesję baza, choćby tylko w samym lipcu, bardzo często wyprzedzała
ruchy WIG20. Wszystko oczywiście wynika z poprzedniego akapitu, czyli z
węgierskiego BUX, na którego zmiany kontrakty szybciej reagują. Należy
podkreślić, że reagują prawidłowo i ruch na bazie w czasie sesji w
większości przypadków jest słuszny i w krótkim terminie jego kontariański
odczyt jest błędny. Wielu inwestorów źle interpretuje te pojęcia i
zmniejszenie bazy traktuje jako okazję do sprzedaży, a jej rozciągnięcie na
większe minusy jako spekulacyjną okazję do kupna. Zobaczmy na wykres
BAZA.gif Proszę samemu sobie przeanalizować, że baza bardzo często
wyprzedzała ruchy indeksu w kolejnych dniach. Najwyraźniej widać to 5 lipca,
który wyprzedzał głębszy spadek, 11-12 lipca gdy wybicie na nowe szczyty
dało kolejne 2 sesje wzrostu, następnie 13-14 lipca gdy zbliżała się
korekta, a potem 19 lipca, gdy następnego dnia mieliśmy znowu wybicie na
nowe szczyty i od razu kolejne słuszne oczekiwanie przez kontrakty korekty.ć, że baza po piątkowym
dziwnym zamknięciu wynosi aż -36 pkt. a Wigometr -25 pkt. 44% ankietowanych
przez GPW oczekuje spadku, a 19% wzrostu. Dla pełnego obrazu jeszcze USA - w
ankiecie Investors Intelligence (proszę nie porównywać nominalnych
wartości - tutaj jest mniejsza zmienność) byków jest 52,7% a niedźwiedzi
23,1%. Skąd taka rozbieżność między polskim pesymizmem, a amerykańskim
optymizmem ?
Zbyt dużo argumentów musiałbym wymieniać, ale nie będzie nieprzyzwoitym
uproszczeniem, gdy jako źródło wzrostów w USA podam obok danych makro
ostatnie systematyczne wpłaty do funduszy akcyjnych. Od końca maja saldo
wpłat i wypłat z amerykańskich funduszy akcji jest dodatnie w każdym
tygodniu. Wzrosty rozpoczęte na przełomie czerwca i lipca nie byłyby bez
tego możliwe. Oczywiście impulsem do ruchu w górę były dane makro, ale w
uproszczeniu jako główny popyt wskazywać można amerykańskie fundusze. U nas
wszyscy wiedzą, że żaden wzrost nie odbywa się bez zagranicznych inwestorów.
Ci na kontraktach raczej nie inwestują, ani GPW w Wigometrze ich nie
przepytuje, więc w takim układzie nie dziwią minorowe nastroje na
warszawskim parkiecie, który coraz bardziej obawia się odcięcia dopływu
zagranicznego kapitału. Ja od dawna pisałem, że zmiany nastrojów zachodniego
kapitału oczekuję dopiero na przełomie lipca i sierpnia. Bardzo mi nie
pasuje, że wraz ze zbliżaniem się do tej daty wejdę do bardzo licznego grona
niedźwiedzi, ale faktycznie dla zagranicznych funduszy stajemy się coraz
mniej atrakcyjnym rynkiem, a historia pokazuje, że bez pomocy z tej strony
trwałych wzrostów być nie może.
Dlaczego akurat przełom lipca i sierpnia ? Bo w środę RPP obniży stopy
procentowe, a 9 sierpnia Fed je podwyższy. Oczywiście taka tendencja nie
jest dla rynku nowością, ani żadną niespodzianką. STOPY.gif Ale na pewnym
etapie sprawia, że premia za inwestowanie na rynkach wschodzących jest
trochę zbyt mała w relacji do ryzyka. Opinię tą potwierdził w poniedziałek
bank J.P Morgan, który w notce do klientów przestrzegł inwestorów przez
zwiększaniem zaangażowania na rynkach wschodzących. Zdaniem analityków
banku, rynki nie w pełni jeszcze uwzględniły podwyżki stóp w USA (wzrost
atrakcyjności amerykańskich obligacji i "droższy" pieniądz), a do tego akcje
na rynkach wschodzących stają się relatywnie dosyć drogie. Zdaniem
analityków, nawet widmo zmniejszenia spreadu na rynku długu nie
usprawiedliwia ryzyka inwestycji (mowa tylko o zwiększaniu zaangażowania !)
