- To nie jest żadna tajna umowa, to standardowa umowa handlowa, tyle tylko że z klauzulą poufności - powiedział nam Andrej Babiš. Jego zdaniem, pojawiające się w polskiej prasie zarzuty, że to jakieś tajne porozumienie, są absurdalne. A. Babiš przekonuje również, że uzgodniona wówczas cena pięciu spółek chemicznych, jakie od Orlenu ma kupić Agrofert, była adekwatna do ówczesnej sytuacji tych firm. - Zdecydowanie odrzucam wszelkie insynuacje, że to był biznes od początku niekorzystny dla Orlenu. W tamtym momencie to był normalny biznes i to można udowodnić, bo są na to dokumenty - stwierdził właściciel Agrofertu.
Odtajnienia chce również Orlen, tyle tylko, że ujawnić chce całość dokumentu. - Nie mamy nic do ukrycia, chcemy odtajnienia całości, bo tylko wtedy rynek będzie mógł ocenić sytuację - powiedział nam Dawid Piekarz, rzecznik PKN. Orlen twierdzi, że wielokrotnie zwracał się do czeskiego kontrahenta o zgodę na odtajnienie umowy. Agrofert nigdy się jednak na to nie zgodził. - Dlatego jeszcze raz ponowimy wniosek o ujawnienie tych umów - poinformowała płocka spółka.
Jak wyglądają rozmowy obu firm? Orlen twierdzi, że od dłuższego czasu kontaktuje się z czeską spółką. Agrofert jednak utrzymuje, że... żadnych rozmów nie ma. - Postęp w rozwiązaniu problemu nie jest mierzony liczbą wysłanych listów lub e-maili, ale konkretną propozycję wyjścia z zaistniałej sytuacji. Do dnia dzisiejszego Orlen takiej propozycji nie przedstawił - powiedział nam reprezentujący Agrofert w Polsce Dariusz Sobczyński.