na rynkach wschodzących. Takich głosów będzie coraz więcej, a nie
uwzględniają one jeszcze ryzyka politycznego, jakie lada moment zacznie
straszyć zagranicznych inwestorów w Warszawie, nieprzyzwyczajonych do
politycznej niepewności na taką skalę. Trzeba jednak dla zachowania
obiektywizmu dodać, że ostrzeżenia J.P Morgan odnośnie inwestycji na
rynkach wschodzących nie oznaczają, że bank oczekuję przeceny zarówno rynku
długu, jak i rynku akcji. Bardzo szybkie i spokojne odrobienie strat po
zamachach w Londynie pokazuje, że na razie ciężko będzie znaleźć impuls
będący podstawą mocniejszej przeceny.
Skoro kwestia stóp procentowych jest od dłuższego czasu główną siłą napędową
giełdowych indeksów, to spójrzmy teraz na wydarzenia ostatniego tygodnia
najmocniej wpływające na oczekiwania rynku co do decyzji banków centralnych
w Polsce i w USA. U nas hitem tygodnia była oczywiście produkcja przemysłowa
za czerwiec. Ze względu na ogromny (jednorazowy - zmiany przepisów !) wzrost
produkcji samochodów dane zaczęły być kwestionowane przez niektórych
analityków, ale wzrost to wzrost i szczególnie RPP na takie niuanse nie
zwracała nigdy uwagi. Produkcja wzrosła +6,8% i byłą wyraźnie spodziewa się cięcia aż o 50
punktów bazowych. W poprzedniej ankiecie, przeprowadzonej 10 dni temu, taką
ewentualność przewidywało 9 ankietowanych. Ale co ciekawe, swojej wersji
dalej trzyma się Merrill Lynch, który w środowym raporcie stwierdza -
"Niepewność wokół tempa wzrostu gospodarczego wydaje się dzielić Radę coraz
bardziej (...) Choć ostatnie wypowiedzi członków RPP nieco naruszają nasze
przekonanie o cięciu o 50 punktów w przyszłym tygodniu, to jednak wciąż
przyznajemy takiemu scenariuszowi większe prawdopodobieństwo niż redukcji o
25 punktów". I teraz uwaga - teoretycznie obniżki stóp procentowych są dla
akcji korzystne. Moim zdaniem, gdyby doszło do wspomnianego cięcia 50 pb.,
to po gwałtownej reakcji rozpocznie się realizacja zysków przez
zagranicznych inwestorów, którzy nie będą już grać pod dalsze cięcia stóp, a
zaczną ewakuować się przed rozpoczęciem gorącego okresu kampanii wyborczej,
wystawiającego złotego na ryzyko spekulacyjnego/politycznego osłabienia.
Przy okazji RPP zwrócę uwagę na ostatni felieton J. Jankowiaka, głównego
ekonomisty BRE Banku, który zwrócił uwagę na "półprzezroczystość" w
podejmowaniu ostatnich decyzji przez RPP. Chodzi o to, że w ostatnich
miesiącach mocno wzrosło znaczenie nastawienia Rady w polityce pieniężnej, a
ze względów, nazwijmy to proceduralnych, wyniki głosowania nad nastawieniem
(głosy poszczególnych członków Rady) nie są publikowane razem z wynikami
głosowania nad stopami procentowymi, ale dopiero w projekcji inflacji. Nikt
się tą kwestią nie zajmował w ostatnich latach, bo i też RPP nie korzystała
z tego instrumentu utrzymując neutralne nastawienie (sic!) w trakcie całego
cyklu obniżek stóp. W tej chwili mamy sytuację taką, że rozkład głosów nad
zmienianym ostatnio dwukrotnie nastawieniem poznamy dopiero w sierpniu.
Kolejna skaza w mało przejrzystym procesie komunikacji Rady z uczestnikami
rynku. Części czytelnikom wyda się to błahym problemem, ale czasami rozkład
głosów okazuje się sygnałem ważniejszym niż nawet sama decyzja o poziomie
stóp. Przykład reakcji rynków na publikowanie szczegółów głosowań z
posiedzenia Banku Anglii jest tutaj najlepszym tego potwierdzeniem. Gdyby
Rada tych głosów rozsądku zaczęła słuchać, to mogłaby jeszcze sztywno
ustalić godzinę publikacji komunikatu. Ale w ostatnich już latach to walka z
wiatrakami i pewnie RPP do wyborów nie zdąży. A po wyborach .... PO i PIS są
za rozwiązaniem RPP, co przyznam trochę mnie zdziwiło. Stanowisko PIS było
jasne, ale w przypadku PO trochę zdziwiłem się gazetowymi doniesieniami, bo
osobiście słyszałem kilka wypowiedzi broniących instytucji RPP ze strony
posłów PO. Jak widać polityka zmienną jest.
I w ten sposób dotarliśmy do nieprzyjemnego tematu polityki. Mam świadomość,
że część czytelników za tym nie przepada, ale nie można w przedwyborczych
miesiącach nie zwrócić uwagi na kilka politycznych wydarzeń. To polityka w
drugiej połowie roku będzie głównym tematem na rynkach finansowych. W tym
tygodniu najważniejszym wydarzeniem było opublikowanie programu
gospodarczego PIS. Nie wchodzę w szczegóły i nie będę tego tutaj analizować.
Zwrócę uwagę tylko na dwie rzeczy. Po pierwsze program PIS to jest ogólny
zarys polityki tej partii, a jego wykonanie po wyborach jest więcej niż
nierealne. Niespójność widać na każdym kroku. Przykładowo, PIS chce uzyskać
z prywatyzacji 7-10 mld podczas gdy z dywidend 1,5-2,5 mld zł. To oczywiście
stwierdzenie w stylu "mieć ciastko i zjeść ciastko". No chyba, że PIS
najpierw wypłaci ze wszystkich spółek rekordowe dywidendy, a potem je
sprywatyzuje po rekordowych cenach. Tylko gdzie znajdzie takich naiwnych
inwestorów ? (w tym roku prognoza wpływów z prywatyzacji to
uwagę, że jest to poważne ryzyko polityczne. Ja do tego podchodzę tym
bardziej poważnie, że kalendarz wyborczy (najpierw wybory parlamentarne, a
potem dopiero prezydenckie, przed którymi Tusk i Kaczyński musi się
poróżnić) nie będzie sprzyjać powstaniu nowego rządu, wybraniu premiera i
podziale ministerialnych tek. Ale najciekawsze w tym tygodniu wydają mi się
deklaracje potencjalnego przyszłego prezydenta Kaczyńskiego, który w
Sygnałach Dnia zadeklarował, że ... (w przypadku otrzymania ustawy z
podatkiem liniowym 3*15, choć wcześniej zasugerował, że takiej ustawy PIS
nie poprze więc nie ma szans na większość w Sejmie) .... "Oczywiście, że na
to się nie zgodzę, bo to jest element koncepcji budowy Rzeczpospolitej dla
ludzi zamożniejszych. Krótko mówiąc, ta ustawa - niezależnie od tego, co
będą nasi przyjaciele z Platformy mówić - tak jest, zwiększa obciążenie
podatkowe". Nie muszę tutaj dodawać, że drugi z potencjalnych kandydatów -
Cimoszewicz - również takiej ustawy by nie poparł. PO ma spory problem, a
bez takich podatków, jak twierdzi, nie będzie rządzić.
To może lepiej dla rynków, żeby wygrał PIS ? Tutaj też nie jest wesoło dla
rynków finansowych, przed czym przestrzega Gronicki w czwartkowym wywiadzie
dla Wyborczej. W odpowiedzi na to co może ograniczyć napływ zagranicznego
kapitału do Polski minister odpowiada (z czym w pełni się zgadzam).... że
"Jedynie niefrasobliwość następnego rządu, zwłaszcza wysyłanie negatywnych
sygnałów dotyczących jego zamiarów. Takim negatywnym sygnałem była na
przykład wypowiedź posła Marcinkiewicza (PIS), że deficyt budżetowy powinien
być przez kolejne cztery lata na poziomie 30 mld zł. Deficyt sektora
finansów publicznych byłby wówczas na poziomie 45 mld zł i po czterech
latach relacja długu publicznego do PKB mogłaby przekroczyć poziom 60%.
Jeżeli zapowiedź ta będzie podtrzymana przez ministrów przyszłego rządu,
rynki zareagują na nią negatywnie. Finanse muszą być niezależne od polityki,
muszą stać twardo na ziemi. Niepotrzebne są zapowiedzi radykalnych zmian w
podatkach. Tak się nie rozmawia z rynkami finansowym. Politycy powinni
raczej powiedzieć: naszym celem jest spokojna reforma finansów publicznych
(nie rewolucyjna, bo rynki rewolucji nie lubią) i utrzymywanie podatków na
poziomie konkurencyjnym wobec krajów sąsiednich." Polscy politycy powinni
wziąć sobie te słowa do serca.
Na koniec rzut oka na dwa wykresy. Pierwszy pokazuje negatywne dywergencje
WIG20 na dwóch najpopularniejszych wskaźnikach. Dywergencje.gif W obu
przypadkach wskaźniki nie potwierdzają nowego szczytu indeksu zarówno w
odniesieniu do przełomu lutego/marca, jak i w odniesieniu do czerwcowego
szczytu. Takie zachowanie jest wyraźnym ostrzeżeniem, przed możliwym zwrotem
rynku na południe. Ale nie rozumiem jednego. Prawie wszyscy zaczęli to
traktować jako koniec trendu wzrostowego. Nieco błędne podejście, wynikające
ze skali pesymizmu panującego na rynku. Negatywne dywergencje faktycznie
głośno ostrzegają przed możliwym zwrotem, ale do wejścia w trend spadkowy
jest jeszcze bardzo daleko. Mówienie o zachowaniu rynku w perspektywie kilku
następnych miesięcy, jedynie w oparciu o wygląd wskaźników, jest
nieporozumieniem. Równie dobrze po "przedwyborczej" korekcie (wychłodzeniu
wskaźników) możemy ruszyć do nowej fali wzrostowej. A jeśli spojrzymy na
zniesienia tylko ostatniego trendu wzrostowego, to miejsca na korektę do
"pierwszego" (istotnego) zniesienia jest nawet aż do 2000 pkt.
Zniesienia_KONTRAKTY.gif Zniesienia_WIG20.gif Przypomnę, że choćby
"głęboki" spadek po zamachach w Londynie doprowadził kontrakty do
zniesienia 38,2% i taka korekta okazała się wręcz oczyszczająca dla rynku.
razie jeszcze nie wywoła
to żadnej burzy w światowej gospodarce. U nas burzę wywoływać będzie za to w
tym tygodniu najpierw publikacja danych o sprzedaży detalicznej w
poniedziałek (to też pomoże RPP w podjęciu decyzji - prognoza +6,0%), a
potem inwestorzy skoncentrują się na środzie, kiedy to po pierwsze
dostaniemy komunikat z RPP (-25 pb i nastawienie dalej łagodne) oraz ....
pierwsze ważniejsze wyniki spółek za II - TPS oraz BPH. Z tego wynikałoby,
że kierunek na ten tydzień ustalą tak naprawdę dopiero środowe wydarzenia. O
ile wyniki spółek nie będą naprawdę świetne (wtedy zacznie się bycza gra pod
kolejne publikacje, mogąca przedłużyć wzrosty), to ja powoli skłaniałbym się
do mocniejszej korekty (jeszcze nie trendu spadkowego). Wiem, że większość
rynku oczekuje takiego scenariusza, ale ja w przeciwieństwie do większości
rynku oczekuję go dopiero teraz. Ostatni tydzień lipca fundusze powinny
zrobić jeszcze window dressing, a od początku sierpnia rozpocznie się
miesiąc przedwyborczego strachu, bez wsparcia zagranicznych inwestorów, dla
których podwyżki stóp przez FED i obniżki stóp przez RPP zlikwidują premię
za ryzyko inwestycji na polskim rynku.
[email protected]